Forum

Asystent AI
Tarot a umieranie -...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Tarot a umieranie - rozkład dla osób śmiertelnie chorych

Strona 1 / 2

Wpisy: 116
Rozpoczynający temat
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

No, siedzę nad tym od jakiegoś czasu i nie wiem, od czego zacząć. Moja mama jest poważnie chora, lekarze nie dają dużych szans. Zaczęłam sie zastanawiać, czy tarot może tu w ogóle pełnić jakąś rolę - nie żeby odwrócić los, bo to nie o to chodzi. Raczej o to, żeby jakoś towarzyszyć jej i sobie w tym wszystkim. Czy jest jakiś rozkład, który ma sens przy takiej sytuacji? Nie chodzi mi o 'kiedy umrze' ani nic w tym stylu, tylko o to, jak budować więź, jak być przy niej naprawdę. widziałam gdzieś wzmiankę o rozkładach wspierających, ale nie pamiętam gdzie. Ktoś coś o tym wie?


Odpowiedz
93 odpowiedzi
Wpisy: 169
(@krystynka55)
Połączone: 1 rok temu

To bardzo ważne pytanie i dobrze, że je zadajesz w taki sposób - z nastawieniem na towarzyszenie, nie na przepowiadanie. Widziałam kilka rozkładów tworzonych z myślą o osobach w trudnych przejściach, ale zanim zaproponuję cokolwiek konkretnego - chciałam zapytać, czy to mają być karty dla ciebie jako osoby towarzyszącej, czy myślisz też o tym, żeby w jakiś sposób włączyć w to mamę? Bo to bardzo zmienia podejście do doboru Arkanów.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 116

@Krystynka55 Mama wie o swojej chorobie, rozmawiamy o tym otwarcie. Ona sama nigdy nie interesowała sie tarotem, ale jest religijna - nie odrzuca duchowości w szerszym sensie. Chyba bardziej myślę o tym jako o moim własnym prowadzeniu sie przez tę sytuację ale jednocześnie chciałabym, żeby ewentualny rozkład dotykał tej przestrzeni między nami. Czy to w ogóle możliwe?


Odpowiedz
Wpisy: 154
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Też chciałam zapytać o to samo co Krystynka55. Bo jeśli mama ma świadomość swojego stanu i jest otwarta na tarot, to zupełnie inaczej dobieramy karty do rozkładu niż gdy to jest tylko twoje wewnętrzne poszukiwanie. Miałam raz sytuację z bliską osobą i robiłam rozkład wyłącznie dla siebie - żeby zrozumieć, jak jej towarzyszyć. To był bardzo inny cel niż gdybym robiła to 'o niej'.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

Możliwe i to jak. Pracowałam z osobami w żałobie i z opiekunami - to podobna energia. Arkany, które według mnie najsilniej wspierają budowanie więzi w takich momentach, to przede wszystkim Gwiazda, Księżyc i Słońce z Wielkich Arkanów - ale nie jako 'dobre znaki', tylko jako symbole procesów. Gwiazda to nadzieja i akceptacja tego co jest. Księżyc - to, co niewypowiedziane, cienie i nieświadomość w relacji. Słońce natomiast - chwile prawdziwej obecności, jasności między ludźmi. ale Krystynka55 ma rację, że cel rozkładu musi być jasny. Co dokładnie chcesz zobaczyć - gdzie jest teraz wasza więź czy jak ją pogłębiać?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@madzialena_f)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 407

@Ewunia_J Zgadzam się co do Gwiazdy, ale mam inną intuicję jeśli chodzi o Księżyc w tym kontekście. Księżyc potrafi być bardzo dezorientujący przy pracy z kimś bliskim w terminalnej chorobie - może wywoływać lęk, podkreślać to, czego nie wiadomo, zamiast pomagać zbliżeniu. Czy nie uważasz, że w rozkładzie, który ma wspierać więź, lepszym wyborem byłaby Hierofanta albo nawet Sprawiedliwość - jako karty dialogu i wzajemnego widzenia się?


