Ostatnio wróciłam do tematu, który od dawna mnie nurtuje, i pomyślałam, że warto go tu poruszyć. Chodzi o stawianie kart dla kogoś bliskiego bez jego wiedzy i zgody. Robię to od kilku lat, głównie dla rodziny, i zawsze zastanawiałam się, czy to w ogóle etyczne. Z jednej strony motywacja jest czysta - chcę wiedzieć, czy mojemu bratu dobrze idzie, czy mama nie ma problemów, których mi nie mówi. Z drugiej strony coraz częściej słyszę, że wchodzenie w czyjąś energię bez pozwolenia to naruszenie pewnej granicy. Co wy na to? Stawiacie dla innych bez pytania ich o zgodę?
Temat bardzo niejednoznaczny i dobrze, że go poruszyłaś. Zanim odpowiem wprost, chciałem zapytać - jak rozumiesz to 'wchodzenie w czyjąś energię'? Bo jeśli pytasz kartę o to, jak ty masz się zachować wobec kogoś bliskiego, to jedno. Ale jeśli pytasz o stan tej osoby, jej plany, uczucia - to już zupełnie inne zagadnienie. Dla mnie to kluczowe rozróżnienie. Które z tych podejść stosujesz?
Dokładnie to samo rozróżnienie robiłam przez lata i doszłam do wniosku, że większość ludzi nieświadomie miesza te dwie rzeczy. Pytanie 'co mogę zrobić dla mamy w tej sytuacji' jest pytaniem o siebie. Pytanie 'co teraz czuje mój brat i co planuje' - to już czyjeś terytorium. I tu zaczyna się problem etyczny. Ale Krysztal - czy według ciebie samo intencjonalne skupienie się na czyjejś osobie podczas czytania już coś 'robi' z tą osobą energetycznie? Mam tu wątpliwości.
Mnie bardziej zastanawia praktyczna strona tego. Jeśli wyciągnę komuś bliskiemu np. Sąd lub Koło Fortuny - czyli coś, co sygnalizuje duży przełom albo transformację - to co z tym robię? Trzymam w sobie i obserwuję? Próbuję ostrzec? Nie pytam o teorię, bo stawiam dla syna od dawna i naprawdę nie wiem, gdzie jest granica między troską a wtrącaniem się.
Czekajcie, bo ja zupełnie nie rozumiem jednej rzeczy. Piszecie o kartach, które sygnalizują przełom - Sąd, Koło Fortuny, Wieża. Skąd wiadomo, że akurat te są o 'transformacji', a nie np. o czymś innym? Dopiero zaczynam z tarotem i zawsze myślałam, że karty mają wiele znaczeń zależnie od kontekstu.
A co z Głupcem? Bo czytałam gdzieś, że on też wychodzi przy nowych rodziałach w życiu człowieka, ale nie wiem czy dobrze pamiętam. Pytam bo raz wyszedł mi przy myśleniu o mojej córce i nie widziałam w tym nic złego, a znajoma powiedziała że to karta nieodpowiedizalności.
Powiem wprost, bo tutaj widzę dużo omijania sedna. Etyczne pytanie brzmi: czy mamy prawo zbierać informacje o kimś bez jego zgody, nawet jeśli sposób jest niekonwencjonalne? W świecie prawa - nie mamy. Analogia z podsłuchem jest naciągana, wiem, ale intencja jest podobna: chcemy wiedzieć coś, czego ta osoba nam nie powiedziała. I co ciekawe, nikt tu jeszcze nie zapytał: a co, gdyby ta osoba wiedziała? Czy wyraziłaby zgodę?
Rozumiem ten argument, Jasiek98 ma rację pod względem zasady, ale zastanawiam się, czy karty w ogóle działają w ten sposób. Czy naprawdę 'wchodzą' w czyjąś energię bez zgody? Albo może to my projektujemy swój lęk i troskę na obrazki, które sami interpretujemy? Bo jeśli tak, to problem etyczny dotyczy nas, nie tej drugiej osoby.
Czytam i nie mogę się zdecydować, które stanowisko bliższe. Ja ostatnio postawiłam karty dla koleżanki, bo byłam zaniepokojona jej milczeniem. Wyszła mi m.in. Śmierć i Gwiazda razem. Zinterpretowałam to jako koniec czegoś starego i nadzieja na nowe. Nie odzywałam się, tylko czekałam. Po jakimś czasie sama zadzwoniła i powiedziała, że rozstała się z chłopakiem, ale jest spokojniejsza niż się spodziewała. Nie wiem, co z tym zrobić. To potwierdzenie, że karty 'coś wiedziały', czy po prostu zbieżność?
Czytam tę dyskusję i mam pytanie, bo sama stanęłam ostatnio przed podobnym wyborem. Moja siostra przechodzi trudny czas i chciałam postawić dla niej karty, ale właśnie to mnie powstrzymało - że nie wiem, czy wolno. Czy jest jakaś różnica, jeśli np. zapytamy kartę ogólnie 'co mogę zrobić dla siostry' zamiast wprost 'co teraz przeżywa siostra'? Bo mi wydaje się, że to inne pytanie.
