Chciałam napisać o czymś, o czym rzadko się tu mówi. Pracuję z kartami od kilku lat i przez ten czas trafiłam do mnie kilka osób które były w żałobie - po śmierci bliskich ale też po rozstaniach, poronieniach, utracie pracy która była całym życiem. I zauważyłam, ze tarot może tu naprawdę coś dać, ale tylko jeśli podchodzi się do tego bardzo ostrożnie. Nie chodzi o wróżenie "co będzie dalej", tylko o pracę z tym co jest teraz. Chciałam zebrać tutaj przemyślenia - jakie karty według was najlepiej opisują procesy żałoby i czy ktoś z was ma doświadczenie z takim układem celowo dobranym do pracy ze stratą? no nie pytam o przepowiadanie, tylko o używanie kart jako lustra...
Temat bardzo mi bliski, bo sama przeszłam przez żałobę po mamie i karty mi wtedy niesamowicie pomogły. nie szłam do nikogo, sama siadałam i ciągnęłam jedną kartę dziennie z pytaniem "czego dzisiaj potrzebuje" ;). I wiecie co - prawie za każdym razem wychodziło coś co miało sens. Najczęściej Gwiazda i Księżyc na przemian. Jakby talia wiedziała że jestem gdzieś pomiędzy nadzieją a tą ciemną nocą duszy.
Kazia, a jak długo robiłaś tę praktykę jednej karty dziennie? Bo zastanawiam się czy nie ma ryzyka, że w głębokiej żałobie można tarot "nadużyć" - pytać za często, szukać znaków wszędzie i w końcu to staje sie ucieczką zamiast przepracowaniem. Widziałaś to u siebie?
To co opisuje Kazia to w sumie klasyczny mechanizm - poszukiwanie uspokojenia zamiast konfrontacji. Elisabeth Kübler-Ross pisała o etapach żałoby i jak na to patrzeć przez pryzmat tarota, to Księżyc odpowiada zaprzeczeniu i dezorientacji, a Gwiazda temu momentowi kiedy zaczyna powoli coś świtać. Ale ważne pytanie do autorki tematu - pisałaś o układach celowo dobranych. Masz na myśli konkretne rozkłady czy chodzi ci o dobór znaczeń kart do etapów żałoby?
Wchodzę bo ciekawy temat. Z runicznego punktu widzenia - mam klientki które są i w runy i w tarot - to co opisujecie ma swój odpowiednik w Hagalaz, która symbolizuje rozpad starego porządku. haha ale wracając do tarota, bo to ten dział - czy ktoś pracował z Dziesiątką Mieczy w kontekście żałoby? Bo ta karta jest często źle interpretowana, a w kontekście straty może być bardzo wyzwalająca.
Czytam ten wątek od początku i w sumie chciałam zapytać - czy tarot w żałobie sprawdza się bardziej kiedy robi to się samodzielnie czy kiedy pracuje się z kimś? Bo rozumiem że Kazia robiła to sama i jej pomogło, ale zastanawiam się czy osoby bardzo pogrążone w bólu w ogóle są w stanie samodzielnie interpretować karty bez zniekształcenia przez emocje.
Celestria podnosi bardzo ważną kwestię. Pracuję z klientami od ponad dziesięciu lat i muszę powiedzieć wprost - są sytuacje kiedy nie powinnam brać kogoś w żałobie na sesję tarota. Szczególnie tuż po stracie, kiedy osoba jest w szoku. Wtedy karty mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc bo każde znaczenie zostanie przefiltrowane przez ból i desperację. Ktoś zobaczy Śmierć i zinterpretuje ją dosłownie, mimo że tłumaczysz symbolikę. haha kiedy według was jest ten moment, że można zacząć?
Mi się wydaje że dużo zależy też od jakie karty wychodzą na początku :). Jak ktoś w żałobie wyciągnie od razu Wieżę to może to być przytłaczające nawet jeśli interpretacja jest inna niż dosłowna. A wy robiłyście kiedyś rozkład specjalnie ułożony do żałoby? Mam na myśli taki gdzie pytania w pozycjach są miękkie, niekonfrontacyjne?
