No, siedzę nad tym od jakiegoś czasu i nie wiem, od czego zacząć. Moja mama jest poważnie chora, lekarze nie dają dużych szans. Zaczęłam sie zastanawiać, czy tarot może tu w ogóle pełnić jakąś rolę - nie żeby odwrócić los, bo to nie o to chodzi. Raczej o to, żeby jakoś towarzyszyć jej i sobie w tym wszystkim. Czy jest jakiś rozkład, który ma sens przy takiej sytuacji? Nie chodzi mi o 'kiedy umrze' ani nic w tym stylu, tylko o to, jak budować więź, jak być przy niej naprawdę. widziałam gdzieś wzmiankę o rozkładach wspierających, ale nie pamiętam gdzie. Ktoś coś o tym wie?
To bardzo ważne pytanie i dobrze, że je zadajesz w taki sposób - z nastawieniem na towarzyszenie, nie na przepowiadanie. Widziałam kilka rozkładów tworzonych z myślą o osobach w trudnych przejściach, ale zanim zaproponuję cokolwiek konkretnego - chciałam zapytać, czy to mają być karty dla ciebie jako osoby towarzyszącej, czy myślisz też o tym, żeby w jakiś sposób włączyć w to mamę? Bo to bardzo zmienia podejście do doboru Arkanów.
Też chciałam zapytać o to samo co Krystynka55. Bo jeśli mama ma świadomość swojego stanu i jest otwarta na tarot, to zupełnie inaczej dobieramy karty do rozkładu niż gdy to jest tylko twoje wewnętrzne poszukiwanie. Miałam raz sytuację z bliską osobą i robiłam rozkład wyłącznie dla siebie - żeby zrozumieć, jak jej towarzyszyć. To był bardzo inny cel niż gdybym robiła to 'o niej'.
Możliwe i to jak. Pracowałam z osobami w żałobie i z opiekunami - to podobna energia. Arkany, które według mnie najsilniej wspierają budowanie więzi w takich momentach, to przede wszystkim Gwiazda, Księżyc i Słońce z Wielkich Arkanów - ale nie jako 'dobre znaki', tylko jako symbole procesów. Gwiazda to nadzieja i akceptacja tego co jest. Księżyc - to, co niewypowiedziane, cienie i nieświadomość w relacji. Słońce natomiast - chwile prawdziwej obecności, jasności między ludźmi. ale Krystynka55 ma rację, że cel rozkładu musi być jasny. Co dokładnie chcesz zobaczyć - gdzie jest teraz wasza więź czy jak ją pogłębiać?
Czytam tę rozmowę i mam pytanie do Franciszki - czy myślałaś o tym, żeby rozkład był oparty wyłącznie na Wielkich Arkanach? Przy takich sytuacjach Małe Arkana mogą niepotrzebnie sprowadzać całość na poziom codziennych detali. Wielkie Arkana mają tę głębię, która pasuje do pracy z granicą między życiem a śmiercią.
Proponowałabym rozważyć Gwiazdę, Kochankach i Kapłankę. Kochankowie to nie tylko miłość romantyczna - to karta świadomego wyboru bycia z kimś, zobowiązania obecności. Kapłanka z kolei to milczące rozumienie, intuicyjne porozumienie bez słów. Przy osobie, z którą może już nie zawsze można wiele mówić, Kapłanka wydaje mi się bardzo adekwatna. chociaż ciekawa jestem co Krystynka55 o tym myśli.
Czytam te dyskusje i przypomniała mi sie sytuacja sprzed kilku lat - byłam przy odchodzeniu bliskiej osoby i wtedy instynktownie sięgnęłam po Słońce i Świat. Świat - to karta domknięcia, pełni cyklu. Widziałam ją nie jako koniec, ale jako coś, co zostało przeżyte do końca. Czy ktoś z was też pracował z Arkanem Świata w takim kontekście? Mam wrażenie, że w tej rozmowie za mało się o niej mówi.
Moim zdaniem przy takich rozkładach najważniejsze są Pentakle z Małych Arkanów - bo one są o ciele, o fizycznej obecności, o dotyku. Jak siedzisz przy łóżku chorej mamy i trzymasz ją za rękę, to jest właśnie energia Pentakli. Wielkie Arkana są piękne symbolicznie, ale czasem za bardzo odlatują od tego, co realne.
