Mam taki problem i nie wiem, czy ktoś miał podobną sytuację. Przez kilka lat robiłam rytuały z szamanką, która mnie prowadziła - ona zawsze dobierała karty do rytuałów, ustawiala przestrzeń, tłumaczyła co i po co. Teraz jej nie ma w moim zyciu i zostałam z talia, z którą nie bardzo wiem co robić sama. Pytanie do Was - czy tarot w ogóle można praktykować samodzielnie kiedy się zaczynało pod czyjas opieką? Mam wrażenie, że coś mi umknie bez tej osoby.
To zależy od tego, co rozumiesz przez 'praktykować samodzielnie'. Tarot jako wróżenie - jak najbardziej, tu żadna szamanka nie jest potrzebna. Ale rytuały to inna sprawa. Powiedz mi - co dokładnie robiłaś z tą szamanką? Bo jesli ona używała kart jako elementu rytuału, to jest coś innego niz zwykłe odczytywanie kart.
Zgadzam się z Zenobką, że trzeba to rozróżnić. Sama przez długi czas myślałam, że bez kogoś doświadczonego obok nie jestem w stanie nic zrobić. A potem zaczęłam powoli, od prostych układów - trzy karty, nic skomplikowanego - i okazało się, że ta samodzielnosc ma swoją wartość bo interpretujesz przez własny filtr, nie przez czyjś. Ale mam pytanie do autorki tematu - czy ta szamanka w ogóle uczyła Cie odczytywać symbole czy raczej robiła wszystko za Ciebie?
Ja tez jestem ciekawa bo sama nie mam nikogo kto by mi pokazał jak to robić od podstaw i myślę, że to podobny problem tylko odwrócony - Ty miałaś kogoś i teraz go nie masz a ja nigdy nie miałam. Co w takim razie ważniejsze - intuicja własna czy jakaś nauka od kogos? 🙂
No to widze ten problem. Nauczyłaś się kart w bardzo specyficznym kontekście i teraz wyciągasz je z tego kontekstu. Ale to nie znaczy, że musisz rezygnować. tylko trzeba trochę przestawic myślenie - zacznij od sprawdzenia, czy w ogóle czujesz się komfortowo trzymając karty bez żadnego celu rytualnego. Po prostu wyciągnij jedną kartę i popatrz na nią. Co widzisz?
Nie zgodzę sie z takim podejściem że trzeba zaczynać od zera. Jeśli pracowałaś z kartami kilka lat, nawet pod czyims okiem, to ta wiedza gdzieś jest - w głowie, w rękach, w tym jak sie czujesz kiedy trzymasz talię. To nie znika kiedy szamanka odchodzi. Pytanie jest inne - dlaczego ona odeszła i czy w ogóle zostało cos 'niedokończonego' w tych rytuałach?
Powiem Wam, że to nie było zadne dramatyczne odejście - po prostu tamta szamanka wyjechała za granicę i kontakt urwał się sam. Nie ma tu zadnej magicznej klapy którą zostawiłyśmy otwartą 🙂 Bardziej chodzi mi o to że zostałam z talią i czuję się jak z instrumentem którego nie umiem grać sama, choć przez lata słyszałam jak brzmi 🙂
Kurcze, ten obraz z instrumentem jest super trafny. Ja mam podobne poczucie i nigdy z nikim nie pracowałam - tez czuję że karty coś mówią ale nie wiem jak słuchać. Czy jest jakiś sposób zeby to cwiczyc bez mistrza? Bo czytam różne opisy w internecie i każdy pisze co innego.
Słyszałam o tym dzienniku od kilku osob i zawsze mnie to intryguje - ale mam wątpliwość. Jeśli ktos jest tak ukształtowany przez konkretną tradycję jak autorka wątku, to czy nie ma ryzyka że ta jej szamańska interpretacja przykryje własną intuicję? Czyli że będzie widziała to co tamta jej mowila a nie to co sama czuje?
To nie jest przeszkoda, to jest punkt startowy. Każdy kto uczył się od kogoś ma w głowie czyjś głos - nauczyciel, książka, kurs. Z czasem ten głos zaczyna się mieszać z Twoim własnym i w końcu nie wiesz już kto to mówi, bo to już jest Twoje. Ale to wymaga czasu i samodzielnej praktyki. Nie obejdziesz tego inaczej 🙂
Mam pytanie które może być głupie, ale - czy można w ogóle pracować z tarotem i jednocześnie z rutyną rytualną bez przewodnika? Bo mam wrażenie że dużo osób tu mówi o dwóch różnych rzeczach. Tarot jako wróżba to jedno, tarot jako element rytuału to drugie. Autorka chyba pyta o to drugie?
Skoro tak stawiasz pytanie to jest duzo prościej niż myślisz. Rytual z kartami który robisz sama wymaga jednego - intencji. Nie potrzebujesz nikogo żeby tę intencje ustawić. Zapal świecę, wyczyść przestrzeń tak jak Cię nauczono, usiądź z talią i zanim wyciągniesz kartę zadaj sobie pytanie na głos. Sama szamańska obecność nie robiła magii - Twoja energia też tam była.
