Ostatnio coraz częściej wracam do rozkładów, które pomagają mi po prostu być tu i teraz, zamiast ciągle pytać co będzie albo co było. Mam wrażenie, że wiele z nas używa tarota głównie do przepowiedni, a przecież karty świetnie nadają się do pracy z tym, co dzieje się w środku w tej chwili. Chciałam zapytać - czy ktoś ma sprawdzony rozkład do takiej pracy z chwilą obecną? Chodzi mi o coś, co mogłoby pomóc poukładać różne części siebie, które jakoś nie chcą ze sobą współpracować. Bo mam takie poczucie, że jedna strona mnie chce jedno, druga drugie, i żadna nie słucha drugiej.
O, dokładnie to samo mam ostatnio. Te różne części siebie to chyba jeden z trudniejszych tematów do przepracowania w ogóle, nie tylko przez karty. Ale właśnie tarot wydaje mi się tu lepszy niż inne metody, bo zamiast analizować mozesz po prostu zobaczyć co wyciągasz. Ja używałam kiedys prostego rozkładu: jedna karta na to, co teraz czujesz, jedna na to, co blokuje bycie tu i teraz, i jedna co pomaga. Trzy karty, nic skomplikowanego. Ale powiedz mi - te części siebie, o których piszesz, to masz jakieś poczucie które sa które? Bo to może mieć znaczenie dla tego, jak ułożysz pytania do rozkładu.
Słyszę tu dwa osobne tematy i chciałabym je odróżnić, bo inaczej rozkład może nie trafić. Jedno to bycie tu i teraz, drugie to harmonizowanie wewnętrznych części. To nie to samo, chociaż mogą się przenikać. Do czego właściwie potrzebujesz kart? Do zatrzymania się i zobaczenia siebie w tej chwili, czy do tego, żeby te różne głosy w sobie jakoś posegregować?
Ma sens i to duży. Rozkład, który robilam do podobnej pracy, wyglądał tak: najpierw jedna karta jako obserwator - czyli kto ty jesteś teraz, patrząc na całość. Potem po jednej karcie na każdą część, którą czujesz wyraźnie. I ostatnia karta jako pytanie, które możesz zadać sobie, żeby te części mogły razem usiąść. Nie chodzi o to, żeby je scalić na siłę, tylko żeby w ogóle dać im przestrzeń przy jednym stole. Co do liczby czesci - ile ich mniej więcej czujesz? Bo to ważne, zeby rozkład nie był ani za mały ani za duży.
Ja bym tu powiedziała, ze do harmonizowania części siebie najlepiej nadaja się karty dworskie, szczególnie rycerze i królowe. Każdy kolor to inny aspekt osobowości i można ułożyć je tak, żeby zobaczyć gdzie jest konflikty. Wyciągnij wszystkie szesnaście kart dworskich, rozloz je i patrz ktore cię przyciągają, a które odpychają 😛
To może warto zapytać wprost - czym dla was w ogóle jest rozkład do bycia tu i teraz? Bo mam wrażenie, że każda z nas rozumie to trochę inaczej. Dla mnie to taki rozkład, gdzie wszystkie pozycje dotyczą tego, co jest teraz - nie przeszłości, nie przyszłości, tylko biezacej chwili wewnętrznej. Ale może ktoś rozumie to inaczej?
Dla mnie rozkład do chwili obecnej ma jedną kluczową cechę - wszystkie pytania w pozycjach są w czasie teraźniejszym i dotyczą stanu, a nie zdarzenia. Czyli nie 'co przyniesie mi ta sytuacja' tylko 'gdzie jestem teraz w tej sytuacji'. Różnica jest ogromna, bo zmienia całe nastawienie podczas czytania. I wlasnie dlatego takie rozkłady są moim zdaniem trudniejsze do czytania bo nie ma fabuły, nie ma początku i końca, jest tylko teraz.
To co napisała Kasandra77 o czasie teraźniejszym bardzo mi coś rozjaśniło. Bo zwykle jak rozkładam karty to naprawdę mysle fabula - co było, co jest, co będzie. A tu chodzi o wycięcie tej osi i zostanie tylko z tym środkiem. Ale jak to praktycznie zrobić? Jak ułożyć pytania do pozycji żeby naprawdę były o teraz?
Pytania do pozycji to moim zdaniem połowa roboty przy takim rozkładzie. Zamiast 'co blokuje moją droge' można zapytać 'czego teraz unikam w sobie'. Zamiast 'co mi pomoże' można zapytać 'czego teraz potrzebuję od siebie'. Przestawienie akcentu z zewnątrz na wewnątrz i z przyszłości na teraz zmienia dosłownie wszystko co wychodzi w kartach, bo inaczej czytasz.
Bardzo dziękuję za ten wątek, naprawdę dużo tu cennych rzeczy. Mam takie głupie może pytanie, ale: czy jak robimy taki rozklad do bycia tu i teraz, to powinniśmy byc w jakimś szczególnym stanie? Tzn. czy medytowac przed, uspokajać się czy po prostu usiąść i ciągnąć karty? 🙂
Dorzucę coś z trochę innej strony, bo pracuję duzo z czakrami i widzę tu wyraźne połączenie. Te 'części siebie, które nie mogą się dogadać' często siedzą w różnych ośrodkach energetycznych. Jedna część może byc bardzo spleciona z czakrą solarna, inna z sercową, i dosłownie mówią różnymi językami. Zastanawiam się czy przy takim rozkładzie nie warto by dodac jakieś pytanie o to, z jakiego miejsca w ciele ta część mówi. Czy ktoś probowal laczyc tarot z czakrami w tej pracy?
