Przepraszam że wchodzę, bo czytam ten wątek od połowy i trochę mi się kręci w głowie. Chcę upewnić się, czy dobrze rozumiem. Ta cała rozmowa to jest praktycznie rekomendacja dla Franciszki, żeby NIE robiła żadnego konkretnego rozkładu dla siebie ani dla mamy, tylko skupiła się na jednej karcie dziennie? Bo jeśli tak, to mam pytanie: co z tytułem wątku? Czy w ogóle doszłyście do jakiegoś rozkładu dla osób śmiertelnie chorych?
Okej, rozumiem. To znaczy, że ten wątek trochę się rozdzielił - z jednej strony praktyka opiekuna, z drugiej coś dla samej mamy. Tylko ja mam jedno konkretne pytanie: czy ktoś w ogóle kiedyś robił taki rozkład przy łóżku chorego? Nie dla siebie, nie po powrocie do domu, tylko dosłownie siedząc obok?
Robiłam. Raz. Nie był to rozkład planowany - chory sam poprosił, żebym wyciągnęła kartę. Siedziałam obok, wyciągnęłam Gwiazdę i on powiedział, że to ma sens. Nie tłumaczyłam, nie interpretowałam. Karta zadziałała jako punkt skupienia, nie jako wróżba. To jest cos zupełnie innego niż praca z tarotem w normalnych warunkach.
Mama niee poprosiłaby. Ale to, co napisałaś - karta jako punkt skupienia, nie wróżba - to mnie uderza. Bo ona jest bardzo konkretna, racjonalna, nie jest osobą, która 'wierzy'. A jednocześnie widać że potrzebuje czegoś, co da jej miejsce, żeby się zatrzymać. Zastanawiam się, czy mogłabym tego w ogóle nie nazywać tarotem.
To ważne, co mówisz. Karta bez etykietki 'tarot' to nadal symbol, nadal obraz, który może coś uruchomić. Tylko mam pytanie do Franciszki - czy mama wie, że ty w ogóle pracujesz z kartami? Bo to zmienia, jak można by ewentualnie coś takiego zaproponować.
Mam wrażenie, że to rozróżnienie Nocnicy jest kluczowe i trochę porządkuje cały wątek. Rozkład 'dla mamy' może znaczyć albo: pytam co jej przeznaczone, albo: pytam co jest mi potrzebne żeby być z nią. To są radykalnie różne pytania. Kture z nich was tu interesuje bo rozmawiacie jakby naprzemiennie o obu.
Właśnie - przy osobach śmiertelnie chorych Śmierć jako karta wcale nie musi być znakiem dosłownym, bo ta karta i tak znaczy transformację. Więc moim zdaniem spokojnie można robić pełny rozkład, bo Śmierć w tym kontekście po prostu potwierdza to, co już wiadomo, a nie przepowiada nic nowego. Nie ma się czego bać.
Żeby nie zgubić wątku - wróćmy do pytania Franciszki, bo ono dotyczy konkretnie więzi, nie przepowiadania. Które Arkana wspierają nawiązywanie więzi w sytuacji, gdy ktoś odchodzi? To jest inne pytanie niż to, co zwykle kojarzymy z tarotem. Hierofanta bym tu dała jako kartę, ktura mówi o przekazie między pokoleniami, o tym co przechodzi z rąk do rąk. Ale to moje odczucie - co inne osoby widzą w tym kontekście?
Słuchajcie, to, co mówi Dianka, to jest chyba rdzeń tego, o co chodzi przy tych kartach więzi - że nie da się ich czysto oddzielić: ta karta dla mnie, ta karta dla niej. Więź to jest coś między, nie w jednej osobie. Więc czy rozkład, który pytałby o przestrzeń między Franciszką a mamą - nie o jedną, nie o drugą - miałby w ogóle sens?
Wlasnie dlatego to mnie tu przyciąga, do tej rozmowy bardziej niż do jakichkolwiek poradników. Bo te poradniki zawsze mówią albo o chorym, albo o opiekunie. A ta przestrzeń między - to jest coś, czego szukam i nie mam dla tego nazwy. Mama umiera. Ja zostaję. I jest coś, co chcę żebyśmy miały razem, zanim ona odejdzie. Nie wiem, czy karta może to dotknąć. Ale chcę spróbować.
