Ostatnio wróciłam do tematu, który mnie od dawna męczy, czyli jak rozpoznać, czy coś naprawdę się zmieniło w sobie albo w relacji, czy tylko chcemy w to wierzyć. Chodzi mi konkretnie o czytanie ukrytych motywacji. Karty potrafią pokazać co innego niż to, o czym ktoś mówi, ale skąd wiadomo, że to nie jest nasza projekcja? Czy są jakieś układy albo konkretne karty, które uznacie za szczególnie przydatne właśnie w tym kontekście? Pytam serio, bo miałam kilka czytań, gdzie coś mi grało, a potem się okazywało, że myliłam swoją intuicję z tym, co po prostu chciałam zobaczyć.
To jest jedno z trudniejszych pytań w całym tarocie, bo granica między projekcją a intuicją jest naprawdę cienka... Ale żeby nie być gołosłownym, zapytam najpierw: jakie układy zazwyczaj stosujesz do takich czytań? Bo odpowiedź na pytanie o ukryte motywacje dużo zależy od tego czy pytasz o siebie, o kogoś innego czy o relację.
Układ, który opisujesz, ma sens ale problem ktory sygnalizujesz, jest klasyczny i nie zniknie przez zmianę układu. Kluczowe jest to że karty pokazują potencjał interpretacyjny, a nie gotową odpowiedź. no przy ukrytych motywacjach szczególnie polecam zwracać uwagę na karty rewersowe w pozycji tego, co zakryte bo rewers nie znaczy "zło", tylko często energię zablokowaną albo wypieraną. I teraz pytanie do Ciebie: czy kiedy coś Cię zaskoczyło w czytaniu, to zaskoczenie było nieprzyjemne, czy raczej niezgodne z tym, czego oczekiwałaś :D?
Wchodzę w temat bo mam podobne wątpliwości. Ale chciałem zapytać coś konkretnego: czy są karty które wprost kojarzą się z ukrywaniem czegoś? Mam na myśli takie, które gdy wypadną, to niejako "z definicji" mówią ze ktoś nie jest szczery. Wydaje mi się że Księżyc się do tego nadaje, ale nie jestem pewien czy to nie jest zbyt dosłowne podejście.
Dorzucę się bo to temat, przy którym wiele osób robi ten sam błąd: szuka konkretnej karty jako "markera kłamstwa" zamiast czytać całą kompozycję. Tarot nie działa jak detektor kłamstw. Siedem Mieczy owszem, klasycznie wiąże się ze zdradą, obejściem, działaniem w ukryciu ale wypadając w sąsiedztwie Kochanków albo Słońca zmienia znaczenie. Pytanie które uważam za bardziej użyteczne w tym kontekście: czy porównujesz czytanie z czymś mierzalnym? serio bo jeśli nie masz żadnego zewnętrznego punktu odniesienia, to naprawdę trudno ocenić czy coś się "rzeczywiście zmieniło"...
Przepraszam, ale tu wchodzę, bo mam inne zdanie. Ta metoda porównywania serii czytań to według mnie ślepy zaułek, bo każde czytanie jest osobnym zdarzeniem. Nie możesz traktować ich jak punktów na wykresie. To trochę jak porównywanie snów z różnych tygodni i wnioskowanie o trendach. Karty odpowiadają na pytanie zadane w danej chwili, z daną energią. Aurelek71 czy naprawdę uważasz, że powtarzanie tej samej pozycji przez kilka tygodni to miarodajny wynik, a nie po prostu efekt tego, że pytający cały czas jest w tej samej mentalnej pętli?
Ale czy to nie znaczy, że tarot nigdy nie powie nam nic o drugiej osobie, tylko zawsze o nas samych? bo jeśli jakość pytania zależy od tego jak my jesteśmy nastawieni, to może karty zawsze tylko odzwierciedlają nasze własne przekonania, a nie cokolwiek "obiektywnego"?
Czy mogę dopytać o jedno?? Piszecie o ukrytych motywacjach jakby to było jasne, co to znaczy ale czy chodzi o motywacje drugiej osoby wobec nas czy o nasze własne motywacje, których sami nie rozumiemy? bo to chyba dwie bardzo różne rzeczy.
Wracając do kwestii konkretnych kart, bo trochę odpłynęliśmy. Poza Księżycem i Siódemką Mieczy zwróciłabym uwagę na Pustelnika, ale nie w sposób oczywisty. Pustelnik w pozycji tego, co ukryte, może oznaczać, że dana osoba sama przed sobą nie przyznaje się do jakiejś potrzeby, zwykle potrzeby bycia zauważonym albo docenionym. To częste przy czytaniach relacyjnych i często bardziej przydatne niż szukanie "zdrady" :P.
Ciekawe co mówicie o tym zaskoczeniu w czytaniu. Miałam kiedyś sytuację gdzie pytałam o relację i wypadł mi as mieczy i trójka kielichów razem i kompletnie nie wiedziałam co z tym zrobić, bo spodziewałam się czegoś smutnego. I właśnie ta niespodzianka jak pisze Wieszczbiarka, okazała się pożyteczna bo zaczęłam myśleć inaczej o tej osobie. Więc chyba ta miara "zaskoczenia" coś jednak znaczy...
Czytam cały czas i właśnie się zastanawiam czy nie ma tutaj pułapki. Bo możemy się zaskakiwać jak chcemy, ale jeśli na koniec i tak sami interpretujemy, to czy to zaskoczenie nie jest równie subiektywne co wszystko inne?
