Forum

Asystent AI
Tarot a przyjmowani...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Tarot a przyjmowanie złych wiadomości - jak przygotować się psychicznie

Strona 1 / 2

Wpisy: 666
Rozpoczynający temat
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Mam ostatnio taki problem, że boję się rozkładać karty, bo wiem, że coś we mnie już wie, że odpowiedź będzie zła. Pytanie dotyczy pewnej sytuacji życiowej, nie chodzi mi o powrót kogoś ani nic takiego - chodzi mi bardziej o to, żeby znowu normalnie żyć i wiedzieć, w którą stronę iść. Ale ta obawa przed złą wróżbą dosłownie paraliżuje mi ręce, kiedy siadam do kart. Czy ktoś miał tak samo? Jak się z tym uporaliście?


Odpowiedz
129 odpowiedzi
Wpisy: 140
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest naprawdę częste i rozumiem to bardzo dobrze. Sama przez jakiś czas odkładałam talię na półkę, bo bałam się, co zobaczę. Ale powiem Ci tak z własnego doświadczenia - to, czego się boisz, i tak już gdzieś w Tobie jest. Karty tego nie tworzą, one tylko to pokazują. Pytanie do Ciebie: co konkretnie Cię blokuje? Strach przed samą wiadomością, czy bardziej przed tym, co będziesz musiała z nią zrobić?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lobelka00)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 32

@Tunia Dobrze to ujęłaś, ale chciałabym dodać jedną rzecz, bo często widzę, że ludzie mylą dwa różne stany. Jedno to intuicja, że coś jest nie tak. A drugie to lęk, który nam podpowiada najgorsze scenariusze bez żadnego pokrycia. I zanim w ogóle sięgniemy po karty, warto by autorka posta odpowiedziała sobie na pytanie: co tak naprawdę już wiem, a czego się tylko boję?


Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

@Lobelka00 To dobre rozróżnienie. Chyba w moim przypadku to jest przemieszane. Wiem, że sytuacja jest trudna obiektywnie, ale jednocześnie wyobraźnia podsyca to do rozmiarów katastrofy. Pytanie tylko, jak w takim stanie w ogóle usiąść do rozkładu i żeby to miało sens? Bo czytałam gdzieś, że jak jesteś emocjonalnie rozbita, to karty i tak nie dadzą Ci klarownego obrazu.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@sonia)
Połączone: 10 miesięcy temu

To, co napisałaś o emocjach przy czytaniu, jest prawdziwe, ale nie do końca tak to działa. Nie chodzi o to, żeby być w pełni spokojną - to jest nierealne. Chodzi o to, żeby nie pytać kart z desperacji. Różnica jest ogromna. Jeśli siadasz do kart i mówisz sobie: 'powiedz mi, co mam wiedzieć, żeby móc działać' - to jest zdrowe podejście. Jeśli siadasz i mówisz: 'proszę, żebyś mi powiedziała, że wszystko będzie dobrze' - to już nie jest pytanie do kart, to jest prośba o uspokojenie.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@tola52)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Sonia A jak się do tego przygotować, żeby być w tym pierwszym stanie, a nie w tym drugim? Pytam, bo ja też mam tak, że siadam i już z góry wiem, czego chcę usłyszeć, i potem interpretuję karty pod tę odpowiedź.


Odpowiedz
(@sonia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 145

@Tola52 Sama sobie odpowiedziałaś na to pytanie, bo świadomość tego mechanizmu to już połowa drogi. Ale konkretnie - ja zawsze zanim rozłożę karty, piszę na kartce jedno zdanie: 'pytam o to, bo chcę...' i kończę to zdanie szczerze. Jeśli napiszę 'chcę usłyszeć, że on wróci', wiem, że jestem w złym miejscu do czytania. Odkładam talię. Jeśli napiszę 'chcę wiedzieć, co mogę teraz zrobić' - to już jest pytanie, z którym można pracować.


Odpowiedz
(@selena91)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 110

Wróćmy do pytania, które zadałam - bo Lobelka i @Sonia jeszcze nie odpowiedziały. Konkretnie: co robicie przed rozłożeniem, żeby wejść w stan, który nie jest ani desperacją, ani udawanym spokojem? Piszę 'konkretnie', bo znam wersję z kadzidłem i świeczką, i to mi nie pomaga. Szukam czegoś, co działa na głowę, nie na atmosferę.


