Irenko, a powiedz mi - on wie w ogóle czego ty konkretnie chcesz od tej sytuacji? Czyli że chcesz żeby milczał, a nie żeby się nawrócił? Bo może on myśli że ty oczekujesz akceptacji i to go stawia w pozycji gdzie czuje że musi bronić swojego poglądu...
I tu jest sedno. On odpowiada na pytanie ktore nie padło. A ty nie zadajesz pytania na które on odpowiada. Takie rozmowy mogą trwać latami i nic z nich nie wynika. irenko, spróbuj kiedyś powiedzieć wprost: nie proszę cię żebyś uwierzył, tylko żebyś nie komentował przy córce. tylko tyle.
Ale czy on w ogóle komentuje przy córce? Bo wcześniej Irenka pisała że mruczy do niej na osobności. To może problem jest mniejszy niż myślimy?
To bardzo mądre podejście :). lepiej uprzedzić niż gasić. Mam wrażenie że Irenka wie dokładnie co chce osiągnąć, tylko brakuje jej może słów na tę konkretną rozmowę.
chyba że powie cos co zrani... Bo jeśli się pokłócimy to jakoś to przejdziemy. Ale boję się że powie coś w stylu "to jest bez sensu i nie chcę żebyś tego uczyła córkę" i wtedy będę musiała zdecydować co dla mnie ważniejsze. I nie chcę być w tej sytuacji.
ale Irenko, a gdyby powiedział właśnie to - co byś odpowiedziała? Pytam serio, nie żeby cię postawić pod ścianą, tylko dlatego że czasem warto wiedzieć co się powie zanim ta chwila nastąpi. Bo może masz odpowiedź i nie wiesz że ją masz.
A może ta odpowiedź nie musi być gotowa :)? może wystarczy powiedzieć mu "nie wiem co ci odpowiedzieć, ale wiem że to dla mnie ważne" i zobaczyć co on na to?
Ja miałam. Córka miała może osiem lat, mąż był sceptyczny, ale inaczej niż partner Irenki - on był raczej obojętny niż przeciwny. Ale pamiętam że kiedy zaczęłam z córką oglądać karty, to robiłam to po prostu, bez owijania w bawełnę. On wszedł raz, popatrzył, poszedł. I jakoś to się ułożyło samo. ale nie wiem czy to dlatego że on był spokojniejszy, czy że ja byłam spokojniejsza.
To ciekawe co mówisz o etykietkach. Bo ja sama zaczęłam przygodę z kartami przez to że mama miała w domu talię i nigdy nie mówiła że to coś specjalnego albo zakazanego. Po prostu leżały. I kiedyś sięgnęłam. Myślę że to podejście bez dramatyzowania działa lepiej niż tłumaczenie dziecku że to ważna duchowa praktyka.
Ale właśnie - jak to wygląda kiedy dziecko samo zaczyna pytać więcej? córka Irenki chyba zaczyna, prawda? i co wtedy, dalej bez dramatyzowania, czy w końcu trzeba coś powiedzieć?
