Okej, zrobiłam. Wyciągnęłam: Kochanków jako fundament, Królową Mieczy jako moją kartę, Dwójkę Czar jako jej kartę, Wieżę jako blokadę, i Asa Czar jako krok do przodu. Co o tym myślicie??
W takim razie Kochankowie jako fundament relacji to nie jest 'romans' jak wiele osób myśli. W RWS ta karta dotyczy wyboru i wartości - tego, co was łączy na poziomie tego, w co obie wierzycie i co jest dla was ważne. Fundament tej przyjaźni jest oparty na jakimś wspólnym wyborze albo podobnym systemie wartości. To dobra baza.
Hej, a ta Wieża jako blokada - to naprawdę musi być jakaś wielka katastrofa, czy to może być coś mniejszego? Bo z tego co słyszę o Wieży to jedna z najstraszniejszych kart.
To ciekawy dylemat i wychodzi trochę poza rozkład, ale jest w nim zawarty. Bo As Czar jako krok do przodu - co to dla ciebie znaczy konkretnie? Bo as to potencjał, nie gotowa rzecz. Ktoś musi ten kielich podnieść.
Stał prosto. Ale właściwie dlaczego to ważne? Jeszcze nie rozumiem tego z odwróceniami.
Odwrócenia to osobna szkoła i nie wszyscy z nich korzystają - ja sama przez pierwsze lata w ogóle ich nie używałam. Ale jeśli karta stoi prosto, to nie ma powodu komplikować. As Czar pionowo to po prostu czysta możliwość. Pytanie które bym zadała: kiedy robiłaś ten rozkład, co czułaś trzymając tę kartę w ręku?
Słucham tej rozmowy o Asie Czar i mam takie skojarzenie - w kontekście przebaczenia ta karta zawsze mi się kojarzy z Rilkem. Pisał coś w sensie, że miłość nie jest posiadaniem ale towarzyszeniem sobie w trudności. Nie wiem czy to pasuje, ale ten as jako krok do przodu jakby mówił 'zacznijcie od nowa nie jako właścicielki siebie nawzajem, ale jako towarzyszki'.
Okay to trochę poważne jak na kłótnię między przyjaciółkami. Mam wrażenie że tarot trochę za bardzo to dramatyzuje? Albo to ja nie rozumiem jak to działa.
Właściwie jak to Tajemniczka mówi - mam wrażenie że ta kłótnia jest głupia z zewnątrz ale mnie i ją boli naprawdę mocno. I chyba właśnie dlatego sięgnęłam po karty, bo nie wiedziałam jak to inaczej popatrzeć. Teraz rozumiem trochę więcej ale nie wiem co z tym zrobić.
Sama. Właśnie dlatego tu weszłam, bo nie wiedziałam co z tym zrobić. I chyba właśnie to robię - biorę najgorszą interpretację. Ale jeszcze nie powiedziałam co wyszło jako ona. Mam powiedzieć?
Powiedz koniecznie. I powiedz też co wyszło na środek, na to 'między wami'. Bo bez tego naprawdę jesteśmy jak ślepi próbujący opisać słonia.
Księżyc między dwiema osobami w kontekście przebaczenia... to mi przypomina ten fragment z Herberta, chyba z 'Pana Cogito' - o tym że nie można przebaczyć czegoś czego się nie rozumie. Księżyc jako ta przestrzeń między nimi to może właśnie to - obie nie rozumieją do końca co się właściwie wydarzyło i dlaczego zabolało. Przepraszam że znowu z literaturą, ale mnie tak to trafia.
hej, chce sie upewnić że dobrze rozumiem - czyli Księżyc to nie jest zła karta tylko taka ze jest 'coś ukrytego'?? bo ja zawsze myślałam ze wychodzi jak ktoś kłamie albo cos ukrywa specjalnie. czy to to samo??
Miałam pięć. Piąta to była Gwiazda i byłam pewna że to dobry znak, ale teraz po tym Księżycu już nie wiem co myśleć. Gwiazda na końcu jest dobra czy to tylko złudzenie?
Gwiazda po Księżycu to klasyczna sekwencja. Dosłownie - w Wielkich Arkanach idą po sobie, Księżyc, Słońce, Gwiazda. Przejście przez niejasność do nadziei i odnowienia. To nie jest złudzenie - to mówi że jeśli obie będą gotowe przejść przez tę mgłę Księżyca, czyli nazwać to co nieuświadomione, to po drugiej stronie jest coś dobrego. Ale uwaga - Gwiazda to nadzieja, nie gwarancja. I to wymaga działania.
Ten wątek samoanalizy przed rozmową mi trochę przypomina Miłosza, coś z 'Drugiej przestrzeni' - że żeby naprawdę coś powiedzieć drugiej osobie, trzeba najpierw samemu dotknąć prawdy. Może brzmi banalnie, ale chyba o to chodzi w tym Księżycu jako przeszkodzie - obie stoją po swojej stronie tej mgły i żadna nie wie co widzi ta druga.