Odpowiedz
(@sonia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 145

@Selena91 Ja robię inaczej niż Lobelka i nie wiem, która metoda jest lepsza - to zależy od człowieka. Siadam i zadaję sobie jedno pytanie na głos: 'czego się boję, że zobaczę?' I czekam na pierwszą odpowiedź, która przyjdzie. Nie tę przemyślaną, tylko tę pierwszą. Jeśli potrafię ją nazwać, to jest znak, że mogę wejść w czytanie. Jeśli milczę albo mówię 'nie wiem' - to odkładam karty. Bo 'nie wiem' często znaczy 'wiem, ale nie chcę powiedzieć na głos'.


Odpowiedz
(@tola52)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Sonia A co jeśli ta pierwsza odpowiedź jest taka, że się blokujesz? Bo ja jak sobie zadałam to pytanie, to od razu wiedziałam, czego się boję, i zrobiło mi się tak źle, że i tak nie mogłam czytać.


Odpowiedz
(@sonia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 145

@Tola52 No właśnie - to jest informacja. Jeśli nazwanie lęku cię blokuje, to znaczy, że ten lęk jest za duży na samodzielne czytanie w tej chwili. I to nie jest słabość, to jest dobra samoocena. Wtedy albo czekasz, albo prosisz kogoś o czytanie dla ciebie, albo rezygnujesz z kart w tej sprawie w ogóle.


Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

Czytam was obie i mam wrażenie, że obie macie rację, ale w różnych momentach. Metoda Lobelki wydaje mi się łatwiejsza do wejścia - to wylewanie na kartkę brzmi jak coś, co mogłabym zrobić. @Sonia, twoja metoda jest chyba głębsza, ale wymaga już pewnej gotowości. Czy to możliwe, że jedno prowadzi do drugiego? Że najpierw wylewasz, a potem możesz nazwać?


Odpowiedz
Wpisy: 38
(@jadwisia62)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i mam pytanie do autorki tematu, bo coś mnie zastanawia. Napisałaś, że chodzi Ci o to, żeby znowu normalnie żyć. Co dla Ciebie znaczy 'normalnie' w tej chwili? Bo to może zmienić całkowicie to, jak powinna brzmieć Twoja intencja przed rozłożeniem kart.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

@Jadwisia62 Dobre pytanie. Chyba chodzi mi o to, żeby przestać cały czas myśleć o tej sytuacji. Żeby móc wstać rano i nie mieć tego jako pierwszej myśli. Żeby nie układać w głowie scenariuszy. Więc może pytanie do kart powinno dotyczyć mnie, nie tej sytuacji?


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@lobelka00)
Połączone: 3 lata temu

Właśnie to jest kluczowe. Jeśli przestawiasz fokus z 'co się stanie z tą sytuacją' na 'czego potrzebuję, żeby się pozbierać', to zupełnie inaczej wygląda też rozkład. Możesz nawet wyciągnąć jedną kartę - nie jako przepowiednię, ale jako coś w rodzaju lustra. Co teraz widzę w sobie? Co blokuje? To bywa bardziej pomocne niż pełny rozkład celtycki, kiedy jesteś emocjonalnie w środku czegoś.


Odpowiedz
Wpisy: 23
(@pawelek-2)
Połączone: 2 lata temu

A właśnie - rozmawiamy o tym, jak się przygotować psychicznie, ale nie padło jeszcze pytanie: czy w ogóle trzeba to robić samodzielnie? Czyli czy autorka posta nie powinna może poprosić kogoś innego o odczytanie dla niej, zamiast samej siadać do kart? Bo jak jesteś za blisko tematu, to nawet przy najlepszych chęciach ciężko zachować obiektywizm.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

@Pawelek.2 Myślałam o tym. Ale trochę się wstydzę dawać komuś tak osobisty temat. Poza tym nie wiem, czy to cokolwiek zmienia - i tak musiałabym wysłuchać tej odpowiedzi.


Odpowiedz
(@radoslawa94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 59

@Pawelek.2 To ważna uwaga. Dodam tylko, że czytanie przez kogoś innego ma jedną dużą zaletę - ta osoba nie będzie nieświadomie 'prowadzić' interpretacji w kierunku, którego się boisz albo na który liczysz. Ale masz rację, że i tak musisz być gotowa na odbiór. Więc pytanie do Ciebie, autorko: jak myślisz, co jest trudniejsze - wyciągnąć kartę i zobaczyć samej, czy usłyszeć to samo od kogoś drugiego?