Przeczytałem wszystko i mam głupie pytanie może, ale: a co jeśli ta bliska osoba sama prosi nas mentalnie o pomoc, czyli my wyczuwamy, że potrzebuje wsparcia? Czy wtedy ta 'zgoda' jest gdzieś domniemana? Brzmi to naiwnie, ale zastanawiam się, czy intencja nie zmienia jakoś całej sytuacji.
Właśnie o to mi chodzi w tej dyskusji - gdzie jest ta granica między troską a przekraczaniem czegoś, co nie należy do nas? Bo moja siostra naprawdę przeżywa teraz coś trudnego i mam wrażenie, że ja po prostu nie wiem, jak jej pomóc, i karty są moją próbą znalezienia jakiegoś sensu w tym wszystkim.
To co Jolanta_M opisuje jest dla mnie kluczem do całego tematu. Karty często wchodzimy do sytuacji, kiedy normalna komunikacja zawodzi. I wtedy pytanie o zgodę drugiej osoby staje się trochę abstrakcyjne, bo ona i tak z nami nie rozmawia.
Właśnie. I tu jest ten węzeł gordyjski tej dyskusji. Jeśli tarot to sposób psychologiczne, to nie naruszamy niczyjej przestrzeni, bo czytamy własne projekcje. Jeśli to realne połączenie energetyczne, to zgoda jest konieczna. Problem w tym, że każdy z nas odpowiada na to pytanie inaczej, zależnie od tego, w co wierzy.
Ej ale to znaczy że jak ktoś wierzy że to tylko psyhologia, to mze robić co chce? Bo mnie się wydaje że zamiar tez się liczy, nie tylko to co myślimy o kartach. Nie?
Zastanawiam się teraz nad czymś, co wyszło mi przy tamtym czytaniu dla koleżanki, o której pisałam. Śmierć i Gwiazda to kombinacja, którą zazwyczaj czytam jako zamknięcie i nadzieja. Ale co jeśli ja po prostu chciałam tak to widzieć, bo zależy mi na niej? Jak odróżnić wgląd od życzenia?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie do tych kart transformacji, o których była mowa wcześniej. Jeśli ktoś postawi sobie Sąd przy myśleniu o bliskiej osobie, to czy ta karta mówi o tej osobie, czy o nas - o tym, jak my przeżywamy tę relację? Bo mi się wydaje, że to mogłoby być jedno i drugie?
Mietek ma rację i to jest chyba sedno problemu z czytaniami dla bliskich. Rzadko kiedy pytamy z czystej ciekawości. Za każdym razem jest jakaś nasza potrzeba, lęk, nadzieja. I to nas zawsze uwikłuje w interpretację.
A ja mam takie praktyczne pytanie, bo czytam tę dyskusję i trochę się gubię. Czy jest jakaś konkretna forma czytania, która pozwala pytać o bliską osobę w sposób, który jest okej etycznie? Tzn. taki układ kart albo sposób sformułowania pytania, który unika tego wchodzenia w czyjąś przestrzeń?
Ale czy to w ogóle jest złe? Znaczy, pytam serio, bo nie wiem. Jeśli ktoś stawia karty z troski, a nie z chęci kontrolowania, to chyba motywacja jest czysta? Czy samo pytanie o drugą osobę jest już problematyczne?
Tylko że my chyba wszyscy tutaj funkcjonujemy gdzieś pomiędzy tymi dwoma przekonaniami, nie? Nie ma chyba nikogo, kto jest w stu procentach pewny jednego albo drugiego. To jak w tej sytuacji podjąć jakąkolwiek decyzję?
Może właśnie to jest odpowiedź na pytanie z tytułu? Że nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy od tego, w co wierzymy. I każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie sam, zanim usiądzie z kartami przy pytaniu o kogoś bliskiego.
Ale jak mam odpowiedzieć sobie sama skoro dopiero się uczę i jeszcze nie wiem co myśle o tym wszystkim? Seriosnie pytam, bo czytam tę diskusję i mi się głowa kręci. Czy jest jakiś punkt wyjścia dla kogoś kto nie ma jeszcze wyrobionego zdania?
Właśnie o tym myślałam po tamtym swoim czytaniu. Gdybym sobie zadała pytanie 'co zrobię z tą wiedzą', to chyba musiałabym przyznać, że nic. Ona i tak nie chciała rozmawiać. Karty dały mi złudzenie, że coś robię, ale w praktyce siedziałam z tym sama.
Lubon dotknął czegoś bardzo konkretnego. Ja to czuję u siebie - jak nie mam wpływu na sytuację, to stawiam karty i czuję się mniej bezsilna. Ale to jest moja potrzeba, nie jej. I powinienam to nazywać po imieniu, zamiast udawać, że robię to dla kogoś.
Czyli z tej dyskusji wychodzi, że zanim zapytamy 'czy mogę stawiać dla kogoś', powinniśmy zapytać 'dla kogo tak naprawdę to robię'. I że odpowiedź na drugie pytanie często jest inna niż nam się wydaje. Dobrze rozumiem?
Mam pytanie trochę z innej strony. Co jeśli ktoś bliski sam poprosił o czytanie, ale potem żałował i chciałby cofnąć tę zgodę? Czy my jako tarociarze mamy jakiś obowiązek wobec tej osoby po takim czytaniu? Nie wiem jak to powiedzieć, ale czuję, że to jest inna sytuacja niż czytanie bez wiedzy.