Tamarka i Kazia poruszają coś bardzo istotnego. Ja jak przygotowywałam się do pracy ze znajomą po stracie taty, to przemyślałam każdą pozycję. W końcu zostałam przy czymś takim: pierwsza karta - co niosę ze sobą z tego czasu, druga - co mnie teraz podtrzymuje, trzecia - co chce zostać zobaczone, czwarta - co może mi towarzyszyć w kolejnym kroku. żadnej karty przyszłości, żadnej karty "co będzie". Tylko teraźniejszość i zasoby.
Monisia, to brzmi bardzo mądrze i spójnie :). Chcę dodać coś od strony psychologii jungiańskiej, bo to trochę łączy się z tym co piszesz. Karty tarota w swojej strukturze archetypowej są naturalnymi nośnikami treści nieświadomości - i żałoba to jeden z tych momentów kiedy nieświadomość intensywnie pracuje. sny się zmieniają, wyobraźnia staje się bardziej żywa. Karty mogą być mostem do tej wewnętrznej pracy. Ale właśnie dlatego pytania muszą być otwarte i bezpieczne, tak jak ułożyłaś. ciekawi mnie jeszcze jedno - jak zadbałaś o siebie po tej sesji ze znajomą? Bo praca z kimś w żałobie jest też ciężka dla czytającego.
To co opisuje Monisia z tym zamknięciem przestrzeni jest bardzo ważne i ja bym to rozszerzyła. Przed trudną sesją staram się też sprawdzić swoje czakry - czy jestem wycentrowana czy nie noszę sama czegoś nieopracowanego co może się wymieszać z energią klienta. Ale wracając do tematu samych kart - czy ktoś wie jak w kontekście żałoby interpretuje sie Sąd Ostateczny? Bo ta karta mnie zawsze intryguje właśnie przy stratach, jest tam coś o powołaniu i odrodzeniu.
Czyli wracając do mojego pytania - czy w pracy z żałobą lepiej ograniczyć się do Wielkich Arkanów? Bo czytałam że mają głębszą symbolikę i może w takim momencie to jest właśnie to czego potrzeba, a Małe Arkana to jakieś codzienne drobiazgi ktore mogą tylko rozpraszać?
Dobre pytanie, tylko chcę powiedzieć coś ważnego: nie ma kart których "nie pokazuję". To byłoby manipulowanie przekazem. Jeśli wychodzi Dziesiątka Mieczy albo Trójka Mieczy, to wlasnie o tym trzeba rozmawiać :). Problem nie leży w karcie tylko w tym jak ją czytamy i w jakim kontekście pozycji rozkładu.
Kazia trafia w samo sedno tego o czym myślałam układając ten rozkład dla znajomej. Pytania futurystyczne w żałobie są chyba w ogóle pułapką - jakbyś pytała "kiedy mi będzie lepiej" zamiast "co teraz przeżywam" :D. Może dlatego rozkład żałobny powinien być całkowicie skupiony na teraźniejszości i na relacji ze stratą, nie na prognozowaniu?
Monisia, ale czy to nie jest trochę zbyt restrykcyjne? Żałoba to też patrzenie do przodu w pewnym momencie, nie? Nie wiem, może jedna pozycja "co daje mi siłę do jutru" albo coś w tym stylu mogłaby być. Nie jako prognoza, tylko jako zasoby.
Czytam tę rozmowę o pytaniach i pozycjach w rozkładzie i zastanawiam się - czy ktoś z was ma jakiś konkretny zapisany rozkład do żałoby który mógłby się tu podzielić? Nie żeby był jeden jedyny słuszny, ale żeby zobaczyć jak to wygląda w praktyce. Monisia wspomniała o swoim ale nie podała wszystkich pozycji :).
Monisia, dziękuję że napisałaś te pozycje, bo właśnie tego szukałam. Zapisałam sobie. Mam jedno pytanie - ta czwarta pozycja "co chce być zauważone" jest piękna ale troche zagadkowa. Jak to czytasz kiedy wychodzi karta?