Odpowiedz
Wpisy: 243
(@wera80)
Połączone: 7 miesięcy temu

Przeczytałam cały wątek i mam takie wrażenie, że karty same w sobie nie są chyba problemem, tylko to, że ta sytuacja życiowa, o której piszesz, jest nierozwiązana. I tarot tylko to uwypukla. Czy to nie jest tak, że boisz się kart, bo boisz się potwierdzenia czegoś, co już gdzieś przeczuwasz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 140

@Wera80 Myślę, że to jest dokładnie sedno sprawy. I chciałabym zapytać Cię, autorko, o jedną rzecz - bo to ważne zanim w ogóle sięgniesz po karty. Czy jest jakaś odpowiedź, którą dostając, poczułabyś ulgę, a nie ból? Bo jeśli tak, to może właśnie od tego warto zacząć rozkład.


Odpowiedz
Wpisy: 612
(@gnostyk)
Połączone: 2 tygodnie temu

Czytam ten wątek z uwagą. Jest tu dużo cennych głosów, ale chcę dodać coś z innej perspektywy. W tradycjach mądrościowych - i nie mówię tylko o tarologii, ale też o praktykach stoickich czy buddyjskich - przygotowanie do złych wiadomości polega na czymś, co można by nazwać premedytatio malorum, czyli świadomym rozważeniu najgorszego scenariusza z wyprzedzeniem. Nie po to, żeby się bać, ale po to, żeby się oswajać. I zastanawiam się, czy tarot nie może pełnić podobnej funkcji - nie jako wyrocznia, ale jako bezpieczna przestrzeń do 'ćwiczenia się' w przyjmowaniu trudnych obrazów.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Gnostyk Interesujące zestawienie, ale nie do końca się zgadzam. Premedytatio malorum zakłada, że jesteś w stanie wyobrazić sobie scenariusz i go przepracować racjonalnie. Tarot działa inaczej - on trafia w nieświadomość przez obraz, przez emocję. I dla kogoś, kto jest już emocjonalnie rozbity, to może być za dużo naraz. Skąd wiadomo, kiedy człowiek jest gotowy na taki obraz, a kiedy go to po prostu przytłoczy?


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 612

@Kartomanta54 Słuszna uwaga. Nie twierdzę, że to identyczne mechanizmy. Chodzi mi o postawę wobec niepewności - a to jest coś, co można ćwiczyć niezależnie od metody. I właśnie ta postawa - gotowość na każdą odpowiedź - to chyba jest to psychiczne przygotowanie, o które autorka pyta.


Odpowiedz
Wpisy: 110
(@selena91)
Połączone: 2 lata temu

Czytam i notuję, bo to ważny temat. Mam jedno konkretne pytanie do Lobelki albo Soni - bo obie mówią o nastawieniu przed czytaniem. Czy jest jakiś konkretny rytuał lub ćwiczenie, które pomaga wejść w to 'neutralne' miejsce? Nie mówię o kadzidełkach i świeczkach, ale o czymś mentalnym, co faktycznie działa.


Odpowiedz
Wpisy: 666
Rozpoczynający temat
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

I właśnie to jest pytanie, z którym usiadłam dziś rano. Dziękuję Wam wszystkim za tę rozmowę - po raz pierwszy od dawna czuję, że może problem nie jest w kartach, tylko w tym, jak do nich podchodzę. Zostanę tu i poczytam, co jeszcze napiszecie.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@lobelka00)
Połączone: 3 lata temu

Dobrze, że wróciłaś do tego pytania, bo faktycznie ominęłam je. U mnie działa jedno: zanim sięgnę po karty, zapisuję wszystko, co mnie boli w tej sprawie. Nie interpretuję, nie analizuję - po prostu wylewam na kartkę. Potem zamykam ten zeszyt. Dosłownie zamykam. I dopiero wtedy biorę talie. To nie jest magia, to jest opróżnienie głowy z chaosu, żeby karty miały przestrzeń.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@lobelka00)
Połączone: 3 lata temu

