Ostatnio wpadłam na taki pomysł podczas sesji z koleżanką - robiłyśmy jej rozkład na związek i nagle pomyślałam, a co gdybyśmy pociągnęły jej kartę i kartę partnera i zestawiły je obok siebie? No i zaczęłyśmy się zastanawiać, czy to w ogóle ma sens jako metoda. W astrologii synastria polega na nakładaniu dwóch map, więc dlaczego nie spróbować czegoś podobnego z tarotem? Wyciągasz kartę reprezentującą energię jednej osoby, kartę drugiej i patrzysz, co te dwie karty ze sobą robią. Czy ktoś to w ogóle praktykuje albo słyszał o czymś takim?
Słyszałam o tym podejściu, ale nigdy nie traktowałam tego jako odrębną metodę. Zazwyczaj jak robię rozkłady na relacje, to karty same w sobie mówią o dynamice między osobami. Ale to co opisujesz brzmi inaczej - chodzi ci o to, żeby każda osoba miała swoją kartę-reprezentantkę i potem patrzeć na ich wzajemne oddziaływanie?
haha Cesarz i Kapłanka to jest chyba najklasyczniejsza para w całym tarrocie 🙂 ale powiedz mi - jak wyciągacie te karty dla osoby? losowo, czy jakaś metoda żeby karta 'reprezentowała' człowieka? bo to mnie ciekawi bardziej niż sam wynik
Significatory są stare jak sam tarot, więc to nie jest żaden wynalazek. Pytanie, które mnie bardziej interesuje: co robicie z kartami po zestawieniu? Bo można patrzeć na nie jako na statyczny obraz, ale można też sprawdzać na przykład, czy karty 'patrzą' w swoją stronę, czy w przeciwną, jak stoją względem siebie hierarchicznie, czy mają wspólne elementy symboliczne. To jest właśnie ta głębsza warstwa, której nie ma przy zwykłym rozkładzie na pytanie o związek.
Szczerze? Trochę mnie irytuje kiedy tarot miesza się z astrologią bez żadnych podstaw. Synastria to konkretna technika astrologiczna z wyraźnymi regułami. Nazywanie zestawienia dwóch kart 'synastrią tarota' to trochę nadużycie słowa. To co opisujecie to po prostu rozkład relacyjny z significatorami, który istnieje od dawna i ma swoją nazwę.
A ja mam głupie pytanie - czy można w ogóle losować kartę dla kogoś, kto nie jest przy stole? Znaczy, ta osoba nie tasowała kart, nie dotykała tali, nic. Czy to nie jest tak, że karta nic wtedy nie powie o tej osobie, tylko o tym jak TY ją postrzegasz?
Dobra, to ja podam ten przykład co miałam z koleżanką, bo to było naprawdę zabawne. Ona losuje kartę dla siebie - wychodzi Kapłanka. On losuje kartę dla niego - wychodzi Cesarz. I jak patrzysz na te dwie karty razem to masz z jednej strony kobietę siedzącą spokojnie między kolumnami, zamkniętą, introwertyczną - i po drugiej stronie faceta na tronie który kontroluje wszystko wokół. To opisywało ich dokładnie. Ona się śmiała że tak, on chce rządzić a ona robi swoje. 🙂
hehe to fajny przykłąd ale a co jeśli wyjdą dwie karty które nijak do siebie nie pasują albo są z zupełnie innych energi? np Głupiec i Świat? co wtedy?
O rany, Dziesięć Mieczy jako 'co chce wziąć z relacji'?! To brzmi dramatycznie! Melania, a jak wy to interpretowałyście? Że ona chce cierpienia, czy że szuka w tej relacji jakiegoś oczyszczenia przez ból? Bo to chyba ogromna różnica w interpretacji i teraz jestem bardzo ciekawa jak podeszłyście do takiej trudnej karty w tym kontekście.
dziesiatka mieczy jako 'co chce wziąć' brzmi jak ktoś kto szuka dramatu 🙂 serio ale ta pozycja 'co wnosi / co chce wziąć' jest super pomysłem, nigdy tak nie myślałam o tym układzie. czy to wy same wymyśliłyście te pozycje czy gdzieś wyczytałyście?
a czy jak robi sie taki rozkład dla relacji to te karty significatorów leżą przez cały czas i potem dokłada nowe, czy znaczy może te dwie środkowe też się mieniają w trakcie? nie wiem czy dobrze rozumiem jak to technicznie wygląda
Mnie interesuje co Bluszczyk wcześniej napisała, znaczy co ja napisałam, że karty dla kogoś innego mogą pokazywać nasze projekcje. Bo jak robiłam rozkład dla swojej sytuacji z jedną osobą, to wyciągałam karty i myślałam - okej, ale czy to jest naprawdę 'on', czy to jest mój obraz 'jego'? I wiecie co, ostatecznie doszłam do wniosku że to i tak jest użyteczna informacja. Ale czy ktoś z was miał moment kiedy karta zupełnie nie pasowała do tego co wiecie o tej osobie?
To nie jest naiwne pytanie, sama się nad tym zastanawiałam. Myślę że to zależy od pozycji. Wielkie Arkana w pozycji 'co łączy' albo 'energia relacji' to rzeczywiście może sugerować coś ważniejszego. Ale Wielkie Arkano jako karta 'wyzwania' w relacji też nie jest dobra wiadomością, bo wyzwanie wtedy jest poważne. Więc samej liczby Wielkich Arkanów bym nie liczyła tak prosto.