Wtrącę się tu bo widze że rozmowa idzie w ciekawy kierunek, ale chciałam cofnac się do samego początku. Napisałaś, że masz wiele części siebie ktore się ze sobą nie pokładają i pytasz czy mozesz to harmonizować przez karty. czy karty sa tu dla ciebie sposobem na zrozumienie, czy raczej szukasz jakiegoś praktycznego procesu, żeby coś w sobie faktycznie zmienic? Bo to naprawdę zmienia to, jakiego rozkladu szukasz.
To co napisałaś o języku jest kluczowe. Karty mogą być świetnym mostem kiedy słowa się nie kleją, bo działają przez obraz, a nie przez definicję. Ale mam do ciebie pytanie - czy te części siebie, o których mówisz, mają jakieś imiona? Albo chociaż jakiś charakter, temperament? Zanim w ogóle ułożysz rozkład, warto wiedzieć z czym siadasz do kart.
To 'kto patrzy' to naprawdę cos. Jak to czytam to czuję że to jest inne pytanie niż wszystko co do tej pory zadawałam kartom. Zazwyczaj pytam o sytuację, a tu pytam o siebie jako pytającą. Trochę mi się kręci w głowie od tego.
No dobra, i właśnie to kręcenie w głowie jest sygnałem że trafiłaś w coś ważnego. Jak pytanie jest za wygodne, zazwyczaj nie idzie głęboko. A pytanie 'kto patrzy' wymaga cofnięcia się o krok od własnego myślenia - i to jest dokładnie to co potrzebne do bycia tu i teraz zamiast w narracji o sobie.
Nie chcę przerywać ale mam wrażenie że za dużo tu filozofii a za mało konkretów. Inkantka pyta jak harmonizować części siebie, a my gadamy o obserwatorze i pytaniach. Czy ktoś może po prostu powiedzieć jaki rozkład zadziała? Ile kart, jakie pozycje, co znaczy która?
Mam pytanie do Izara - czy jest jakas konkretna liczba kart która sprawdza się najlepiej przy pracy z wieloma częściami siebie? Bo z jednej strony widzę sens w tym żeby każda część miała swoją kartę ale jak ktoś ma dużo takich części to rozklad moze być gigantyczny.
Do pytania Inkantki - jeden znak ktory obserwuję u siebie i u innych: jesli przed rozkładem jestes w stanie nazwać chociaż jedna z tych czesci bez dużego ładunku emocjonalnego, to znaczy że masz wystarczajacy dystans zeby zacząć. jesli samo myślenie o częściach cie zalewa, to moze najpierw potrzeba czegoś innego - niekoniecznie kart.
Wracam do tego co mówiłyśmy o pytaniach do pozycji bo mi to nie daje spokoju. Inkantka wspomniała ze zwykle mysli fabułą. Mam podobnie. I zastanawiam się czy przy rozkładzie do chwili obecnej w ogóle można mieć pozycję 'co było' albo czy to od razu wyrzuca nas z tej teraźniejszości.
Czytam tę rozmowę i myślę sobie - to co opisujecie z pytaniami do pozycji to wlasciwie zupełnie inna filozofia niż to czego się uczyłam. Zawsze myślałam że pozycja to pojemnik, a karta to treść. A tu wychodzi że pytanie do pozycji współtworzy znaczenie razem z kartą. Czy tak to rozumiecie?
Dokładnie tak to rozumiem. I to jest właśnie powód dlaczego rozkłady z internetu często nie działają tak jak powinny - ktoś stworzył pozycje do swojego pytania, a ty wkładasz w nie swoje pytanie i wyskakują Ci odpowiedzi ktore do niczego nie pasują. Rozkład do bycia tu i teraz tym bardziej wymaga zebys sama tworzyła pytania do pozycji, a nie kopiowała cudze.
Ale chwila - Kasandra mówi zeby nie myśleć o przyszlosci przy takim rozkładzie a przecież karty tarota z natury wskazuja kierunek. Czy calkowite odcięcie przyszłości nie zmienia fundamentalnie tego do czego karty służą? Bo ja zawsze myślałam że właśnie przyszłość jest ich głównym obszarem.
Mam pytanie do całej grupy bo trochę się gubię. Mówimy o harmonizowaniu części siebie - ale czy ktoś faktycznie próbował takiego rozkładu i może powiedzieć co z niego wyciągnął? Cała ta rozmowa jest bardzo teoretyczna i zaczyna mi brakować żywego przykładu 🙂
dla mnie to nie był obserwator. Obserwator patrzy z zewnątrz, a ta karta środkowa miała być tym co jest w srodku wszystkich tych części - ich wspólny mianownik. Może to subtelne rozroznienie, ale jak pracuję z kartami to czuję ze to inne pytanie: 'kto patrzy' kontra 'co nas wszystkich łączy'.
Ta różnica między obserwatorem a spoiwem jest dla mnie ważna i chcę przy niej zostać chwilę. Obserwator może istnieć nawet jeśli części są w konflikcie - po prostu patrzy. Spoiwo zakłada że jest jakaś wspólna substancja. Co jeśli ktoś jest w takim miejscu że naprawdę nie czuje żadnego wspólnego mianownika między swoimi częściami? Czy karta spoiwa wtedy w ogóle ma sens?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Czy te 'części siebie' to coś co trzeba z góry wiedzieć przed rozkładem? znaczy, czy muszę wiedzieć że mam trzy albo pięć takich części czy karty same mogą mi to pokazać?
Czy dobrze rozumiem że w tym rozkładzie Inkantki każda część siebie dostaje jedną kartę? A co jeśli jakaś część jest bardziej złożona i jedna karta to za mało? Pytam bo jak myślę o sobie to mam np. taką część która jest jednocześnie pełna lęku i pełna ambicji i nie wiem czy to jedna część czy dwie.