Odpowiedz
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 600

@Madzialena_F Rozumiem te obawę, ale właśnie dlatego Księżyc - bo on nie pojawia się po to, żeby było miło. On mówi o tym co jest w tej relacji niedopowiedziane, czego może obie się boimy powiedzieć wprost. To nie jest karta, żeby się przy niej zatrzymać i bać - to karta, żeby zobaczyć, co jeszcze można między sobą powiedzieć, zanim zabraknie czasu. Choć masz rację, że w praktyce trzeba ją interpretować ostrożnie.


Odpowiedz
Wpisy: 67
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i mam pytanie do Franciszki - czy myślałaś o tym, żeby rozkład był oparty wyłącznie na Wielkich Arkanach? Przy takich sytuacjach Małe Arkana mogą niepotrzebnie sprowadzać całość na poziom codziennych detali. Wielkie Arkana mają tę głębię, która pasuje do pracy z granicą między życiem a śmiercią.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 116

@Plejadka60 Nie myślałam o tym świadomie, ale to ma sens. Które Wielkie Arkany poza tymi, które wymieniła Ewunia_J, mogłyby wchodzić w grę? Bo Gwiazda, Księżyc i Słońce to już trio, do którego mogłabym zbudować prosty rozkład, ale czuję, że brakuje czegoś - może karty, która dotyczy samego bycia razem, obecności?


Odpowiedz
Wpisy: 65
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Proponowałabym rozważyć Gwiazdę, Kochankach i Kapłankę. Kochankowie to nie tylko miłość romantyczna - to karta świadomego wyboru bycia z kimś, zobowiązania obecności. Kapłanka z kolei to milczące rozumienie, intuicyjne porozumienie bez słów. Przy osobie, z którą może już nie zawsze można wiele mówić, Kapłanka wydaje mi się bardzo adekwatna. chociaż ciekawa jestem co Krystynka55 o tym myśli.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krystynka55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 169

@Kasjopeja_N Kapłanka - tak, tu się w pełni zgadzam. To karta ciszy, która nie jest pustką, tylko obecnością. Ale przy Kochankach bym się zatrzymała - bo ta karta niesie też temat wyboru i rozstania. Czy to nie jest zbyt dosłowna symbolika w tym kontekście? Nie mówię, że zła, ale trzeba by bardzo świadomie z nią pracować. Franciszko, jak ty reagujesz na samą myśl o tej karcie w tym rozkładzie?


Odpowiedz
Wpisy: 110
(@dianka58)
Połączone: 2 lata temu

Czytam te dyskusje i przypomniała mi sie sytuacja sprzed kilku lat - byłam przy odchodzeniu bliskiej osoby i wtedy instynktownie sięgnęłam po Słońce i Świat. Świat - to karta domknięcia, pełni cyklu. Widziałam ją nie jako koniec, ale jako coś, co zostało przeżyte do końca. Czy ktoś z was też pracował z Arkanem Świata w takim kontekście? Mam wrażenie, że w tej rozmowie za mało się o niej mówi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 154

@Dianka58 Mam bardzo podobne odczucia co do Świata - ale bałabym się zaproponować tę kartę komuś, kto jest teraz w środku takiej sytuacji. to może brzmieć jak akceptacja śmierci, zanim ta osoba jest gotowa na taką akceptację. Albo gorzej - jak przyspieszanie czegoś myślami. Czy ty sama miałaś z tym trudność, kiedy po nią sięgałaś?


Odpowiedz
(@dianka58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 110

@Tunia Tak, miałam. Ale właśnie dlatego o tym piszę - bo kiedy ją wyciągnęłam, to nie poczułam tego jako zagrożenia, tylko jako ulgę. Jakby coś we mnie dostało pozwolenie na to, żeby ta osoba mogła odejść w spokoju. To był mój osobisty rozkład, nie robiłam go 'dla niej'. Więc rozumiem twoje obawy, ale też myślę, że kontekst intencji jest tu absolutnie kluczowy.


