Zastanawiam się nad czymś od jakiegoś czasu i chętnie poznam wasze zdania. Używam tarota, ale ostatnio coraz bardziej ciągnie mnie do runów i trochę do wyroczni. Problem jest taki, że każdy z tych systemów ma swoją logikę, swój sposób zadawania pytań, inaczej się układa rozkład. Czy w ogóle ma sens mieszanie tych tradycji w jednej sesji? Pytam też o coś bardziej konkretnego, bo ostatnio robiłem czytanie w sporym pośpiechu, bez normalnego skupienia, i zastanawiam się, czy taki rytuał cokolwiek wart, czy to była strata czasu.
Mieszanie systemów to temat, który budzi sporo kontrowersji nawet wśród doświadczonych wróżbitów. Ale zanim powiem co o tym myślę, chciałabym dopytać o ten pośpiech. Mówiłeś, że robiłeś czytanie bez skupienia. Czy to było losowe tasowanie i odkładanie kart, czy jednak przeszedłeś przez jakiś swój rytuał, tylko szybciej niż zwykle?
Kwestia pośpiechu wraca w zasadzie w każdej dyskusji o rytuałach i za każdym razem odpowiedź jest podobna. Skupienie to nie ozdoba, to fundament. Ale jednocześnie nie powiedziałabym, że takie czytanie jest bezwartościowe z automatu. To zależy od tego, co rozumiesz przez 'nie grało'. Czy karty były sprzeczne ze sobą, czy to był raczej twój wewnętrzny dyskomfort?
Mnie bardziej ciekawi ten wątek z mieszaniem systemów, bo sama próbowałam łączyć tarot z wyrocznią aniołów i zupełnie nie wiedziałam jak to spójnie czytać. Czy wy w ogóle robicie jeden rozkład kartami i uzupełniacie go runami, czy to są osobne pytania do każdego systemu?
Trochę przeskakujecie od mieszania systemów do pośpiechu i z powrotem, więc zacznę od tego co ważniejsze. Pośpiech podczas rytuału to nie jest tylko kwestia komfortu. W tradycjach, gdzie rytuał jest traktowany poważnie, intencja i skupienie to warunek konieczny, nie zalecenie. Jeśli głowa jest gdzie indziej, to pytanie, które zadajesz kartom, jest rozmyte. A rozmyte pytanie daje rozmytą odpowiedź, nawet jeśli układ kart wygląda spójnie.
Zgadzam się z Jaromira w kwestii skupienia, ale chciałam dopytać. Czy to znaczy, że takie czytanie jest absolutnie bez wartości, czy może ma jakąś częściową wartość? Bo znam osoby, które twierdzą, że zrobiły szybkie, impulsywne czytanie i wyciągnęły z niego naprawdę celną wskazówkę.
Słyszałam podobny argument wiele razy i mam mieszane odczucia. Bo z jednej strony skupienie i intencja mają znaczenie, z drugiej strony znam przypadki, gdzie ktoś robił czytanie w pełnej ceremonii, ze świecami, z oczyszczaniem talii, i wyciągał totalnie chybione wnioski. A ktoś inny pytał karty dosłownie na kolanie i trafiał. Więc może nie chodzi tylko o rytuał zewnętrzny?
Marchewka ma rację, ale to nie znaczy, że rytuał jest bez znaczenia. To znaczy, że sam rytuał zewnętrzny nie wystarczy bez wewnętrznego nastawienia. Świece i ceremonia mogą pomagać się skupić, ale nie zastąpią skupienia. I na odwrót, brak ceremonii nie dyskwalifikuje czytania, jeśli ktoś potrafi się skupić bez tych pomocy. Pytanie do Onufrego jest raczej takie: czy bez całej otoczki jesteś w stanie realnie wejść w odpowiedni stan?
