Chciałam założyć ten temat, bo ostatnio coraz czesciej podczas czytań trafiają mi się karty, które wprost krzyczą o pracy z cieniem - Diabel Ksiezyc, odwrócona Sprawiedliwość. I zamiast je omijać albo traktować jako "zle znaki", zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam z nimi właśnie pracować glebiej. Czy ktoś z was świadomie siada z takimi kartami i pyta siebie: co to we mnie budzi? Mam też drugie pytanie trochę bardziej praktyczne - moja praca wiąże się z ciągłymi wyjazdami i zmianami miejsca, więc zastanawiam się, czy w ogóle można mieć jakieś stałe rytuały przy pracy z tarotem skoro nie ma się jednego miejsca. czy tarot "działa" tak samo w podróży?
Praca z cieniem przz tarot to temat który naprawde rzadko pojawia się w takiej formie - nie jako "wyszła mi zła karta, co to znaczy", tylko wlasnie jkao celowe siedzenie z tymi kartami. I bardzo dobrze że go poruszasz. ale mam do ciebie pytanie od razu: kiedy mówisz, ze te karty "krzyczą o pracy z cieniem" - czy to twoje przeczucie podczas czytania, czy masz jakis konkretny system, według ktorego to oceniasz? Bo to zmienia podejscie do dalszej rozmowy.
Mnie też bardzo ciekawi to pytanie o podróże. Sama pracuję z tarotem od kilku lat i zawsze miałam przekonanie, że potrzebuje swojego miejsca - zapalona świeczka, ten sam obrus, cisza. ale nigdy tego nie sprawdzałam w praktyce, bo nie mam takiej pracy jak autorka. Czy ktos naprawdę próbował robić poważniejsze czytania, nie te szybkie jednokartowe, ale właśnie pacę z cieniem w różnych miejscach? Ciekawi mnie, czy to jest kwestia nawyku czy czegoś wiecej.
Ja mam doświadczenie z praca w podróży i moge powiedziec że to jest bardziej kwestia tego, co masz w glowie niż gdzie siedzisz. przez dluzszy czas pracowałam z kartami w pociągach, w hotelach, raz nawet na lotnisku w poczekalni. Karty nie wiedzą gdize jesteś 🙂 Ale jedno co mi pomogło to mała chustka albo kawałek materiału, który rozkładam zawsze pod kartami. to taki sygnał dla siebie samej że "teraz zaczynamy". Nie musi być ołtarz
A wraacając do tej pracy z cieniem - co to właściwie znaczy "pracować" z kartą? Bo czytam temat i zastanawiam się, czy chodzi o to zeby tę kartę po prostu medytacyjnie kontemplować czy jest jakaś technika, jakieś pytania, ktore się zadaje? 🙂
No dobra okej, to co opisujesz - opór - jest wlasnie kluczem. Karty, ktore wzbudzają w nas niechęć, często pokazują cos, czego nie chcemy w sobie widzieć. I nie chodzi mi tu o magię w sensie doslownym, ale o to ze wybieramy te karty nieprzypadkowo. Jeśli Księżyc ciągle siada na pozycji "ukrytego" - zadałaś sobie pytanie, co ty sama przed soba ukrywasz? Nie co "karta mówi", ale co ty czujesz gdy na nią patrzysz?
