Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś i nie mogę znaleźć sensownej odpowiedzi nigdzie indziej więc pytam tutaj. Czy ktoś z was łączy rozkłady tarotowe z domami astrologicznymi? Chodzi mi konkretnie o to, czy pozycje kart w układzie można przyporządkować do znaczeń poszczególnych domów. Bo pracuję nocami i kompletnie nie mogę dopasować żadnych rytuałów do astrologicznie "właściwych" godzin, więc myślę czy taki rozkład kart nie dałby mi podobnej informacji o tym, co aktualnie dzieje się w danym obszarze życia - bez potrzeby czekania na konkretny czas.
to bardzo konkretne pytanie i cieszę się, ze ktoś je zadaje bo temat jest mocno niedoceniany... Tak, istnieje tradycja łączenia 12 pozycji rozkładu z 12 domami astrologicznymi :). Klasyczny układ dwunastopozycyjny oparty jest wprost na kole horoskopu. Każda pozycja odpowiada innemu obszarowi życia: pierwsza - tożsamość i ciało, druga - zasoby i wartości, trzecia - komunikacja i rodzeństwo, i tak dalej. Ale zanim pójdziemy dalej - co konkretnie chcesz sprawdzić takim rozkładem? serio bo to zmienia dobór kart.
Dobre pytanie ze strony Siemargla :P. Dodam tylko od siebie że w astrologii domy mają rządców - na przykład dom pierwszy rządzi Mars lub Aries w zależności od systemu... Ciekawi mnie, czy przy takim rozkładzie bierzesz pod uwagę tylko sam dom, czy też próbujesz odzwierciedlić rządcę danego domu w doborze karty albo w jej interpretacji?
Wtrącę się, bo używam dokładnie takiego układu od kilku lat. Ale mam zastrzeżenie: przyporządkowanie dom = pozycja w rozkładzie działa najlepiej, jeśli trzymasz się konkretnego systemu domów. inne znaczenia wyjdą przy systemie Placidusa, inne przy domach równikowych :)... Czy wiesz, z jakiego systemu korzystasz lub chcesz korzystać?
Moim zdaniem niepotrzebnie komplikujecie :)... Dom to dom - pierwsza pozycja zawsze będzie o sobie, dwunasta o ukrytych sprawach, i to jest stałe bez względu na Placidusa czy cokolwiek innego. Tarot nie jest horoskopem, zeby aż tak kombinować z systemami.
Mam pytanie do Siemargla lub Fiolkowej - czy znacie jakiś konkretny rozkład który jest wprost zbudowany na schemacie 12 domów?? Bo kojarzę ze w niektórych starszych podręcznikach do tarota są układy roczne lub miesięczne które niby odwołują się do astrologii ale często to tylko etykietka bez prawdziwego systemu.
Właśnie skończyłam taki rozkład u siebie i mam pytanie praktyczne - czy interpretując kartę w pozycji konkretnego domu, bierzesz pod uwagę tylko słowa kluczowe domu czy tez patrzysz, jaka planeta rządzi tym domem w twoim indywidualnym kosmogramie? Bo te dwie rzeczy mogą dawać zupełnie różne akcenty.
Czy to znaczy ze jeśli ktoś nie zna swojego horoskopu dokładnie, to taki rozkład dwunastopozycyjny jest dla niego bezużyteczny? Bo rozumiem, że można interpretować karty przez ogólne znaczenie domów ale nie wiem, czy to wtedy daje tyle samo.
Ale serio - po co aż tyle nakładać na tarot? karty mówią same za siebie, dom 7 to relacje, dom 10 to kariera, to nie jest żadna filozofia. Jak zaczynamy liczyć rządców i tranzyty, to może po prostu wziąć horoskop i skończyć z kartami.
wracając do mojego pierwotnego pytania o przesunięcie rytuałów - rozumiem, że rozkład kart moze dać mi obraz tego, co dzieje się w danej sferze. Ale czy ktoś z was faktycznie zastępował w ten sposób rytuał zaplanowany na konkretny czas astrologiczny? Tzn. zamiast czekać na odpowiedni tranzyt, patrzył na kartę w danej pozycji i decydował, czy działać czy czekać?
Tak, i nie raz. Karta może ci powiedzieć, czy energia w danym obszarze jest teraz otwarta, stagnująca czy wymaga ostrożności. To nie zastąpi tranzytu w sensie technicznym, ale daje praktyczną odpowiedź: "teraz tak" albo "jeszcze nie" :). przy nocnej pracy to ma sens bo nie możesz planować pod godziny.
To mnie ciekawi - jeśli używacie rozkładu jako substytutu oceny tranzytu, to jak radzicie sobie z tym, że karta jest statyczna, a tranzyt jest procesem rozłożonym w czasie? dom piąty z Wieżą może oznaczać coś innego w fazie narastania tranzytu niż przy jego szczycie.
