Chcę zapytać o coś, co mnie trochę uwiera od jakiegoś czasu... Korzystam z tarota regularnie, robię różne rozkłady, ale zauważam, że gdy pytam o relacje albo o konkretną osobę, to gdzieś w środku wiem już z góry, czego chcę żeby karty powiedziały :P. I wtedy interpretuję je tak, żeby pasowały do tego, co chcę usłyszeć. Chodzi mi o to, że cały czas mam w sobie to coś - takie poszukiwanie akceptacji, chęć żeby ta osoba mnie lubiła, żeby się mi przyglądała. I nie wiem, czy tarot może pomóc mi to przepracować, czy po prostu będę go dalej naciągać pod swoje życzenia. Czy ktoś robił rozkład stricte do pracy z intuicją, żeby właśnie odróżnić co jest prawdziwym wglądem, a co jest moim życzeniowym myśleniem?
to jest chyba jeden z trudniejszych momentów w pracy z tarotem - kiedy człowiek zaczyna widzieć że sam sobie rozkład "ustawia". ej powiedz mi jedno: czy to się zdarza tylko przy pytaniach o tę konkretną osobę czy generalnie kiedy temat jest emocjonalnie naładowany?!
to co opisujesz, to nie jest problem z tarotem, tylko z pytającym - i mówię to bez złośliwości bo sama przez to przechodziłam. Karty pokażą ci to, co im zadasz :D. Jeśli pytanie jest skrzywione, odpowiedź też będzie skrzywiona. ojej próbowałaś kiedyś robić rozkład nie pod kątem "czy ta osoba mnie lubi", tylko stricte pod kątem siebie? Na przykład: co we mnie sprawia, że szukam tej akceptacji?
Ja bym tu zaproponowała rozkład z Księżycową Kapłanką na środku jako kartą sygnifikator - ona świetnie otwiera kanał do podświadomości. Połóż ją intencyjnie i wokół niej ciągnij resztę. To naprawdę działa na uruchomienie wewnętrznego głosu.
intencja może brzmieć coś w stylu: "pokaż mi co napędza moje decyzje w tej relacji" albo "co we mnie szuka potwierdzenia i dlaczego". To jest inne niż pytanie o drugą osobę. Kierujesz uwagę do środka, nie na zewnątrz. Czy robiłaś kiedyś rozkład stricte o sobie, bez żadnego "on/ona/oni" w pytaniu?
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że to co opisuje autorka wątku, to klasyczny mechanizm - szukanie zewnętrznego potwierdzenia czegoś, co juz "wiemy" wewnętrznie, tylko boimy się temu zaufać. Ciekawe byłoby zobaczyć, jakie karty wychodzą gdy pytamy "czego sie boję usłyszeć" zamiast "co jest prawdą". Ktoś kiedyś tak pytał?
Ja raz zrobiłam rozkład z takim pytaniem i wyszła mi Wieża. bałam się jej strasznie, ale potem rzeczywiście coś runęło - i dobrze... Więc chyba w tym jest coś.
notuję sobie różne rozkłady od jakiegoś czasu i widziałam jeden ciekawy schemat trzech kart: pierwsza - co mówi mój umysł, druga - co mówi moje ciało/emocje, trzecia - co mówi intuicja. Chodzi o to, żeby zobaczyć, czy te trzy poziomy są spójne, czy nie. Jak są trzy różne energie, to wiesz że coś w środku jest porozbijane.
Ja bym powiedziała, że najlepiej w takich sytuacjach używać Wielkich Arkanów osobno, bez Małych. Wielkie Arkana są głębsze i nie dają się tak łatwo "naciągnąć" interpretacyjnie. Małe Arkana są zbyt codzienne i można je tłumaczyć na wiele sposobów.
Wróćcie moze do tego co napisała Lelja na początku - to zdanie o tym, że "coś w niej chce sie spodobać". To jest naprawdę ważne. Tarot może to pokazać, ale samo wyciągnięcie karty nic nie zmieni jeśli nie ma gotowości żeby to zobaczyć uczciwie. Czy robiłaś kiedyś rozkład z kimś drugim, kto by interpretował za ciebie? Czyli ty ciągniesz, ale ktoś inny mówi co widzi??
właśnie dlatego niektórzy polecają nagrywanie siebie podczas rozkładu i odsłuchiwanie po kilku dniach :P. kiedy emocje już opadną, słyszysz siebie z zewnątrz i często wyłapujesz miejsca, gdzie "doklejałaś" znaczenie. próbowałaś czegoś takiego?
całość od początku. To ważne, bo pierwsze słowa które wypowiadasz przy odkryciu karty - zanim zdążysz pomyśleć - są często najuczciwsze. Potem zaczyna się praca umysłu i tam właśnie wchodzi życzeniowe myślenie.
