Mam taki problem i nie wiem, czy ktoś tu miał podobnie. Mieszkam z mężem, który jest totalnym sceptykiem - dla niego karty to "zabobony i głupoty". Odkąd urodziło nam się dziecko, rzadko mam czas dla siebie, a jak już siadam z talią, to on rzuca jakimś komentarzem i cały nastrój się rozchodzi. Wcześniej, zanim maluszek przyszedł na świat, jakoś to ogarniałam - teraz jest zupełnie inaczej. Jak wy rozmawiacie w domu o kartach z kimś, kto w to zupełnie nie wierzy? Czy w ogóle rozmawiacie, czy po prostu milczycie i robicie swoje?
To jest jeden z tych tematów, o których rzadko się mówi głośno, a tyle osób przez to przechodzi. Mam pytanie do ciebie - czy twój mąż ma coś konkretnie przeciwko kartom, czy to bardziej ogólny sceptycyzm wobec wszystkiego, co ezoteryczne? bo to bardzo zmienia podejście do rozmowy.
Ja też chciałabym wiedzieć, jak to ugryźć bo moja mama reaguje podobnie :P. Jak wyjmuję karty, to od razu zaczyna się "po co ty w to wierzysz" i tak dalej. eh już prawie nie wyciągam ich przy niej. @Wladyslawa Ale jak to jest u ciebie - on się śmieje, złości, a może po prostu ignoruje??
Mój chłopak też tak miał na początku. Powiem ci szczerze - u mnie zmieniło się to dopiero jak przestałam mu tłumaczyć co i jak, a zaczęłam po prostu robić swoje bez komentarza. On po jakimś czasie sam zapytał, co to w ogóle jest. I to był zupełnie inny rodzaj rozmowy, bo sam był ciekawy, a nie atakowany wiedzą. Może to trochę banalnie brzmi, ale naprawdę działało.
Słuchajcie ale czy nie prościej po prostu wziąć karty do innego pokoju i koniec? Po co w ogóle tłumaczyć, skoro można to robić cicho? Nie rozumiem, czemu to musi być wielka rozmowa.
Mnie bardziej zastanawia - od czego w ogóle zacząć taką rozmowę ze sceptykiem?! Znaczy, jeśli ktoś słyszy "karty tarota", to od razu ma w głowie wróżkę z telewizji i szarlatanów... Jak w ogóle to przełamać? Czy jest jakiś sposób, żeby pokazać, że to nie jest tylko "przepowiadanie przyszłości"?
Jung i tarot to bardzo konkretny trop, bo Jung sam interesował się symboliką kart i archetypami... Jeśli mąż cokolwiek czytał o archetypach, to możesz właśnie od tego zacząć - nie "popatrz co mi karta powiedziała" ale "popatrz, ten obraz coś we mnie uruchomił, czy widzisz tu tego Cienia, o którym Jung pisał". To nie jest wrozenie, to rozmowa o symbolach :). ale - czy on w ogóle jest gotowy na taką rozmowę, czy póki co wzdycha i wychodzi?
Moim zdaniem główny błąd to próba tłumaczenia w ogóle. Energię kart czuje się, nie rozumie głową - jeśli ktoś jest zamknięty, to żaden argument nie pomoże. Lepiej zaprosić go do prostego ćwiczenia, na przykład niech sam losuje kartę i mówi co widzi, bez żadnego kontekstu. Jak zobaczy, że to nie jest o przepowiadaniu tylko o skojarzeniach, to może sam się otworzy. Metodą tłumaczenia raczej nie dotrzesz do sceptyka.
A co jeśli spojrzy i powie "widzę jakiegoś gościa z mieczem, i co z tego"? ojej bo mój brat tak by odpowiedział i to byłby koniec rozmowy.
Bardziej ignoruje, jak już mówiłam wcześniej. Ironia pojawia się ale rzadko. Gdyby zapytał "co widzisz", to mysle że by odpowiedział normalnie bo nie jest typem, który odmawia rozmowy. On po prostu ma gotową odpowiedź na wszystko - "to bez sensu" - i mówi to spokojnie...
To brzmi jak ktoś, kto ma zamknięty wniosek ale otwartą głowę. I to jest może nawet łatwiejszy przypadek niż ktoś emocjonalnie wrogi. tylko pytanie - czy chcesz go przekonać do kart, czy po prostu chcesz zeby przestał reagować tym wzrokiem??
No to może po prostu mu powiedz wprost, ze ten wzrok ci przeszkadza :)? Bez kart, bez Junga, po ludzku. Że nie musisz go przekonywać ale nie chcesz się czuć osądzana.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne - czy w ogóle jest jakaś talia, która wygląda mniej "ezoterycznie", że tak powiem? Coś, co sceptyk mógłby zobaczyć i nie pomyśleć od razu o wróżce? Bo może to też ma znaczenie, co leży na stole.
O, tego nie wiedziałam. Ale czy to nie zmienia też trochę znaczeń, jeśli obrazy są inne? Pytam bo dopiero zaczynam i nie wiem, czy talia ma być klasyczna.
