kurczę, tak, dokładnie to. I właśnie dlatego pytałam o wyciszenie się przed rozkładem, bo po rozkładzie jest u mnie jeszcze gorzej. Siedzę z kartami i ta głośna część zaraz zaczyna komentować każdą z nich. Chyba muszę mieć jakiś sposób na zakończenie rozkładu który będzie zamknięciem, a nie otwarciem kolejnej sesji. 😀
ehh, przy zamknięciu rozkładu ja mam taki zwyczaj że zapisuję jeden zdanie które zaczyna się od 'teraz wiem że'. nawet jeśli nie jestem pewna, to ten zapis wymusza jakieś domknięcie. Próbowałam z jednym zdaniem i nie ciągnie mnie potem do wyciągania kolejnych kart. Może spróbuj?
Ale zaraz, to jest naprawde ciekawe rozróznienie które Pajeczyna robi. Bo ja wlaśnie probowalem raz czytac 'z glosu' i skonczyło się na tym ze skakałem między interpretacjami i w ogóle nie wiedziałem czyj jest który wgląd. może własnie ta perspektywa obserwatora jest bezpieczniejsza przy takich rozkładach, szczególnie jeśli dopiero zaczynamy z tym tematem?
To co Pajeczyna mówi o różnicy między głosem a perspektywą obserwatora akurat mi bardzo pomaga. Bo moje dwie części to nie są jakieś abstrakcje, one naprawdę się odzywają i bardzo różnie. Jedna jest bardzo głośna i krytyczna, druga ledwo mówi. Martwię się że przy rozkładzie ta głośna zdominiuje całość, nawet jeśli wyciągam kartę 'dla tej cichej'. Czy ktoś miał taki problem że jedna część zagłusza drugą dosłownie podczas czytania?
to co opisujesz to jest bardzo konkretny problem i znam go z własnego doświadczenia. Mam jedno pytanie: czy ta głośna część komentuje karty zanim je odłożysz, czy dopiero jak zaczynasz interpretować? Bo to by dużo mówiło o tym w którym miejscu wchodzi i co z tym zrobić.
Czytam tę rozmowę i chce zapytać o coś co mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Skoro ta glośna część może zniekształcić odczyt, to czy nie lepiej po prostu zapisać kartę i nie interpretować jej od razu, tylko wrócić do niej po czasie kiedy emocje opadną? Nie wiem czy to coś zmienia, to pytanie do was
ej, to co Renia opisuje to jest właściwie stary pomysł na spowalnianie procesu czytania i ma sens ale chcę dopytać Sasankaa o jedną rzecz. Napisałaś że ta cicha część ledwo mówi. Czy ona wogóle pojawia się w kartach? Znaczy, czy kiedyś wyciągnęłaś coś i pomyślałaś 'to jej karta', czy ona jest dla ciebie w ogóle niewidoczna podczas rozkładu?
to co mówisz o tym poczuciu płytkości brzmi jak bardzo ważna wskazówka. ja mam podobnie z jedną moją wewnętrzną częścią, taką bardziej wycofaną, i zauważyłam że ona pojawia się właśnie w kartach kture na początku odrzucam albo które mi się nie podobają. jakby przychodziła przez tylne drzwi.
a czy można by zrobić cały rozkład tylko dla tej cichej cześci? tzn zapytac kart co ona ma do powiedzenia, takie przesłuchanie jej samej? Sasankaa, myślałaś o czymś takim?
no, to co Pajeczyna mówi mnie troche niepokoi, bo wydaje się że w takim razie ta głośna część zawsze wygra. Czy jest jakikolwiek sposób żeby to ominąć? Pytam serio, bo sama mam coś podobnego i czuję się trochę bezradna czytając tę rozmowę
Odłożyć. najlepiej poza zasięgiem wzroku. chodzi o to żeby te myśli miały gdzieś 'pójść', a nie żebyś na nie patrzyła podczas czytania. Ale Sasankaa, wracam do pytania które chciałam zadać wcześniej: kiedy mówiłaś że rozkłady wychodzą płytkie, to które pozycje wydają ci się szczególnie blade? Te dotyczące przyczyn, czy te dotyczące dalszej drogi? 🙁
Czekam na tę odpowiedź bo sama mam podobnie i nigdy nie umiałam tego nazwać. To 'płytkie' to świetne słowo na to co czuję po niektórych rozkładach.
