Właśnie. Czytałam ten wątek od początku i dopiero tu do mnie dotarło że Genio może mieć problem nie z wcieleniami i nie z samą talią, tylko z tym że nauczył sie kart przez pryzmat jednej osoby. To jest specyficzne. Większość z nas skleja system z kilku źródeł jednocześnie - książek, poradników, innych użytkowników. Uczenie się tylko od babci to jak nauka języka od jednej osoby i potem odkrycie że wszyscy mówią trochę inaczej.
to jest kwestia do Jagienki czy Czarownicy - czy można w ogóle mówić o jednym poprawnym odczycie karty, czy to zawsze jest kwestia szkoły? Bo mam wrażenie że debata nad systemem babci trochę zakłada że jest jakaś obiektywna interpretacja, od której ona odbiegała.
To jest trochę jak dostać gotową mapę bez samodzielnego chodzenia po terenie. oj mapa może być bardzo dobra ale jak się zgubisz to nie wiesz czy błąd jest w mapie czy w tobie. genio, czy ty w ogóle kiedyś próbowałeś czytać kartę bez odniesienia do tego co babcia mówiła? Tak czysto intuicyjnie?
O. To jest ważny moment. Pamiętasz co czułeś kiedy to zobaczyłeś po raz pierwszy? Czy to był spokój, czy niepokój czy coś zupełnie innego?
To ma znaczenie i to niemałe. Ciało często sygnalizuje autentyczność kontaktu z obrazem zanim głowa zdąży sklasyfikować co właściwie zobaczyłeś. Ulga przy własnym odczycie kontra napięcie przy Hierofancie z jej talii - to jest bardzo wyraźny kontrast. I chyba mówi sam za siebie.
No to wychodzi ze problemem nie jest wcielenie, nie jest talia jako taka, tylko to że Genio nie ma jeszcze własnego głosu w kartach a talia babci ten głos zagłusza. Dobrze rozumiem?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie gryzie: Genio mówił na początku o poprzednich wcieleniach. Teraz rozmawiamy o talii i systemie interpretacji. Czy gdzieś po drodze temat wcieleniowy zupełnie odpuściliśmy, czy on nadal jest gdzieś w tle?
Ale proste wyjaśnienie nie wyklucza głębszego, nie? to mogą być obie prawdy. Chociaż szczerze - Genio, czy ty sam jeszcze wierzysz że tu może chodzić o wcielenia, czy już nie?
To jest dobre pytanie na zakończenie tej gałęzi dyskusji. Bo jeśli Genio sam przestał w to wierzyć, to dalej ciągnięcie tropu wcieleniowego nie ma sensu. A jeśli nadal ma tę intuicję - to warto zostawić ją otwartą, nawet jeśli na razie idzie inną ścieżką.
Chyba obie prawdy mogą istnieć równolegle, ale uczciwie mówiąc - intuicja wcieleniowa gdzieś po drodze osłabła. To znaczy, nie znikła zupełnie ale przestała być pierwszą odpowiedzią. Teraz bardziej czuję ze to jest kwestia tego, czyim głosem czytam karty. A to już nie brzmi jak poprzednie życie, brzmi jak to.
I myślę ze to jest uczciwa obserwacja. kurcze ale mam do ciebie pytanie, bo mnie zastanawia jedna rzecz - czy ten głos babci w głowie pojawia się tylko przy Hierofancie czy przy innych kartach też? Bo jeśli tylko przy nim, to może jednak warto wrócić do tropu wcieleniowego dla tej jednej karty osobno.
Ciekawe że Kapłanka też. Bo to jest karta, która ma w sobie coś z przekazu ustnego, z tradycji. Może właśnie te karty związane z wiedzą i przekazywaniem są dla ciebie nabite jej obecnością bo to było jej pole - uczyła cię??
To ma sens. Ale wtedy pytanie jest inne - czy Genio chce te karty "odzyskać" dla siebie, czy może jest ok z tym że dla niego one będą zawsze troche jej kartami? Bo nie każde przypisanie musi być problemem. Może tak po prostu u niego działa.
