Siedzę ostatnio nad rozkładem celtyckim i zastanawiam się, czy to przypadek, że karty, które wychodzą mi najczęściej w kontekście niezałatwionych spraw emocjonalnych, mają w numerologii znaczenie związane z moją liczbą życiową. Konkretnie: Sprawiedliwość to 11 albo 8 w zależności od talii, a moja ścieżka życiowa to 8. Czuję, że te systemy jakoś się ze sobą splatają, ale nie wiem, czy to moje dopasowywanie wzorców, czy jest w tym coś głębszego. Ktoś tu pracuje świadomie z numerologią i tarotem razem?
Pracuję z tarotem od wielu lat i łączenie go z numerologią to dla mnie codzienna praktyka. Ale zanim zacznę cokolwiek tłumaczyć, chciałabym wiedzieć, z jaką talią pracujesz? Bo system numeryczny Wielkich Arkanów różni się między Toth a Rider-Waite i to zmienia całą interpretację, o której piszesz.
To jest jedno z tych pytań, na które każdy odpowiada inaczej. Ja myślę, że numerologia w tarota nie jest tak sztywna jak w czystej numerologii. Liczby są tam bardziej jak... warstwy znaczenia niż twarde przypisania. Pracowałem trochę z obiema taliami i dla mnie ważniejsze jest, co karta robi w rozkładzie, niż jej numer sam w sobie.
Mam pytanie do wątku, który otworzyłaś, bo mnie też to ciekawi. Piszesz o niezałatwionych sprawach emocjonalnych i gniewie. Czy karty pokazują ci coś konkretnego w tej kwestii, czy to bardziej ogólne obserwacje? Bo zastanawiam się, czy rozkład celtycki jest w ogóle dobrym wyborem do pracy nad takimi rzeczami jak żal albo gniew.
Przepraszam, może głupie pytanie, ale co to znaczy 'liczba życiowa'? To się jakoś oblicza z daty urodzenia? Nigdy się w to nie zagłębiałam, ale jak piszesz, że masz liczbę 8 i wychodzi ci karta z ósemką to brzmi jak coś naprawdę konkretnego.
Ciekawy wątek. Miałem kilka sesji, gdzie świadomie patrzyłem na liczby kart w kontekście numerologicznym i przyznam, że Małe Arkana dają tu więcej do myślenia niż Wielkie. W Wielkich liczby są z góry narzucone przez tradycję. Ale w Małych masz cztery piątki, cztery szóstki itd. i każda działa inaczej w swoim żywiole. To sprawia, że numerologia w tarota jest według mnie wielowarstwowa.
Wracając do wątku o gniewie i żalu, bo to chyba serce tego tematu. Pracowałam z kartami w kontekście starych urazów i odkryłam, że Księżyc i Wieża wychodzą mi wtedy, kiedy jestem naprawdę blisko czegoś, czego nie chcę zobaczyć. Numerologicznie Księżyc to 18, czyli 9, a 9 to koniec cyklu i to, co trzeba puścić. Wieża to 16, czyli 7, wnikanie w głąb. Dla mnie to nie przypadek.
Muszę się tu wtrącić, bo coś podobnego przeżyłam. Robiłam rozkłady w trudnym czasie, kiedy byłam naprawdę zła na kogoś, i karta, która ciągle wracała, to Pięć Mieczy. Numerologicznie piątka to konflikt i zmiana przez chaos. I właśnie to czułam, ten wewnętrzny chaos. Nie wiem czy to numerologia 'zadziałała', ale zestawienie dawało mi poczucie, że coś z tego czytam trafnie.
Słucham tego i mam jedno pytanie, może trochę sceptyczne. Skoro każda liczba ma jakieś przypisane znaczenie, to zawsze znajdziemy pasującą interpretację, prawda? Trójka to radość i wzrost, czwórka to zastój, piątka to chaos. Jak wyciągniemy losową kartę z losową sytuacją, to i tak znajdziemy coś, co 'pasuje'. Jak odróżnić prawdziwe trafienie od dopasowywania?
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem, bo zajmuję się runami i tam też jest silny wątek numeryczny, chociaż inaczej zorganizowany. Ale mam pytanie do tych, którzy pracują z kartami nad gniewem, czy robicie to sama na siebie, czy ktoś tu prosił kogoś o sesję w tej sprawie? Zastanawiam się, czy taka praca nad trudnymi emocjami lepiej wychodzi w samodzielnej praktyce, czy z pomocą kogoś drugiego.
Dziękuję bardzo za ten wątek, bo dawno nie trafiłem na dyskusję, która tak mocno łączy dwa tematy, które mnie interesują. Mam do was pytanie, bo jestem dość nowy w tarota, czy jest jakiś rozkład, który szczególnie polecacie do takiej pracy nad emocjami, właśnie z myślą o tym numerologicznym wymiarze? Coś prostego na początek?
Przepraszam, że wchodzę, ale mam pytanie do tej przerwy. Czy jak wracacie do karty po kilku godzinach, to znaczenie się zmienia? Bo wyobrażam sobie, że widzę coś inaczej po czasie, ale nie wiem, czy to znaczy, że 'lepiej' rozumiem, czy po prostu ochłonęłam i to jest inne podejście emocjonalne, a nie głębsze.
A czy próbowałaś robić ten sam rozkład drugi raz, po przerwie? Chodzi mi o to, czy ciągnęłaś te same karty ponownie i porównywałaś, czy tylko wracałaś do interpretacji tych, które już leżały?