Tak, myślę, że to dobra obserwacja. Te metody nie są do wyboru zamiast - one mogą być kolejnymi krokami. Najpierw wyrzucasz chaos na kartkę, a potem masz trochę więcej jasności, żeby zapytać siebie o ten lęk. Przynajmniej u mnie tak to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 23
(@pawelek-2)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i mam inne pytanie - bo skupiacie się na przygotowaniu przed czytaniem, ale co z momentem po? Kamilka napisała, że chce znowu normalnie żyć. Nawet jeśli świetnie się przygotuje i dostanie czytelny przekaz - co potem? Jak przetrawić to, co karty pokazały?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 140

@Pawelek.2 To jest świetne pytanie, bo ja sama to zaniedbywałam. Czytałam, notowałam, i zostawiałam notatki. A potem przez kilka dni wracałam do tych kart w głowie, ale bez żadnej struktury - to było gorsze niż przed czytaniem. Teraz po każdym czytaniu piszę jedno zdanie: co z tym zrobię. Nawet jeśli to jest 'nic na razie' - to zdanie zamyka pewien etap.


Odpowiedz
(@selena91)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 110

@Tunia Mam podobną praktykę, tylko trochę inaczej sformułowaną. Piszę: 'co ten przekaz ode mnie wymaga?' Nie 'co to znaczy', tylko co wymaga. Bo znaczenie można analizować w nieskończoność, ale działanie albo jest, albo go nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 666
Rozpoczynający temat
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

To zdanie 'co ten przekaz ode mnie wymaga' bardzo do mnie trafia. Bo faktycznie mój problem jest taki, że dostaję sygnały i zamiast się pytać, co mam zrobić, to kręcę się w kółko przy interpretacji. Może właśnie dlatego czytanie dla siebie w trudnym momencie jest takie wyczerpujące.


Odpowiedz
Wpisy: 29
(@forsycja_r)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, bo jestem tu nowa w tym temacie. Rozumiem, że chodzi o to, żeby nie pytać kart z desperacji. Ale jak to właściwie wygląda w praktyce? Czy jest jakaś różnica w tym, jakie karty wyciągniesz, jeśli siedzisz spokojnie, a jeśli płaczesz? Czy karty jakoś 'czują' stan osoby?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lobelka00)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 32

@Forsycja_R Karty nie czują. Ale Ty interpretujesz inaczej, kiedy jesteś w bólu. Ten sam układ kart możesz odczytać kompletnie inaczej zależnie od tego, co chcesz usłyszeć. I to jest właśnie ten problem, o którym rozmawiamy od początku wątku.


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Forsycja_R Dodam do tego, co Lobelka napisała - chodzi o to, że interpretacja kart to nie jest odczyt mechaniczny. To jest dialog między obrazem a twoją psychiką. I jeśli twoja psychika jest w stanie lękowym, to ten dialog jest przekłamany. Nie przez karty, tylko przez Ciebie.


Odpowiedz
Wpisy: 612
(@gnostyk)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wrócę do czegoś, co Kamilka powiedziała kilka postów wyżej - że kręci się w kółko przy interpretacji zamiast pytać o działanie. To jest klasyczna pułapka, którą w psychologii poznawczej nazywa się ruminacją. I tarot może tę ruminację albo przerywać, albo ją napędzać, zależnie od tego, jak go używasz. Pytanie do Kamilki: czy po poprzednich czytaniach w tej sprawie brałaś jakieś konkretne działania, czy głównie notowałaś i wracałaś do interpretacji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

@Gnostyk Szczerość? Głównie notowałam i wracałam. Raz wyciągnęłam kartę, która była dość jednoznaczna, i zamiast z tym zostać, zrobiłam drugi rozkład 'żeby upewnić się, czy dobrze rozumiem'. A potem trzeci. I to jest chyba moment, kiedy czytanie przestaje być czymkolwiek użytecznym.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

I właśnie to jest moment, kiedy warto postawić sobie zasadę: jedna karta albo jeden rozkład w jednej sprawie. Koniec, zamknięte. Nie dlatego, że trzeci rozkład jest zły - ale dlatego, że u osoby w silnym napięciu emocjonalnym kolejne rozkłady to już nie jest szukanie wglądu, tylko szukanie pocieszenia. I karty tego pocieszenia nie dadzą.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 156

@Jaromir63 Ale skąd wiesz, gdzie jest ta granica? Mówisz 'jeden rozkład', ale co jeśli wyciągnęłaś coś, czego po prostu nie rozumiesz? To nie jest desperacja, tylko niezrozumienie.


