Wróćmy na chwilę do podstawowego pytania autorki - ona pytała czy to normalne ze pierwsza samodzielna sesja czula się jak egzamin. I wszyscy zaczęliśmy interpretować jej układ. czy to nie jest trochę dokładnie to co jej przeszkadzało - że ktos z zewnątrz wchodzi z interpretacją?
Mam inne pytanie bo mi coś nie daje spokoju od kilku postów - ta szamanka, o której Wrozbitka mówi, to była jakaś regularna współpraca czy raczej spotkania od czasu do czasu? Bo to chyba zmienia skalę zależności którą teraz trzeba rozwiązać?
To brzmi jak coś znacznie głębszego niż tylko 'brak rytuału'. Kilka lat regularnej pracy z jedną osobą to prawie jak... nie wiem jak to nazwać. Uczenie się chodzenia z kimś kto Cię trzyma za rękę, a potem nagle masz iść sama. Jak Ty to w ogóle czujesz od tamtej pory?
A czy w ogóle potrzebne jest to lustro zewnętrzne czy mozna zbudowac wewnętrzne? Pytam bo przy snach ktore interpretuję sam mam podobny problem - nie mam kto powiedziec czy trafiam. I w pewnym momencie zacząłem prowadzić dziennik i weryfikować interpretacje potem przez zdarzenia. Może coś podobnego dałoby się zrobic z kartami?
Prowadziłam, ale wspólnie z szamanką - ona też miała swoje notatki i porównywałyśmy. Własnego, samodzielnego dziennika nigdy nie robiłam. To jest chyba właśnie to czego mi brakuje - własna baza porównawcza. Trochę głupio że sama na to nie wpadłam.
Nie ma czego żałować, to nie jest oczywiste. Ale wiesz co mnie zastanawia w całej tej rozmowie? Mówisz ze masz wiedzę, masz karty, masz nawet pierwsze własne interpretacje które brzmią przekonująco. Czego dokladnie Ci brakuje poza lustrem? Bo to może byc klucz do tego co zbudować najpierw.
'Pewność że mogę ufać sobie' - to jest właśnie serce problemu przy samodzielnej pracy z kartami. I teraz mam pytanie które może być niewygodne: czy ta szamanka dawała Ci tę pewność, czy raczej brała ją dla siebie? Bo to dwie bardzo różne rzeczy jesli chodzi o to co teraz próbujesz odbudować.