To co Monisia opisuje jako "głos samej żałoby" bardzo mi się łączy z pojęciem cienia w psychologii głębi. Jung pisał że to co wypieramy nie znika, tylko działa głębiej. W kontekście żałoby te wypierane treści - złość na osobę która odeszła, ulga, wstyd z powodu tej ulgi - to są rzeczy które najtrudniej zobaczyć :). I właśnie taka pozycja w rozkładzie może je bezpiecznie wydobyć na powierzchnię. eh choć muszę zapytać Monisię - czy twoja znajoma była gotowa na taką konfrontację?
i właśnie tu widzę granicę między tarotem jako refleksją a tarotem jako terapią. no dobra ty zrobiłaś coś ważnego - zapytałaś, dałaś tej osobie sprawczość... Ale mówisz "nie wiem czy zawsze bym to oceniła" i myślę że to jest bardzo uczciwe. Bo jest pewna przestrzeń, do której bez przygotowania psychologicznego nie powinnyśmy wchodzić nawet z najlepszymi intencjami.
Wrzucę coś od siebie bo czytam ten wątek i mam wrażenie ze trochę za bardzo skupiacie się na tym co może pójść nie tak. Tarot jest od tysięcy lat i ludzie używali go w momentach przejścia bez żadnych certyfikatów. Myślę że nadmiernie psychologizujemy coś co ma też wymiar duchowy i symboliczny który sam w sobie leczy.
Czytam tę rozmowę o konstrukcji rozkładu i mam takie drobne pytanie do Monisi - napisałaś że piąta pozycja to "mały krok". Ale co jeśli karta która wychodzi na tej pozycji jest trudna? coś ciężkiego, jak Diabeł albo Wieża? Jak wtedy czytasz "mały krok"?
ale to wymaga sporego doświadczenia żeby tak elastycznie czytać pozycję, nie? Bo osoba która siada do rozkładu sama, bez twojego kontekstu, może zobaczyć Wieżę i pomyśleć że czeka ją kolejny cios. I co wtedy z tą "pomocą" którą miał dać rozkład?
Tarotka ma racje i to jest coś z czym sama się zmagałam. Jak robiłam rozkłady sama po stracie mamy to kilka razy miałam karty które mnie przybiły zamiast pomóc. I dopiero po czasie zrozumiałam że to kwestia tego jak pytałam i jak ustawiłam intencję przed rozkładem... Teraz zanim sięgnę po karty zawsze mówię głośno że szukam wglądu a nie wyroku.
To co Kazia opisuje ma swoją nazwę w psychologii - nastawienie poznawcze wpływa na interpretację niejednoznacznych bodźców. Karty tarota są z natury wieloznaczne, więc są szczególnie podatne na tę projekcję :). Ale w kontekście żałoby jest to miecz obosieczny - to samo nastawienie które chroni nas przed destrukcyjną interpretacją moze też sprawić ze nie zobaczymy czegoś trudnego co naprawdę wymaga uwagi.
Boże, ten wątek to jest kopalnia. Dziękuję wam wszystkim, naprawdę. Mam jeszcze jedno pytanie do całej grupy - czy ktoś z was używał konkretnej talii do rozkładu żałobnego? Bo słyszałam że niektóre talie są "łagodniejsze" w obrazach i może dla osoby w żałobie łatwiej się nimi posługiwać :)?
znam kogoś kto używał Wild Unknown do pracy z żałobą i mówił że zwierzęca symbolika była mniej bezpośrednia, łatwiej było o metaforę. Ale nie wiem czy to reguła czy kwestia tej jednej osoby. Może po prostu każdy ma swoją talię z którą pracuje lepiej.
Celestria dotknęła czegoś ważnego. Znajomej układałam rozkład jej talią, nie moją - właśnie dlatego. Ona znała te karty, miała z nimi relację. Gdybym przyniosła swoją, byłoby to moje sposób czytane przez mój filtr. A tu chodziło o jej wewnętrzny świat, nie o moje umiejętności.