I właśnie dlatego Kochankowie tutaj pasują inaczej niż zwykle - nie jako karta romansu ani nawet prostego wyboru, ale jako karta dwojga, kture stoją wobec czegoś razem. Ta karta pyta: kim jesteś w relacji z tą drugą osobą? Co wy razem wybieracie? Przy umieraniu to pytanie ma zupełnie inny ciężar. Franciszka, czy masz poczucie, że mama jest w stanie wejść w takie wspólne bycie, czy bardziej ona jest po jednej stronie, a ty po drugiej?
To bardzo trafne pytanie i nie wiem, czy znam odpowiedź. Mam wrażenie, że ona jest coraz bardziej 'po swojej stronie' - nie w złym sensie, po prostu odpływa w swój proces. i ja wtedy czuję się po swojej stronie. Ale są momenty, rzadkie, gdy coś się spotyka. I chyba o to mi chodzi - żeby mieć kartę dla tych momentów, nie dla całego czasu.
Ehh, to, co Franciszka opisuje - te rzadkie momenty spotkania - to jest właśnie to, czego szukasz w rozkładzie. Nie pytasz kart o ciągłość, pytasz o okna. I tu bym wróciła do Sądu, bo ta karta u mnie zawsze wiązała się z momentem, gdy coś zostaje powiedziane albo usłyszane po raz pierwszy albo ostatni. Jest w niej coś z 'teraz albo nigdy', ale bez dramatyzmu - raczej jako zaproszenie do przebudzenia w tej chwili. czy ktoś pracował z Sądem w kontekście takiej rozmowy przy łóżku?
Właśnie. Nie chodzi o to, żeby karta powiedziała 'będzie rozmowa', tylko żeby ty byłaś inaczej obecna kiedy ona się zdarzy. To jest zupełnie inne użycie tarota niż przepowiednia. Bardziej jak nastawienie się na odbiór. Czy ktoś tak świadomie używa kart - żeby przygotować sie wewnętrznie, a nie wiedzieć co się stanie?
Myślę, że tu nie ma 'wystarczająco'. Pytanie jest inne: co Franciszka jest w stanie udźwignąć codziennie w tym czasie. Bo karta rano może być kotwicą, ale może też być kolejnym ciężarem - kolejną rzeczą, kturą trzeba 'przetworzyć', kiedy ma się już pełną głowę. Franciszka jak ty to widzisz - szukasz regularnej praktyki wokół tego, czy jednorazowego rozkładu, który dasz sobie na ten czas?
Szczerze - nie wiem. Chyba szukam czegoś, do czego mogę wrócić. Nie codziennie bo codziennie to jest właśnie tyle rzeczy. Ale czegoś stałego. Może jednej karty, którą bym miała przy sobie przez ten czas, a nie rozkładu, który czytam i interpretuję. Jedna karta jako towarzysz, nie jako wróżba.
Eee, to, co Franciszka opisuje, ma nawet swoją praktykę - wybór karty-towarzysza na określony czas albo sytuację. Nie tasuje się, nie pyta. Wybiera się świadomie albo losuje raz i zostaje się z tą kartą. Przy pracy z umieraniem widziałam, że Kapłanka albo Gwiazda trzymają ludzi przez takie okresy naprawdę długo. Ale mam pytanie: czy chcesz wybrać tę kartę sama, czy wolisz ją wylosować?
Zostanę z tym obrazem karty-towarzysza, bo to jest chyba najważniejsze, co padło w tym wątku. Nie rozkład, nie przepowiednia, nie pytanie do przyszłości. Jedna karta, która jest z tobą, kiedy ty jesteś z mamą. I myślę, że to odpowiada też na pierwotne pytanie wątku o Arkana wspierające więź - bo może nie chodzi o to, która karta 'robi więź', tylko która karta daje ci możliwość bycia obecną. A to jest bardzo osobiste. I pewnie u każdego ta karta będzie inna. ciekawa jestem, jaką kartę-towarzysza wybrałby dla siebie ktoś, kto dopiero zaczyna - może ktoś zechce się jeszcze tym podzielić. 😉