Czytam ten wątek od samego początku i mam pytanie może podstawowe - czy do takiej synastrii tarotowej potrzeba specjalnej talii, czy można wziąć dowolną? Bo mam tylko jedną talię i zastanawiam się czy to wystarczy do rozkładu dla dwóch osób jednocześnie.
A ja mam zupełnie inne pytanie do całej dyskusji. Mówicie o synastrycznym zestawieniu kart dla dwóch ludzi - ale czy ktoś próbował to robić dla relacji z samym sobą? Znaczy, wyciągasz kartę jako 'ty teraz' i kartę jako 'ty jakiego chcesz' i patrzysz na dinamikę między nimi? Bo to chyba też można by zbudować na tej metodzie.
Nie robiłam jeszcze, to był pomysł z głowy. Ale teraz po tym co napisałeś mam ochotę spróbować. Wróćmy jednak do relacji z innymi, bo to jest temat wątku - czy ktoś wie jak interpretować sytuację kiedy obaj significatory to Wielkie Arkana i do tego z tej samej liczby? Na przykład Cesarzowa i Cesarz? To zbyt dużo podobieństwa czy akurat dobrze?
No i właśnie to mnie zastanawia - bo jak oba significatory to Wielkie Arkana z tej samej grupy, powiedzmy dwa karty związane z pierwiastkiem wody albo dwie karty 'siłowe', to czy to znaczy że ludzie są do siebie podobni i to dobrze, czy że wchodzą w konflikt bo oboje chcą dominować? Ktoś ma doświadczenie z taką kombinacją?
To zależy od których Wielkich Arkanów mówimy, bo to nie jest takie proste jak podobne kontra różne. Możesz mieć dwie karty które wyglądają podobnie energetycznie, a w relacji działają zupełnie inaczej. Możesz podać konkretny przykład jaki ci wyszedł? Bo bez konkretów to mogę tylko gdybać.
o, Księżyc i Gwiazda to akurat interesujące zestawienie! księżyc to niepokój i iluzje, a gwiazda to nadzieja i spokój - więc nie są takie same mimo że obie nocne. ale mnie bardziej zastanawia - czy przy synastrycznym rozkładzie w ogóle ma sens żeby significatory miały coś wspólnego? moze lepiej jak sa zupelnie różne?
dobra ja mam głupie pytanie ale sie zapytam - Wieża miedzy significatorami to zawsze zle? bo wieża to zmiana i rozpad ale czasem ta zmiana jest potrzebna, nie? wiec moze taka karta miedzy dwojgiem ludzi to nie wyrok tylko ostrzeżenie że cos sie będzie musiało zmienić zeby relacja sie rozwinęła
A jak dostaniecie Śmierć między significatorami to co? bo to jest ta karta co chyba wszystkich najbardziej przeraża a podobno wcale nie znaczy śmierci tylko transformację, ale jak ją wyciągnę to i tak się niedobrze robi
Czemu Diabeł bardziej niż Śmierć? Serio pytam, bo to nie jest oczywiste. Co Diabeł miałby oznaczać między dwiema osobami w rozkładzie?
No i to jest coś z czym się zetknęłam w praktyce niestety. Robiłam rozkład dla swojej sytuacji z pewną osobą i dostałam właśnie Diabła gdzieś w środku układu i za każdym razem kiedy na niego patrzę to czuję że trafia dokładnie w to co czułam - takie przyciąganie które wiedziałam że jest złe ale nie mogłam się od niego uwolnić. Nie wiem czy to karta mi 'powiedziała' czy ja nałożyłam to co już wiedziałam.
Nie brzmi dziwnie, rozumiem to! Sama czasem potrzebuję czegoś zewnętrznego żeby uwierzyć we własną intuicję. Ale mam pytanie do całej tej dyskusji - mówimy o Wielkich Arkanach i ich znaczeniu między significatorami, ale co z Małymi? Czy ktoś ma jakąś zabawniejszą historię, bo ten wątek miał chyba być trochę lżejszy? Bo czytam i czuję się jak na terapii.
Hahaha Szaleniec jako significator! To jest idealne! I co, powiecie mi że to nie trafiło w punkt? Bo jak słyszę 'on jest totalnie nieobliczalny' to Szaleniec wydaje się wręcz oczywisty w tej roli. Ale ciekawi mnie co wyciągnęłyście dla niej? Bo to chyba też musiało coś powiedzieć o tej dynamice?
Dla niej wypadła Kapłanka! I to było już prawie poetyckie, bo ona rzeczywiście siedziała z tym uczuciem bardzo długo sama, nikomu nie mówiła, obserwowała go z dystansu. Kapłanka i Szaleniec to chyba jedna z tych kombinacji gdzie karty po prostu mają poczucie humoru.
o matko, Kapłanka i Szaleniec to naprawde jest kombo 🙂 on skacze ze spadochronem a ona siedzi i robi mądrą minę i obserwuje. albo gorzej - ona go rozgryza lepiej niż on sam siebie i to ją w nim kręci. czy one same doszły do jakiegoś wniosku co z tym zrobić?
