Gerwazy73, to jest pytanie, z którym sama się zmagałam długo. I szczerze powiem, że nie ma na to prostej odpowiedzi, ale dla mnie kluczowe jest to, co ta interpretacja ze mną robi. Jeśli odczytanie karty jako blokady daje mi pretekst, żeby dalej unikać tematu, to pewnie właśnie to powinnam zakwestionować. A jeśli interpretacja jako bramy coś we mnie otwiera, nawet jeśli boli, to raczej jest bliżej prawdy. Nie wiem, czy to satysfakcjonuje, ale tak to u mnie działa.
To ma sens jako kryterium. Czyli coś w rodzaju: interpretacja, która jest wygodna, jest podejrzana. Ale to tez troche zakłada, że przebaczenie sobie musi boleć, nie?
O rany, Gwiazda to moja ulubiona karta i właśnie dlatego za każdym razem, kiedy mi wychodzi, trochę za bardzo chcę, żeby oznaczała to, co chce. Dianka58 napisała wcześniej coś o tym, że wygodna interpretacja jest podejrzana. Jak wy sobie z tym radzicie, żeby nie projektować na karte tego, co chcecie zobaczyć? Serio pytam bo to mój największy problem.
Ja prowadzę notatki z każdego rozkładu i po kilku dniach wracam do nich i czytam jeszcze raz. Zazwyczaj to, co na świeżo wydawało mi się oczywiste, po czasie wygląda inaczej. Nie zawsze, ale dość często widzę wtedy, że interpretacja, którą wybrałam, była po prostu wygodniejsza. Nie mam pojęcia, czy to dobra metoda, ale pomaga mi przynajmniej zauważyć wzorzec.
Chcę wrócić do Gwiazdy, bo mi ta rozmowa o uciekaniu od interpretacji otworzyła coś nowego. Lilka87 mówiła, ze Gwiazda to spokojne uzdrowienie. Ale ja się zastanawiam, czy ta karta nie może być też wlasnie taką karta ucieczki, bo jest taka ładna i kojąca, że łatwo sobie powiedzieć 'wszystko będzie dobrze' i nie iść głębiej 🙂
Czytam tę rozmowę o uciekaniu i mam wrażenie, że to jest coraz bardziej psychologia, a coraz mniej tarot. I nie mówię tego złośliwie, bo to jest ciekawe. Ale czy nie jest tak, że przy rozkładach na przebaczenie sobie tarot staje się tylko pretekstem, żeby porozmawiać ze sobą? I czy to jest problem, czy właśnie o to chodzi?
Wracam do tego, o czym mówiłam wcześniej z czakrami, bo ta rozmowa o zatrzymaniu mi coś wyjaśniła. Myślałam, że rozkład pod czakry da mi więcej warstw, ale chyba chodziło mi o to, że nie chciałam siedzieć z jedną kartą zbyt długo. Że jak mam siedem pozycji, to każda jest krótsza. Trochę bez sensu jak to teraz widze.
Chcę zapytać Diankę58 o coś, bo ona zaczęła ten temat i przez cala rozmowę mam wrazenie, że jest po drugiej stronie, jakby juz przez to przeszła. Czy ten rozkład, który proponowałaś na początku, faktycznie ci pomógł? I co konkretnie sie zmieniło po nim jeśli mogę zapytać?
Pomógł, ale nie tak, jak myślałam. Spodziewałam się jakiegoś olśnienia, a dostałam raczej kilka obrazów, do których wracałam przez długi czas. Jedna karta w szczególności, Sąd, wyszła mi na pozycję tego, co muszę puścić. Długo byłam zła na tę kartę, bo ona nie wydawała mi się łagodna. A potem zrozumiałam, że właśnie chodzi o to, żeby się osądzić rzetelnie i dopiero wtedy można iść dalej. Zmiana była powolna, nie z dnia na dzień.
To z tym Sądem jest dla mnie zaskakujące. Bo Sąd kojarzy mi się z ostatecznością i werdyktem, a nie z przebaczeniem. Czy ta karta nie brzmi trochę tak, jakby coś się skończyło, zamiast żeby zaczynało? Albo czy to jest właśnie ten punkt, od którego można zacząć? xD
Dianka, to co napisałaś o złości na Sad brzmi znajomo. ja miałam podobnie z Wieżą w rozkładzie na akceptację siebie. Przez długi czas myślałam, że ta karta się pomyliła. Serio, notowałam ja jako błąd. Dopiero po dłuższym czasie zobaczyłam, że wlasnie to zapieranie się było odpowiedzią.