Bo możemy się zaskakiwać jak chcemy, ale jeśli na koniec i tak sami interpretujemy, to czy to zaskoczenie nie jest równie subiektywne co wszystko inne :)? Chyba że ktoś ma na to jakiś konkretny sposób.
Cieszę się, że to zadziałało, bo właśnie o to chodziło. Wewnętrzna izolacja w sensie "nie powiem sobie tego wprost" jest chyba najtrudniejsza do uchwycenia. I tu mam pytanie do ciebie: kiedy Pustelnik pojawił się w twoich czytaniach, w jakiej pozycji zazwyczaj ląduje? Bo to zmienia interpretację mocniej niż sama karta.
Mogę się wtrącić z głupim pytaniem? Co to znaczy, że karta ląduje w konkretnej pozycji jeśli chodzi o ukryte motywacje? Tzn. rozumiem układ krzyżowy ogólnie ale nie do końca rozumiem, czy ta pozycja zmienia to, czyje motywacje czytamy czy tylko jak bardzo są ukryte.
Zgadzam się z Blanką ale mam inne spostrzeżenie... Jak pytam o własne motywacje to zawsze notuję pierwszą myśl, zanim zaczynam analizować. I ta pierwsza myśl jest zazwyczaj inna niż to co wychodzi po pięciu minutach kombinowania :). I to rozejście jest dla mnie bardziej informatywne niż sama karta.
A czy ktos próbował pytać o ukryte motywacje bez konkretnego kontekstu? Mam na myśli, żeby nie pytać "dlaczego ta osoba zachowała się tak", tylko po prostu rozłożyć karty z pytaniem "co ukrywam teraz" bez wskazania sprawy. Zastanawiam się, czy takie otwarte pytanie nie byłoby uczciwsze.
Właśnie to jest według mnie centralny problem całego wątku i chyba niedostatecznie wprost powiedziane: tarot pracuje z tym, co dostarcza pytający. Jeśli pytający ma ślepe miejsca, to czytanie też je będzie miało bo kto ma interpretować? Nie ma tu zewnętrznego arbitra. i to nie jest wada, to jest natura tej praktyki.
nie powiedziałem, że się nie da. Powiedziałem że nie ma zewnętrznego arbitra. Dotrzeć można, ale przez to, co się pojawia na brzegach, przez sprzeciw, przez zdziwienie, przez to, co od razu chcesz odrzucić. Właśnie to jest sygnał. I to chyba najlepsza odpowiedź na twoje pytanie z tytułu, jak odróżnić że coś się naprawdę zmieniło.
Ale chwila, bo mam pytanie do tej logiki. Jeśli każda karta, na którą reaguję oporem, jest "sygnałem ukrytej motywacji", to jak odróżnić opór znaczący od zwykłej niechęci do karty? Bo ja na przykład nie lubię Wieży generalnie i zawsze mam do niej opór. Czy to też liczy :D?
To co opisuje Tamarka jest bardzo bliskie temu, o czym myślałam, kiedy zakładałam ten wątek... Szukałam właśnie tej różnicy, tego "głębszego z bebechów" jak to ładnie nazwała. Problem jest taki, że nie zawsze wiem czy to głębszy opór czy po prostu mam gorszy dzień i wszystko wydaje mi się cięższe.
I dlatego regularne notatki mają sens, bo jeden zapis nic nie powie, ale seria zapisów z różnych dni zaczyna pokazywać wzorce. Gorszego dnia masz opór wobec wszystkiego, w dobry dzień tylko wobec konkretnych kart w konkretnych pozycjach. Różnica wychodzi w zestawieniu.
Nawiążę do pytania, które zadałam wcześniej o otwarte czytania bez kontekstu. Czy prowadzenie takich notatek jak mówi Blanka dałoby odpowiedź też na moje pytanie? Tzn. czy gdybym przez jakiś czas robiła takie ogólne czytania i notowała reakcje, to cos by z tego wynikło o ukrytych motywacjach?
Mam pytanie może trochę z boku ale wydaje mi się ważne. Czy to, o czym rozmawiamy, czyli szukanie ukrytych motywacji przez reakcje na karty, nie zakłada, że te motywacje są jakieś negatywne albo przynajmniej niewygodne? Bo jak ukryta motywacja jest dobra, to czy w ogóle ją ukrywamy?
czytam ten wątek od początku i zazwyczaj milczę, ale to co napisała Wieszczbiarka o ukrywaniu dobrych rzeczy przed sobą bardzo mi siedzi. Miałam takie czytanie, gdzie wypadł mi As Kielichów i od razu go zbagatelizowałam, powiedziałam sobie "eee, to ogólnikowe". A może właśnie o to chodziło.
Tak, to jest dokładnie to pytanie z dodatkowego kontekstu, które dopisałam do tematu. Jak odróżnić zmianę prawdziwą od wyobrażonej. I widzę teraz, że może nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie w czasie rzeczywistym. Może weryfikacja zawsze jest odroczona. ale to trochę frustrujące bo chciałoby się wiedzieć od razu.
zgadzam się z Blanką ale dodam że ważny jest też kontekst życiowy w tych miesiącach, bo jak przez trzy miesiące masz jakiś duży stres albo odwrotnie wszystko spokojne i bez wyzwań, to dane będą przekłamane bo twoje reakcje zależą też od tego co się dzieje na zewnątrz. najlepiej mieć te obserwacje z różnych faz życia.
