To znaczy że odwrócona karta może być w pewnym sensie bardziej podatna na projekcję? Bo jest 'głębiej schowana' to trudniej ją obronić?
Słyszałem że część osób w ogóle nie używa rewersów bo komplikuje interpretację. Rozumiem teraz że w kontekście tego tematu to by było wręcz ograniczenie?
Kornelia, to co powiedziałaś o rewersach mnie zatrzymało - że ważniejsze jest to o czym tu rozmawiacie, nie sam revers. Ale co to właściwie jest? Bo przez całą rozmowę kręcimy się wokół czegoś, co rozumiecie, a ja nadal nie łapię. Co jest ważniejsze od rewersów przy pracy z podatnościami?
Miałam na myśli gotowość do patrzenia na kartę bez natychmiastowego tłumaczenia jej na coś łagodniejszego. Revers to tylko technika. Bez tej gotowości revers nic nie da - odwrócisz kartę i też ją zinterpretujesz na swoją korzyść.
Pierwsza reakcja na kartę - to brzmi prosto, ale czy to nie jest właśnie podatne na te wszystkie projekcje? Jeśli od razu czuję do karty antypatię, to czy to znaczy że mnie 'trafi', czy że właśnie ją odrzucam?
Słuchajcie, ja mam totalnie inne pytanie. Przez całą rozmowę mówicie o rozpoznawaniu podatności u siebie. Ale co jeśli ktoś prosi mnie o odczyt i ja widzę w jego układzie coś, co wygląda jak jego słabość - czy mówię o tym wprost?
Mogą być dwie, ale w moim odczuciu to już jest bardzo dużo na jeden raz. Kiedy spread ma za dużo niewygodnych pozycji, to albo ciężko utrzymać uwagę przez cały odczyt, albo zaczynasz traktować całość jak atak i zamykasz się. Jedna pozycja jest jak otwarte drzwi, dwie to już korytarz bez końca.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie do Kornelii - czy ta 'z definicji niewygodna' pozycja musi być w środku spreadu, na końcu, czy to nie ma znaczenia?
Trochę wracając do rewersów - jeśli przy tej 'niewygodnej' pozycji wypadnie karta prosto i wypadnie tam coś pozornie pozytywnego, jak Gwiazda albo Słońce, to czy to może być właśnie największa ślepota? Że podatnością jest naiwna wiara w dobre zakończenie?
To mnie skłania do pytania - czy w ogóle jest karta w talii, która w pozycji słabości jest... łagodna? Czy każda karta może być podatnością?
Zaraz, zaraz - więc to nie jest kwestia znaczenia karty jako takiej, tylko pytania jakie do niej kierujemy? Czy dobrze rozumiem, że ta sama karta w tym samym spreadzie może coś innego powiedzieć zależnie od tego jak sformułujemy intencję przed odczytem?
Mam w sumie takie bardzo podstawowe pytanie do całej tej rozmowy. Czy to nie jest tak, że jeśli szukamy w kartach swoich słabości, to i tak trochę wiemy czego szukamy? Że nie możemy być naprawdę zaskoczeni przez własną podatność, bo gdzieś tam w środku i tak ją znamy?
To jest bardzo ciekawe pytanie i myślę, że odpowiedź jest 'i tak i nie'. Wiemy, że coś tam jest, bo często właśnie to nas skłania do pytania kart. Ale karty mogą nazwać to coś w sposób, którego sami byśmy nie użyli - i ta konkretna nazwa, ten obraz, ta karta, potrafi dotrzeć inaczej niż własne myślenie. Sama byłam przekonana, że moją słabością jest impulsywność, a spread konsekwentnie pokazywał coś co bliżej strachu niż energii. To zmieniło sposób w jaki do tego podchodziłam.
To co opisujesz jest bardzo bliskie temu co w pracy z ciałem nazywa się błędem narracyjnym - opowiadamy sobie historię o sobie, która jest wygodna albo przynajmniej znajoma, i naprawdę wierzymy, że to prawda. A tu wyskakuje coś co rozbija tę narrację od środka. Jak długo zajęło ci 'przyjęcie' tej informacji o strachu zamiast impulsywności?
A co z sytuacją odwrotną - kiedy karta 'pasuje' za bardzo? Jak wyciągam coś co idealnie opisuje mój problem, to też mam poczucie że coś jest nie tak. Jakby to było zbyt proste. Czy to nie jest inny rodzaj oporu, tylko z drugiej strony?
Wieża w tej pozycji to chyba jedno z najgłośniejszych możliwych trafień. Ciekawi mnie czy sam zdecydowałeś się jednak dokończyć spread? Bo ja przy podobnej sytuacji z Księżycową po prostu odkładałam karty i wracałam następnego dnia.
To brzmi rozsądnie, ale mam pytanie praktyczne - jak długa powinna być ta pauza? Czy wraca się do tego samego spreadu po kilku dniach, czy robi się nowy?