To prawda co pisze Gabrysieńka, ale mam pytanie - mowisz o czyszczeniu przestrzeni, a skąd autorka wątku ma wiedzieć jak to robić sama jesli zawsze robiła to szamanka? czy ta cała procedura była gdzieś zapisana, przekazana, czy to bylo cos co trzeba odtworzyć z pamięci?
Dobra, to powiem wprost - jeśli paliłaś z nią szałwię i widziałaś jak to robi, to masz wystarczająco dużo żeby zacząć. Czyszczenie przestrzeni nie jest żadną tajemną wiedzą przekazywaną tylko przez mistrzów. Dym, intencja, spokój. Nie musisz odtwarzać jej słów jeden do jednego.
Właśnie o to mi chodzi - skąd mam wiedzieć czy coś 'działa' jeśli nie wiem co miałoby działać. Tamta kobieta zawsze mówiła: czujesz tę zmianę w przestrzeni? I ja to czułam. Ale nie wiem czy czułam bo naprawdę coś się zmieniało czy bo ona mi sugerowała że tak będzie.
To jest bardzo uczciwe spostrzeżenie i rzadko kto je ma. Efekt sugestii przy pracy rytualnej jest ważny, to nie znaczy że to zle - znaczy że teraz masz szansę wypracować własne odczucie bez cudzej podpowiedzi. ale pytanie do Ciebie - czy kiedy trzymasz talię sama, bez żadnego rytuału, coś czujesz? 🙂
Ten opis z melodią bez rytmu to ja rozumiem choć nigdy z nikim nie pracowałam. Może to oznacza że masz to czego potrzebujesz, tylko brakuje jakiegoś zewnętrznego porządku? Czy rytm da się jakoś zbudować samemu?
Ojej, Zgadzam się z Cenikiem, ale czy to nie za bardzo sprowadza rytuał do czegoś psychologicznego? Bo może chodzi o coś więcej niż układ nerwowy. Miałem kumpla który cokolwiek robił mechanicznie, bez żadnej intencji, i nic z tego nie wychodziło.
Wracając do tej Kapłanki i głosu szamanki w głowie - zastanawiam się czy to nie jest wlasnie to co Zenobka pisała wcześniej. Ten głos to nie jest przeszkoda, to jest pierwsza warstwa. Tylko jak ją przejść? Nie wymazać, ale wyjść poza nią?
Przepraszam że wchodzę bo głównie czytam - ale to co pisze Zenobka to jest chyba klucz do samodzielnej pracy w ogóle? Nie tylko dla autorki ale dla każdego kto zaczyna bez nauczyciela. Tak to rozumieć?
No właśnie bo ja kompletnie nie mam tej bazy i zastanawiam się czy powinnam iść tą samą droga co autorka opisuje, czy jednak zacząć od jakiejś książki. Co byscie polecaly - najpierw teoria czy najpierw karty w reku?
Słuchajcie, wróćmy do tego rytmu który Ceniek opisywał. Próbowałam ostatnio usiąść sama z talią bez żadnego rytuału, po prostu tak. I wyciagnelam trzy karty. I czułam się jak na egzaminie którego zasad nie znam. Czy to normalne na początku samodzielności?
Zupełnie normalne i pamiętam to uczucie. Kiedy zaczęłam pracować bez osoby która mi towarzyszyła, pierwsze sesje były dziwne - jakby ktoś zabrał stół i kazał jeść na stojąco. Ale to mija. Pytanie co wyciągnęłaś i co poczulas, bo to ważniejsze niz samo uczucie egzaminu 🙂
Dobra, odpowiem na pytanie Otylki - wyciągnęłam Kapłankę, Koło Fortuny i Trójkę Mieczy. I siedziałam z tym chyba kwadrans bez jednej myśli. Kapłanka mnie zatrzymała, bo to właśnie ta karta którą tamta kobieta zawsze wyciągała kiedy coś ważnego mówiła. I nie wiedziałam czy odpowiedź którą w niej widze jest moja czy jej.
Trójka Mieczy przy Kapłance to ciekawe zestawienie w kontekście tego co opisujesz. Ale zanim cokolwiek powiem - co Ty czułaś patrząc na Trójkę? Bo ta karta w takim momencie może mówić bardzo różne rzeczy i nie chcę Ci sugerować zanim powiesz co widziałaś.
To jest właśnie ten moment o którym mówiłam wcześniej - coś własnego przyszło. 'Cięcie potrzebne' to nie jest znaczenie z podręcznika dla Trójki Mieczy, przynajmniej nie w pierwszej linii. To Twoje oko. Pytanie tylko - a Koło Fortuny? Bo te trzy karty razem mówią coś innego niż każda osobno.
Wishful thinking w czytaniu kart to temat na oddzielny wątek, ale powiem krótko - odróżnienie go od prawdziwego wglądu to jedno z najtrudniejszych zadań w samodzielnej pracy. Mam do Ciebie konkretne pytanie: czy ta interpretacja Koła budziła spokój czy niepokój? Bo to często ważniejszy wskaźnik niż sama treść 😛
