Ten rytm przedmiotu o którym pisze Adept - to mi coś uruchomiło. mam jeden notes ktory wożę ze sobą od dłuższego czasu, ale nigdy go nie myślałam jako czegoś rytualnego. był po prostu notes. A moze wlasnie o to chodzi - że nie muszę budowac miejsca, tylko budowac przedmiot?
ale czy to nie jest trochę uproszczenie? Bo notes to notes, a rytuał to rytual. Pytam szczerze - czy sam fakt zapisywania w tym samym zeszycie daje jakiś efekt pracy z cieniem, czy to tylko kwestia wygody i organizacji?
Ale poczekajcie - to znaczy że wystarczy miec notes i długopis zeby robic prace z cieniem? Bez żadnego przygotowania, intencji, czegoś wiecej? Jakoś mi to nie siada 🙂
A czy ta postawa, o której mówi Martusia, może się po prostu... wytworzyć sama przez powtarzanie? Tzn. ze najpierw robisz mechanicznie, a potem to naprawde staje się rytuałem?
Ale czy to nie jest po prostu efekt przyzwyczajenia a nie czegoś glebszego? bo to co opisujecie - notes, długopis powtarzalnosc - to brzmi jak budowanie nawyku poznawczego. Psychologia behawioralna powiedziałaby dokladnie to samo bez zadnego odwoływania sie do cienia albo rytualu.
Obserwuję tę dyskusje i myślę o Hierofancie - wracam do niego, bo on tu pasuje. Moje wahanie wobec struktury, o ktorym pisałam wcześniej - może właśnie dlatego tak trudno mi zbudować staly rytuał. Nie tylko dlatego że dużo podróżuję. Tylko dlatego że jakaś część mnie opiera się samej idei "robię to zawsze tak samo". czy ktoś z Was pracuje z cieniem bez stałego rytuału i czy to w ogole da się pogodzić?
