Szukam rozkładu, który pomógłby mi lepiej zrozumieć swoje własne wartości. Chodzi mi o to, żeby nie tylko dostać ogólny obraz siebie, ale naprawdę zobaczyć, co jest dla mnie ważne i dlaczego tak często to podważam :(. ciągle się krytykuję, mam wrażenie że nic co robię nie jest wystarczające. Czy da się ułożyć taki rozkład tak, żeby przy okazji dać sobie trochę łaskawości? czy może to nie ma sensu - że albo czytasz karty, albo robisz rytuał na coś tam?
To ciekawe pytanie, bo właśnie ten moment przy rozkładzie - kiedy zostajesz sam na sam z kartami - może być bardzo łagodny albo bardzo surowy, zależy od intencji jaką ustawisz na początku. Ja zawsze przed tasowaniem robię chwilę ciszy i mówię sobie na głos, że jestem tu po wgląd, nie po ocenę. To zmienia klimat całej sesji. Ale powiedz mi - skąd u ciebie ta krytyka? Czy chodzi o konkretne obszary życia, czy to takie ogólne, że cokolwiek zrobisz, czujesz że za mało?
Do rozkładu na wartości polecam coś, co sam kiedyś ułożyłem na bazie kilku różnych rozkładów. Trzy pozycje rdzenne: co cenię naprawdę (nie deklaratywnie), co myślę że powinienem cenić (presja zewnętrzna), i co te dwie rzeczy między sobą robią. Czwarta karta to właśnie to, o czym piszesz - jaką postawę mogę wobec siebie przyjąć zeby w ogóle ten wgląd przyjąć... bez tej czwartej karty człowiek dostaje obraz siebie i natychmiast zaczyna go oceniać. no dobra czy próbowałaś kiedyś ciągnąć karty z pytaniem o siebie, a nie o sytuację?
Na końcu. Najpierw widzisz cały obraz, a potem dopiero wyciągasz kartę łaskawości - bo inaczej możesz ją zinterpretować pod kątem wyniku który jeszcze nie istnieje. Poza tym jeśli wyciągniesz ją na końcu, masz kontekst do której wartości lub napięcia ona sie odnosi.
Wtrącę się bo temat mnie interesuje. Rozumiem ten rozkład ale mam wrażenie że zanim w ogóle sięgniemy po karty, trzeba by wiedzieć co się rozumie przez "wartości". Bo to słowo jest tak ogólne, że może oznaczać wszystko. Czy mówicie o wartościach jako o tym, co lubię, co uważam za ważne moralnie czy o czymś jeszcze innym?
Muszę zapytać - bo patrzę na ten rozkład opisany przez Siemagla i mam wrażenie, że to co on opisuje mozna zrobić bez kart. Wystarczy kartka papieru i szczere pytania. Co takiego dodają karty do tego procesu, że nie można tego zastąpić zwykłą refleksją?
Wracając do mojego pytania - bo rozmowa troche poszła w stronę "czy karty działają" - chciałabym zapytać konkretnie o ten element łaskawości wobec siebie. Czy są karty które szczególnie pomagają w takim nastawieniu? Nie wiem, czy mam na myśli konkretne arkana ale czy ktoś miał doświadczenie z kartą która dosłownie "pozwoliła" mu odpuścić?!
Mnie kiedyś Gwiazda wypadła właśnie w takim momencie gdy byłam dla siebie bardzo surowa i to było tak jakby ktoś powiedział: spokojnie, jest nadzieja, nie musisz teraz wszystkiego naprawiać. Naprawdę poczułam ulgę :D. Ale to bardzo subiektywne, wiem. Dziękuję Siemagrlu i Brzozce za ten wątek, bo sama bym tak nie pomyślała o tej czwartej karcie!
Nie jest sprzeczne, tylko wymaga dwóch różnych działań. serio przestrzeń budujesz intencją przed rozkładem. Karta to tylko wgląd, nie pozwolenie. Jeśli szukasz w karcie pozwolenia na łaskawość, dajesz kartom zbyt dużo władzy nad czymś, co należy do ciebie :(.
Przepraszam że się wtrącam, bo dopiero zaczynam i trochę się gubię. Czy ten rozkład na wartości to coś z konkretnej tradycji tarota czy to bardziej coś co ludzie sami wymyślają? Pytam bo nie wiedziałam że można samemu układać pozycje kart.
A powróćmy do tematu, bo chcę wiedzieć jedno - ile czasu zajmuje taki rozkład?? Bo czytam i brzmi to jak cos, co wymaga godziny skupienia, a ja zazwyczaj mam moze kwadrans zanim zacznę się niecierpliwić. Czy można to zrobić szybciej bez straty sensu?
dobre pytanie bo to zależy od czego szukasz. Jeśli chodzi o wgląd - czas nie jest kluczowy. jeśli chodzi o zmianę nastawienia do siebie - potrzebujesz tyle czasu żeby naprawdę poczuć co widzisz, a nie tylko zanotować. Kwadrans może być za mało nie przez rozkład ale przez to co potem z nim robisz.
Mam wrażenie że ta rozmowa zakłada że "łaskawość wobec siebie" to coś co można wytworzyć przez rytuał. ale czy nie jest tak, że albo ją masz w danym momencie, albo nie?? karta może ci pokazać że warto być łagodniejszą dla siebie, ale czy zmieni to rzeczywiste przekonania?
Nadal planuję. chciałam najpierw zrozumieć jak to ułożyć żeby nie skończyć na kolejnej sesji, gdzie zamiast łaskawości skończę na liście zarzutów do siebie. To mi się zdarza - patrzę na kartę i zamiast zobaczyć możliwość, zaczynam myśleć co zrobiłam źle.
Przepraszam że znowu pytam o podstawy, ale czy ta "intencja" to trzeba wymówić głośno? Czy można po prostu pomyśleć? Bo czytam i mam wrażenie że jedni mówią że rytuał wymaga słów, a inni że wystarczy myśl.
nie, to nie jest wyrok. Karta opisuje stan, nie zdolność. Możesz mieć nawyk nocnych myśli pełnych zarzutów i mimo to być w stanie ćwiczyć łaskawość. Jednoczesność tych dwóch rzeczy jest zupełnie możliwa. Karta pyta raczej: co robisz gdy ciemność mówi głośniej?
Ja mam pytanie do Tygrysicy bo rzadko widuję kogoś kto tak mówi o mieczach w kontekście emocjonalnym - większość ludzi interpretuje miecze twardo, jako konflikty albo decyzje. Skąd u ciebie takie podejście do tej akurat karty?!
A ja mam inne pytanie - czy ktoś robił taki rozkład na wartości i potem faktycznie zmienił coś w swoim codziennym zachowaniu? Bo rozmawiam tu o kartach jako o lustrze ale ciekawi mnie co ludzie z tym "lustrem" potem robią.
chyba obu naraz ale jeśli mam wybierać - tej chwili oddechu. Bo wglądów mam dużo, znam swoje schematy, wiem skąd pochodzi ta krytyka, byłam na terapii. A mimo to siedzę wieczorem i potrafię spędzić godzinę na myśleniu o tym co powiedziałam źle. Rozkład chcę zrobić nie po to żeby się dowiedzieć czegoś nowego, tylko żeby poczuć coś inaczej chociaż przez chwilę. Czy to w ogóle realistyczne oczekiwanie wobec kart?!