To brzmi jak zaczątek konkretnego rozkładu trójkartowego. Proste ale głębokie. Tylko mam pytanie - czy chcesz to robić raz, jako jednorazowy wgląd, czy jako regularną praktykę towarzyszącą tej sytuacji? Bo to zmienia sposób, w jaki dobierasz karty i jak z nimi pracujesz. :))
Wchodzę w tę rozmowę trochę z boku bo zwykle nie zajmuję się tarotem stricte, ale to, o czym piszecie, bardzo mnie porusza i chcę dodać jedną rzecz. W tradycjach, z którymi pracuję, przejście - umieranie - jest traktowane jako czas, kiedy granica między osobą a tym, co ją otacza, staje się cieńsza. i w tym sensie rozkład dla opiekuna to też rozkład dla tej przestrzeni między nimi. To, co Franciszka opisuje jako 'bycie naprawdę' - to jest właśnie ta cienka granica. Czy ktoś z was pracował z tarotem z taką intencją - nie 'co zobaczyć', ale 'jak być'?
Do tego, co pisze Nocnica - znam jedno podejście, gdzie zamiast rozkładu pytasz jedną kartę: 'czego potrzebuję teraz, żeby być w pełni z tą osobą'. I siedzisz z tą kartą. Nie interpretujesz. Po prostu siedzisz. To nie jest tradycyjny odczyt - to medytacja z obrazem. Ale czy to jeszcze tarot, czy już coś innego - nie wiem. Może ktoś ma na to nazwę?
Czytam was wszystkich i cos mi się zaczyna klarować. Zaczęłam od pytania o rozkład, ale chyba bardziej potrzebuję praktyki niż struktury. Nie rozkładu z pozycjami, tylko czegoś, co mi pozwoli być przy mamie inaczej. Bardziej świadomie. Czy ktoś z was robiło coś takiego regularnie przez dłuższy czas - tę praktykę z jedną kartą - przy towarzyszeniu komuś choremu?
Robiłam coś podobnego, ale nie nazywałam tego tak wprost. Każdego ranka wyciągałam jedną kartę i pytałam tylko: 'co dzisiaj ze sobą przynoszę'. Nie 'co przyniesie dzień', nie 'jak będzie' - tylko co jest we mnie, zanim pojadę do szpitala. Po kilku tygodniach zauważyłam, że te karty zaczęły tworzyć rodzaj opowieści o mnie samej w tej sytuacji. Nie o chorej osobie - o mnie jako towarzyszącej.
Czytam ten watek od początku i teraz sie zatrzymałam przy tym co napisałaś, Franciszko. 'Przyjeżdżać zebrana' - to mi sie wydaje bardzo mądre. Ja nie jestem ekspertem od tarota, ale od afirmacji i medytacji - i to jest dokładnie ta sama zasada. Najpierw uziemisz siebie, żeby móc być dla kogoś innego. Karta rano to rodzaj kotwicy.
Właśnie - bo to zmienia charakter praktyki. Jeśli losuje z całej tali, to zostaje z tym, co wyjdzie, nawet jeśli to Wieża czy Śmierć. Jeśli ograniczy się do wybranego zestawu, to traci element zaskoczenia, ale zyskuje bezpieczeństwo. Przy tak intensywnej sytuacji życiowej nie wiem, czy losowanie z całej tali to dobry pomysł.
Chcę tu wejść, bo ta dyskusja o bezpiecznym zestawie kontra cała talia jest dla mnie czymś więcej niż kwestią techniczną. W tradycjach towarzyszenia odejściu - i mówię o tych, które znam z własnej praktyki - nie chodzi o ochronę osoby towarzyszącej przed trudnymi obrazami. Chodzi o wyrobienie w sobie zdolności siedzenia z tym, co trudne, bez ucieczki. Franciszka, mam pytanie bezpośrednie: czy czujesz się teraz gotowa na losowanie z całej tali, czy potrzebujesz najpierw czasu?
To, co powiedziałaś teraz, jest moim zdaniem odpowiedzią na całą tę dyskusję o rozkładzie i zestawie kart. Tarot przy towarzyszeniu umieraniu nie może być sztywną procedurą. Musi być żywy, musi reagować na to, gdzie jesteś ty - nie gdzie jest choroba. Jeden dzień Wielkie Arkany z wyłączeniem ciemnych, inny dzień cała talia. Zaufanie sobie to też jest praktyka.
Czytam i mam pytanie do Ewuni albo Nocnicy - czy przy takiej praktyce codziennej warto uzupełniać ją czymś fizycznym? Pytam dlatego, że pracuję z czakrami i wiem, że same obrazy czy medytacja to jedno, ale ciało przetwarza inaczej. może kamień, konkretny kolor, cos do trzymania w ręce przy karcie?
Herbata rano już mam. 🙂 Ale serio - to wszystko, co mówicie o fizycznym uziemieniu, ma sens. Mam wrażenie że ten wątek zaczął się od pytania o konkretny rozkład, a dotarliśmy do czegoś zupełnie innego i właściwie bardziej potrzebnego. Mam teraz w głowie obraz bardzo prostej praktyki - jedna karta, herbata, może kamień, pytanie 'co dziś przynoszę ze sobą'. Dziękuję wam za to. :))
To rozróżnienie, które teraz opisałaś - modle sie z nią bo tego potrzebuje - jest dla mnie bardzo poruszające. Ale też zastanawiam się czy ta karta rano pełni wtedy jakąś role pomostu? Między twoim światem a tym, czego mama potrzebuje? Nie wiem, czy dobrze to nazywam.
To co napisała Tunia, to jest bardzo konkretne pytanie i ja bym tu znowu weszła z tym fizycznym aspektem. Przy pracy z czakrami zawsze mówie o domykaniu - że jeśli otwierasz sie rano, to wieczorem musisz zamknąć. czy ktoś z was stosuje tarot nie tylko jako otwarcie dnia, ale też jako zamknięcie? Ciekawi mnie, czy to ma sens przy takiej intensywnej sytuacji.
Chcę tu wejść w to, co mówi Eliksira, bo to ważne zastrzeżenie. Wieczorne domykanie ma sens jako koncepcja, ale wymaga innej karty niż poranna. Rano pytasz co niosę - wieczorem pytanie powinno brzmieć co odkładam. To zupełnie inny tryb pracy i rzeczywiście, bez wprawy można wpaść w rozpamiętywanie zamiast w uwalnianie. Franciszko, jak wyglądają twoje wieczory po powrocie od mamy?
Szczerze - różnie. Są wieczory, kiedy jestem tak zmęczona, że po prostu padam. Są takie, kiedy siedzę i nie mogę się zatrzymać w głowie. Karta wieczorem nie przyszłaby mi do głowy, ale to pytanie 'co odkładam' - to coś, czego mi brakowało. Nie miałam dla tego formy. Zwykle to wyglądało tak, że dzwoniłam do siostry albo pisałam w notesie. Ale te zapisy są ciężkie, sama wiesz.
Madzialena zadała pytanie, które mnie też nurtuje. Bo jest różnica między tarotem jako pracą z symbolem a tarotem jako rytuałem przejścia. Przy wieczornym domykaniu obraz na karcie może w ogóle nie być ważny - sama czynność odkładania talii może wystarczyć. Znasz praktykę odkładania kamienia do miski z wodą? To ten sam mechanizm - nie chodzi o właściwości kamienia, tylko o fizyczny gest oddania.
To z tą kartą twarzą w dół jest naprawde ciekawe. Nigdy tak nie myślałam. Czy wy w ogole odkladacie karty jakos rytuanie po rozkładzie, czy po prostu wsadzacie z powrotem do talii? Pytam, bo może w tym jest coś ważnego i ja przez lata robiłam to mechanicznie.
Chyba chciałabym, żeby została. Rano. Przynajmniej przez pierwsze tygodnie, zanim się zorientuję, czego naprawdę potrzebuję. Wieczorem - odkładam. To dla mnie logiczne, nawet zanim to tak nazwałaś. Muszę to gdzieś skończyć, bo inaczej będę ciągnąć szpital przez całą noc.
Czytam was i mam pytanie może trochę z boku, ale chyba jednak związane z tym wątkiem. Czy ktoś z was ma doświadczenie z robieniem rozkładu dla siebie, kiedy jednocześnie dzieje się coś tak dużego? Nie tej codziennej jednej karty, tylko pełniejszego rozkładu - żeby zobaczyć, gdzie jesteś ty w tym wszystkim. Zastanawiam się, czy to w ogóle jest dobry moment, czy raczej nie.
