ja po każdej sesji wychodzę na chwile do innego pokoju albo wychylam się przez okno. coś w tym przejściu przez próg. nie wiem czy to fizjologia czy coś innego ale faktycznie czuję że to kończy temat.
To jest ciekawe że mówicie o zamknięciu przez ruch albo wyjście z pokoju. Bo ja właśnie siedzę w tym samym miejscu potem jeszcze długo, bo to salon i nie mam dokąd pójść. Może to jest jeden z powodów dla których to we mnie zostaje?
To co opisujecie z tym salonem jest klasycznym problemem kontekstu przestrzennego. Mózg koduje stany razem z miejscem i bodźcami zmysłowymi. Dlatego przestawienie mebli faktycznie może działać, ale nie dlatego że 'wydziela energię' tylko dlatego że dostaje inne sygnały wzrokowe. Podobnie działa zasłonięcie okna albo zmiana oświetlenia.
Wchodzę w wątek bo mam podobną sytuację do Danki. Czytam w kuchni przy stole bo nie mam innego miejsca. Przez długi czas miałam wrażenie że coś nie gra, a potem zaczęłam używać konkretnej ściereczki pod karty i okazało się że samo to coś zmienia. Jakby to było sygnałem dla mnie że 'tu i teraz to jest inne'.
To jest interesujące że mówicie o sygnałach zmysłowych. Ja akurat mam woreczek lawendowy przy kartach, ale nie wiem czy to działa bo wącham go przed sesją czy po prostu dlatego że go lubię. Jak to w ogóle sprawdzić?
Słuchajcie, wracając do pierwotnego problemu Danki - uczucie obserwowania przez sąsiadów. To nie wyszło jeszcze porządnie w rozmowie, ale to nie jest tylko kwestia zamknięcia czy otwarcia sesji. To jest kwestia tego co myślisz o sobie podczas sesji. Jeśli czujesz się z tym co robisz jakoś niepewnie, to sąsiedzi za ścianą stają się wygodnym miejscem gdzie możesz to uczucie 'przyczepić'. Nie mówię że tak jest u Danki, ale pytam wprost - czy to uczucie jest tylko przy sesjach dla innych czy też kiedy czytasz dla siebie?
No to zupełnie zmienia temat. Bo jeśli to wychodzi tylko przy innych osobach, to może chodzi o to że po prostu nie czujesz się pewnie przed tą osobą? Nie wiem, jakby musiałabyś wyglądać jak ekspert a nie jesteś i stąd ta presja? To nie byłby problem energetyczny tylko zwykły stres.
bo kierunek bodźca i jego interpretacja to dwie różne rzeczy. Jeśli jesteś skupiona na kartach i masz wzrok kogoś z boku lub naprzeciwko, twój układ nerwowy rejestruje uwagę skierowaną na ciebie, ale ty nie przypisujesz jej konkretnej osobie tylko temu co czujesz - czyli przestrzeni wokół. Nie jest to nic niezwykłego. Pytanie: czy czułaś to uczucie przez cały czas sesji, czy w konkretnych momentach?
To jest bardzo ważna obserwacja. Pauzy są właśnie tym momentem, kiedy nie masz na czym skupić uwagi - karta leży, jeszcze nie mówisz, i wtedy cała reszta wchodzi w pole świadomości. Siostra patrzy, ty to czujesz, i zamiast przypisać to jej, twój mózg szuka źródła gdzieś na zewnątrz bo ona jest 'swoja'. Czy jak wyjaśniasz kartę na głos, to to uczucie słabnie?
Mówienie na głos pomaga, ale to nie jest lekarstwo samo w sobie. Jeśli mówisz żeby uciszyć ten dyskomfort, to tylko przyklejasz plaster. Pytanie jest inne: dlaczego te pauzy są takie obciążające? To wraca do tego co mówiłam wcześniej o poczuciu że musisz wypaść dobrze. Pauza to moment kiedy nie produkujesz czegoś dla siostry i wtedy przychodzi niepewność.
Mogę zabrać głos w kwestii fizycznej? To uczucie bycia obserwowanym przez ścianę podczas skupionej uwagi na innej osobie - to jest aktywacja spinki termicznej w okolicach karku i tylnej części czaszki. Kiedy skupiasz się intensywnie i jednocześnie masz bodziec społeczny czyli kogoś wpatrzonego w ciebie, układ nerwowy może to przetwarzać jako zagrożenie z tył głowy. Dlatego piszesz że to z zewnątrz. Nie z przodu gdzie siedzi siostra, tylko z tyłu i z zewnątrz.
A to jest właśnie ciekawe, bo cała ta rozmowa zaczęła się od ochrony energetycznej, a wychodzi na to że może podstawowy problem to jest brak jakiegokolwiek sygnału startu. Nie ochrona jako taka, tylko po prostu że sesja się zaczyna i koniec, bez żadnej granicy. Czy to jest tak rozumiane w tarocie - że samo to przejście jest ochroną?
Sam fakt trzymania kart w dedykowanym miejscu to już jest pewna forma intencji. Pytanie jak to wygląda w praktyce: czy wyjmujesz je z szkatułki i od razu zaczynasz tasować, czy jest jakaś chwila przerwy między otwarciem szkatułki a pierwszym kontaktem z kartami? Ten moment może być twój.
To co mówi Janeczka przypomina mi jak sam zaczynałem - brałem karty i leciałem od razu do tasowania, a potem się dziwiłem że nie mogę się skupić. Dopiero jak zacząłem robić te kilka sekund zatrzymania po wyjęciu, to coś się zmieniło. Nie wiem czy to ochrona energetyczna w sensie dosłownym, ale sam efekt skupienia był wyraźny.
Sam gest na początku wystarczy. Intencja przychodzi z czasem, jak ciało zaczyna kojarzyć ten moment z przejściem. Na razie to może być dosłownie: wyjmujesz, odkładasz szkatułkę na bok, patrzysz przez chwilę na karty zanim je weźmiesz. To jest sygnał dla ciebie, nie dla kart.
Słuchajcie, ale czy to naprawdę ma aż takie znaczenie w kontekście tej ochrony o której był temat? Bo mi się zdaje że te rytuały wejścia to jedno, a poczucie bycia obserwowanym przez sąsiadów to drugie. Niekoniecznie jedno naprawia drugie, nie?
