To jest bardzo uczciwe i ważne co mówisz. Skrócona wersja może wyglądać tak, że masz trzy stałe pozycje które znasz na pamięć i zawsze te same, i to trwa może dziesięć minut łącznie. Rozbudowany rozkład z notatkami to inna praktyka, nie zaczynaj od tego xD
Zgadzam się z Martynka_W i dodam, że stałe pozycje to jest właśnie klucz przy regularnej pracy. Kiedy za każdym razem masz ten sam układ, z czasem zaczynasz widzieć jak się zmienia to co wyciągasz na danej pozycji. I to jest ciekawsze niż jednorazowy wielki rozkład.
Hm, ale to trochę zakłada że tarot ma jakąś ciągłość, że kolejne rozkłady są ze sobą powiązane. Czy to nie jest naciągane? Bo karty za każdym razem są losowane od nowa, nie ma pamięci między sesjami poza tą którą ty sam wnosisz.
To co mówi Hania_W brzmi dla mnie jak prowadzenie dziennika tylko z ładniejszymi kartami. I mówię to bez złośliwości, serio. To chyba jest w porzadku jako format, prawda?
Kazik, właściwie tak to działa. I nie ma w tym nic złego. Przez te dwa lata co pisałam pracę, moje notatki przy kartach były bardziej konkretne niż cały dziennik który prowadziłam przez poprzedni rok. Coś w tym wizualnym bodźcu sprawiało że pisałam więcej i szczerzej.
To ciekawe co mówi Dianka58 i trochę wraca do tego co pisała Hania_W wcześniej o zaskoczeniu. czy myślisz że to właśnie przez to że karta zaskoczyla cie czymś nieoczekiwanym, pisalas więcej? Czy raczej sam rytuał wokół tego sprawiał ze brałaś to powazniej?
Wieża w takim kontekscie to sygnał że coś jest pod powierzchnią, że ta dobra passa może być złudzeniem albo że zmiana już się zbliża, tylko jeszcze jej nie widzisz. Tarot nie mówi ze będzie źle, mówi żebyś się przyjrzała dokładniej.
Przepraszam że wchodzę w ten wątek o Wieży, ale właśnie sobie uzmysłowiłam, że nie wiem kiedy karta jest ostrzezeniem a kiedy jest potwierdzeniem czegoś pozytywnego. Czy jest jakaś zasada jak to rozrozniac, szczególnie przy tych długoterminowych celach o których caly czas mówimy?
To jest bardzo praktyczne podejście i zupełnie inne niż to co znajdowałam w internetowych opisach kart. Większość stron pisze co karta 'znaczy', a tutaj mówisz żeby pytać co karta 'proponuje'. Czy to jest jakieś konkretne podejście czy sama tak wypracowałaś? 🙂
Dobra, ale to wszystko fajnie brzmi i chcę to wypróbować, tylko wracam do swojego pierwszego pytania z początku wątku. Czy ktoś to praktykował regularnie i zauważył że przy okazji pomogło z czymś takim jak wytrwałość przy celach gdzie motywacja spada? Bo o to mi od początku chodziło i trochę zgubiliśmy ten wątek.
Właśnie wróciłam do wątku i widzę że pytanie Florkaa trochę utknęło. Tak, praktykowałam regularnie przez kilkanaście miesiecy i to co zauważam przy celach długoterminowych, to że tarot nie daje mi motywacji, ale daje mi coś innego. Daje mi poczucie, że wracam do tematu. Sama decyzja zeby usiąść i pociągnąć kartę raz w tygodniu jest przypomnieniem, że ten cel jeszcze istnieje. I to chyba było ważniejsze niz jakakolwiek konkretna karta.
Okej, to jest to co chciałam usłyszeć. Ale mam do ciebie pytanie, bo mam wrażenie że coś pomijasz. Mówisz że sama decyzja żeby usiąść jest wazna, ale co jak nie możesz podjąć nawet tej decyzji? Co jak przez trzy tygodnie ci talia leży na półce i jej nawet nie dotknęłaś?
To jest kluczowe pytanie i nie ma ładnej odpowiedzi. Jeśli talia leży trzy tygodnie bo byłaś zajęta, to jest coś innego niż trzy tygodnie bo jesteś w takim stanie że nie możesz sięgnąć po nic. Czy Florkaa piszesz o tym pierwszym czy drugim? 😀
Szczerze? O tym drugim. I właściwie to troche dlatego napisałam ten watek. Na górze dodałam kontekst o tabletkach, nie wiem czy ktoś to zauważył, ale chodzi mi o to że jestem w momencie gdzie mam problem z regularnym działaniem w ogóle i zastanawiam się czy rytuał mógłby pomoc bardziej niż to co teraz biorę.
