Ostatnio podczas rozkładania kart poczułam cos dziwnego - jakby karty same podpowiadały mi nie tylko odpowiedź na pytanie, ale też coś głębszego, coś co można by nazwać... natchnieniem? dostałam Księżyczkę w pozycji odwróconej i zamiast szukać standardowej interpretacji, zaczęłam rysować. Skończyłam na kilku szkicach, których wcześniej bym nigdy nie wymyśliła. Zastanawiam się teraz, czy ktoś jeszcze ma takie doświadczenia - że tarot nie odpowiada wprost, tylko otwiera jakiś inny kanał? I druga rzecz: myślę że mogłabym robić te rozkłady w różnych miejscach, nie tylko przy biurku. czy to by coś zmieniło?
To co opisujesz z tym rysowaniem to jest właśnie jeden z tych momentów kiedy karty przestają być tylko odpowiedzią na pytanie i stają się czymś więcej. Sama nieraz odkładałam znaczenie karty na bok i po prostu siedziałam z obrazem... Z Księżyczką akurat ma to sens, ona już sama w sobie mówi "nie analizuj, odczuwaj". Ale to pytanie o miejsca mnie zatrzymało - a w jakich miejscach myślisz? Bo to nie jest bez znaczenia, o jakim otoczeniu mówimy.
Miejsce ma znaczenie ale nie tak jak często się to rozumie - że magiczne jest samo w sobie :). Bardziej chodzi o to, co miejsce robi z twoją głową. Las czy rzeka wyciszają pewien rodzaj myślenia analitycznego i właśnie dlatego może być łatwiej o taki przepływ, który opisujesz. Ale mam pytanie: czy ty w ogóle masz problem z tym analitycznym podejściem przy stole, czy to tylko odczucie, że mogłoby być inaczej?
Jak dla mnie to karty działają niezależnie od miejsca, bo ich moc jest w nich samych, a nie w trawie dookoła. Czytałem że to energia karty i czytającego się łączy i nie trzeba żadnych parków do tego. Ale każdemu swoje, nie będę się sprzeczał...
Zrobiłam sobie kiedyś notatki z kilku sesji w różnych warunkach - raz przy świecach w domu, raz przy oknie z dużym światłem dziennym, raz na działce u babci. I widzę wyraźną różnicę w tym jak interpretuję. Przy babci byłam zdecydowanie bardziej "otwarta", mniej techniczna. Nie wiem, czy to miejsce, czy po prostu byłam wtedy inaczej nastawiona, trudno to rozdzielić.
Myślę że próba rozdzielenia miejsca od stanu wewnętrznego to troche ślepy zaułek. W większości tradycji, które znam, te dwie rzeczy są traktowane jako jedno - środowisko zewnętrzne i wewnętrzne wzajemnie się kształtują. To co mnie bardziej zastanawia w pierwotnym poście to ten rysunek. Czy to był jednorazowy przypadek, czy masz poczucie, że karty regularnie otwierają cię na coś twórczego?
Szczerze powiem, że tarot jako źródło natchnienia twórczego to trochę ryzykowna ścieżka, bo można się zatracić w interpretowaniu wszystkiego przez karty i stracić kontakt z własną intuicją. Widziałam to u kilku osób. Karty mają być wsparciem, a nie zastępować własne myślenie.
To co opisujesz z tym zmęczeniem jest bardzo ważne bo próg między świadomością a podświadomością jest wtedy dużo cieńszy. To ogólnie znane zjawisko przy wróżeniu, nie tylko tarocie. Stąd zresztą w wielu tradycjach rytuały robi się o zmierzchu albo nocą, bo umysł jest wtedy naturalnie mniej czujny i bardziej przepuszczalny.
To jest bardzo ważna informacja i trochę zmienia perspektywę całej rozmowy. Brak pytania to nie przypadek - to była intencja obecności, nie szukania odpowiedzi. I właśnie to mogło otworzyć coś, co przy sformułowanym pytaniu by się nie pojawiło. Ciekawi mnie jedno: czy szkice, które zaczęłaś robić, miały jakiś związek z kartą, którą wyciągnęłaś, czy to było coś zupełnie osobnego?
Właśnie to mnie tu zastanawia najbardziej. Natchnienie, o którym piszesz, pojawiło się bez intencji odczytu. To trochę sugeruje, że tarot nie musi być używany jako system pytań i odpowiedzi - może być bardziej jak... siedzenie przy oknie i patrzenie, co się pojawi. Czy ktoś tu regularnie pracuje z kartami właśnie w ten sposób, bez pytania?
To co opisujesz - powrót czegoś, co było dziecięce i potem zapomniane - to jeden z tych motywów które w symbolice Księżyca pojawiają się bardzo dosłownie. Księżyc w tarocie często wyciąga właśnie to, co jest zakopane, nie to, co logicznie szukamy. Pytanie do Teodozji: czy te szkice były "o czymś" czy bardziej abstrakcyjne, bez fabuły?
Bardzo dziękuję wszystkim za tę rozmowę, naprawde dużo sie tutaj dzieje. Mam pytanie trochę z boku: czy to znaczy, że żeby tarot działał jako natchnienie, to trzeba właśnie odpuścić pytanie? Bo ja cały czas siadam z jakimś konkretnym tematem i może to jest wlasnie mój problem z tym "czytaniem instrukcji do lodówki" jak mówiłem wcześniej?
Moim zdaniem symbolika tarota jest po to żeby jej używać i odrzucanie jej bo "to tylko subiektywne" to jak odrzucanie mapy bo "to tylko papier" :D. Każda karta ma swoje znaczenie ustalane przez pokolenia praktyków i to nie jest przypadkowe. Nie zgadzam się że samo patrzenie jest lepsze.
Co ciekawe, to odwraca trochę logikę sakralnego miejsca. Zazwyczaj mówi się, że wyznaczone, wyjątkowe miejsce pomaga wejść w głębszy stan przez skojarzenie. A tu wychodzi że zwykłość miejsca właśnie zniosła obronę umysłu... Zastanawia mnie, czy podobne rzeczy pojawiają się u innych tutaj - że coś zadziałało właśnie dlatego że było bez oprawy?
Moim zdaniem jak coś działa to nie ma co tego ruszać. Jeśli masz efekty bez rytuałów wokół tego to po co dodawać coś co może tylko skomplikować. Rytuały są dla tych co potrzebują struktury żeby w ogóle wejść w odpowiedni stan. Jak sama wchodzisz to po co budować drzwi
