To co napisała Pietruszka o lęku jako czymś wartym zbadania - to mnie zatrzymało. Roch, pamiętam że na początku wątku wspominałeś o religii. Czy ten lęk przed tarotem jest bardziej taki... intelektualny, że 'to nie ma sensu', czy bardziej głęboki, gdzieś z dzieciństwa?
To nie jest smieszne. To jest dokładnie to co psychologia nazywa warrunkowanym lękiem. Mam podobnie z kilkoma rzeczami z dziecinstwa i wiem że racjonalna wiedza tego nie usuwa. Ale pytanie - czy ten lęk jest dla ciebie przeszkodą czy może właśnie ciekawym punktem wyjścia do pracy z kartami?
Czytam tę rozmowę o lęku i chcę coś dodać bo to się wiąże z tematem wieku. Dokładnie ten rodzaj zakazanego - który Roch opisuje - pojawia się u wielu osób które przychodzą do tarota po czterdziestce. I nie jest przypadkowe, że przychodzą właśnie wtedy. Coś w tym wieku pozwala w końcu sprawdzić co jest naprawdę twoje a co zostało ci dane jako zasada. Czy to nie jest samo w sobie warte zbadania przez kartę?
Dziękuję Pietruszce za to - to jest chyba najbardziej trzeźwy komentarz w tym wątku. Naprawdę, bo ja też miałem takie pytanie w głowie: czy karty sa szczególnie ryzykowne, czy to tylko jeden z wielu sposobów w jaki interpretujemy rzeczywistość żeby podjąć decyzję. ale wracając do Rocha - mam pytanie: czy ta obawa którą opisujesz zmniejsza się kiedy myslisz o kartach jako o czymś psychologicznym a nie duchowym? czy to rozroznienie cokolwiek zmienia?
Roch, to co opisujesz jest bardzo charakterystyczne dla osób z silnym religijnym wychowaniem. Ten 'stary głos' nie znika od racjonalnych argumentów - on żyje na innym poziomie. Ciekawa jestem czy ta religia konkretnie wymieniała tarot, czy to było bardziej ogólne 'nie wróż, nie pytaj'. Bo to robi różnicę dla tego jak można podchodzić do takiego wewnętrznego konfliktu 🙂
Czytam Rocha i mam wrażenie że to jest właśnie ten moment kiedy wiek naprawdę ma znaczenie. W sensie - dwudziestolatek może buntować się przeciwko takiemu wychowaniu i sięgnąć po tarot ze złości albo ciekawości. Pięćdziesięciokilkulatek robi to inaczej - bardziej świadomie, ale i z dużo głębiej zakorzenionym konfliktem. To jest coś czego nie mają ludzie którzy po prostu kupili talię bo było modne.
Chcę dodać coś do tego co mówi Jagienka - bo może tu jest argument za tym żeby zacząć z kimś zamiast samodzielnie. Nie koniecznie płatny wrozbita ale może ktoś doświadczony kto po prostu usiądzie i zapyta 'a co ty w tej karcie widzisz' zamiast od razu tłumaczyć. Roch - czy masz kogoś takiego w swoim otoczeniu albo rozważałeś to?
To co powiedziałeś o tym watku jako pierwszej rozmowie tego rodzaju - to mnie zatrzymało. Serio. Bo myślę że właśnie dlatego tyle piszesz, ale też dlatego że w tej chwili jesteś w polowie życia i coś w tobie szuka miejsca gdzie można to wszystko rozlozyc. Mam wrażenie że to jest właśnie to co Leokadia miała na myśli - nie chodzi o karty, chodzi o moment. I ze tarot jest tu moze tylko pretekstem do czegoś większego?