No i wróciłeś do sedna. Czytanie przez cudzą lupę - to jest bardzo precyzyjne ujęcie. no dobra i to już nie jest kwestia wcieleniowa ani nawet energetyczna, to jest kwestia praktyczna. Jak się od niej odblokujesz przy tej konkretnej karcie??
To zmienia trochę kontekst całej rozmowy... Jeśli to jest praca dla siebie, to kwestia "cudzej lupy" jest ważna, ale nie pilna w sensie - nikt na tym nie ucierpi. Można podejść do tego powoli. Choć rozumiem że sam dyskomfort jest wystarczającym powodem zeby nad tym pracować.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które może jest naiwne - czy jak się zaczyna od nowa z inną talią, to te stare skojarzenia znikają same czy trzeba je jakos aktywnie przepracować? Bo mam wrażenie że samo kupienie nowych kart by nie wystarczyło.
Muszę tu trochę wyhamować ten optymizm wokół "nowej talii jako rozwiązania", bo w tym wątku kilkukrotnie to wracało jak refren. Nowa talia nie resetuje niczego. Genio sam powiedział że problem leży w skojarzeniach, a one są w nim, nie w kartonie. Zamiana talii bez pracy z samymi obrazami to jest zmiana tapety a nie malowanie ścian
Ha, zakopać w ogrodzie to nie jest taki zły pomysł symbolicznie 🙂 Ale rozumiem co masz na myśli. Czy Genio w ogóle brał pod uwagę jakieś rytualne zakończenie pracy z tą talią, niekoniecznie wyrzucenie, ale jakieś świadome zamknięcie? Bo może właśnie tego brakuje - jakiegoś gestu który by powiedział "ten rozdział z babcią się zamknął".
to pytanie o rytualne zakończenie w ogóle do mnie nie dotarło wcześniej jako opcja. hej myślałem o tym wyłącznie w kategorii "zmieniam talię albo nie zmieniam". hej ale co właściwie miałoby wyglądać jako świadome zamknięcie? Nie mam doświadczenia z rytuałami tego typu - u babci tego nie było, przynajmniej nie explicite
Właśnie to jest kluczowe pytanie i dobrze że sam je zadajesz. Rytualne zamknięcie nie musi być niczym skomplikowanym. Może to być po prostu moment, w którym świadomie mówisz - ta talia nosiła coś, czego już nie potrzebuję nosić. Czasem wystarczy jedno bardzo skupione siedzenie z kartami, przejście przez nie jedną po drugiej, i pożegnanie. Bez dramatyzmu. czy masz w ogóle jakiś rytuał który wiesz jak przeprowadzić?! Bo to też ma znaczenie - lepiej zrobić coś prostego co czujesz, niż skomplikowane co tylko wykonujesz.
To jest dobra obserwacja i myślę że zmienia kierunek szukania wyjścia. Jeśli problem jest wybiórczy - konkretne karty, konkretne skojarzenia - to praca powinna być tak samo konkretna. Nie z talią jako całością, tylko z tymi kilkoma kartami. Pytanie brzmi: czy kiedykolwiek próbowałeś siedzieć z Hierofantem albo z Kapłanką poza kontekstem czytania? Po prostu patrzeć na obraz?
Ja próbowałam czegoś podobnego przy innej okazji, nie z takim problemem jak Genio, ale - siedziałam z jedną kartą przez kilka wieczorów i rzeczywiście zaczęłam widzieć w niej inne rzeczy. Ale czy to wystarczy przy czymś tak zakotwiczonym jak wspomnienie konkretnej osoby? Tego nie wiem :P.
To co teraz powiedział Genio jest chyba najważniejszą rzeczą w całym wątku. Nie chodzi o talię, nie o rytuał, nie o to czy zmienić karty. Chodzi o to ze pewne symbole zostały mu podane jako gotowe i on nigdy nie miał z nimi własnej rozmowy. To moze dotyczyć nie tylko Hierofanta. no genio, jak myślisz - ile z twoich obecnych skojarzeń z kartami jest naprawdę twoje, a ile odziedziczone jako interpretacja gotowa do użycia?