To jest naprawdę dobra metoda, potwierdzam z własnego doświadczenia. Pierwsza reakcja na kartę jest jak odruch - jeszcze niezabarwiony nadzieją. Odsłuchujesz po kilku dniach i słyszysz te pauzy, te miejsca gdzie głos trochę siada. Tam jest informacja.
Dokładnie. Bo jeśli za każdym razem przy tej samej karcie następuje taka sama "ulga" albo takie samo napięcie, to już nie jest przypadek - to jest wzorzec. I wtedy pytanie nie brzmi "co ta karta oznacza", tylko "dlaczego ja tak reaguję na tę kartę".
Ale żeby to porównywać, trzeba mieć bardzo dobrą pamięć kontekstu albo prowadzić dziennik rozkładów. Inaczej tracisz połowę informacji. Ja prowadzę od jakiegoś czasu i to naprawdę zmienia perspektywę - widać kiedy się kręcisz w kółko.
to jest właśnie ta różnica między dokumentowaniem a pracą z rozkładem. Samo zapisanie kart to archiwum. Ale jeśli nie ma reakcji emocjonalnej przy każdej pozycji, to za kilka tygodni nie masz z czym pracować.
Mam pytanie do całej tej dyskusji o nagrywaniu i dziennikach - czy ktoś próbował nie interpretować karty od razu, tylko ją po prostu opisać wizualnie? Co widzę, co jest na pierwszym planie, co w tle. bez żadnego znaczenia. Podobno to pomaga ominąć ten filtr "chcę konkretną odpowiedź".
Ale to jest trochę bez sensu jeśli jesteś z kartami od jakiegoś czasu, bo znaczeń już nie możesz nie znać - są gdzieś w głowie. Opis wizualny to dobra metoda dla początkujących, nie dla kogoś kto robi rozkłady od lat.
jeśli cel jest taki jak tu - kontakt z własną intuicją bez filtra wyuczonych znaczeń - to sugerowałbym talię radykalnie inną wizualnie. Taka, gdzie twój umysł nie może od razu przyporządkować obrazu do definicji... Dyskomfort który wtedy czujesz jest informacją sam w sobie. Pytanie co w tym dyskomforcie siedzi.
ja mam jedną talię i nigdy nie miałam drugiej. Ale to co mówicie o nasyceniu symbolem... czuję to :). Niektóre karty już w ogóle na mnie nie działają, bo za duzo razy je widziałam. szczególnie te które wychodzą często.
Przepraszam ze wchodzę z trochę boku - ale czy ktos próbował w takim rozkładzie do intuicji mieszać runy razem z kartami?? Pytam bo runy działają na mnie zupełnie inaczej niż tarot, są bardziej... surowe. Mam wrażenie, że trudniej im narzucić coś czego nie ma :).
Mam jedno ćwiczenie które stosowałam przy czakrach, ale myślę ze da się przełożyć. Przed rozkładem kilka minut skupienia na ciele - co czuję fizycznie, gdzie jest napięcie, gdzie luz. serio a potem po wyciągnięciu karty pytanie: co się zmieniło w ciele? Nie co myślę o karcie, tylko co poczułam w klatce piersiowej albo brzuchu. Czy to się wpisuje w to czego szuka autorka :)?
nie musi być zaawansowana praktyka. wystarczy że chwilę przed rozkładem zrobisz kilka wolnych oddechów i zapytasz siebie: jak się teraz czuję, skala od 1 do 10. Dosłownie jedno zdanie. To przestawia uwagę do środka, a nie na zewnątrz :D.
To jest dobre, ale mam wrażenie ze nam uciekło coś ważnego z wcześniejszej rozmowy :P. Lelja pisała że "coś w niej chce się im spodobać". I to jest konkretny mechanizm, nie tylko ogólny problem z intuicją. Czy rozkład do kontaktu z intuicją w ogóle dotknie tego mechanizmu jeśli on działa głębiej?
ale jak to wygląda praktycznie w rozkładzie? tzn. jeśli wyciągam kartę i czuję ulgę, to czy to znaczy że intuicja mi mówi "tak" dla tej sytuacji, czy że moja potrzeba akceptacji właśnie dostała potwierdzenie które chciała? no te dwa odczucia mogą być identyczne w ciele, nie?
Rozpoznaję bardzo dokładnie to "ale jednak". Właśnie to jest sygnał którego nie wiem co zrobić. Bo jak się pojawia, to już zaczęłam interpretować w jednym kierunku i trudno mi cofnąć. czy jest jakiś sposób żeby zatrzymać sie w tym momencie i zacząć od nowa zamiast brnąć dalej?
To "ale jednak" które opisujesz jest ważniejsze niż cała reszta rozkładu. Serio. Bo to jest ten moment kiedy intuicja przebija się przez to czego chciałaś. Problem z "zaczynaniem od nowa" jest taki że jest już za późno - pierwsza interpretacja zabarwiła wszystko co po niej. Lepsza strategia: zapisz to "ale jednak" jako osobną odpowiedź obok rozkładu. Nie walcz z nim, tylko go odnotuj.