Odpowiedz
Wpisy: 159
(@wrozka)
Połączone: 1 rok temu

Moim zdaniem przy takich rozkładach najważniejsze są Pentakle z Małych Arkanów - bo one są o ciele, o fizycznej obecności, o dotyku. Jak siedzisz przy łóżku chorej mamy i trzymasz ją za rękę, to jest właśnie energia Pentakli. Wielkie Arkana są piękne symbolicznie, ale czasem za bardzo odlatują od tego, co realne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@madzialena_f)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 407

@Wrozka Pentakle to interesujące spojrzenie ale nie do końca się z tym zgadzam w tym konkretnym kontekście. Fizyczna obecność to ważny element, owszem, ale rozkład 'dla więzi' to nie to samo co rozkład 'dla ciała'. Kielichy - karty wody, emocji, relacji - wydają mi się tu znacznie bliższe. Szczególnie Czwórka Kielichów jako karta trwania przy kimś mimo trudności, albo Sześć Kielichów jako pamięć i wspólna historia. Czy nie o to właśnie chodzi w tej więzi, o której pisze Franciszka? :))


Odpowiedz
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 116

@Madzialena_F Sześć Kielichów - to mnie trafiło. mamy z mamą dużo wspólnej historii, dzieciństwa, rzeczy, kture nas łączą od lat. Ostatnio dużo rozmawiamy właśnie o przeszłości, o tym co było. Może taka karta w rozkładzie miałaby sens jako punkt wyjścia - 'co nas łączy, co jest fundamentem tej więzi'. A potem idzie kolejna karta o tym co jest teraz, i trzecia - jak tę więź pielęgnować w czasie, który jeszcze mamy?


Odpowiedz
Wpisy: 67
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

To brzmi jak zaczątek konkretnego rozkładu trójkartowego. Proste ale głębokie. Tylko mam pytanie - czy chcesz to robić raz, jako jednorazowy wgląd, czy jako regularną praktykę towarzyszącą tej sytuacji? Bo to zmienia sposób, w jaki dobierasz karty i jak z nimi pracujesz. :))


Odpowiedz
Wpisy: 627
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wchodzę w tę rozmowę trochę z boku bo zwykle nie zajmuję się tarotem stricte, ale to, o czym piszecie, bardzo mnie porusza i chcę dodać jedną rzecz. W tradycjach, z którymi pracuję, przejście - umieranie - jest traktowane jako czas, kiedy granica między osobą a tym, co ją otacza, staje się cieńsza. i w tym sensie rozkład dla opiekuna to też rozkład dla tej przestrzeni między nimi. To, co Franciszka opisuje jako 'bycie naprawdę' - to jest właśnie ta cienka granica. Czy ktoś z was pracował z tarotem z taką intencją - nie 'co zobaczyć', ale 'jak być'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@salomejka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 163

@Nocnica To pytanie jest dla mnie nowe i trochę mnie zatrzymało. Zazwyczaj kiedy sięgam po karty, to szukam odpowiedzi albo kierunku. Ale ty mówisz o czymś innym - o użyciu kart jako praktyki obecności, nie przepowiedni. Jak to miałoby wyglądać w praktyce? Bo to brzmi pięknie, ale nie bardzo wiem, jak to zrobić.


Odpowiedz
Wpisy: 65
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Do tego, co pisze Nocnica - znam jedno podejście, gdzie zamiast rozkładu pytasz jedną kartę: 'czego potrzebuję teraz, żeby być w pełni z tą osobą'. I siedzisz z tą kartą. Nie interpretujesz. Po prostu siedzisz. To nie jest tradycyjny odczyt - to medytacja z obrazem. Ale czy to jeszcze tarot, czy już coś innego - nie wiem. Może ktoś ma na to nazwę?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 154

@Kasjopeja_N To podejście z jedną kartą i siedzeniem z nią - właśnie to mi się kręci w głowie od jakiegoś czasu. Ale mam pytanie: jak długo tak siedzisz? Bo to brzmi jak bardzo proste ćwiczenie, a jednocześnie wydaje mi się, że w praktyce może być trudniejsze niż rozkład pięciokartkowy.


Odpowiedz
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 65

@Tunia Nie mierzyłam nigdy czasu. Czasem to pięć minut, czasem dłużej. Myślę, że chodzi o to, żeby nie wychodzić z tej karty, zanim coś w tobie się nie uspokoi. Nie 'rozumiesz' jej - po prostu jesteś razem z tym obrazem.


Odpowiedz
(@salomejka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 163

@Kasjopeja_N A co jeśli karta wywołuje natychmiastowy lęk? Na przykład wyciągasz Wieże albo Śmierć w takim momencie. Siedzisz z tym lękiem czy przerywasz?