Przepraszam że wchodze z boku ale chciałem zapytac o coś podstawowego. Zawsze slyszalem ze "zle" karty to nie znaczy zle ale nigdy nie rozumiałem jak to przełożyć na praktyke. Diabel, ktorego wspomniała autorka - co dokladnie widzicie w tej karcie jako cień? Bo dla mnie to zawsze bylo po prostu ostrzezenie
Powiem wprost, bo widze, ze rozmowa idzie troche w kierunku "wszystko to psychologia". Praca z cieniem w tradycji ezoterycznej ma glebszy wymiar niz samo zastanowienie sie nad soba przy kawie. Cień to konkretna koncepcja, ktora pochodzi z psychologii Junga, ale ezoteryka ją przejęła i rozbudowała. Księżyc w tarota to karta iluzji, ale też bramy do tego co nieswiadome - i to nieświadome niekoniecznie jest tylko "twoje". To moze byc coś co przenosisz z pokolenia na pokolenie. pytanie do was: czy ktokolwiek z was pracując z tymi kartami dotknął czegos, czego nie spodziewał się w sobie? 🙂
To co opisujesz, jest bardzo typowe dla rzetelnej pracy z cieniem. To nie jest znak, że coś poszlo nie tak - wręcz przeciwnie. Ale mam pytanie: czy robiłaś to sama bez żadnego zamknięcia rytuału, czy miałaś jakiś sposób na zakonczenie sesji?
to jest bardzo częsty blad przy tego rodzaju pracy. Otwarcie bez zamknieccia to jak wejście do pokoju i zostawienie otwartych drzwi. To co "wyszło" zostaje z toba bez żadnej formy przepracowania ani zakończenia. i tutaj znowu wracamy do twojego pytania o podróże - właśnie dlatego rytuał zamkniecia jest tak samo ważny jak samo czytanie, a moze nawet ważniejszy i da się go robić wszedzie nawet w hotelu 😉
A jak wygląda takie zamknięcie? Doslownie co się robi? Mam wrazenie, że w internecie jest duzo o tym jak zaczac czytanie, a prawie nic o tym jak je skończyć.
Dorzuce coś od siebie bo temmat dotyczy tez podrozy. Pracuje z kilkoma systemaim i z doświadczenia wiem że to co nazywamy "rytuałem", moze być zredukowane do absolutnego minimum i nadl spełniać funkcję. dla mnie trzy rzeczy sa przenosne zawsze: oddech jako sygnal otwarcia konkretna intencja wypowiedziana w myslach, i gest zamkniecia - doslownie zlozone dlonie albo trzy uderzenia w blat. Żadnych swieczek zadnego miejsca. Pytanie do autorki wątku: czy twoja praca w podróży to wyjazdy kilkudniowe czy długotrwałe przebywanie poza domem?
Sledze ten wątek i muszę powiedziec że mnie też dopadl ten problem z pracą w podrozy, tylko u mnie to był wyjazd służbowy i z glupoty probowalem robić poważniejsze czytanie w pokoju hotelowym bez zadnego przygotowania. Skonczylo się tym, że przez dwa dni miałem dziwny niepokój i nie moglem skupic się na niczym. Nie wiem czy to zbieżność ale od tamtej pory jak jestem w trasie to robię tylko jednokartowe czytania i zawsze z tym zamknięciem o którym tu piszecie. Roznica jest wyrazna 🙂
I wiecie co, ten dyskomfort przez kilka dni to był sygnał, że cos zostało otwarte. dopiero jak zrobiłem coś w rodzaju zamknięcia - po prostu usiadłem, poświęciłem kilka minut na oddech i swiadomie powiedziałem sobie "koniec" - to przeszło. Więc to co mowi Gabka o tym sygnale slownym ma sens przynajmniej u mnie zadziałało.
Kurczę, czytam to wszystko i zaczyna mi się układać w calosc. czyli błąd polegał na tym, że zrobiłam coś intensywnego bez żadnego buforu na koniec. Ale mam pytanie do tych, którzy pracują w podróży - czy to zamkniecie da się zrobić na przykład w samochodzie, na parkingu? Doslownie pytam o warunki.
Oj tam, robiłam zamknięcie w toalecie na stacji benzynowej więc tak da się wszędzie. Serio. Chodzi o skupienie przez minutę, nie o miejsce.