Wracając do tematu mieszania systemów, bo to mnie też interesuje. Próbowałam łączyć Thoth z Rider-Waite i to już jest mieszanie w obrębie tarota. Te dwie talie mają zupełnie inną filozofię stojącą za kartami, inne korespondencje kabalistyczne, inne odwrócenia. I naprawdę czułam, że jak próbuję czytać Thoth metodami z RWS to coś zgrzyta. Więc pytam siebie, skoro to jest problem w obrębie jednego systemu, to jak to dopiero wygląda przy łączeniu tarota z runami?
Tarot i runy to jednak zupełnie inne języki symboliczne. Tarot wywodzi się z tradycji hermetyczno-kabalistycznej, runy ze skandynawskiego i germańskiego systemu. Próba czytania jednego przez pryzmat drugiego to jak tłumaczenie dosłowne między językami, które nie mają wspólnej gramatyki. Można coś wyciągnąć, ale dużo się traci po drodze.
Dokładnie to miałam na myśli. Ja nie byłam wystarczająco zaawansowana w żadnym z tych systemów, kiedy próbowałam je łączyć. I właśnie dlatego to nie zadziałało, a nie dlatego, że łączenie jest z zasady złe. Ale jak długo trzeba pracować z jednym systemem, żeby móc zacząć bezpiecznie sięgać po drugi?
Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, bo to nie kwestia czasu tylko głębokości rozumienia. Można przez rok codziennie ciągnąć karty i nie znać tarota. Można przez trzy miesiące naprawdę go studiować i mieć solidną podstawę. Ja bym powiedziała, że zanim zaczniesz mieszać systemy, powinnaś czuć, że jeden z nich mówi do ciebie swoim głosem, a nie że ty się go uczysz na pamięć.
A jak to jest z tymi tradycjami, które historycznie się przenikały? Bo np. złoty świt łączył kabałę, tarot, astrologię, hermetyzm w jeden spójny system. To też jest mieszanie, tylko wykonane przez kogoś, kto wiedział co robi. Może pytanie nie powinno brzmieć 'czy łączyć' tylko 'kto i w jaki sposób może łączyć'.
Przepraszam, że się wpycham z podstawowym pytaniem, ale czy jest jakaś konkretna kolejność, w jakiej lepiej zaczynać od tarota a potem iść w runy, czy to bez znaczenia? Pytam bo sama jestem na początku z tarotem i nie wiem czy w ogóle powinnam teraz myśleć o runach.
Czytam tę rozmowę o Thocie i mam pytanie, które mnie gryzie od jakiegoś czasu. Czy wy uważacie, że praca z konkretną talią wymaga też przyjęcia filozofii, która za nią stoi? Bo Thoth jest głęboko osadzony w Thelema i hermetyzmie. Czy można pracować z tą talią nie wchodząc w te systemy przekonań?
To mnie zastanawia przy runach jeszcze bardziej. Bo Starsza Futhark jest zakorzeniona w nordyckim światopoglądzie, w Yggdrasil, w koncepcji wyrd. Kiedy ciągnę Hagalaz, to czy mam myśleć o chaosie jako neutralnej sile kosmicznej, czy o chrześcijańskim pojmowaniu próby? Te interpretacje są różne i wynikają z różnych filozofii.
Jak dla mnie to najlepiej jest zacząć od runów, opanować je dobrze, a potem do każdej pozycji tarotowej dobierać odpowiadającą runę jako wzmocnienie. Kiedyś robiłem rozkład w ten sposób, że tarot dawał fabułę, a runy dawały energię każdej pozycji. Efekty były naprawdę wyraźne, polecam szczególnie kiedy pytanie dotyczy działania, nie tylko diagnozy.
Losowo ciągnąłem runy do każdej pozycji. Wiem, wiem, brzmi chaotycznie, ale w praktyce to wcale tak nie działało. Tarot dawał jakby ramę narracyjną, a runa doprecyzowywała energię w tej konkretnej pozycji. Hagalaz przy karcie reprezentującej sytuację zewnętrzną mówiła mi coś zupełnie innego niż Hagalaz przy pozycji dotyczącej moich zasobów wewnętrznych. Kontekst pozycji porządkował znaczenie runy.