Widzę to zdanie o tabletkach i muszę powiedzieć wprost, że to nie jest temat na który powinnaś szukać odpowiedzi na forum ezoterycznym. To nie znaczy że tarot nie może ci pomagać, może. Ale jako dodatek, nie zamiennik. Czy rozmawiasz z kimś, lekarzem albo terapeutą, o tym co czujesz?
Tak, dokładnie o to mi chodzi. Nie zamierzam rzucać tabletek i zastąpić je kartami, przepraszam że to brzmiało tak. Pytam czy ktoś miał podobnie i czy regularna mała praktyka pomagała mu wrócić do codzienności. Niekoniecznie motywacja, bo motywacji nie mam, ale jakiś punkt zaczepienia.
Punkt zaczepienia to bardzo dobre określenie. Mam takie doświadczenie, ze kiedy wszystko inne wypadało z ręki, jedno małe dzialanie które dało się skończyć w dziesięć minut było czymś co sie liczyło. Nieważne czy to karta, czy wpisanie jednego zdania do notatnika. Czy przy tarocie chodzi ci o to ze sam akt ciągnięcia karty byłby tym małym zakończonym działaniem?
To co opisujesz jest bardzo znajome i myślę ze to nie jest problem z motywacja do celów, tylko z poczuciem ze cokolwiek w ogóle się dzieje. I tu tarot może mieć sens właśnie jako krotka pętla. Wyciagasz kartę, coś z tym robisz, konczy się. To jest kompletna sekwencja w jednej sesji. Ale mam pytanie, te cele długoterminowe to co to jest, praca, projekt osobisty, coś jeszcze?
To co pisze Piolun mi się bardzo zgadza. Dodam ze jak sam zaczynalem to pierwsze tygodnie wyciągałem jedną kartę dziennie i nic więcej, żadnego pytania, żadnej intterpretacji na sile. Po prostu rano jedną kartę i przez dzień zauważałem czy gdzieś się pojawia. I to mi dawalo coś do roboty bez presji ze musze osiagnac jakiś wynik.
Wracam do pytania Florkaa o wytrwałość bo chcę powiedzieć coś konkretnego. Jest kilka kart które często wyciągam jako temat tygodnia przy pracy nad długoterminowymi celami, nie jako wróżbę, tylko jako fokus. Ósemka Monet to jest karta mozolnej codziennej pracy, Pustelnik to karta samotnej drogi bez potwierdzenia z zewnątrz, Gwiazda to karta wytrzymywania kiedy nie widać efektów. Które z tych energii jest teraz dla ciebie najtrudniejsza?
Gwiazda to jest karta nadziei i uzdrowienia po trudnym czasie, pojawia się po Wieży w Wielkich Arkanach właśnie dlatego. Jeśli to jest karta która cię dotyczy, to może to znaczy że jesteś po jakimś trudnym etapie i teraz jest czas żeby po prostu trwać, nawet bez widocznych wyników.
Obie macie trochę racji i może zamiast rozstrzygać co Gwiazda 'znaczy' dla Florkaa, lepiej zapytać co ona sama czuje gdy patrzy na te kartę. Bo to jest właśnie to podejście o którym rozmawiałyśmy wcześniej, karta jako pytanie, nie diagnoza 🙂
Przepraszam że wchodzę, ale chcę zapytać bo jestem ciekawa. Czy to podejście gdzie patrzysz na kartę i pytasz co ty czujesz, daje inne wyniki niż po prostu prowadzenie dziennika bez kart? Co karta tu wnosi, skoro i tak w końcu chodzi o twoje odczucia?
To dobre pytanie, Chryzoprazko, i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Karta robi coś, czego czysty dziennik raczej nie robi, bo uruchamia obraz, który nie jest twój. Kiedy piszesz w dzienniku, zaczynasz już z jakimś kontekstem, z gotową narracją o sobie. Karta wrzuca ci coś zewnętrznego i zmusza do pytania, co ja z tym zrobię. To inne wejście w ten sam materiał.
Wracając do Florkaa i Gwiazdy, bo ta karta gdzieś tu utknęła. Mnie interesuje co Florkaa czuje patrząc na obraz, na to konkretne przedstawienie kobiety przy wodzie. Bo Gwiazda w różnych taliach wygląda bardzo roznie i to już zmienia odczucie.
Mam Rider-Waite i ta Gwiazda jest dla mnie spokojna. Taka cisza po czymś trudnym. Ale właśnie to jest dziwne, bo ja tej ciszy jeszcze nie czuję, bardziej czuję że utknęłam w środku czegoś, nie po.
Hmm, to co napisałaś jest ważniejsze niż cała interpretacja z książki. Ze karta pokazuje stan do którego chcesz dojść, a nie gdzie jesteś. I może to jest właśnie powód dla którego ją wyciagasz, nie jako opis, tylko jako kierunek.