Hmm, zgadzam się z Teofilka. Ale powiem więcej - przy pracy w podrozy warto miec to zamknięcie nawet prostsze niż zazwyczaj bo wlasnie wtedy łatwo je pominac. Jak jest za proste to je zrobisz. Jak wymaga warunkow, to znajdziesz wymówkę
Kurcze, a wlasnie - co to znaczy "fizyczny gest"? Martusia możesz byc bardziej konkretna? Bo zaczynam sie bać, że wchodzimy w poziom, który dla kogos pracującego w hoteelu po calym dniu pracy po prostu nie jest realny.
No dobra przepraszam ze znowu wchodzę z podstawowym pytaniem ale musze dopytać. To "odcięcie" gestem - to jest cos co macie z jakiejs konkretnej tradycji, czy kazdy to wymyslil sam dla siebie? Pytam, bo nie chce robić czegos bez rozumienia skad pochodzi.
Ojej, dorzucę coś z trochę innej strony bo zerkam na tę rozmowe o zamknieciach i zastanawiam się, czy pzry prracy z cieniem nie pomogłoby tez uziemienie po sesji. U mie zawsze po trudniejszej pracy wychodze boso na ziemię albo trzymam przez chwilę kamien - cos fizycznego co sprowadza z powrotem do ciała w podróży kamień łatwo miec przy sobie. 🙂
Okej, to zaczynam widzieć jakiś konkretny zestaw dla siebie: jeden kamień, który zna moje sesje, proste słowne zamknięcie, gest jesli to jest głębsza praca. To brzmi jak coś co naprawdę mogę mieć w kieszeni spodni. Ale wracając do samej pracy z cieniem bo trochę odpyłnęliśmy - czy ktoś ma jakieś przemyślenia o tym, jak długo powinna trwać jedna taka sesja? Bo moje z Diabłem było za długie i za intensywne jak mysle teraz wstecz.
No coś ty, to jest bardzo ważne pytanie i ciesze sie, ze wrocilas do sedna. Nie ma jednej odpowiedzi ale powiem co obserwuje: lepiej robić krótsze sesje regularnie niż jedna wielką, z ktorej wychodzisz roztrzęsiona. Cien nie ucieka, można do niego wracac etapami.
A skad wiadomo, że sesja jesst "za intensywna"? Czy jest jkais znak w trakcie ktory mówi "zatrzymaj się", czy to widac dopeiro po wszystkim?
To co Czaromira opisuje brzmi dokładnie jak to co mi się przytrafiło po tej sesji z Diablem. Ta "nieobecność" - tak. Jakbys była w dwóch miejscach jednocześnie i żadne z nich nie bylo do końca twoje. Wiec to nie jest tylko mój przypadek?
Nie, to nie jest tylko wasz przypadek. Ale chce tutaj cos doprecyzować bo czuje, ze idziemy w kierunku, ktory może byc mylący. Ta "nieobecność" to nie jest zjawisko nadprzyrodzone - to jest po prostu stan, w ktormy psychika nie zamknęła procesu cień wymaga domknięcia, bo inaczej materiał psychiczny zotaje aktywny. To ma całkkiem racjonalne wytłumaczenie bez sięgania po energetyczne ramy 😀
Rozumiem punkt Hilka, ale chcę zapytać konkretnie Balbinki - ktory z tych jezykkow bardziej do ciebie trafia? Bo to może decydować o tym, jak zbudujesz swoja praktykę w podrozy. jesli psychologiczny, to domknięcie sesji to cos jak zamknięcie rozdziału w ksiazce. Jesli energetyczny, to bardziej jak wygaszenie ogniska. Obie metafory prowadza do tego samego zachowania, ale motywacja jest różna. 🙂
Szczere pytanie o mój pryzmat - nie wiem jeszcze. Chyba oba mnie przyciągają z różnych powodów. Ale metafora z ogniskiem jest dla mnie bardziej intuicyjna jeśli o tym mówisz. Może dlatego, że w podróży fizyczne obrazy dzialaja na mnie lepiej niż abstrakcyjne?
