Ja bym tu dodała że karty same z siebie chronią przed tym - jak energia jest zaburzona, to układ kart też to pokaże i po prostu odczyt nie będzie działał. Myślę że karty są wrażliwe na stan czytającego i same sygnalizują że coś jest nie tak.
No ale przecież każdy kto czyta karty wie że energia ma znaczenie - to nie jest żadna nowość. Nie mówię że się nie trzeba starać, tylko że jest jakiś mechanizm ochronny.
Taurus ma rację i to jest kwestia odpowiedzialności zawodowej, nie tylko duchowej. W runach mam podobne pytanie do siebie - ale nigdy nie zakładam że kamienie 'same coś naprawią'. To ja jestem odpowiedzialna za to co wychodzi z mojego kanału, nie artefakt.
To 'przesuwam' - czyli przekładasz sesję z klientem? A klient wie dlaczego? Czy po prostu mówisz że masz problem techniczny albo coś?
Czyli mówimy już o trzech rodzajach winy w kontekście tarota komercyjnego: wina za poprzednią sesję, wina za bieżący stan emocjonalny, i teraz wina za decyzję o przełożeniu. To się jakoś nie upraszcza.
To się uczy, ale przez błędy. Przez te sesje gdzie usiadłeś i dopiero w połowie zorientowałeś się że nie byłeś obecny. Retroaktywnie. I potem zaczynasz wcześniej rozpoznawać ten stan.
Ale ja się cofnę do tego co Taurus powiedział o kartach jako mechanizmie ochronnym. On uznał to za zwalnianie z odpowiedzialności. Ja nadal uważam że to nie jest tak zero-jedynkowe. Czy naprawdę ktoś z tu piszących nigdy nie miał sesji gdzie układ sam w sobie zasugerował że coś jest nie tak? Że może to nie jest moment?
Wiec co - powinno sie mowic klientowi z gory cos w stylu 'mam dziś ciężki dzien, sesja może byc gorsza'? Bo to brzmi absurdalnie. Nikt by nie szedl do lekarza ktory mowi na wstepie 'słabiej dziś myśle'.
Mnie to przypomina trochę rytuały gdzie przygotowanie jest połową roboty. Jak wchodzisz w coś z rozproszonym stanem - magia, medytacja, czytanie - to ta pierwsza chwila ustawia cały kontekst. Czy ktoś tu pracuje z jakimś rytuałem wejścia przed sesją komercyjną? Bo może to jest część odpowiedzi na pytanie z tytułu.
I właśnie o to mi chodziło kiedy pytałam o rytuał wejścia - nie jako magiczny reset, ale jako punkt decyzyjny. Zatrzymujesz się, sprawdzasz co jest, i dopiero wtedy decydujesz czy siadasz czy nie. To jest moment gdzie pytanie z tytułu wątku się rozstrzyga - nie przed, nie w trakcie, ale właśnie w tym przejściu.
Mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś tu próbował kiedyś postawić karty właśnie na temat tej winy? Nie na temat sesji, tylko na temat samej winy którą czujesz? Czy to w ogóle miałoby sens?
Wracam do tego co mówiłam wcześniej o kliencie bo mam wrażenie że ta rozmowa odchodzi za daleko w stronę wewnętrznej pracy czytającego, a ja nadal nie mam odpowiedzi - co klient ma z tego wszystkiego? Jeśli czytający ma winę i mimo to siada, i daje gorszy odczyt, to klient za to płaci. I nie wie że płaci za coś gorszego. To nie jest tylko problem emocjonalny, to jest problem uczciwy wobec kogoś kto zaufał.
Ale Taurus, jak klient ma w ogóle ocenić czy dostał rzetelny odczyt? On nie wie jak wygląda 'dobry' odczyt od tego konkretnego czytającego. Może byłam u kogoś kto miał właśnie taki trudny dzień i stwierdziłam że to po prostu tarot jest taki. Nie mam punktu odniesienia.
No i to jest moze najwazniejszy problem w tym wątku? Ze klient jest troche bezradny i musi ufac. I ta asymetria informacji jest wbudowana w sam charakter usługi. Nikt nie sprawdza certyfikatu emocjonalnego czytajacego przed sesja.
A jak wy w ogóle odróżniacie na bieżąco, czy interpretacja pochodzi z naprawdę uziemionego miejsca, czy właśnie z tego zamąconego emocjonalnie? Bo z zewnątrz brzmi to tak, jakbyście mieli jakiś wewnętrzny miernik. Czy on naprawdę działa?
Słucham tej dyskusji i zaczynam się zastanawiać czy wina w kontekście czytania dla klientów i wina w kontekście czytania dla siebie to jest w ogóle ten sam temat. Bo przy sobie możesz się mylić do woli, nikt nie ponosi konsekwencji. Przy kimś obcym to jest zupełnie inny ciężar.