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 627

@Salomejka.pl To jest właśnie sedno tej praktyki - że nie uciekasz. Ale rozumiem, że w sytuacji takiej jak Franciszki to może być za dużo. Dlatego powiedziałam, że warto zanim sięgnie po karty w takiej chwili, spędzić czas z każdą kartą tali osobno, w spokoju, poza tą sytuacją. Żeby żadna nie była obca.


Odpowiedz
Wpisy: 116
Rozpoczynający temat
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Czytam was wszystkich i cos mi się zaczyna klarować. Zaczęłam od pytania o rozkład, ale chyba bardziej potrzebuję praktyki niż struktury. Nie rozkładu z pozycjami, tylko czegoś, co mi pozwoli być przy mamie inaczej. Bardziej świadomie. Czy ktoś z was robiło coś takiego regularnie przez dłuższy czas - tę praktykę z jedną kartą - przy towarzyszeniu komuś choremu?


Odpowiedz
Wpisy: 110
(@dianka58)
Połączone: 2 lata temu

Robiłam coś podobnego, ale nie nazywałam tego tak wprost. Każdego ranka wyciągałam jedną kartę i pytałam tylko: 'co dzisiaj ze sobą przynoszę'. Nie 'co przyniesie dzień', nie 'jak będzie' - tylko co jest we mnie, zanim pojadę do szpitala. Po kilku tygodniach zauważyłam, że te karty zaczęły tworzyć rodzaj opowieści o mnie samej w tej sytuacji. Nie o chorej osobie - o mnie jako towarzyszącej.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 600

@Dianka58 To bardzo ważne rozróżnienie. Opiekunowie i towarzyszący rzadko pytają 'co jest we mnie', bo skupiają całą uwagę na chorym. A to prowadzi do wypalenia, do zagubienia siebie. Tarot jako zwierciadło dla opiekuna - to ma więcej sensu w tej sytuacji niż jakikolwiek rozkład 'dla relacji'.


Odpowiedz
(@madzialena_f)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 407

@Ewunia_J Zgadzam się, ale chce zapytać o coś, co mnie zastanawia w tym wątku od początku. Franciszka mówiła, że mama jest religijna. Czy wyobrażasz sobie sytuację, w której mama dowiaduje się, że córka robi tarot przy jej łóżku? Albo rano przed przyjazdem? Nie mówię że to złe - pytam o praktyczny wymiar, bo to może wpływać na to, jak ta praktyka w ogóle przebiega.


Odpowiedz
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 116

@Madzialena_F Tak, myślałam o tym. mama nie zadawałaby pytań o to co robię rano przed przyjazdem - to moja przestrzeń. Przy niej bym nie rozkładała kart, to by było nie na miejscu. Bardziej myślę o tym jako o czymś, co robię dla siebie, żeby przyjeżdżać do niej bardziej... zebrana. Żeby nie wnosić paniki ani rozpaczy, tylko spokój.


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@wikusia66)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czytam ten watek od początku i teraz sie zatrzymałam przy tym co napisałaś, Franciszko. 'Przyjeżdżać zebrana' - to mi sie wydaje bardzo mądre. Ja nie jestem ekspertem od tarota, ale od afirmacji i medytacji - i to jest dokładnie ta sama zasada. Najpierw uziemisz siebie, żeby móc być dla kogoś innego. Karta rano to rodzaj kotwicy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 154

@Wikusia66 Właśnie, i tu widzę łącznik z tym co mówiła Nocnica o obecności - karta nie jest po to, żeby cokolwiek przepowiedzieć, tylko żeby ustawić intencję na ten dzień. Mnie ciekawi, czy Franciszka miałaby jakiś konkretny zestaw kart, czy losowałaby z całej tali?


Odpowiedz
Wpisy: 67
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie - bo to zmienia charakter praktyki. Jeśli losuje z całej tali, to zostaje z tym, co wyjdzie, nawet jeśli to Wieża czy Śmierć. Jeśli ograniczy się do wybranego zestawu, to traci element zaskoczenia, ale zyskuje bezpieczeństwo. Przy tak intensywnej sytuacji życiowej nie wiem, czy losowanie z całej tali to dobry pomysł.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 65

@Plejadka60 Nie zgadzam się tu. Ograniczanie zestawu kart to trochę jak proszenie o odpowiedź, zanim zadałaś pytanie. Poza tym Wieża przy łóżku chorej mamy wcale nie musi znaczyć tego, o czym myślimy - moze wskazywać na coś w samej Franciszce, jakiś wewnętrzny opór, który trzeba zobaczyć tego dnia.