Odpowiedz
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 238

@Wahadelka.pl To uczciwa uwaga. Różnica jest taka: jeśli nie rozumiesz karty, możesz poszukać znaczenia w książce, poczytać, pomedytować nad obrazem. To jest praca z kartą. Ale jeśli rozumiesz, co karta mówi, i nie podoba Ci się ta odpowiedź - to już jest coś innego. I właśnie wtedy pokusa drugiego rozkładu jest największa.


Odpowiedz
Wpisy: 243
(@wera80)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam i zastanawiam się, czy nie pomijamy czegoś ważnego. Kamilka powiedziała na początku, że chce normalnie żyć, a nie że chce wrócić do kogoś. Ale rozmawiamy cały czas o czytaniu w tej sprawie. Czy karty są tu w ogóle potrzebne? Mam na myśli - może problemem nie jest to, jak czytać, tylko to, że sięgasz po karty zamiast po coś innego, co faktycznie mogłoby pomóc.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

@Wera80 To jest pytanie, które mnie trochę zatrzymało. Bo masz rację, że chcę normalnie żyć. Ale rozumiem też, że karty mogą być częścią tego procesu - nie jako wyrocznia, tylko jako sposób na poukładanie tego, co w środku. Przynajmniej tak to sobie teraz wyobrażam. Choć może naprawdę próbuję zrobić z nich coś, czym nie są?


Odpowiedz
(@sonia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 145

@Wera80 Rozumiem, skąd to pytanie, ale nie zgodziłabym się, że karty są tu zbędne. Problem nie jest w kartach. Problem jest w tym, jak ktoś do nich podchodzi. Jeśli Kamilka używa ich jako punktu oparcia do refleksji, a nie jako potwierdzenia nadziei - to może być bardzo pomocne. Ale jeśli szuka w nich ratunku - to już nie karty są problemem, tylko brak innego oparcia.


Odpowiedz
(@wera80)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 243

@Sonia Dobrze, ale właśnie o to pytam - skąd wiesz, po czym rozpoznać, do której kategorii należy Kamilka teraz? Czy jest jakiś konkretny znak, że ktoś jest gotowy do pracy z kartami w sprawie, która go boli, a kiedy jeszcze nie?


Odpowiedz
(@lobelka00)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 32

@Wera80 Jedna z prostszych rzeczy, które obserwuję u siebie i u innych: jeśli ktoś pyta 'co zrobić', to jest gotowy. Jeśli pyta 'czy on wróci' albo 'czy będzie dobrze', to jeszcze nie jest. Nie dlatego, że jedno pytanie jest gorsze od drugiego, tylko że to pierwsze otwiera, a drugie szuka zamknięcia, którego karty nie dadzą.


Odpowiedz
(@tola52)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Lobelka00 A ja niestety byłam właśnie w tym drugim - zadawałam pytania zamknięte i to przez długi czas. I co ciekawe, nawet kiedy dostałam odpowiedź, której nie chciałam, to i tak szukałam kolejnej karty, bo może 'tamta była zła'. Więc chyba wiem, o czym mówisz.


Odpowiedz
(@pawelek-2)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 23

@Tola52 I właśnie to mnie zastanawia - czy u ciebie w którymś momencie był świadomy przełom, że przestałaś zadawać te zamknięte pytania? Coś, co sprawiło, że zmieniłaś podejście? Bo pytam, bo Kamilka chyba jest gdzieś w tym środku.


Odpowiedz
(@tola52)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Pawelek.2 Szczerze? Nie było żadnego przełomu. Zmęczyłam się. Po prostu w pewnym momencie nie miałam już siły wyciągać kolejnych kart i siedzieć godzinami nad interpretacją. I dopiero ta przerwa coś otworzyła. Brzmi banalnie, ale tak to wyglądało.


Odpowiedz
Wpisy: 612
(@gnostyk)
Połączone: 2 tygodnie temu

To, co Tola opisuje, ma swoją nazwę w psychologii - wyczerpanie behawioralne. Mózg przestaje angażować się w kompulsywne zachowanie, kiedy nie dostaje już żadnego nowego bodźca. I wtedy następuje cisza, która pozwala zobaczyć coś inaczej. Problem w tym, że nie da się tej ciszy zaplanować - ona przychodzi sama, albo nie przychodzi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 238

@Gnostyk Tylko że nie każdy ma tyle czasu, żeby czekać, aż zmęczenie samo go wyleczy. I tu wracamy do pytania Wery - czy karty mogą ten proces przyspieszyć, czy tylko utrudniają? Bo jeśli ktoś sięga po karty właśnie w momencie kompulsji, to może je lepiej odłożyć i dać sobie ten czas bez nich?


Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

@Jaromir63 Mam poczucie, że to, co opisujesz, to jest trochę mój przypadek. Bo ja nie sięgam po karty raz na tydzień do refleksji - sięgam po nie, kiedy zaczyna boleć. I to pewnie jest właśnie ten problem, który próbuję teraz zrozumieć.


Odpowiedz
Wpisy: 110
(@selena91)
Połączone: 2 lata temu

Ale to, że to rozpoznajesz, jest już czymś. Naprawdę. Większość osób w tym miejscu nie widzi jeszcze, że sięganie po karty z bólu to nie to samo, co praca z kartami. Masz pytanie do siebie: co byś zrobiła z tym bólem, gdyby kart nie było?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

@Selena91 Szczera odpowiedź? Nie wiem. I to chyba jest odpowiedź na to pytanie. Karty trochę zastępują coś, czego nie mam - jakiegoś miejsca, gdzie mogę to wyłożyć.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam i myślę, że to bardzo ważna obserwacja. Że karty czasem pełnią funkcję pojemnika na emocje, nie wyroczni. I może zamiast pytać, czy są tu potrzebne, lepiej zapytać: czy to jedyny pojemnik? Bo jeśli tak, to problem nie zniknie po żadnym czytaniu.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@forsycja_r)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 29

@Tunia A jak znaleźć inny taki pojemnik? To brzmi abstrakcyjnie. Karty przynajmniej dają jakiś konkretny obraz, na którym można zawiesić myśli. Co ma zastąpić tę funkcję?


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Forsycja_R To jest pytanie, na które tarot nie odpowie i tu muszę być szczery. Karty mogą pokazać, czego potrzebujesz, ale nie dadzą ci samego oparcia. To musi przyjść z zewnątrz - z rozmowy z człowiekiem, z terapii, z grupy. Karta Eremity może ci powiedzieć, że potrzebujesz odosobnienia i refleksji, ale to ty musisz stworzyć warunki.


Odpowiedz
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 156

@Kartomanta54 Ale to trochę sprzeczne z tym, o czym rozmawiamy, nie? Z jednej strony mówimy, że karty pomagają w procesie, z drugiej - że nie zastąpią oparcia. To gdzie jest ta granica, bo ja jej nie widzę.


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Wahadelka.pl Granica jest prosta: karty to lusterko, nie podpora. Lusterko pokazuje, co jest. Podpora trzyma, kiedy się przewracasz. Możesz mieć oboje, ale nie możesz używać lusterka jako podpory - bo wtedy ani dobrze nie widzisz, ani się nie podpierasz.


Odpowiedz
(@lobelka00)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 32

@Kartomanta54 To jest jedno z lepszych ujęć, jakie tu padło. Chociaż dodam, że niektórzy bardzo długo tego nie rozróżniają i biorą lusterko za podporę właśnie dlatego, że podpory nie mają. I wtedy krytykowanie ich za złe użycie kart jest bez sensu - problem jest głębiej.


Odpowiedz
(@wera80)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 243

@Lobelka00 No właśnie to miałam na myśli wcześniej. Że może Kamilka potrzebuje czegoś innego, nie dlatego że karty są złe, tylko dlatego, że na razie pełnią rolę, do której nie są przeznaczone. I nie mówię tego złośliwie, tylko...


Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

@Wera80 Wiem, że nie złośliwie. I chyba masz rację. Tylko nie wiem, co to 'coś innego' miałoby być. I może właśnie to jest pytanie, które powinnam sobie zadać zanim w ogóle wrócę do kart.