Mam wrażenie, że to jest też jeden z powodów, dla których mieszanie systemów jest takie ryzykowne na wczesnym etapie. Nie chodzi tylko o znajomość symboliki obu systemów, ale właśnie o to, żeby mieć jasność co do swojego własnego podejścia. Kiedy sama zaczynałam z Thothem obok Ridera, to jeszcze nie wiedziałam, co w ogóle myślę o tym, jak karty działają. I ta niepewność metafizyczna nakładała się na niepewność interpretacyjną. To był przepis na mętlik.
Czytam tę wymianę i mam wrażenie, że wszyscy zakładają, że pośpiech to problem głównie skupienia. A ja uważam, że to też problem intencji. Kiedy robisz czytanie naprędce, to zazwyczaj masz za sobą jakiś konkretny impuls emocjonalny i to właśnie ten impuls kieruje odczytem. To może być prawdomównie, bo emocje nie kłamią, ale może też całkowicie zakrzywić interpretację. Zależy co w danej chwili czujesz.
Wrócę do wątku mieszania systemów, bo mi się wydaje, że właśnie zgubiliśmy jeden ważny aspekt. Onufry66 zaczął od pytania, czy pośpiech dyskwalifikuje rytuał całkowicie. Ale co to znaczy 'dyskwalifikuje'? Że nie da żadnej użytecznej informacji? Że jest energetycznie nieważny? To są dwa różne pytania i zależy od odpowiedzi na to, które właściwie zadajesz.
Przy łączeniu systemów ja zawsze robię tak, że najpierw zadaję pytanie kartom, a potem runami po prostu pytam o to samo, ale inaczej sformułowane. Coś w stylu, karta pokazuje mi kierunek, a runa pokazuje mi charakter drogi. I to zwykle się uzupełnia, rzadko sprzecza. Choć raz miałem sytuację, gdzie Wieża i Thurisaz razem w jednym dniu, i to było naprawdę mocne, wszystko się posypało.
Jaromir63 ma tu rysę. Sama długo myślałam, że Odyn i karty mówią mi coś dopełniającego, ale po prawdzie przez lata filtrowałam to co sprzeczne. Dopiero jak zapisywałam dokładnie przed interpretacją, a nie po, zobaczyłam jak bardzo naginałam. Notowania przed interpretacją to klucz.
no właśnie, i to jest ta pułapka zapisu po interpretacji. Ale nie trać tych notatek, bo nawet jeśli nie odtworzysz co padło, to możesz zobaczyć, jakie masz powtarzające się narracje. Ja jak przeglądałam swoje stare zapiski to zauważyłam, że przez rok prawie zawsze interpretowałam moje czytania jako 'czas czekania'. Niezależnie co padło. To też coś mówi, prawda?
to zależy od jednej rzeczy. Czy oba systemy interpretujesz ty, czy mają niezależną logikę, która wymusiła ten sam obraz? Bo jeśli to ty interpretujesz, to zgoda systemów nic nie dowodzi. Jeśli runa Hagalaz wypada przy karcie Wieży i oba symbolicznie korespondują z rozpadem, i nie wcisnąłeś tego na siłę, to masz coś realnego. Ale w pośpiechu granica między 'wymusił' a 'dopasowało się naturalnie' znika.
Wchodzę w ten wątek bo właśnie o tym mówię od dawna przy runach. Hagalaz i Wieża to jest akurat dobry przykład, bo to jest para, która naturalnie ze sobą koresponduje i łatwo zakładać, że 'pasuje', zanim się naprawdę zastanowi. Czy ktoś z was pracuje z parami kart i run, gdzie korespondencja jest nieoczywista? Bo moim zdaniem to jest prawdziwy sprawdzian, czy system działa razem czy tylko wygląda jakby działał.
Wracając do pytania Onufrego z początku, o pośpiech. Słuchajcie, ja się trochę nie zgodzę z tą linią, że pośpiech zawsze równa się błąd. Zdarzyło mi się robić szybkie czytania w bardzo konkretnych sytuacjach i miały sens. Może nie głęboki, ale sens. Czy naprawdę wszystko wymaga ceremonii?