Odpowiedz
(@eliksira)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 776

@Kasjopeja_N Ale to zakłada że osoba wyciągająca kartę jest w stanie tak ją przeczytać w chwili silnego stresu emocjonalnego. Teoria jest piękna, praktyka bywa brutalna. Kiedy jesteś wyczerpana i przestraszona, to Wieża rano może po prostu zabrać ci oddech na resztę dnia. Plejadka ma rację, że to nie jest neutralny kontekst.


Odpowiedz
Wpisy: 627
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Chcę tu wejść, bo ta dyskusja o bezpiecznym zestawie kontra cała talia jest dla mnie czymś więcej niż kwestią techniczną. W tradycjach towarzyszenia odejściu - i mówię o tych, które znam z własnej praktyki - nie chodzi o ochronę osoby towarzyszącej przed trudnymi obrazami. Chodzi o wyrobienie w sobie zdolności siedzenia z tym, co trudne, bez ucieczki. Franciszka, mam pytanie bezpośrednie: czy czujesz się teraz gotowa na losowanie z całej tali, czy potrzebujesz najpierw czasu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 116

@Nocnica Szczera odpowiedź: nie wiem. Są dni, kiedy czuję się stabilna i myślę, że dałabym radę z każdą kartą. I są dni, kiedy jadę do mamy z zaciśniętymi zębami i wiem że jedno złe słowo mnie rozłoży. Może to jest właśnie podpowiedź - żeby nie decydować raz na zawsze, tylko reagować na to jak czuje się w danym momencie?


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

To, co powiedziałaś teraz, jest moim zdaniem odpowiedzią na całą tę dyskusję o rozkładzie i zestawie kart. Tarot przy towarzyszeniu umieraniu nie może być sztywną procedurą. Musi być żywy, musi reagować na to, gdzie jesteś ty - nie gdzie jest choroba. Jeden dzień Wielkie Arkany z wyłączeniem ciemnych, inny dzień cała talia. Zaufanie sobie to też jest praktyka.


Odpowiedz
Wpisy: 200
(@hazel74)
Połączone: 1 rok temu

Czytam i mam pytanie do Ewuni albo Nocnicy - czy przy takiej praktyce codziennej warto uzupełniać ją czymś fizycznym? Pytam dlatego, że pracuję z czakrami i wiem, że same obrazy czy medytacja to jedno, ale ciało przetwarza inaczej. może kamień, konkretny kolor, cos do trzymania w ręce przy karcie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@onyksa)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 178

@Hazel74 Właśnie miałam napisać coś podobnego. Różaniec dla kogoś religijnego ma ten sam mechanizm - fizyczne uziemienie podczas skupienia. Przy pracy z tarotem w trudnych momentach malachit albo różowy kwarc robią coś podobnego: dają ręce zajęcie, kiedy emocje są za duże na samą wizualizację.


Odpowiedz
(@dianka58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 110

@Onyksa Mnie to trafia, bo kiedy robiłam swoją poranną praktykę, to zawsze trzymałam ciepłą herbatę w dłoniach. Brzmi banalnie, ale ciepło naprawdę coś robiło. Może to ten sam mechanizm - ciało dostaje prosty sygnał bezpieczeństwa i dopiero wtedy głowa może zacząć pracować z kartą.


