Szukam jakiegoś rozkładu ktury pomoże mi poukładać siebie w kontekście samoopieki. Mam poczucie, że są we mnie jakby różne 'ja' - jedno chce odpoczynku, drugie pędzi bez przerwy, trzecie czuje winę za kazdą chwilę dla siebie. te części ze soba zupełnie nie współpracują i to jest wyczerpujące. Myślałam o jakimś rozkładzie tarotowym który by to jakoś rozświetlił. Czy ktoś pracował z tarotem pod kątem właśnie takiej wewnętrznej harmonizacji, nie przepowiedni ale takiego spojrzenia na siebie?
To bardzo ciekawe podejście do tematu, bo większość ludzi przychodzi z pytaniem 'co będzie' a tu mamy pytanie 'co jest i jak to poukładać' - to już zupełnie inny rodzaj pracy z kartami. Zanim zaproponuję konkretny rozkład, chciałabym dopytać: czy masz już jakieś doświadczenie z tarotem, ciągnęłaś kiedyś karty sama dla siebie w takim introspekcyjnym trybie? Bo to dużo zmienia w sposobie doboru pozycji. 🙂
To pytanie o projekcję to moim zdaniem serce pracy z kartami dla siebie. Szczerze? Ja w ogóle nie rozdzielam jednego od drugiego. Jeśli karta wywołuje skojarzenie, to to skojarzenie jest informacją, nie błędem. Ale właśnie przy takim wewnętrznym rozkładzie jak opisujesz, ważne jest żeby przed ciągnięciem bardzo precyzyjnie sformułować co każda pozycja oznacza. Jakie konkretnie 'części siebie' czujesz że są w konflikcie?
Ja bym tutaj zaproponowała Celtic Cross, bo on i tak obejmuje wszystko, te wewnętrzne napięcia wychodzą przy pozycjach nadziei i obaw. Do samoopieki zawsze tak robię i naprawdę daje pełny obraz.
Zgadzam się z Pajeczyna w tej kwestii. Robiłem kiedyś podobne ćwiczenie dla siebie i wyciągałem po jednej karcie na każdą 'część' którą czułem, a potem osobną na to w jaki sposób ta część chce być usłyszana. To proste, ale naprawde skuteczne. Karty Małych Arkanów często wychodzą przy takich pytaniach, codzienny poziom funkcjonowania, nie wielkie archetypowe dramaty.
no, mi wyciągnął się kiedyś Diabeł właśnie na taką pozycję i to było jedno z ważniejszych odczytań jakie miałem. Nie jako ostrzeżenie z zewnątrz, ale jako opis mechanizmu, przywiązanie do rytmu który znam, nawet jeśli niszczy. Diabeł w tym kontekście pytał 'co sprawia że mimo wszystko to trzymasz'. Nie straszył, stawiał pytanie.
Przepraszam że wchodzę, ale właśnie to mnie tutaj przyciągnęło. Ja też mam takie poczucie różnych wewnętrznych głosów i do tej pory używałam do tego czakr ale nie do końca to mi dawało to co chcę. Czy tarot jest tutaj lepszy żeby zobaczyć te konflikty? Szczerze pytam, bo nie wiem co wybrać.
Tylko czy to nie jest za skomplikowane jeśli ktos nie jest doświadczony w tarocie? Wydaje mi sie ze prostszy rozkład trzy karty i gotowe da więcej niż wymyślanie nowych pozycji.
No właśnie, trochę czuję że sama muszę zdecydować ile tych pozycji zrobię, bo to zależy od tego ile 'głosów' uznam. Ale jak to ustalić przed rozkładem? Czy siedzę i liczę ile ich czuję, czy może karty same mi to powiedzą?
Można zrobić tak: zanim sięgniesz po karty, weź kartę papieru i napisz jakie stany ostatnio w sobie zauważasz, bez oceniania. Z tego listujesz pozycje. Karty potem idą na te pozycje. Nie musisz wiedzieć ile ich jest z gory, piszesz tyle ile wypłynie w ciągu kilku minut. To też już jest część pracy, zanim jeszcze dotkniesz talii.
Mogę zapytać jak to wygląda praktycznie? Tzn. piszę te stany, a potem jak tasować, z pytaniem ogólnym do całości czy do każdej pozycji osobno?
A czy przy takim rozkładzie ma znaczenie ktura talia? Pytam bo słyszałem że do pracy z wnętrzem lepiej sprawdzają się talie z bardziej rozbudowanymi obrazami na Małych Arkanach, nie te pip-style
Dobra, to chyba zacznę od tego spisywania stanów jak mówi Pajeczyna bo to mi się wydaje najbardziej uczciwe. Ale mam jeszcze jedno pytanie zanim sięgnę po karty - czy jest jakaś różnica w tym jak interpretujesz kartę wyciągniętą na 'cześć siebie' versus karte wyciągniętą na 'sytuację zewnetrzną'? Bo intuicyjnie czuję że tak, ale nie wiem jak to opisać.
myślę że kluczem jest to, że przy części siebie karta opisuje energię ktura jest w tobie, nie coś co na ciebie działa. Więc nawet Wieża tutaj to nie 'coś się posypie', tylko 'ta część mnie gromadzi napięcie które musi znaleźć ujście'. Czy to brzmi jak to co czujesz jako różnicę?
Przepraszam że wracam do poprzedniego wątku, ale jeszcze nie dostałem odpowiedzi na całość pytania o talię. Rozumiem że obrazkowe Małe Arkana są lepsze dla introspekcji, ale czy talia ma też znaczenie pod kątem symboliki? Bo np. Thoth i Rider-Waite to jednak inaczej podchodzą do tych samych kart.
a mnie ciekawi coś inngeo - czy można przy takim rozkładzie używac kart odwroconych? Bo słyszałam że niektóry unikają w pracy z sobą, że niby za duzo komplikuje. ^^
Szczerze mówiąc gubię się w tej rozmowie, bo wyszło tyle wariantów że nie wiem juz od czego zacząć gdybym chciała to sama zrobić. Czy ktoś może po prostu powiedzieć: weź tyle kart, na takie pozycje, i tyle?
No właśnie, bo ja nie mam jednej 'trudnej części', mam kilka i one się kłóca ze sobą nawzajem. Trochę jak wewnętrzna kłótnia przy stole. Więc albo robie oddzielny mini-rozklad dla każdej, albo probuję jakos pokazać te relacje między nimi. Tylko jak?
Relacje między cześciami to jest naprawdę ciekawe pytanie. Ja przy podobnej pracy kiedyś rozłożyłam karty na każdą częśc na stole i potem wyciagnęłam dodatkową karte między dwiema które byly w konflikcie, jako karte 'mostku'. Nie wiem czy to jest jakaś oficjalna metoda ale dzialało dla mnie bardzo dobrze.
Tak, wiem które są w największym napięciu. To ta część ktora chce żyć spokojnie i ta która pędzi za wszystkim naraz. Są ze sobą w ciągłym konflikcie i mam wrażenie że samopieka u mnie utknęła właśnie między nimi, bo kiedy jedna odpuszcza to druga od razu przejmuje.
Czytając to, co piszesz, zastanawiam się czy nie warto byłoby wyciągnąć karty osobno na każdą z tych dwóch i dopiero zobaczyć co one mają do powiedzenia o sobie nawzajem, a nie tylko o sobie. Bo może te karty same pokażą jak one na siebie patrzą.
Ja przed trudnymi rozkładami dla siebie robię coś prostego: tasując, skupiam się tylko na oddechu i powtarzam sobie że karty mogą powiedzieć coś czego się nie spodziewam. To nie eliminuje projekcji całkowicie, ale troche rozluźnia ten uchwyt. Chociaż przyznam że przy naprawde zywym konflikcie to nie zawsze wystarczy.
Wyciszenie przed rozkładem jest sensowne, ale mam inną propozycję dla Sasankaai. Zamiast próbować zawiesić konflikt, może warto go wprost wprowadzić do rozkładu? Znaczy: wyciągnij jedną kartę zanim zaczniesz i zadaj pytanie 'co przeszkadza mi teraz zobaczyć jasno'. To nie eliminuje problemu, ale go nazywa i jest od razu pierwszą informacją w rozkładzie.
tak, dokładnie. Ślepa plamka to dobre słowo. Potem możesz przejść do kart na każdą część. Ja bym zaproponowała: po jednej karcie na każdą część jako ich 'głos', potem po jednej karcie na to czego każda potrzebuje, i na koniec jedna karta mostka między nimi. To jest sześć kart plus ta wstępna. Nie za dużo, ale daje obraz relacji. xd
Słuchajcie, ten rozkład który Pajeczyna opisuje jest sensowny, ale chce zwrócić uwagę na jedno. Jeśli Sasankaa wyciągnie karty z nastawieniem 'ta karta to głos tej części', to bardzo łatwo o to żeby projektować na kartę to co ta część już mówi w głowie. Może warto po wyciągnięciu zrobić chwilę przerwy i zapisać pierwsze trzy skojarzenia zanim sięgnie się po znaczenie karty?
Mam pytanie może trochę z boku, ale wydaje mi się ważne. Cały czas rozmawiamy o tym jak czytać te karty, ale nie rozmawiamy o tym jak zdecydować że rozkład jest skończony i dał co miał dać. Bo przy pracy z takimi wewnętrznymi napięciami można chyba ciągnąć w nieskończoność i wyciągać coraz to nowe karty clarifikacyjne.
ja mam podobny problem co Kinsia opisuje. Rozkładam i potem sidzę i nie wiem czy już gotowe czy jeszcze coś. I zzawsze w końcu wyciągam jeszcze jedną bo mi się wydaje że czegoś brakuje. Sasankaa, masz ten problem?
