Moim zdaniem ta sezonowość to głównie kwestia tego, że nasz mózg jest przestrojony na rytmy natury i po prostu 'widzi' w kartach to, co czuje sezon. Jesienią automatycznie wyciągamy wnioski o końcach, bo wszystko dookoła umiera. Ale sama intuicja jako taka działa tak samo przez cały rok - to raczej nasze filtry interpretacyjne się zmieniają. Myślę, że dobry czytający powinien umieć to skompensować.
W tradycjach rytualnych cykl roku jest fundamentem wszystkiego. Koło roku, sabaty, pełnie - to nie jest ozdoba, tylko struktura energetyczna. Jeśli tarot jest praktyką duchową, a nie tylko wróżbiarstwem, to trudno mi sobie wyobrazić, żeby pory roku nie miały znaczenia. Pytanie, które bym zadał: czy ktoś z was celowo dobiera talie do pory roku albo do fazy księżyca przed odczytem? Bo to jest zupełnie inny poziom tej praktyki.
Wracając do tego, co Pytia napisała na początku - mnie bardziej interesuje ten wątek z medytacją. Czy ktoś z was praktykuje medytację przed odczytem i czy zauważył, że głębokość intuicji zmienia się sezonowo? Słyszałam, że zimą medytacja może być naturalnie głębsza, bo jesteśmy bardziej 'do środka'. Czy to pokrywa się z waszym doświadczeniem z kartami?
To, co opisujesz, Pytia, jest ciekawe od strony psychologicznej. Czy te 'bardziej symboliczne' obrazy zimą przekładają się też na to, że odczyty są potem trafniejsze, czy po prostu inne? Bo to są dwie różne rzeczy i nie chcę mieszać jednego z drugim.
Hej, przepraszam, że wchodzę trochę z boku, ale mam pytanie z zupełnych podstaw - czy jak mówicie o 'energii' pory roku, to macie na myśli coś konkretnego, co da się opisać, czy to bardziej taki skrót myślowy dla zbiorowego nastroju i rytmu przyrody? Bo czytam tę rozmowę i nie do końca rozumiem, co jest tu przyczyną, a co skutkiem.
To tłumaczenie przez biologię i psychologię jest dla mnie dużo bardziej przekonujące niż mówienie o energiach. Ale mam pytanie do tych bardziej doświadczonych - czy są jakieś konkretne badania albo długoletnie obserwacje własne, które by potwierdzały, że odczyty zimą mają jakieś wspólne cechy? Czy to zawsze jest 'mi się wydaje, że'?
Obserwuję to u siebie od ponad dziesięciu lat i mam coś w rodzaju własnych notatek. Nie są to badania naukowe, ale widzę pewien wzorzec: pytania, z którymi ludzie przychodzą do mnie zimą, dotyczą głównie relacji, strat i sensu. Wiosną i latem częściej pytają o decyzje, działanie, zmianę. Nie wiem, czy to sezonowość wpływa na karty, czy na to, co ludzie w danej porze roku chcą wiedzieć - a to jest zupełnie inna hipoteza.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że trochę kręcimy się w kółko między 'to my jesteśmy inni' a 'karty są inne'. Może to naprawdę nie da się rozdzielić? Jeśli czytający i karta to jeden system, to może pytanie o to, co jest przyczyną, jest bez sensu. Nie wiem, pytam, bo sama jestem na początku i staram się to jakoś poukładać.
A na jakiej podstawie w ogóle ufasz odczytowi w dowolnej innej chwili? To nie jest złośliwe - serio pytam. Bo jeśli odpowiedź brzmi 'intuicja', to ta sama intuicja jest sezonowa. Jeśli 'doświadczenie' - to doświadczenie też zbierałaś w różnych porach roku.
Ja prowadzę, wspominałam o notatkach. Daty są, pory roku widać. Wzorzec, który opisałam, dotyczący tematyki pytań - to nie jest wrażenie, to jest coś, co wychodzi po przejrzeniu kilkudziesięciu zapisów. Ale zaznaczam - nie sprawdzałam trafności odczytów względem pory roku, bo to byłoby już zupełnie inne badanie.
Sorki że znowu się wtrącam z czymś podstawowym, ale to mnie zastanawia - mówicie o klientach i sesjach, jakby tarot był usługą terapeutyczną. Czy dla was to faktycznie jest coś w tym rodzaju, czy to jednak wróżenie w bardziej dosłownym sensie? Bo to chyba zmienia jak patrzysz na 'trafność'.
Wieża zimą jako trauma i latem jako zmiana do zainicjowania - to jest bardzo obrazowe i zupełnie zgadza się z moim odczuciem. Ale mam pytanie: czy według ciebie to jest coś, czego czytający powinien być świadomy i jakoś uwzględniać, czy po prostu przyjmować jako naturalny element odczytu?
Chcę tu coś dodać, bo myślę, że dyskutujemy tak, jakby sezonowość była problemem do rozwiązania. W tradycji, z której czerpię, ona jest po prostu częścią praktyki. Nie kompensuje się jej, nie koryguje. Czyta się kartę w kontekście, w którym się jest - i pora roku jest jednym z tych kontekstów, tak samo jak czas dnia, faza księżyca czy nastrój pytającego.
Myślę, że właśnie przez to uczenie się uczy. Przez obserwację własnych odczytów w czasie. Ja zaczęłam prowadzić notatki dopiero po jakimś roku i dopiero wtedy zaczęłam widzieć, jak bardzo moje interpretacje zmieniają się między jesienią a wiosną. Wcześniej byłam przekonana, że jestem obiektywna.
To jest ciekawe, bo zakłada że dałoby się nastrój oddzielić od pory roku. A co jeśli nastrój jesienią jest po prostu inny strukturalnie niż wiosną, i właśnie to jest ta sezonowość? Nie jako zewnętrzna energia, tylko jako mój wewnętrzny rytm, który jest zsynchronizowany z naturą.
Wtrącę się, bo w astrologii mamy podobny problem z ruchami planet - czy obserwator jest częścią systemu, czy tylko go odczytuje. I z doświadczenia powiem wam, że najlepsi praktykanci przestają w ogóle zadawać to pytanie. Uczą się działać wewnątrz rytmu, zamiast go analizować z zewnątrz. Może w tarocie jest podobnie?
Pytia, to że analiza i działanie wewnątrz rytmu się wykluczają - to jest fałszywa opozycja. Ale rozumiem ten opór. Problem polega na tym, że refleksja może być zarówno pogłębieniem, jak i odseparowaniem. I tutaj pory roku coś pokazują bardzo konkretnie: kiedy jesteś w środku sezonu, twoja analiza jest inna niż kiedy jesteś 'nad' nim. To nie jest kwestia filozofii, to jest coś, co można zobaczyć we własnych notatkach.
To jest dobre pytanie, ale odpowiedź na nie przychodzi raczej wstecznie. Nie w trakcie odczytu, ale po czasie. Przeglądasz stare zapisy i widzisz, że wiosną interpretowałaś Słońce zupełnie inaczej niż zimą, i wtedy rozumiesz, że byłaś wtedy 'w środku'. W tamtym momencie nie wiedziałaś.