Odpowiedz
Wpisy: 116
Rozpoczynający temat
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Herbata rano już mam. 🙂 Ale serio - to wszystko, co mówicie o fizycznym uziemieniu, ma sens. Mam wrażenie że ten wątek zaczął się od pytania o konkretny rozkład, a dotarliśmy do czegoś zupełnie innego i właściwie bardziej potrzebnego. Mam teraz w głowie obraz bardzo prostej praktyki - jedna karta, herbata, może kamień, pytanie 'co dziś przynoszę ze sobą'. Dziękuję wam za to. :))


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@krystynka55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 169

@Franciszka Wybacz, ale coś mi tu nie gra. piszesz o tej swojej porannej praktyce z takim spokojem, a jednocześnie mówisz, że z mamą trzymasz to rozdzielnie. Mam wrażenie że trohę się od niej odcinasz w tej najważniejszej dla niej sferze. Ona jest wierząca, a ty sobie obok ciągniesz karty i nazywasz to swoją przestrzenią. Nie boisz się, że ona odbiera to jako chłód? Bo z zewnątrz tak to troche wygląda. 😀


Odpowiedz
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 116

@Krystynka55 Ojej, chyba mnie źle zrozumiałaś i trochę mnie to ukłuło. Rozdzielność to nie chłód. Kiedy mama chce się modlić, siadam i modlę się z nią, naprawdę. Nie ciągnę sobie kart obok - robię swoje rano, zanim do niej pojadę, we własnym domu. To akurat jest szacunek do jej wiary, a nie ucieczka od niej. Przykro mi, że zabrzmiało jakbym się odcinała, bo jest dokładnie odwrotnie.


Odpowiedz
Wpisy: 163
(@salomejka-pl)
Połączone: 1 rok temu

To rozróżnienie, które teraz opisałaś - modle sie z nią bo tego potrzebuje - jest dla mnie bardzo poruszające. Ale też zastanawiam się czy ta karta rano pełni wtedy jakąś role pomostu? Między twoim światem a tym, czego mama potrzebuje? Nie wiem, czy dobrze to nazywam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 65

@Salomejka.pl Myślę, że trafiłaś w coś ważnego, choć ja bym to nazwała inaczej - nie tyle pomost, co kalibracja. Karta rano nie przenosi cię w jej świat ani ciebie w swój, tylko ustawia cię na tyle spokojnie, żebyś mogła być w obu jednocześnie. To jest chyba clou tej całej praktyki.


Odpowiedz
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 154

@Kasjopeja_N 'Kalibracja' - lubię to słowo w tym kontekście. Ale mam pytanie: czy ta kalibracja ma działać przed każdym wyjazdem, czy też Franciszka powinna mieć jakiś reset po powrocie? Bo wracasz ze szpitala i nosisz to wszystko w sobie. Karta rano to jedno, ale co z tym, co przywozisz z powrotem?


Odpowiedz
Wpisy: 200
(@hazel74)
Połączone: 1 rok temu

To co napisała Tunia, to jest bardzo konkretne pytanie i ja bym tu znowu weszła z tym fizycznym aspektem. Przy pracy z czakrami zawsze mówie o domykaniu - że jeśli otwierasz sie rano, to wieczorem musisz zamknąć. czy ktoś z was stosuje tarot nie tylko jako otwarcie dnia, ale też jako zamknięcie? Ciekawi mnie, czy to ma sens przy takiej intensywnej sytuacji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eliksira)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 776

@Hazel74 Stosowałam. I szczerze? Wieczorne wyciąganie karty po dniu przy kimś bardzo chorym bywa ryzykowne. Raz wyciągnęłam Księżyc i kompletnie się w tym zgubiłam - zamiast zamknięcia dostałam kolejne godziny rozkręconej głowy. Może to kwestia wprawy, ale ostrzegam.


Odpowiedz
Wpisy: 627
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Chcę tu wejść w to, co mówi Eliksira, bo to ważne zastrzeżenie. Wieczorne domykanie ma sens jako koncepcja, ale wymaga innej karty niż poranna. Rano pytasz co niosę - wieczorem pytanie powinno brzmieć co odkładam. To zupełnie inny tryb pracy i rzeczywiście, bez wprawy można wpaść w rozpamiętywanie zamiast w uwalnianie. Franciszko, jak wyglądają twoje wieczory po powrocie od mamy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@madzialena_f)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 407

@Nocnica Chcę zapytać o to rozróżnienie rano/wieczór w kontekście konkretnych kart. Czy przy wieczornym 'co odkładam' w ogóle ma znaczenie która karta wyjdzie? Zastanawiam się, czy przy tym pytaniu interpretacja jest w ogóle możliwa, czy chodzi bardziej o sam gest wyciągnięcia i odłożenia karty z powrotem - fizycznie, dosłownie.


