Ostatnio mocno siedzę w temacie budowania rutyny i zauważyłam, że tarot może tu całkiem nieźle zadziałać, ale nie w sensie 'przepowiem sobie przyszłość'. Bardziej chodzi o to, żeby każdego ranka zadać sobie pytanie i wyciągnąć jedną kartę jako punkt wyjścia do dnia. Testuję to od jakiegoś czasu i szczerze mówiąc zaczęłam inaczej patrzeć na swoje priorytety. Ale zastanawiam się, czy ktoś robił coś bardziej rozbudowanego, jakiś konkretny rozkład stricte pod produktywność albo nawyki? Bo jednokartowe ciągnięcie to jedno, a rozkład z intencją to już coś innego 🙂
Robiłem kilka podejść do tego tematu. Jedno z układów, które mi działało to trójka kart: co mnie dziś blokuje, co mnie napędza i co powinienem odpuścić. Brzmi prosto, ale jak wyciagniesz np. Diabła na blokadę to nagle widzisz, że siedzisz w jakimś złym nawyku i nie chcesz tego przyznać. Pytanie do ciebie, Faustynka - czy ciągniesz kartę przed dzialaniem czy po? Bo to robi duza roznice w tym, jak ja interpretujesz.
Przepraszam że wchodze, ale chciałam zapytać, bo jestem dość zielona w tarocie - ten rozkład co Boruta opisał, to czy mozna go robic z każdą talią? Mam tylko Rider-Waite i zastanawiam się czy te obrazki są wystarczająco czytelne do takiej codziennej pracy, bo widziałam że niektórzy mają bardzo różne talie.
Czytam ten wątek i szczerze trochę mi to wygląda jak samosugestia - wyciągasz kartę, mózg szuka połączeń z tym co widzi i nagle 'odkrywasz' że coś cię blokuje. Ale to mogłabyś równie dobrze losować słowa ze słownika i dostawałabyś podobny efekt, nie? Nie krytykuję, serio pytam bo mnie to ciekawi skąd ten tarot, a nie cokolwiek innego.
Ale to właśnie sugeruje że tarot działa tu bardziej jako cos w stylu ćwiczenia refleksji niż dosłownej wróżby, nie? Bo jak czytam te posty, to mam wrażenie ze chodzi o to zeby narzucić sobie codzienną chwile zatrzymania. Pytanie czy bez kart nie dałoby się osiągnąć tego samego. Może sama intencja wystarczy?
Karrot pyta o sedno. Można by osiągnąć podobny efekt dzienniczkiem albo medytacją ale po kilku tygodniach większość ludzi rzuca takie rzeczy właśnie dlatego, że brakuje im zewnętrznego bodzca. Karta jest tym bodźcem. Nie musisz nic wymyślać, coś się pojawia i ty na to reagujesz. Dla wielu osób to jest właśnie ten element który sprawia, że rutyna zostaje. Znam ludzi którzy piszą dziennik dopiero od kiedy zaczeli kombinować z kartami bo karta daje im temat.
Ja bym jeszcze dodał że warto patrzeć na to przez pryzmat czakry słonecznego splotu, bo produktywność i siła woli tam siedzi. Pewne karty tarota wyjątkowo mocno korespondują z tą energią, na przyklad Rydwan czy Siła. jak regularnie wyciągasz karty związane z tą czakrą to to nie jest przypadek tylko twój system energetyczny daje sygnał.
Przepraszam, że pytam o podstawy, ale czy przy takim codziennym ciągnięciu trzeba jakoś specjalnie czyścić talie? Bo gdzies czytałam że po każdym użyciu karty niosą energię i może to zaburzać wyniki. Albo to mit?
A wracając do tych rozkładów pod nawyki, to ktoś mówił o trójce kart. Ale czy jest jakiś układ tygodniowy? Tzn. coś co daje perspektywę na cały tydzień pracy, a nie tylko jeden dzień? Bo mi codzienne ciągnięcie trochę umyka, zapominam co miałam rano 😛
To ciekawe co mówisz, bo to znaczy że za dużo myślenia o karcie może zaszkodzić a nie pomóc. Czyli lepiej wyciągnąć i od razu działać niż analizować przez caly tydzień?
Przeczytałam cały wątek i mam jedno pytanie, moze głupie: czy do budowania nawyków lepiej ciągnąć karty z Wielkich Arkanów tylko, czy też z Małych? Bo widziałam że część osób używa calej talii a część tylko tych 22.
To co Boruta mówi o Małych Arkanach ma sens, ale mam pytanie uzupełniające - jak wyciagasz np. Pięć Kielichów codziennie przy budowaniu nawyku i ona ciągle kojarzy się ze stratą i rozczarowaniem, to co z tym robisz? Ignorujesz że to 'za ciężka' karta czy próbujesz ją jakoś zaadaptować? 🙁
Pięć Kielichów to akurat ciekawa karta do pracy z nawykami bo mówi o tym, że skupiasz sie na tym co stracone zamiast na tym co zostało. Przy produktywności można to czytać jako: czy dzisiaj skupiam się na tym czego nie zrobiłam zaiast na tym co faktycznie poszlo. Trudna karta, ale w tym kontekście całkiem praktyczna.
Zaraz, zaraz. Mówiłaś że karta ma być punktem startowym a nie skryptem, ale teraz mówisz ze ta sama karta pojawiala się przez kilka tygodni i 'cos kliknęło'. To brzmi bardziej jak skrypt niż punkt startowy, nie? Jak to rozróżnić?
Ale to jest właśnie ta kwestia, ktora chciałem rozgryzc juz wcześniej w tym wątku. Czy ta powtarzalność tej samej karty to faktycznie jakiś sygnał czy po prostu twoj mózg zaczyna ją widzieć wszędzie bo raz zbudowalas skojarzenie? Jak niby to sprawdzić?
A mogę dopytać cos praktycznego? Mówicie o tej samej karcie pojawiającej się wielokrotnie - czy wy w ogóle odkładacie kartę z powrotem do talii po ciągnięciu i tasujecie od nowa czy macie jakiś inny sposób? Bo jak talia jest dobrze potasowana to statystycznie ta sama karta nie powinna wychodzić tak często, prawda?
Mam wrażenie że ta dyskusja krazy trochę wokół tego samego problemu - ile w tym jest praktyki a ile projekcji. Przy nawykach chyba ważniejsze jest to, że masz regularny rytuał, niż co konkretnie wyciagasz. Rytuał buduje się sam przez siebie, karta jest tylko pretekstem do zatrzymania się.
To jest akurat sensowne podejscie. Jedno zdanie, konkretne, bez rozkładania na czynniki pierwsze. Mam jedno pytanie - czy wracasz do tych notatek po tygodniu, po miesiacu? Bo to może być bardziej wartościowe niz sama karta.
To co Zaklinacz mówi o notatkach to mi przypomina prowadzenie dziennika, który ktoś wcześniej tu wspominał. Ale takie regularne przeglądanie wstecz brzmi dla mnie bardziej użytecznie niż samo ciągnięcie. Tylko ile byś tych notatek potrzebowala żeby zobaczyć jakiś wzorzec?
Ale czekaj, to wychodzi na to, że przez miesiąc czekasz na efekt? Przy budowaniu nawyku to strasznie długo. Większość ludzi rzuca nowy nawyk po tygodniu właśnie dlatego, ze nie widzi efektów. Jak trzymać mtoywację w tarocie przez caly miesiąc zanim 'coś zobaczysz'?
Dołączę się z boku, bo czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mi chodzi po głowie: czy ktoś z was próbował ciągnąć kartę nie rano, tylko wieczorem, jako podsumowanie dnia? Wydaje mi się że to mogłoby inaczej działać przy nawykach, bo masz materiał z calego dnia.
Właśnie o to mi chodziło z tym wieczornym ciągnięciem, ale Boruta dobrze to ujął - rano intencja, wieczorem zamknięcie. Mam jedno pytanie praktyczne: jak dlugo trzeba to robić razem, żeby w ogóle wyciagnac z tego jakieś wnioski? Bo wydaje mi sie że te dwa ciągnięcia dziennie to już jest pewne zobowiązanie i ciekawi mnie czy ktoś fakytcznie wytrwał przy tym dłużej niz kilka tygodni.
Próbowałam przez jakiś czas robić dwie karty dziennie i szczerze - za dużo. Zaczynałam traktować to jak zadanie domowe, a nie praktykę. Skończyłam na jednej karcie rano i od czasu do czasu wieczorem, jak czułam ze dzień był wyjątkowo chaotyczny i potrzebowałam zamknięcia. Może to nieortodoksyjne, ale dla nawyków ważniejsza jest regularność niż perfekcja schematu 🙂
ale to trochę wraca do tego co Halka73 pytała wcześniej o motywację. Jeśli robisz wieczorne ciągnięcie tylko 'jak czujesz', to czy to w ogóle jest nawyk? Nawyk chyba z definicji nie działa na zasadzie 'jak mi pasuje'. Mam wrażenie, że sam tarot przy produktywności wpada w tę samą pułapkę co inne metody - działa gdy i tak jesteś już zmotywowana, a nie wtedy gdy potrzebujesz go najbardziej.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś próbował ciągnąć kartę nie pod konkretny dzień, tylko pod konkretny nawyk który chce wypracować? Czyli nie 'co mi dziś przynosi karta', tylko 'co karta mówi mi o moim nawyku z ruchem' albo 'z wstawaniem rano'. Bo wydaje mi się że to by bardziej ukierunkowywało tę refleksję zamiast zostawiać ją zbyt otwartą.