Właśnie, ten obraz 'jednego głosu' jest bardzo celny. I teraz myślę o tym co Druidka zaproponowała wcześniej, ten rozkład tylko dla cichej części. Pajeczyna miała rację że głośna może przejąć interpretację, ale może dałoby się zrobić coś innego: zamiast pytać co cicha część ma do powiedzenia, zapytać karty jak się z nią skomunikować? Inne pytanie, inny kąt.
ej, tu jest coś wartego rozważenia. Pytanie 'jak się skomunikować' zakłada że słyszysz że jest problem z komunikacją, czyli już jesteś trochę z zewnatrz. To faktycznie inne ustawienie niż mówienie bezpośrednio w imieniu cichej cześci. Sasankaa, co ty o tym myślisz? Które z tych dwóch pytań bliżej opisuje to czego szukasz? 😉
To drugie. Zdecydowanie chcę wiedzieć jak słuchać, nie wyciągać z niej zeznań. Bo ona nie jest problemem, ona jest częścią mnie której nie słyszę, a nie czymś co muszę naprawić.
To co Sasankaa teraz powiedziała wydaje mi się kluczowe dla całego tematu. Jeśli dobrze rozumiem, to ten rozkład o samoopiece nie jest po to żeby zdiagnozować co jest nie tak, tylko żeby otworzyć jakiś kanał między tymi częściami? Pytam bo to zmienia to jak by wyglądały pytania do poszczególnych pozycji.
Egzorcystaa zadaje ważne pytanie i Baska_T też ma rację, ale te dwie rzeczy się nie wykluczają. Mozna zacząć od bardzo otwartej struktury, powiedzmy trzy karty bez z góry przypisanych pozycji, i dopiero po wyciągnieciu nadać każdej znaczenie wynikające z kontekstu. To jest metoda która daje więcej miejsca na to co nieoczekiwane. Sasankaa, próbowałaś kiedyś tak luźno?
Raz czy dwa, ale byłam z tego niezadowolona bo czułam że interpretacje są zbyt dowolne. Choć moze to właśnie ta glośna częsć się buntowała przeciwko braku kontroli? Teraz sama nie wiem.
Ten wątek o kontroli to jest coś. Bo jeśli głosna cześc potrzebuje struktury żeby się uspokoić, to może paradoksalnie danie jej z góry określonego schematu rozkladu jest właśnie sposobem na jej zmęczenie w pozytywnym sensie? Dajemy jej schemat, ona jest zajęta, cicha część dostaje troche przestrzeni
Sasankaa, mam pytanie które może być nie na miejscu ale zastanawiam się czy zanim wymyślicie idealną strukturę rozkładu, ona po prostu nie powinna usiąść z kartami i po prostu zobaczyć co się stanie. Bez planu. Czasem zbyt dużo planowania to też głośna część
To co Celestria napisała mnie trochę zatrzymało. Może faktycznie tyle gadamy o strukturze że już samo to jest jakimś problemem. Ale jednocześnie... nie wiem, czy mogę teraz po prostu siąść z kartami bez żadnego punktu oparcia. Czuję że potrzebuję chociaż jednego pytania wyjściowego. Czy to naprawdę jest ta głośna część która chce kontroli, czy to po prostu rozsądek?
To jest właśnie to pytanie kture sobie zadajesz, i już samo to pokazuje że jesteś gdzieś pomiędzy. ale odpowiem inaczej: skąd masz wiedzieć przed rozłożeniem kart, co jest czym? może właśnie po to siadasz z kartami, żeby to rozróżnić.
Nie chciałam powiedzieć żebyś szła bez żadnego zamiaru. chodziło mi bardziej o to, żeby ten zamiar był miękki. 'Chcę się posłuchać' zamiast 'chcę wiedzieć jak skonstruować komunikację z cichą częścią'. różnica jest.
Właśnie o to chodzi. I tu wychodzi praktyczny problem: jak się siada z miękkim zamiarem, to interpretacja też bywa miękka i wtedy pojawia się to uczucie o którym Sasankaa mówiła wcześniej, że rozkład jest zbyt dowolny. Więc pytanie jest chyba takie: jak mieć miękki zamiar ale twardą interpretację?
Ale żeby tak czytać to chyba trzeba dobrze znać karty, prawda? Bo jak ja siadam i mam Księżyc to najpierw sprawdzam co w ogóle znaczy i potem trudno mi jeszcze do tego dokleić swoje pytanie. Sasankaa, ty jak masz z tym? Korzystasz z książek przy rozkładach czy czytasz intuicyjnie?
ej, trochę i trochę. Ale szczerze to przy tym rozkładzie chciałam jednak intuicyjnie bo nie chce żeby jakaś definicja z książki przykryła to co karta naprawdę mi mówi. Choc rozumiem co Helenka mówi, ze zakotwiczenie w pytaniu to nie to samo co trzymanie się podręcznika 🙂
eh, właśnie, i to jest chyba odpowiedź na to co wcześniej mówiłem. Że struktura rozkładu może być właśnie tym zakotwiczeniem, nie klatką. Jeśli każda pozycja ma jasne pytanie, to interpretacja jest intuicyjna ale nie bezkształtna