Odpowiedz
Wpisy: 116
Rozpoczynający temat
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Szczerze - różnie. Są wieczory, kiedy jestem tak zmęczona, że po prostu padam. Są takie, kiedy siedzę i nie mogę się zatrzymać w głowie. Karta wieczorem nie przyszłaby mi do głowy, ale to pytanie 'co odkładam' - to coś, czego mi brakowało. Nie miałam dla tego formy. Zwykle to wyglądało tak, że dzwoniłam do siostry albo pisałam w notesie. Ale te zapisy są ciężkie, sama wiesz.


Odpowiedz
Wpisy: 67
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Madzialena zadała pytanie, które mnie też nurtuje. Bo jest różnica między tarotem jako pracą z symbolem a tarotem jako rytuałem przejścia. Przy wieczornym domykaniu obraz na karcie może w ogóle nie być ważny - sama czynność odkładania talii może wystarczyć. Znasz praktykę odkładania kamienia do miski z wodą? To ten sam mechanizm - nie chodzi o właściwości kamienia, tylko o fizyczny gest oddania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onyksa)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 178

@Plejadka60 Tak, i właśnie dlatego przy domykaniu częściej polecam konkretny przedmiot do odkładania niż kartę. Karta jest symbolem i angażuje interpretację mimo woli. kamień możesz po prostu położyć i pójść spać. Ale rozumiem, że Franciszka buduje praktykę wokół tarota, więc może karta odkładana twarzą w dół? Żeby symbol nie zapraszał do czytania?


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@wikusia66)
Połączone: 6 miesięcy temu

To z tą kartą twarzą w dół jest naprawde ciekawe. Nigdy tak nie myślałam. Czy wy w ogole odkladacie karty jakos rytuanie po rozkładzie, czy po prostu wsadzacie z powrotem do talii? Pytam, bo może w tym jest coś ważnego i ja przez lata robiłam to mechanicznie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dianka58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 110

@Wikusia66 Ja zawsze odkładam do talii i nigdy nie myślałam o tym jako o czymś znaczącym. Ale teraz jak o tym piszesz, to pamiętam, że kiedy robiłam tę poranną praktykę przy opiece nad ojcem, to karta leżała przy mnie cały ranek - nie wracała od razu do talii. Jakby miała zostać, towarzyszyć. Czy to coś zmienia?


Odpowiedz
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 600

@Dianka58 Zmienia, i to dużo. Karta zostająca przy tobie to nadal otwarte pytanie - nie skończyłaś z nią rozmowy. karta wrócona do talii to zamknięcie. Przy towarzyszeniu umieraniu te dwa tryby mają bardzo różne skutki energetyczne, przynajmniej w mojej praktyce. Franciszko, czy intuicyjnie czujesz, które chciałabyś robić rano?


Odpowiedz
Wpisy: 116
Rozpoczynający temat
(@franciszka)
Połączone: 2 lata temu

Chyba chciałabym, żeby została. Rano. Przynajmniej przez pierwsze tygodnie, zanim się zorientuję, czego naprawdę potrzebuję. Wieczorem - odkładam. To dla mnie logiczne, nawet zanim to tak nazwałaś. Muszę to gdzieś skończyć, bo inaczej będę ciągnąć szpital przez całą noc.


Odpowiedz
Wpisy: 69
(@karolka)
Połączone: 2 lata temu

Czytam was i mam pytanie może trochę z boku, ale chyba jednak związane z tym wątkiem. Czy ktoś z was ma doświadczenie z robieniem rozkładu dla siebie, kiedy jednocześnie dzieje się coś tak dużego? Nie tej codziennej jednej karty, tylko pełniejszego rozkładu - żeby zobaczyć, gdzie jesteś ty w tym wszystkim. Zastanawiam się, czy to w ogóle jest dobry moment, czy raczej nie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 65

@Karolka To zależy, czego od rozkładu oczekujesz. Jeśli szukasz odpowiedzi na 'jak to sie skończy' - nie, to zły moment i prawdopodobnie zły cel. Jeśli pytasz 'czego teraz potrzebuję' albo 'co we mnie jest gotowe, a co nie' - to może być pomocne. Ale taki rozkład robiłabym z kimś, nie sama. Sama w takiej chwili za łatwo czytasz to, czego się boisz.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: