Mnie ta metafora zewnętrzna/wewnętrzna trochę drażni, bo wydaje mi się sztuczna. Co to właściwie znaczy 'zewnetrzna'? Ze planety fizycznie coś robią z kartami? Nikt chyba tak nie twierdzi. A jeśli chodzi o wpływ na mnie - to już jest wewnętrzne z definicji, nie?
Ja prowadziłam notatki przez kilka miesięcy i zapisywalam czytanie zanim sprawdziłam co się dzieje astrologicznie. potem porównywałam. Ale sama nie wiem jak to ocenić - widziałam zbieżności, szczególnie przy Saturnie, ale czy to coś znaczy czy to mój mózg szukający wzorca?
A czy 'samo-wypełniająca się przepowiednia' to w ogóle argument przeciwko? Jesli myslenie o Saturnie ustawia mnie na tematy ograniczen i przez to zadaje inne pytania do kart - to i tak cos robi z moim czytaniem, nawet jesli Saturn nie istnieje.
Dobra ale ja mam problem z tym pragmatycznym podejsciem. Bo jesli mówię klientowi 'to wyszło bo Saturn' a tak naprawdę nie wiem czy Saturn cokolwiek zrobil, to trochę naciągam, nie? Mnie to uwiera praktycznie, nie filozoficznie.
Hmm, może coś zmienia, ale zastanawiam się czy klient to rozróżnia. Bo jak mowisz 'energia ograniczenia' to i tak sugerujesz że coś z zewnątrz na niego działa. A ja nie wiem czy tak jest.
Ale przecież żadna metoda wróżbiarska nie daje gwarancji mechanistycznej. Tarot sam w sobie nie 'działa' w sensie przyczynowym - to jest sposob, znaczy... to jest metoda interpretacji. Dodanie astrologii niczego tu nie zmienia pod względem epistemicznym.
Mam wrażenie że ta rozmowa krąży trochę wokół dwoch różnych pytań i warto by je rozdzielić. Pierwsze: czy planety realnie wpływają na karty lub czytajacego. Drugie: czy świadomość astrologii zmienia jakość czytania. Odpowiedź na drugie może być 'tak' niezależnie od odpowiedzi na pierwsze 😀
Mam pytanie do Szafirek84 - wróciłbym do tego co pisalas o Marsie i unikaniu czytań konfliktowych. Czy to znaczy że mars faktycznie wyciągał z kart trudniejsze karty czy raczej że twoja interpretacja była bardziej ostra? bo to dwie różne rzeczy.
A mi się właśnie wydaje ze to rozgraniczenie o którym pisze Jagodzianka jest kluczowe bo kiedy sama pytam o wpływ planet to mam na mysli to pierwsze pytanie - czy coś realnie działa. I na to chyba nikt tu nie ma odpowiedzi, tak?
No wiec chyba nikt nie ma odpowiedzi na to pierwsze pytanie i może warto to po prostu powiedzieć wprost? Ze wszystkie te doświadczenia które tu opisujemy są ciekawe ale nie mówimy nic o tym czy planety naprawdę coś robią z kartami czy ze mną jako czytająca.
Przepraszam że wchodzę w środek, bo śledziłam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie do osob ktore regularnie łączą tarot z astrologia. Czy macie poczucie, ze karty które wychodzą się zmieniają, czy raczej ze wasza interpretacja tych samych kart jest inna w różnych momentach astrologicznych?
Ale właśnie tu jest ciekawy problem - czy dobre czytanie to takie, w którym odczytujesz karte tak samo za każdym razem, czy takie, w którym kontekst modyfikuje interpretację? Bo jesli to drugie, to astrologia jako kontekst jest uzasadniona, nawet bez żadnego mistycznego uzasadnienia.
Czekajcie ale Jagodzianka ma racje w tym sensie że faza księżyca też jest astrologią i chyba większość z nas bierze ja pod uagę. Czym się różni patrzenie na księżyc od patrzenia na Saturna czy Marsa? Czy to nie jest ta sama kategoria dzialania?
Wracam do pytania Lawendowej bo myślę że jest tam ukryte coś ważnego. Ona pyta czy karty się zmieniaja czy interpretacja. Ale jest trzecia opcja, o której nikt nie mowi - czy zmienia się to, co klient przynosi na sesję. Bo jesli klient przychodzi do mnie podczas trudnego tranzytu i ma inną energię, inne pytania, inne lęki - to i czytanie będzie inne. Nie dlatego że Saturn zmienił karty ani moją interpretację, ale dlatego że zmieniło się pole relacji.
Mam takie pytanie, może naiwne, bo dopiero się uczę. Czy w ogóle jest jakiś system astrologii który mówi wprost, mechanistycznie, że planeta X powoduje że karta Y ma większą szansę wyjść? Czy zawsze chodzi o interpretację i kontekst?
I znowu wracamy do punktu wyjścia. Czyli nie ma systemu ktory by to mechanistycznie tłumaczył, ale są systemy które tworzą spojna siatke pojęciową między astrologia a tarotem. Moje pytanie do praktykujacych: czy ta siatka pomaga wam dawać lepsze czytania, mierzone tym ze klient wychodzi z czymś użytecznym?
Czytam tę rozmowę i ciagle mam wrazenie że krecimy się w kółko nie dlatego że temat jest trudny, ale dlatego że mieszamy pytania. Pytanie 'czy działa' i pytanie 'czy pomaga' to nie jedno pytanie. Można powiedzieć ze cos pomaga nie wiedząc czy działa. I odwrotnie - coś moze działać i nie pomagać. Czy możemy się zgodzić że to dwa osobne wątki?
Ale tu jest jeszcze jeden problem, który mnie uwiera. Mówimy cały czas o 'pomaganiu' jakby to był neutralny fakt, a przecież pomaganie w czytaniu kart jest subiektywne. Jak w ogóle mierzysz że czytanie było lepsze z kontekstem astrologicznym niż bez? Klient powiedział że mu pasowało? Bo to bardzo słaby miernik.
Chcę wrócić do czegoś konkretnego, bo mam wrażenie ze rozmowa trochę odplynela. Pytanie było o wpływ pozycji planet na czytanie. Astrologia ma bardzo konkretne narzędzia opisu momentu - tranzyt, dyrekcja, profekcja. Czy ktoś z was rzeczywiście śledzi efemerydę przed sesja i używa tego do przygotowania? Nie mówię o ogólnym 'jest pełnia' tylko o konkretnej pracy z mapą 😀
A czy zdarzyło ci się, że kontekst astrologiczny sugerował jedno, a katry wychodziły zupełnie w inną strone? I co wtedy robiłaś z tym napięciem? 🙂
Przepraszam że znów pytam o podstawy ale to mnie zastanawia po tym co napisala Szafirek84 - czy kiedy karty 'przecza' kontekstowi astrologicznemu, to nie jest przypadkiem argument za tym, ze te systemy sa jednak niezależne? Że jedno nie wpływa na drugie, tylko oba komentuja te samą rzeczywistosc z roznych kątów?
Ale jeśli to są dwa niezależne jezyki komentujące tę samą rzeczywistość, to skąd wiadomo który jest bliżej tej rzeczywistości w danym momencie? bo jeśli jedno mówi A a drugie mówi B, to 'to napięcie jest informacja' brzmi jak eleganckie wyjście z sytuacji bez wyraźnej odpowiedzi.
Mam takie przekonanie, choc mogę się mylic, że w praktyce większość czytajacych i tak hierarchizuje - albo ufa kartom bardziej, albo kontekstowi. I to jest decyzja intuicyjna, nie metodologiczna. Ciekaw jestem czy Saturnina jako astrolożka ma tu wyraźne zdanie.
No, to co powiedziała Saturnina jest według mnie ważniejsze niż cała poprzednia dyskusja o mechanizmach. Bo nawet bez rozstrzygnięcia 'czy planety wpływają', możemy rozmawiać o tym jak świadomie używać tych systemów razem. Czy ktoś ma jakiś konkretny model - nie filozoficzny, ale praktyczny - który stosuje regularnie?
Mnie też bardziej interesuje jak to wygląda w praktyce niż czy jest mechanizm. Czy ktos moglby po prostu opisać jedna konkretną sesję gdzie astrologia zmieniła sposób interpretacji kart? Nie ogólnie, tylko konkretny przypadek.
I to jest właśnie ta różnica o ktorej mowilam wczesniej. Nie ze karta wyszla inna, tylko że pytanie które zadalam było inne. Astrologia dała kontekst, który skierował uwagę. Czy to jest 'wpływ planet na czytanie' w sensie dosłownym? Pewnie nie. ale czy zmienilo to czytanie? tak, zdecydowanie.
No dobra, to co opisała Szafirek84 bardzo mi pasuje z... zaraz, przepraszam, mam zakaz tego słowa. To co opisala Szafirek84 bardzo mi bliskie z własnej praktyki. Mam pytanie do niej i do Paradoxy jednocześnie: czy macie wrażenie, że to działa bardziej przez was, czyli przez to, że wy wiecie o kontekście astrologicznym i to zmienia wasze pytania, czy jest coś jeszcze, jakiś inny poziom? 😛
