Siedem skończyła w tym roku. ojej może właśnie dlatego tak mnie to zaskoczyło że w ogóle ją to zainteresowało, bo nie spodziewałam się w tym wieku.
Siedem lat to idealny wiek moim zdaniem. Wystarczająco dużo żeby siedzieć spokojnie i patrzeć, i pytać konkretne pytania, a jeszcze na tyle mało, żeby nie mieć żadnych z góry przyjętych przekonań o tym co tarot "powinien" znaczyć. Sama wolałabym uczyć siedmiolatka niż nastolatka który juz wie lepiej.
I tu właśnie wracamy do sedna tego wątku, bo Irenka pytała jak to robić bez konfliktu z partnerem. Jeśli córka siedzi sama i ogląda karty a tata tego nie wie, to ryzyko jest inne niż gdy mama jest przy tym i to nadzoruje. irenko czy jak siedzisz razem z córką przy kartach, to on to widzi czy raczej to się dzieje kiedy go nie ma?
Raczej jak go nie ma albo jak jest zajęty w drugim pokoju. Nie chowamy się specjalnie, ale jakoś tak wychodzi że to nasze chwile. Teraz jak to piszę to brzmi gorzej niż myślałam.
nie oceniaj siebie tak surowo, to naturalne że pewne rzeczy dzieją się w spokojniejszych momentach. Ale warto się zastanowić - czy chciałabyś żeby on to widział czy wolałabyś żeby nie widział :)? Bo to dwie różne rzeczy i obie mają swoje konsekwencje.
Mam wrażenie że Irenka już trochę wie co chce zrobić, tylko szuka potwierdzenia albo odwagi. Irenko, powiedz wprost - boisz się jego reakcji na tarot w ogóle czy konkretnie na to że córka to robi?!
To dobre pytanie bo to nie to samo. Może on toleruje że ty to robisz ale ma inne zdanie co do córki. Albo odwrotnie, moze dzieci go mniej obchodzą w tym kontekście :). Skąd wiesz co go bardziej wkurzy?
Chyba bardziej martwi go że ja to robię w ogóle, niż że córka to widzi. On mówi że karty to niepoważne. Ale jednocześnie jak córka coś przyniesie i pokaże, to nie odchodzi tylko patrzy. Raz nawet zapytał co to za karta jest.
Poczekajcie, bo to brzmi zupełnie inaczej niż wcześniej. Zapytał co to za karta? To chyba nie jest człowiek który całkowicie zamknął się na temat, tylko ktoś kto nie chce przyznać że go to choć trochę ciekawi.
Pokazałam mu i powiedziałam że to Słońce i że to jedna z tych radosnych kart. On pokiwał głową i mruknął coś w stylu "no ładna" i tyle. Potem już nie wracał do tematu, ale przynajmniej nie wyszedł z pokoju. Może to i coś.
To ze zapytał o Słońce i nie wyszedł z pokoju to naprawdę coś. Mam wrażenie że Irenko, twój partner nie jest przeciwko kartom jako takim, tylko może mu chodzi o coś innego. czy on kiedyś powiedział wprost dlaczego uważa że to niepoważne? Czy to bardziej takie ogólne "głupoty" bez konkretnego powodu?
Chyba chodzi mu o to że nie wierzy że karty mogą cokolwiek "przepowiedzieć". I ma rację bo ja też tak nie uważam. Ale on nie rozumie że dla mnie to nie o to chodzi. Nigdy tego dobrze mu nie wytłumaczyłam, bo się trochę boję tej rozmowy.
ale właśnie - boisz się tej rozmowy, bo myślisz że się pokłócicie? Czy raczej boisz się że jak zaczniecie rozmawiać to wyjdzie że macie fundamentalnie różne poglądy i to bedzie trudniejsze niż temat kart?