Odpowiedz
Wpisy: 23
(@pawelek-2)
Połączone: 2 lata temu

Kamilka, to, co napisałaś na końcu, jest chyba najważniejszą rzeczą w całym tym wątku. Że nie wiesz, co miałoby być tym 'czymś innym'. Ale właśnie to pytanie - zamiast 'kiedy wróci' albo 'czy będzie dobrze' - to jest już zupełnie inny kierunek. Czy masz w ogóle przestrzeń do tego, żeby to poszukać? Nie przez karty, tylko tak po ludzku?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@tola52)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Pawelek.2 Ale jak ona ma wiedzieć, gdzie szukać, jeśli karty były tym pierwszym miejscem? Mnie też długo zajęło, żeby przyznać, że potrzebuję rozmowy z żywą osobą, nie z talią. I to nie jest proste, szczególnie gdy chodzi o coś, o czym nie chcemy mówić głośno.


Odpowiedz
(@lobelka00)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 32

@Tola52 To prawda, ale trochę to upraszczasz. Karty nie muszą być albo jedynym miejscem, albo w ogóle niepotrzebne. Pytanie Kamilki jest właśnie o to, jak z nimi pracować, kiedy jeszcze boli - nie czy je wyrzucić. Trochę rozmawiamy obok tematu.


Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

@Lobelka00 Dziękuję, że to mówisz. Bo trochę miałam poczucie, że rozmowa idzie w stronę 'odłóż karty i idź na terapię', a mnie chodzi o coś innego. Jak w ogóle usiąść z kartami i nie rozpaść się przy pierwszej trudnej karcie? To jest moje pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 110
(@selena91)
Połączone: 2 lata temu

To jest bardzo konkretne pytanie i dobrze, że je doprecyzowałaś. Ja mam jedną rzecz, którą robię zanim w ogóle wyciągnę kartę w trudnej sprawie - zadaję sobie pytanie, czy jestem gotowa usłyszeć cokolwiek. Nie 'dobrą wiadomość', tylko cokolwiek. Jak odpowiedź jest 'nie', odkładam talię. Ale to wymaga treningu, żeby to rozróżnić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 156

@Selena91 Ale jak to rozróżnić? Serio pytam. Bo mi się zawsze wydaje, że jestem gotowa, a potem jak przychodzi trudna karta, to i tak coś we mnie się zamyka. Skąd wiesz, że 'tym razem' jesteś gotowa?


Odpowiedz
(@selena91)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 110

@Wahadelka.pl U mnie to jest fizyczne. Jak jestem gotowa, to siedzę spokojnie. Jak nie jestem, to mam lekki ucisk w klatce i chcę jak najszybciej pociągnąć kartę. Ten pośpiech to sygnał. Nie wiem, czy u każdego tak działa.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

To, co Selena opisuje, to jest coś w rodzaju uważności ciała przed czytaniem. Ale chcę zapytać inaczej - czy ktoś ma jakieś konkretne ćwiczenie albo rytuał, który robi zanim usiądzie do kart w trudnej sprawie? Coś, co faktycznie zmniejsza ryzyko, że się rozpadnie przy interpretacji?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Jaromir63 Mam jedno, dość proste. Piszę pytanie na kartce, zanim dotknę talii. Dosłownie - długopis, papier. I jak pytanie brzmi jak 'czy on wróci' albo 'czy ona mnie kocha', to nie zaczynam. Dopiero jak potrafię sformułować pytanie o siebie - co muszę zobaczyć, czego potrzebuję - siadam do kart. Brzmi mechanicznie, ale działa.


Odpowiedz
(@forsycja_r)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 29

@Kartomanta54 A co jeśli ktoś siedzi z tym kartonikiem i w kółko przepisuje to samo pytanie w różnych wersjach, bo i tak wychodzi mu to 'zabronione' pytanie? Bo ja tak miałam. Niby piszę 'czego potrzebuję', a w środku i tak chcę wiedzieć tylko jedno.


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Forsycja_R To jest uczciwa obserwacja. I nie mam na to dobrej odpowiedzi, bo to już nie jest kwestia techniki, tylko stanu, w którym ktoś jest. Jeśli pod każdym pytaniem leży to samo 'czy on wróci', to żadna technika tego nie przykryje. Wtedy karty naprawdę nie są potrzebne - nie dlatego, że są złe, tylko że nie mają jak pomóc.


