Mam do was pytanie, które od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie. Czytam karty komercyjnie od kilku lat i ostatnio zaczęło mnie mocno nurtować jedno: co z poczuciem winy? Mam na myśli sytuacje, gdy po sesji z klientem sam czuję, że mogłem coś powiedzieć inaczej albo że za dużo obiecałem w interpretacji. Albo odwrotnie - klient wychodzi niezadowolony i zaczyna się we mnie kręcić coś nieprzyjemnego. Stawiacie w ogóle karty dla siebie w takich momentach? Czy raczej odpuszczacie? Zastanawiam się, czy wina zaburza odczyt, bo emocja jest jednak bardzo silna.
Bardzo trafne pytanie i akurat mam na ten temat swoje zdanie wypracowane przez lata. Poczucie winy to emocja, która kompletnie rozmazuje intencję podczas stawiania kart. To nie jest kwestia tego, że 'coś pójdzie nie tak' - po prostu ty sam nie jesteś w stanie czytać obiektywnie, bo cały czas patrzysz przez pryzmat tego, co cię gryzie. Ja w takich momentach odkładam talie i daję sobie czas. Ale powiedz mi - czy mówisz o winie wobec konkretnego klienta, czy to jest takie ogólne poczucie, że 'zawiodłam' przy jakimś odczycie?
Przepraszam, że wchodzę, bo ja nie robię odczytów komercyjnie, ale stawiam karty dla siebie i też mam ten problem z poczuciem winy. Tylko u mnie to wygląda tak, że czuję się winna wobec siebie, że w ogóle pytam o pewne rzeczy - jakby to było zakazane. I za każdym razem jak wtedy siadam do tarota, to mam wrażenie, że wyciągam same złe karty. Czy to możliwe, że ta emocja faktycznie przyciąga 'trudniejsze' karty?
Mam inne doświadczenie z tym tematem. Kilka lat temu robiłam odczyty półkomercyjnie - za symboliczne kwoty dla znajomych - i raz powiedziałam coś, co wyraźnie skrzywdziło relację tej osoby z kimś bliskim. Oczywiście nie to było moją intencją, ale efekt był realny. Poczucie winy było ogromne i przez jakiś czas w ogóle nie dotykałam kart. I teraz myślę, że ta przerwa była mi potrzebna nie dlatego, że 'musiałam się oczyścić' w sensie rytualnym, ale dlatego że potrzebowałam przestrzeni, żeby przemyśleć jak w ogóle podchodzę do mówienia trudnych rzeczy klientom.
Myślę, że jak ktoś czuje winę to po prostu powinien się pomodlić przed sesją albo zapalić świecę i to przejdzie. Karty same wiedzą kiedy jesteś gotowa, wystarczy je poprosić żeby pominęły te złe wibracje i pokazały tylko to co ważne.
A czy ktoś z was miał sytuację, że postawił karty właśnie z poczucia winy i ten odczyt był potem bardzo trafny? Pytam serio, bo zastanawiam się czy ta emocja zawsze przeszkadza, czy może czasem otwiera jakiś dostęp do głębszych warstw?
Mam pytanie do osób robiących odczyty płatne: czy wy w ogóle mówicie klientom o tym, że potrzebujecie być w odpowiednim stanie żeby czytać? Bo dla mnie jako osoby, która korzystała z takich usług, to by było cenne wiedzieć, że jeśli coś was mocno przytłacza to odczyt może nie być pełny.
Trochę z innej strony - ja nigdy nie robiłam komercyjnych odczytów, ale kiedy stawiam karty związkowe dla siebie i wiem, że zachowałam się wobec partnera niedobrze, to te karty jakby od razu mi to 'wytykają'. Dwójka Mieczy, Diabeł, coś z Pięcioliści. Nie wiem, czy to przypadek czy właśnie ta wina wpływa na to co wyciągam, czy może karty naprawdę widzą temat?
Wracając do wątku z winą przy odczytach komercyjnych - jest jeszcze jeden aspekt, o którym nikt nie wspomniał. Poczucie winy po sesji, gdzie coś poszło nie tak, potrafi się przenosić na następne sesje z zupełnie innymi klientami. Miałam taki okres, że każdy odczyt zaczynałam z pewnym lękiem, bo bałam się znowu coś powiedzieć nieodpowiednio. I to właśnie bardziej zaburzało mi czytanie niż sama pierwotna wina.
Jak czujesz strach przed kartami to może one po prostu czekają aż będziesz gotowa i same dadzą znak. Moja koleżanka miała tak, że talia jej spadła ze stołu i otworzyła się na Głupcu i to był dla niej znak, że ma zacząć od nowa bez lęku. Karty naprawdę potrafią komunikować.
A ja mam takie pytanie ogólne do dyskusji - czy w ogóle rozróżniacie poczucie winy wobec klienta od poczucia winy wobec siebie? Bo czytam ten wątek i mi się wydaje, że to są dwa różne problemy, które mogą prowadzić do podobnych objawów przy kartach, ale mają inne korzenie.
Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że runy mają o tyle inną dynamikę, że przy nich ta kwestia gotowości jest jeszcze wyraźniejsza. Rzucanie run w stanie silnej emocji daje bardzo chaotyczne układy, bo runy są dosłowniejsze. Ale ten sam mechanizm szukania rozgrzeszenia, o którym Taurus mówił - to jest coś co widzę też u osób pracujących z runami. Tylko tam ta 'odpowiedź którą chcemy usłyszeć' jeszcze wyraźniej brzmi jako wymuszenie.
Przepraszam że wchozę z boku, ale zastanwaiam się - czy ktoś z was próbował stawiać karty specjalnie OD poczucia winy, żeby zrozumieć skąd ta wina pochodzi? Nie żeby ją 'spłacić' ani nie szukać rozgrzeszenia, tylko potraktować winę jako temat do zbadania?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie. Jak w ogóle odróżnić, że odczyt był zaburzony przez nasze emocje od tego, że był po prostu trafny w nieoczekiwany sposób? Bo ta granica brzmi dla mnie bardzo rozmycie.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie. Jak w ogóle odróżnić, że odczyt był zaburzony przez nasze emocje od tego, że był po prostu trafny w nieoczekiwany sposób? Bo ta granica brzmi dla mnie bardzo rozmycie.
Selenitowe płytki naprawdę są cudowne do oczyszczania kart! Moja talia leży na niej całą noc po każdej sesji i potem jest zupełnie inna energia. Można też użyć dymu z szałwii albo dźwięku mis tybetańskich, to też działa rewelacyjnie na oczyszczenie.
I wracamy tym właśnie do tytułu tego wątku. Poczucie winy zmienia to czego szukasz w odczycie. Gdy jesteś w winie, nie szukasz informacji - szukasz pozycji. Albo wyroku, albo rozgrzeszenia. I karty dają ci obraz tego szukania, nie sytuacji zewnętrznej. To jest moim zdaniem centralna odpowiedź na pytanie czy powinniśmy stawiać karty kiedy czujemy winę - możemy, ale musimy wiedzieć co tak naprawdę wtedy robimy.
Taurus, to co napisałeś na końcu - że szukasz pozycji, a nie informacji - to mi bardzo dużo wyjaśniło. Bo właśnie tak to czuję kiedy jestem w tym stanie. Nie siedzę nad kartami i nie pytam 'co tu jest', tylko wiem z góry co chcę żeby tam było. Tylko że... czy to znaczy, że sama wina wyklucza rzetelny odczyt? Czy jest jakiś próg - tzn. mała wina jest ok, a duża już nie?
Hej, ale to brzmi jakby doświadczenie i znajomośc kart były tu przekleństwem, a nie zaleta. Im więcej wiesz tym łatwiej sobie wytłumaczyc wszystko? Czy dobrze rozumiem co Taurus miał na myśli?
No ale zaraz - to jest argument że lepiej nie uczyć się tarota za dobrze? Bo to by było absurdalne. Chyba chodzi o to żeby być świadomym tej pułapki, a nie żeby celowo nie znać kart.
Ja to czuję na własnej skórze i niestety Taurus ma rację. Kiedy pracowałam z klientką, która miała podobną sytuację do mojej - małżeństwo w kryzysie - to przez całą sesję szłam za własnym doświadczeniem, nie za jej kartami. Karty mówiły jedno, ja tłumaczyłam drugie. Zorientowałam się po sesji, nie w trakcie.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam takie pytanie które mnie nurtuje od początku tego wątku. Cały czas rozmawiamy o winie u czytającego. Ale co z klientem który przychodzi z poczuciem winy? Czy to nie jest też problem dla osoby prowadzącej sesję?
To jest centralny problem komercyjnego tarota, który rzadko ktoś mówi głośno. Odpowiedzialność za sesję nie kończy się w chwili gdy klient wychodzi. A poczucie winy nie jest tylko emocją - jest też informacją. Pytanie co z nią robimy.
Taurus powiedział coś ważnego - wina jako informacja. To zmienia optykę. Nie chodzi o to żeby jej nie mieć, tylko żeby nie zatrzymywać się na poziomie 'czuję się źle' i nie iść dalej. Co ta wina mówi o tym co zrobiłam? O tym czego nie zrobiłam? To jest inne pytanie niż 'jak się z tym pogodzić'.
Zaraz, ale wracajac do poczatku - ten watek jest o stawianiu kart KIEDY sami czujemy sie winni. A teraz jestesmy przy tym co robic PO zlej sesji. To troche inne pytanie, nie? Czy ktos moze powiedziec czy w ogole powinno sie siadac do kart z takim balastem?
Ale Taurus - jak masz ocenić czy wina jest 'świeża' czy 'procesowana' skoro właśnie powiedzieliśmy że sama analiza może być zniekształcona przez emocje? To jest błędne koło. Może prostszym kryterium byłoby po prostu: czy to dotyczy tej osoby którą masz czytać?
Przepraszam, może naiwne pytanie - ale czy poczucie winy zawsze przeszkadza? Czy nie może być tak że ktoś jest winny np. że zaniedbał klienta ostatnio i właśnie przez to bardziej się stara na sesji? Czy wina zawsze działa w jedną stronę?