Irenko, to co napisałaś jest bardzo ważne :P. Jeśli ty sama nie wierzysz w przepowiadanie przyszłości, a tylko nie powiedziałaś mu tego jasno, to połowa nieporozumienia znika sama. On walczy z czymś czego ty nawet nie reprezentujesz. Czy próbowałaś mu kiedyś powiedzieć jak ty rozumiesz to czytanie kart?
Tylko żeby ta rozmowa nie wyglądała jak prezentacja obrony pracy magisterskiej. Irenko czy wy w ogóle rozmawiacie o takich rzeczach spokojnie, czy on od razu się zamyka?
Jak nie zaczyna od "no wiesz że ja w to nie wierzę" to da się rozmawiać. ale zazwyczaj właśnie tak zaczyna i potem trudno gdziekolwiek dojść. Chociaż ta scena z Słońcem mnie trochę zaskoczyła, bo był spokojny i nie zaczął od tej swojej frazy.
to jest otwarte drzwi. Nie wielkie, nie na oścież ale uchylone. I przez takie się wchodzi, po cichu, bez przepychania.
Najbardziej bym chciała żeby po prostu usiadł obok i nie komentował. Albo może zapytał córkę co ona widzi na obrazku. Bo ona ma takie fajne odpowiedzi. Boję się że coś powie sarkastycznie i córka to poczuje, nawet jeśli nie zrozumie słów
To jest bardzo dojrzałe co mówisz i pokazuje że dobrze czytasz tę sytuację. Dzieci faktycznie łapią ton głosu zanim złapią znaczenie słów. Ale zastanawiam się - czy on wie że się tego boisz? że nie chodzi ci o zgodę na karty, ale o to żeby przy córce był spokojny?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czytam ten wątek od początku i zastanawia mnie jedno. Czy córka w ogóle wie że tata nie przepada za kartami? Dzieci czasem więcej widzą niż myślimy i może już sobie coś w głowie ułożyła na ten temat?
Nie sądzę żeby wiedziała. On nie mówi przy niej nic przeciwko. To bardziej takie mruczenie do mnie na osobności. Przynajmniej tyle.
Właśnie o to mi chodziło wcześniej z tym strachem :). Nie tyle że karta przestraszy, ale że atmosfera wokół kart będzie nerwowa... irenko jak ty sama czujesz się gdy bierzesz karty do ręki przy córce - jesteś swobodna czy gdzieś z tyłu głowy masz myśl "żeby tylko nie wszedł"?
Szczerze? Trochę to drugie. i teraz jak to piszę to czuję że właśnie to jest problem, nie karty, nie partner, tylko to moje napięcie
to jest bardzo ważna obserwacja i wymaga odwagi żeby to powiedzieć. Napięcie mamy to napięcie dziecka, to proste. Zanim więc w ogóle zastanowimy się nad tym jak uczyć córkę tarot, moze warto pomyśleć co by ci pomogło poczuć sie spokojniej w tej sytuacji. Bo metoda nauki to sprawa drugorzędna jeśli fundament jest chwiejny.
Cała ta rozmowa poszła w nieoczekiwane miejsca i to dobrze, bo widać że pytanie "czy uczyć dziecko tarot" jest tak naprawdę pytaniem o coś głębszego. Ale wracając do sedna - są tu osoby które uczyły dzieci z tarota w podobnej sytuacji domowej? Bo teoria to jedno, a jak to wygląda w praktyce gdy w domu jest ktoś sceptyczny?
No to pytam wprost - czy ktoś z was faktycznie siedział z dzieckiem przy kartach, mając w domu partnera który tego nie lubi? I jak to wyglądało w praktyce? Bo tu mamy dużo teorii a chciałabym usłyszeć jak to jest kiedy faktycznie siadasz i zaczynasz, i np. partner wchodzi do pokoju.
To jest dokładnie to czego chcę. Żeby przestał komentować. Nie potrzebuję żeby uwierzył żeby się zachwycał żeby usiadł z nami :)... Chcę tylko żeby to nie było terytorium konfliktu. Ale nie wiem jak to powiedzieć żeby nie zabrzmiało jak ultimatum.