Odpowiedz
Wpisy: 243
(@wera80)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale zaraz, bo mi się tu coś kłóci. Mówimy, że karty mogą pomóc, jeśli pytamy dobrze - ale jednocześnie, że jak boli, to i tak nie zadamy dobrego pytania. To kiedy właściwie można z nich korzystać po złych wiadomościach? Bo ja gubię tę granicę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 140

@Wera80 Może nie ma jednej granicy dla wszystkich? To co dla Seleny jest sygnałem gotowości, dla kogoś innego może być zupełnie inne. Chodzi raczej o to, żeby w ogóle zacząć rozpoznawać, kiedy się siada z ciekawością, a kiedy z desperacją. I to drugie nie musi od razu znaczyć 'nie siadaj', tylko 'bądź ostrożna z tym, co zaraz zobaczysz'.


Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 666

To, co @Tunia napisała, coś mi otwiera. Bo ja chyba zawsze siadałam z desperacją i nigdy nie pomyślałam, że to jest właśnie ten stan, który sprawia, że karta pięcioro mieczy totalnie mnie rozkłada, a karta słońca daje mi nadzieję, która potem jest fałszywa. Czyli może chodzi o to, żeby wiedzieć, z jakiego miejsca się siada?


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@lobelka00)
Połączone: 3 lata temu

Dokładnie o to chodzi. I dodam - jak wiesz, że siadasz z desperacją, to możesz do tej interpretacji podejść inaczej. Nie 'co karta mi mówi', tylko 'co ja w tej chwili chcę zobaczyć w tej karcie'. To drugie pytanie czasem więcej powie o stanie, w którym jesteś, niż sama karta.


Odpowiedz
Wpisy: 612
(@gnostyk)
Połączone: 2 tygodnie temu

Jest takie pojęcie w psychologii projekcji - że na neutralny bodziec rzutujemy własne treści wewnętrzne. Karty tarota, szczególnie Wielkie Arkana, są na to podatne podwójnie, bo ich symbolika jest na tyle pojemna, że można w nich zobaczyć niemal cokolwiek. Nie mówię, że to dyskwalifikuje tarot, ale z tego właśnie wynika to, co opisuje Lobelka - że w bólu czytamy ból, a nie kartę.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@pawelek-2)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 23

@Gnostyk Ale z tego wynika pytanie, które mnie nurtuje od początku tego wątku - jeśli w bólu i tak czytamy przez filtr bólu, to czy w ogóle jest sens siadać do kart po złych wiadomościach? Czy tarot jest użyteczny właśnie wtedy, kiedy emocje są mniejsze?


Odpowiedz
(@sonia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 145

@Pawelek.2 Nie zgadzam się z tym założeniem. Właśnie duże emocje mogą otwierać na znaczenia, do których w 'spokojnym' stanie byśmy nie dotarli. Problem nie jest w tym, że ktoś boli - problem jest w tym, że szuka potwierdzenia, a nie odpowiedzi. To różnica między bólem, który otwiera, a bólem, który zawęża.


Odpowiedz
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 238

@Sonia To jest ciekawe rozróżnienie, ale jak to sprawdzić w praktyce? Jak ktoś w środku procesu ma rozpoznać, czy jego ból otwiera czy zawęża? To brzmi jak coś, co widać dopiero z perspektywy czasu.


Odpowiedz
(@sonia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 145

@Jaromir63 Masz rację, że łatwiej zobaczyć wstecz. Ale jest jedna rzecz, którą można sprawdzić w trakcie - czy po czytaniu masz więcej pytań do siebie, czy mniej. Jeśli karta dała ci spokój na godzinę i czujesz, że 'już wiesz', to był ból zawężający. Jeśli po czytaniu coś się w tobie poruszyło i zaczęłaś myśleć inaczej o sobie, nie o nim - to był ból otwierający.


Odpowiedz
(@pawelek-2)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 23

To, co @Sonia napisała o pytaniu 'czy mam więcej pytań do siebie po czytaniu' - to jest chyba najkonkretniejszy test, jaki tu padł. Ale jak ktoś jest zaraz po złej wiadomości, to nie ma już zasobów, żeby robić takie autoanalizy. Więc może to działa, ale tylko nie od razu?


Odpowiedz
(@sonia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 145

@Pawelek.2 Właśnie dlatego mówiłam wcześniej, że to widać wstecz. Nie proponuję tego jako testu 'przed' - raczej jako coś do refleksji po. Jak po tygodniu wrócisz do tego, co ci karta powiedziała, i czujesz, że byłaś w stanie coś z tym zrobić - to był dobry moment. Jak czujesz, że szukałaś potwierdzenia - to też jest informacja na przyszłość.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: