To ciekawe, bo ja tak właściwie nie wracam do swoich czytań po czasie. Siedzę z kartą, wyciągam jakieś wnioski i... zapominam. Może właśnie to jest problem - że traktuję każde czytanie jak coś oddzielnego, zamiast widzieć jakiś wzorzec?
To, co Kamilka opisuje, to bardzo częste. I w kontekście tego wątku wydaje mi się ważne - bo jeśli nie wracasz do wcześniejszych czytań, to nie masz też materiału do porównania. nie wiesz, kiedy karta cię bolała bo była trudna, a kiedy bo byłaś wtedy w innym stanie. Prowadzisz jakiś dziennik czytań?
O, to jest coś, o czym nie pomyślałam, ale mnie uderza. Ten strach przed zapisaniem - jakby zapis czynił coś bardziej prawdziwym. Czy to ma dla ciebie sens w kontekście samego czytania? Bo jeśli tak, to może problem nie jest "jak usiąść z kartą", tylko co robimy z tym, co karta pokazuje.
Ja miałam dokładnie to samo z zapisywaniem. Jakby napisanie tego na papierze było... ostateczne. Ale jak zaczęłam notować, to zobaczyłam, że ta sama karta w różnych momentach znaczyła dla mnie zupełnie różne rzeczy. Trójka mieczy raz mnie rozłożyła, raz powiedziałam sobie "no tak, to ma sens". hej więc to chyba Lobelka ma rację z tym wzorcem.
To, co Forsycja opisuje, to de facto format dziennika sennego przeniesiony na tarot - notuj to, co uderza jako pierwsze, zanim racjonalizacja to przykryje. w kontekście trudnych wiadomości to może być ważniejsze niż jakakolwiek "poprawna" interpretacja karty :D. Kamilka, masz poczucie że wiesz, co cię uderza w karcie zanim zaczęłaś ją tłumaczyć?
To jest ważny trop... Znaczenia kart, które znamy z kursów i książek, to jest jedna warstwa. Ale pierwsza reakcja ciała - czy coś się ściska czy rozluźnia, czy chcesz kartę odłożyć - to jest coś, czego żadna encyklopedia nie zastąpi. I to jest też chyba odpowiedź na pytanie Kamilki z początku wątku - jak nie rozpaść się przy trudnej karcie. Jeśli masz chwilę zanim zaczniesz interpretować, to masz też chwilę żeby po prostu być z tym, co czujesz.
Nigdy o tym nie słyszałam. Mówisz to do siebie, do kart, do czegoś konkretnego? Bo trochę nie rozumiem jak to działa - jak powiem, że nie chcę tego słyszeć, to karta nie wypadnie?
Czytam ten wątek od dawna i chcę się odezwać bo to, co tu się pojawia, bardzo mi bliskie. miałam moment kiedy siadałam do kart co drugi dzień w tej samej sprawie i za każdym razem interpretowałam wszystko pod jedną odpowiedź, której chciałam. Dopiero jak ktoś mi zasugerował, żebym odłożyła karty na dwa tygodnie, to zobaczyłam że cały czas pytałam o powrót, a Kamilka wspomniała, ze jej chodzi o coś innego - o powrót do normalnego życia. I to jest zupełnie inne pytanie do kart.
To, co napisałaś na końcu, Kamilka, jest według mnie kluczem do całego tego wątku. Pytałaś o niego, a powinnaś pytać o siebie. I to nie jest błąd - to jest bardzo ludzki odruch. Ale wracam do pytania które mnie teraz nurtuje: co się zmieniło w tym momencie kiedy to zrozumiałaś? Bo rozumieć to jedno, a co potem??
A może właśnie dlatego trudno usiąść z kartą po złej wiadomości - bo kiedy jesteśmy w środku czegoś trudnego, to automatycznie pytamy o zewnętrze? O co się stanie, co zrobi tamta osoba jak to się skończy. Zamiast: co mi to mówi o mnie. Zastanawiam się, czy to w ogóle da się przełamać bez wcześniejszej pracy z tym, jak się formułuje intencję przed czytaniem.
A co jeśli ta gotowość nigdy nie przychodzi? Bo ja mam wrażenie, że od pewnego momentu zawsze chcę jakiejś konkretnej odpowiedzi i nigdy nie jestem "neutralna". to by znaczyło, że w ogóle nie powinnam siadać do kart?
Dokładnie. no dobra i tu jest subtelna ale ważna różnica między pytaniem otwartym a zamkniętym - nie w sensie słownym, ale emocjonalnym. Można zadać pytanie, które brzmi otwarcie, a wewnętrznie jest juz zamknięte bo oczekujesz jednej odpowiedzi. kamilka jak teraz wyglądają twoje pytania do kart? czy próbowałaś już sformułować coś inaczej?
To jest bardzo konkretne pytanie i chcę na nie odpowiedzieć konkretnie. Dla mnie pytania, ktore działają w trudnych momentach, to nie "co będzie" ani nawet "co mam zrobić", tylko bardziej: "czego teraz potrzebuję", "co mi przeszkadza widzieć jasno", "co niosę ze sobą w tej chwili". ojej one nie mają odpowiedzi w postaci wyniku - mają odpowiedź w postaci stanu. I to jest inne czytanie.
to mnie trafia... Bo ja właśnie często wpadam w tę pułapkę - widzę kartę i pytanie mi się kształtuje pod to, co widzę. A potem nie wiem, czy to czytanie czy autosugestia. Pytam Lobelkę albo kogokolwiek, kto to przerabiał: czy zdarza sie, że pytanie zapisane przed czytaniem kompletnie nie pasuje do karty, która wychodzi? I co wtedy?
To jest coś, z czym mi trudno się pogodzić. Bo kiedy jestem w środku czegoś trudnego, to wlasnie wtedy ciągnie mnie do kart najbardziej. Jakby chciałam żeby karta powiedziała mi, że będzie dobrze. I wiem że to nie tak działa, ale ten odruch jest bardzo silny. Jak wy sobie z tym radzicie - z tym ciągnięciem do kart dokładnie wtedy, kiedy może nie powinnaś?
ja mam zasadę, której trzymam się od lat: jeśli pytanie jest "kiedy" albo "czy on wróci" - nie siadam. Nie dlatego że karty tego nie powiedzą ale dlatego, że wiem, że wtedy pytam z rozpaczy, a nie z ciekawości. I czytanie z rozpaczy mi nigdy nie pomogło. Pomogło tylko wtedy, kiedy mogłam zadać pytanie bez drżenia w środku.
Właśnie to jest mój przypadek. Każda karta, którą wyciągnęłam w ostatnich tygodniach, jakoś trafiała na "a może to oznacza, że jednak... '. Tłumaczyłam każdą pod jeden klucz. I teraz nie wiem, czy ja w ogóle robiłam czytanie, czy budowałam sobie narrację
To, co Kamilka opisuje, to jest coś, o czym się za mało mówi przy tarocie - interpretacja jako obrona. Masz kartę, która mogłaby powiedzieć "puść", a ty czytasz ją jako "jeszcze chwila". I to nie jest błąd czytania, to jest mechanizm psychiczny. Pytam Lobelkę: czy jest w ogóle sposób żeby to przerwać samodzielnie? Bez kogoś z zewnątrz?!
Ale wracając do Kamilki - bo trochę od niej odpłynęliśmy. Pisałaś, że chodzi ci bardziej o to żeby znowu normalnie żyć. Co to dla ciebie znaczy? Bo ja czytam ten wątek i zastanawiam się, czy karty są tu w ogóle potrzebne czy może chodzi o coś innego, a karta jest tylko pretekstem do zatrzymania się.
