Doszły do wniosku że ona powinna mu powiedzieć jak coś do niego czuje, bo Kapłanka trzyma zbyt dużo w sobie. Ale to był rozkład z humorem, nie terapia, więc żadnych gwarancji 🙂 Ważne że obie się porządnie uśmiałyśmy zanim zaczęłyśmy myśleć poważniej.
A czy możecie mi powiedzieć czy przy takich śmiesznych kombinacjach wy też zaczynacie poważniej? Bo ja mam wrażenie że ten śmiech na początku jakoś rozluźnia i potem łatwiej podejść do trudniejszych aspektów. Czy tak to u was działa, czy to tylko moje odczucie?
ja mam jeszcze inny problem z significatorami bo co jak sie zna kogoś od dawna i możesz go widzeć na kilka sposobów naraz? mój mąż to dla mnie zaleznie od dnia albo Cesarz albo Pustelnik albo Kochanek i nie wiem czy to znaczy że on jest wielowymiarowy czy ze ja nie umiem sie zdecydować 🙂
To jest właśnie ta warstwa synastrii której brakuje w podejściu czysto astrologicznym - że każdy z nas może być w relacji różną wersją siebie, zależnie od tego jak go ta relacja ustawia. Karta significatora pyta właściwie: kim jesteś w tej konkretnej relacji, nie kim jesteś ogólnie.
o to jest swietny sposób! ja robie podobnie ale pytam 'co ta osoba ci robi kiedy jesteście razem' bo przez zachowanie łatwiej mi dopasować kartę niż przez opis charakteru. charakter to jedno a jak ktoś sie zachowuje w relacji to drugie, prawda?
Czy wy zawsze robicie tę rozmowę przed? Bo ja myślałam że to może zaburzać rozkład, że lepiej wejść 'czysto' i zobaczyć co wychodzi bez sugestii. Albo czy to zależy od tego czy robimy dla siebie czy dla kogoś innego?
To chyba też zależy od stylu czytania? Bo jak ktoś pracuje bardziej intuicyjnie to może wolieć wejść bez kontekstu, a jak ktoś czyta analitycznie i patrzy na pozycje w rozkładzie to kontekst mu pomaga w interpretacji. Czy wy macie jakiś stały styl czy zmieniacie?
zapisuj co czułeś jak ciągnełeś kartę i co sie potem rzeczywiście wydarzyło. nawet jeśli to nie bedzie wieża dosłowna to moze bedzie jakiś przełom albo nagła zmiana. wieżę rzadko interpretuje się jako 'coś się zawali' a częsciej jako 'coś musi się skończyć żeby mogło być lepiej'
No i to jest właśnie ta głębsza warstwa synastrii którą lubię najbardziej - że ta sama karta w różnych pozycjach opowiada zupełnie inną historię o parze. I wracając do tego co mówiłyśmy wcześniej o śmiechu i rozluźnieniu - Wieża wyciągnięta na początku sesji kiedy obie jesteśmy spięte brzmi jak wyrok, ale wyciągnięta kiedy już się pośmiałyśmy przy Szaleńcu i Kapłance, to nagle staje się ciekawym pytaniem a nie końcem świata 🙂
Wracając do tego co mówiła Melania71 o Wieży na początku sesji - czy to znaczy że wy celowo dobieracie moment kiedy pokazujecie trudne karty? Bo ja zawsze myślałem że tarot to nie jest spektakl i że nie ma znaczenia kiedy coś powiedzieć, byle powiedzieć.
Nie chodzi o spektakl, tylko o to że człowiek inaczej słyszy pewne rzeczy kiedy jest już rozluźniony, a inaczej kiedy dopiero siada i jest spięty. To nie jest manipulacja, to jest zwykła wrażliwość na rozmówcę. Czy w synastrii to nie ma znaczenia kiedy i jak prowadzisz rozkład?
próbowałam raz z parą razem i to było szalone doświadczenie, bo oni zaczeli sie kłucić przy stole o to kto ma pociągnąć kartę dla której pozycji. serio, nie żartuje. ale kiedy juz to przeszli to rozkład był chyba najbardziej szczery jaki widziałam, bo oboje słyszeli to samo jednocześnie
no to jest ta magia której nie da sie zaplanowac 🙂 że para kłóci się przy rozkładzie i wyciąga Kochanków razem. to już nie jest kwestia interpretacji tylko zycie samo sie interpretuje. Melania71 czy ty kiedyś miałaś taki moment że karta po prostu skomentowała to co sie działo przy stole?
Miałam raz coś podobnego - robiłam rozkład dla koleżanki która twierdziła że w jej związku wszystko jest pod kontrolą i ona nad wszystkim panuje. Wyciągnęła Koło Fortuny jako energię obecną w relacji i przez chwilę siedziałyśmy obie w ciszy. Potem ona powiedziała 'no dobra może nie do końca'. Karta powiedziała to lepiej niż ja bym kiedykolwiek potrafiła.
