Ta metafora z ogniskiem wydaje mi się bardzo trafna właśnie dla pracy z cieniem bo ognisko rozpalasz świadomie, pilnujesz go i świadomie gasisz. Nie wychodzisz po prostu z lasu i mówisz "no bylam". mysle że to jest sedno tego, o czym mówimy od kilku postów xD
O rany, a sny po sesji z Księżycem to czesto cos znaczacego? Bo to mnie akurat bardzo ciekawi sny mam generalnie intensywne i zastanawiam się czy praca z cieniem przez karty mogłaby je jakoś... porzadkowac?
u mnie takie sny po sesjach zdarzają sie regularnie i nie mam wątpliwości że to nie przypadek ale to też może zależeć od tego jak bardzo angażujesz się emocjonalnie w sesje. jak robisz czytanie mechanicznie, to i sny są spokojne. jak wchodzisz głębiej, to nocą dostajesz resztę materiału
Wracam na chwilę do tematu podróży, bo trochę odpłynęliśmy - to co mówi Teofilka o tym że "nocą dostajemy resztę materialu" brzmi jak kolejny argument za tym żeby jednak robić takie sesje wczesniej w ciągu dnia, nie późno wieczorem, prawda? Szczególnie w hotelu, gdzie i tak warunki do snu są inne niż w domu.
tak, to jest praktyczny wniosek, który ma sens ale chce doprecyzowac jedna rzecz. rano albo w srodku dnia to nie tylko kwestia snow - przy pracy z cieniem ważne jest też to że masz rsztę dnia na "wytracenie" tego co wyciagnelas. sesja wieczorem to troche jak otwieranie duzego pliku tuz przzed zamknięciem systemu.
przegladam te rozmowę od pocczątku i mam jedno pytanie ktore mnie nurtuje - czy w ogole jest sens robic prace z cieniem samodzielnie przez karty, bez kogoś kto to z tobą obserwuje z zewnatrz? bo te wszystkie sygnały z ciala nieobecność, sny - ktoś z zewnatrz moglby powiedziec gdzie jest granica a sam siebie ciężko ocenic
Też o tym myślałam. Ale mam wrażenie że forum robi troche tę robote. Nie idealnie, bo nie widzimy się na żywo i nie znamy całego kontekstu - ale te pytania, które tu padają to właśnie jest ta zewnętrzna perspektywa, prawda? Ktoś pyta: "a czułaś to i tamto?" i nagle widzisz coś, czego sama byś nie zauważyła. 🙂
To mnie trochę uwalnia, szczerze mówiąc. Bo miałam wrażenie, że albo robię to "porzadnie" z kims, kto to ogarnia albo w ogóle nie powinnam zaczynać. Ale skala zamierzeń - to jest coś, o czym nie pomyslalam. Co to w praktyce znaczy, że sesja jest "skromniejsza"? Chodzi o to, że nie wchodzisz w zbyt głęboki materiał?
No coś ty, Odpowiem, bo to ważna roznica. Skromna sesja to taka, gdzie masz z góry ustalone granice - jedno pytanie, jedna karta określony czas. nie kopiesz głębiej niz zamierzałaś. Gleboka sesja to taka, gdzie idziesz za tym, co sie pojawia i nie wiesz z gory, gdzie skończysz. Pierwsza jest bezpieczna solo. Druga - niekoniecznie, szczególnie z kartaami cienia
Hmm, to co opisuje Dumortieryt z kartą, którą nie chcesz odłożyć - to u mnie byl zawsze najlepszy wskaźnik. Jak siadam z kartą i za szybkko odkładam, znaczy że jestem za bardzo w głowie. Jak nie mogę jej puścić, to znaczy że doktnelam czegoś prawdziwego. Ale trzeba na siebie uważać wlasnie wtedy.
nie rozumiem do końca - to znaczy, że ta trudnosc z odłożeniem karty jest dobra czy zła? Trochę brzmi jak ostrzeżenie, a troche jak potwierdzenie że sesja działa.
I wlasnie dlatego rytual zamknięcia jest ważniejszy niz rytuał otwarcia, moim zdaniem. Otwarcie to zaproszenie możesz je zrobic prosto. ale zamknięcie musi byc intencjonalne. Szczególnie jeśli jesteś w podróży i za chwilę idziesz na lotnisko albo na spotkanie - ciało musi wiedzieć, że to sie skończyło 😛
O rany, to jest świetne pytanie i w sumie odpowiedź jest prostsza niż myślisz - rytual zamknięcia nie musi byc widoczny moze być wewnetrzny. Trzy powolne oddechy świadome przekładanie kart z powrotem twarzą do dołu jedno zdanie wypowiedziane w myśli. ciało uczy się tego rytmu i zaczyna go rozpoznawać niezaleznie od miejsca.