Wchodzę tu, bo ten wątek o lustrze jest ważny i trochę przekłada się na starsze systemy. W dawnych wierzeniach słowiańskich nie pytało się 'czy to prawda', tylko 'co ten znak mówi o mnie teraz'. Kości, ptaki, woda, każde medium było lustrem momentu, a nie wyrocznią. Tarot działa podobnie, tylko ma nowszą formę.
Tatarak, właśnie tak na to patrzę. Numerologia wbudowana w tarot to nie jest warstwa 'twoja liczba życia to X'. To jest raczej to, że Trójka Kielichów i Trójka Mieczy mają wspólny rytm, a różni je żywioł. Jak pracuję z kartami nad czymś trudnym, to czasem patrzę na liczby w całym rozkładzie i pytam, czy jest jakaś dominanta. Trzy razy trójka mówi mi coś innego niż trzy razy dziewiątka.
Właśnie, spójność wewnętrzna to jest coś. Mam podobnie. Ale chciałam wrócić do tego, co Tatarak mówiła o gniewu i liczbach. Mnie osobiście Piątki zawsze niosły coś związanego z konfliktem i stratą, i kiedy pracowałam nad żalem, to trzy Piątki w jednym rozkładzie dosłownie mnie zatrzymały. Nie przez symbolikę pojedynczych kart, tylko przez to nagromadzenie. Czy ktoś jeszcze miał tak, że liczba powtórzona kilka razy zrobiła większe wrażenie niż sama karta?
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale jak mówicie o dominancie liczb w rozkładzie, to co to znaczy w praktyce? Znaczy, po prostu liczycie, ile razy pojawiła się ta sama cyfra na różnych kartach? I to jest ta warstwa numerologiczna? Zawsze myślałam, że numerologia to te urodzinowe liczby i imiona, a tutaj jakby mówimy o czymś innym.
W runach też tak patrzę na powtórzenia, ale u mnie to rzadsze, bo ciągnie się zazwyczaj mniej kart. Ciekawi mnie, czy przy tarocie ktoś patrzy na sumę wszystkich liczb w rozkładzie? Znaczy, dodaje je do siebie jak w numerologii i redukuje do jednej cyfry? Czy to jest znana praktyka, czy bardziej własny pomysł?
Mam pytanie do Tatarak. Mówiłaś wcześniej o tym, że siedzisz z kartą gniewu i czujesz opór, i to jest znak, że coś tam jest. To jak to się ma do numerologii w rozkładzie? Czy liczby potrafią też wywołać taki opór? Znaczy, czy zdarzało ci się, że dominanta jakiejś liczby cię uderzyła tak samo jak uderza karta?
Tu jednak jest jedno 'ale'. Jak ktoś ci wskazuje dominantę liczb, to razem z tym wskazaniem dostarcza już swoją interpretację. Nie jesteś wtedy z surowym wzorcem, tylko z czyimś odczytaniem wzorca. To może być pomocne, ale może też przesłonić twoje własne rozumienie. Szczególnie przy gniewu i żale, gdzie czyjaś rama może nie pasować do twojej historii. Wolę najpierw sam siedzieć z rozkładem, a potem ewentualnie konfrontować z kimś.
I właśnie to mnie zastanawia w kontekście całej tej rozmowy. Czy praca z gniewem przez karty jest lepsza, kiedy patrzysz na liczby, czy kiedy siedzisz czysto z obrazem? Bo mam wrażenie, że dodanie warstwy numerologicznej to jest albo głębsze wejście, albo po prostu więcej rzeczy do przemyślenia w jednym momencie. Tatarak, jak ty to czujesz po tym, co tu dzisiaj opisałaś?
Chcę zapytać Tatarak o jedną rzecz. Mówiłaś, że praca z gniewem przez liczby w rozkładzie daje dystans, bo liczba jest bardziej abstrakcyjna niż obraz. Ale czy nie ma ryzyka, że ten dystans staje się ucieczką? Że zamiast poczuć gniew, zaczynasz go analizować i przez to nic z nim nie robisz?
Mam wrażenie, że ta rozmowa cały czas zakłada, że karty i liczby coś faktycznie mówią o naszym życiu. Ale co jeśli to jest czysta projekcja? Znaczy, patrzysz na Dziewiątkę i interpretujesz ją przez to, co już czujesz, a nie przez to, co karta 'wie'. Skąd wiadomo, że odczytujesz kartę, a nie siebie?
to mnie troche gubi, bo jesli i tak projktuje na karty swoje mysli, to po co sie w ogole uczyc numerologii? mozna chyba patrzec na karte i interpretowac co sie czuje? czemu liczby maja zmienic cos konkretnego jezeli to i tak ja sama odpowiadam na swoje pytanie
Chcę tu wejść, bo sama przez to przechodziłam długo. Przez pierwsze lata mieszałam wszystko i myślałam, że im więcej warstw, tym głębsza interpretacja. A potem zrozumiałam, że to jak mówienie jednocześnie po polsku i po rosyjsku i oczekiwanie, że wyjdzie jedno zdanie. Zdecydowałam się na jeden system numerologiczny jako bazę i trzymam się go w rozkładach. Reszta może być tłem, ale nie równoprawnym głosem.
a jak sie wybiera ten jeden system? tzn co sprawia ze jeden do ciebie pasuje a drugi nie? bo jak mam sie uczyc to chce zaczac od dobrego miejsca i nie tracic czasu na cos co potem bede musiala zmienic
Chcę wrócić do tego, co mówiła Tatarak o ryzyku analizowania zamiast czucia. Bo jeśli dobrze rozumiem, to problem nie jest w samej numerologii, tylko w tym, jak do niej podchodzimy w rozkładzie. Czy ktoś wypracował jakiś sposób, żeby sprawdzić, czy wchodzi w intelektualizowanie? Jakiś sygnał ostrzegawczy?