To pytanie o statyczność karty kontra dynamikę tranzytu wydaje mi się kluczowe dla całej tej dyskusji. jak wy sobie z tym radzicie w praktyce? Bo jeśli robię rozkład dziś, a tranzyt trwa jeszcze trzy tygodnie, to czy ta sama karta bedzie aktualna przez cały ten czas?
może trochę komplikować na początku, ale po kilku próbach zaczyna to działać intuicyjnie. Ja robię coś podobnego, choć bez dodatkowej karty - po prostu patrzę na to czy karta w danej pozycji to karta inicjalna, szczytowa czy zamykająca. Asy i Strażnicy sugerują otwarcie, karty cyfry 8-10 sugerują kulminację lub domknięcie.
ale to już jest dosyć zaawansowana interpretacja. Mam pytanie do Kasjopei - skąd wiesz, że Rycerze to "wchodzenie", a nie na przykład ruch w ogóle? haha różne szkoły inaczej to traktują.
Właściwie wróćmy do pytania Zorki o rytuały, bo mi się trochę wydaje, że odpłynęliśmy. Czy rozkład oparty na domach naprawdę może zastąpić decyzję o tym, kiedy zrobić rytuał? Bo to brzmi jakby karty miały zegarka.
No ale to jest trochę jak wróżenie z wróżenia. Czyli robimy rozkład żeby dowiedzieć się czy możemy zrobić rytuał, który ma nam pomóc w czymś :(. nie prościej po prostu zrobić rytuał i tyle? oj energię można znaleźć zawsze jak się chce.
Baltazar trafił w sedno. Ja sama nie wiem, w którym obozie jestem, bo z jednej strony czuję, że intencja jest ważna, ale z drugiej raz mi się zdarzyło zrobić rytuał w totalnie "złym" momencie i nic z tego nie wyszło. Nie wiem jednak, czy to wina wyczucia czasu czy czegoś innego.
Wracając do Zorki - ja pracowałam na nocnych przez dwa lata i znalazłam na to swój sposób. Robiłam krótkie rozkłady trójkartowe po przebudzeniu, zanim jeszcze w pełni "weszłam" w dzień. Ten moment był dla mnie rodzajem granicy. Nie wiem czy to miało jakiekolwiek przełożenie na domy astrologiczne, ale rytm udało mi się utrzymać.
Bardziej intencyjną, chyba. Ciągnęłam trzy karty: co zostawiam za sobą, co jest teraz, co chcę wnieść w ten dzień. Żadnej astrologii, żadnych domów. Ale rozmawiamy o czymś głębszym i myślę, że twoje pytanie o domy przy nocnej pracy to zupełnie inny poziom.
to co opisujesz z tym powtarzanym rozkładem przez cykl Merkurego - masz na myśli że za każdym razem ciągnąłeś kartę na tę samą pozycję astrologiczną, czy po prostu powtarzałeś ten sam rozkład od nowa? Bo to dość istotna różnica dla interpretacji.
Też chciałem zapytać o to samo. Bo jeśli ciągnąłeś na tę samą pozycję, to masz niejako "serię" dla jednego domu - i to jest ciekawe metodologicznie. Ale jeśli powtarzałeś cały rozkład, to komplikuje porównywanie bo wszystkie pozycje się zmieniają jednocześnie.
To jest właśnie moje stałe pytanie do takich eksperymentów. Jak odróżnić wzorzec od narracji, którą sami tworzymy post factum? Nie mówię, że to bez wartości - ale nie wiem, jak to weryfikować.
Myślę że to pytanie jest ważne ale może trochę przesuwa nas od tematu Zorki. Wróćmy na chwilę do kwestii praktycznej: czy rozkład oparty na domach astrologicznych może służyć jako orientacja dla osoby, która ma nieregularny rytm dnia? To jest konkretny problem, który tu był :(...
Dobry punkt. W klasycznym podejściu masz jakieś punkty wyjścia: dom pierwszy to ja i moje ciało, dom czwarty to dom i korzenie, dom ósmy to transformacja i to, co ukryte. To są dość ustalone znaczenia, od których można zaczynać... Ale jak to przekłada się na rytuały - to już każdy musi dopasować do swojej praktyki.
nie ma jednej listy bo tak to nie działa. Każdy system jest trochę inny i nie mozna po prostu podstawiać jeden do jeden. Zresztą karta w rozkładzie zawsze wchodzi w kontekst z innymi kartami, sama w sobie nie znaczy nic konkretnego
Dobre pytanie i masz rację, że dwunasty dom jest tutaj równie zasadny. dwunasty to między innymi to, co dzieje się poza zwykłą świadomością, sny, niewidzialna praca. Może warto spojrzeć na oba - szósty jako rytm ciała i obowiązków, dwunasty jako przestrzeń, w której ta praca faktycznie się odbywa. Co wychodzi ci na tych dwóch pozycjach, jeśli próbujesz rozłożyć?