No dobra, mogę tu coś dodać z trochę innej strony? Przy pracy z czakrami i energia uczono mnie, że fizyczny gest kotwiczący dziala nawet jeśli jest minimalistyczny. Może to być dotkniecie nadgarstka, ulozenie dłoni plasko na stole, cokolwiek co robisz za kazdym razem i tylko wtedy. Ciało zapamiętuje. Po jakimś czasie sam gest wystarczy
Byłem sceptyczny wobec takich gestów, ale muszę przyznac że to działa. Sam używam czegos podobnego przy sesjach z runami - konkretny sposób składania rąk na końcu. Głupio to brzmi opisane wprost ale po kilku miesiącach naprawdę czujesz że cos się zamknelo.
Mam pytanie do całej tej dyskusji o zamykaniu - czy dotyczy to tylko kart cienia, czy każdej sesji z tarotem? Bo czytam to od dłuższego czasu i zastanawiam się, czy robiłem to za lekko przy normalnych czytaniach.
Chcę zebrać to, co tu padło, bo trochę też dla siebie - mamy więc: skala intencji (skromna vs głęboka), sygnały z ciała jako wskaźnik granic, zamknięcie ważniejsze niż otwarcie, i wlasny gest kotwiczacy jakko coś co idzie ze mna niezależnie od miejsca. To jest zestaw, który mogę zabrać w podróż. Ale mam jeszcze jedno pytanie, którego nikt nie ruszył - co z samymi kartami? Czy talia, z którą pracujesz z cieniem, powinna być "dedykowana" do tej pracy, czy możesz używać jednej do wszystkiego?
Oj tam, to zestawienie Balbinki jest naprawde pomocne. Ale mam wrażenie, że wciąż krążymy wokol kwestii od kiedy wchodzic w pracę z cieniem w ogole. Bo ok, mam gest kotwiczący, mam skrmna sesję - ale czy jest jakiś moment, sygnał że jestem gotowy? Czy po prostu zaczynam i widzę? 🙁
To ciekawe co mówi Teofilka, bo ja mam taka karte. Hierofant. Zawsze mi coś w nim siedzi. Odkłaadm i staram się nie myśleć. Może to jest właśnie ten moment, zeby zapytac siebie dlaczego - zamiast omijać. 🙂
Hierofant jako cień - to ma sens. Szczególnie jeśli duzo podróżujesz i nie masz stałego rytmu, domu, struktury. On jest właśnie o tym: zasadach, autorytetach, tradycji. Co cię w nim drażni - że jest zbyt sztywny, czy cos innego? 😛
to co teraz napisałaś jest wazniejsze niz cały rytuał otwarcia i zamknięcia razem wzięty. Wlasnie to jest praca z cieeniem - nie ciagniecie kart, tylko to zdanie: tęsknię za strukturą i jej nie chcę naraz. hierofant pokazuje ci napiecie które już w sobie nosisz.
Ciekawa obserwacja z tym Hierofantem. Tylko chce coś podważyć - czy to nie jest interpretacja nałożona na karte post factum? Tzn. czy Balbinka nie zaczęła draznic się na tę kartę dlatego że karta ją drazni, czy dlatego, że teraz wpisujemy w to gotową narrację?
Mam pytanie trochę z boku - skoro cien jest w reakcji a nie w karcie, to czy w ogole ma sens mowic o "pracy z cieniem przeez karty" zamiast po prostu "pracy z własnymi reakcjami"? Karty są tu tylo pretekstem?
A czy ta "forma" którą daje karta moze czasem dać zły ksztalt? Tzn. czy karta może skierować pracę z cieniem w złą strone zamknąć cos co powinno zostać otwarte? 🙂
Dziennik - to wraca. Kilka osob wczesniej to mowilo i ja faktycznie to robię, ale nie konsekwentnie. Zapisuję sesje kiedy wydaje mi się że coś było ważne, a pomijam te "zwykłe". Teraz mysle, że może te zwykłe są ważniejsze bo nie mam wobec nich oczekiwań
to jest naprawdę trafna obserwacja. Wzorce widać w tym co powtarzalne, nie w tym co intensywne. Jak zapisujesz tylko te "ważne" sesje, to widzisz tylko szczyty, a nie to co między nimi. A cień często zyje właśnie między szczytami
Zapisuję kazda sesję od jakiegoś czasu i mogę potwierdzić - dopiero po kilku miesiącach zacząłem widzieć, że pewne karty wracają w określonych sytuacjach. nie byłbym w stanie tego dostrzec bez notatek. To nie jest od razu widoczne.