To jest coś czego mi brakuje jak sama sobie czytam - że nie ma tej drugiej osoby która obserwuje twoją reakcję na kartę. Sama sobie zawsze racjonalizuję 'no tak, ale to pewnie znaczy...' i nie mam nikogo kto mógłby powiedzieć 'hej, właśnie zbladłaś jak wyciągnęłaś tę kartę'. Czy to jest problem przy synastrii dla siebie?
Tu wracamy do tego co było mówione wcześniej o kontekście przed rozkładem - tylko że tutaj kontekstem jest całe twoje życie z tą osobą, nie trzy zdania wprowadzenia. Tego się nie da 'wyłączyć'. Pytanie brzmi czy to jest wada czy może właśnie to nadaje rozkładowi głębię.
I to jest chyba clou całej synastrii w tarocie - że często zaczynasz od pytania o relację, a kończysz na pytaniu o siebie. Czy to znaczy że synastria to w gruncie rzeczy zawsze jest rozkład jednostki widziany przez pryzmat drugiej osoby, a nie rozkład samej relacji?
To pytanie które zadałem jest trochę prowokacyjne, przyznam. Bo jeśli synastria zawsze sprowadza się do rozkładu jednostki przez pryzmat drugiej osoby, to właściwie po co w ogóle nazywać to synastrią? Może to po prostu rozkład osobisty z konkretnym kontekstem relacyjnym. Czy ktoś ma odczucie że to jednak coś innego niż tylko semantyka?
dwie osobne talie to robiłam raz i to była istna katastrofa logistyczna, karty sie myliły, nie wiedziałam która do której pozycji, w końcu musiałam je poukładac kolorami zeby ogarnąć. ale jak juz ogarnełam to było naprawde ciekawe zestawienie. tylko czy to synastria czy po prostu dwa rozkłady obok siebie, to nie wiem
No to zadam proste pytanie: czy ktokolwiek tutaj zrobił synastrie tarotem dla pary i wyszło coś co kompletnie rozminęło się z tym co wiedziałeś o tej parze? Bo to by była odpowiedź. Jeśli zawsze wychodzi mniej więcej to czego się spodziewasz, to może jednak to jest projekcja.
mi sie raz trafiło cos co mnie zaskoczyło totalnie - robiłam dla znajomych i wyszedł Diabeł jako karta łącząca dwie energie. myślałam że to coś złego i juz miałam powiedziec coś ostrożnie, a oni sie roześmiali i powiedzieli że to idealnie opisuje ich dynamike bo sie wzajemnie nakrecają do takich ekscesów. totalnie nie spodziewałam sie tej reakcji i ta karta nagle miała inny sens
To jest coś co mnie uderza w tej rozmowie - że przy synastrii rola czytającego jest zupełnie inna niż przy indywidualnym rozkładzie. Jakbyś była bardziej świadkiem niż interpretatorem. Czy to zmienia jakoś podejście do tego jak zadajesz pytania przed rozkładem?
A co jeśli para przychodzi i mają zupełnie rozbieżne oczekiwania co do rozkładu i żadne nie chce ustąpić? To chyba się zdarza, nie? I co wtedy, robisz dwa rozkłady czy jeden?
Słuchajcie, a czy w ogóle macie jakieś ulubione układy specjalnie do synastrii, czy zawsze adaptoujecie jakieś standardowe? Bo ja szukałam i znalazłam jeden układ dedykowany parom ale nie wiedziałam czy go warto wypróbować.
Ja zwykle adaptuję celtycki krzyż, ale zmieniając znaczenia pozycji pod kątem relacji. To może nie jest 'prawdziwa synastria' ale daje mi spójny szkielet. Choć po tej rozmowie zaczynam się zastanawiać czy nie powinnam jednak spróbować czegoś zupełnie innego.
A właśnie, bo ja ten układ co znalazłam miał chyba osiem pozycji i każda była przypisana do konkretnej sfery relacji, coś jak: co ty wnosisz, co ona/on wnosi, co razem tworzycie, co jest ukryte. Brzmi logicznie, ale nie wiem czy to nie jest zbyt sztywne. Bo co jeśli relacja nie pasuje do tych kategorii?
A to jest dobre pytanie do całego tematu synastrii tarotem - czy możemy w ogóle zakładać że dwie osoby losując z tej samej talii dostaną karty które są od siebie niezależne? Bo talia jest jedna, karty się wyczerpują, jeśli jeden ciągnie Słońce to drugi już nie może. Czy to nie zaburza całej logiki?