Wracam do Sądu, bo Gerwazy napisał, że to okrutne, i chcę się nie zgodzić. Ta karta w pozycji 'co musze puścić' to nie jest kara. To jest pytanie: czy dalej będziesz się osądzać? Jak to sie tak ujmie, to przestaje być okrutna a zaczyna być dosłowna.
No dobra, Przepraszam, że wchodzę z boku, ale Idalka napisała cos, co mnie uderzyło. Skojarzenia, które 'nie mają związku z kartą'. Skad wiesz, ze nie mają? Pytam serio, bo moze właśnie te pozornie niepowiązane myśli sa tym, od czego uciekasz.
Chcę dopytać Seida o tę postać z Sądu. Bo na klasycznym obrazie Rider-Waite są tam ludzie wychodzący z trumien, anioł, trąba. Jeśli ktoś z nich, to jak to działa przy przebaczeniu sobie? Czy to nie jest zbyt symboliczne, żeby cokolwiek z tego wyciągnąć?
Czytam ten wątek od dawna i pierwszy raz piszę, bo ta rozmowa o Sądzie mi coś otworzyła. Zawsze tę kartę omijałam w praktyce, brała mi się do rozkladow i od razu szłam dalej. Teraz rozumiem czemu. Mam pytanie do Lunarii albo Diany: czy można zrobić rozkład z samym Sądem jako centrum i budować pozycje wokół niego?
To z tym Sądem jako centrum przypomina mi jedna rzecz, o ktora chciałam zapytać wcześniej. Czy ktoś próbował łączyć go w tym samym rozkładzie ze Śmiercią? Bo obie są kartami przejścia, ale Śmierć zamyka, a Sąd otwiera. Jeśli obie wyjdą przy pytaniu o przebaczenie sobie, co z tym zrobic?
Pytam, bo sama mam z tym doświadczenie. Kiedy wyszly mi razem przy pytaniu o akceptację jednej starej decyzji, najpierw myślałam, że to pomyłka w rozkładzie. ale potem siedziałam z tym przez dłuższą chwilę i zobaczyłam, ze Śmierć zamknęła mi drzwi, a Sąd powiedział, że mogę teraz wstać. Nie wiem, czy to interpretacja słuszna ale wtedy miała sens.
Mam pytanie do Seida albo Lunarii, bo jest coś, z czym się zmagam od początku tego wątku. Jak robię rozkład na temat emocjonalny, to często wychodzi mi więcej kart z Wielkich Arkanów niż 'powinna'. Czy to znaczy, że pytanie jest bardziej fundamentalne niż mi się wydaje, czy że po prostu tak wyszło?
To, co Idalka opisuje z napieciem przed tasowaniem, znam bardzo dobrze. I mam wrazenie, że to napięcie wplywa na to, jak potem czytam karty. Jak jestem spokojna, to widzę niuanse. Jak jestem spieta, to widzę tylko potwierdzenie tego, czego się boję. Czy ktoś ma na to jakiś rytuał przed rozkładem, który naprawdę coś robi?
Dianka, jedno zdanie przed rozkładem, które mi pomogło: 'nie szukam potwierdzenia, szukam informacji'. Powtarzam to kilka razy i coś się przestawia. Nie wiem czy to afirmacja, czy samo skupienie ale napięcie spada.
Och, to zdanie Klarysy chcę zapamietac. 'Nie szukam potwierdzenia, szukam informacji' - to jest naprawdę cos, czego mi brakowało przed rozkładami. Mam tendencję do pytania o rzeczy, na które już z góry mam odpowiedź i tylko chcę żeby karty potwierdziły. Czy to jest powszechne, czy to mój problem?
Wróćmy do Śmierci i Sądu, bo mam konkretne pytanie. Rezeda pisała, że Śmierć zamknęła drzwi, Sąd powiedział, że może wstać. Ale co jeśli Śmierć i Sąd wyjdą w tym samym rozkładzie razem z Wisielcem? Trzy Wielkie Arkany w pytaniu o przebaczenie sobie to już nie przypadek, prawda?
To jest ciekawe, co Dianka powiedziala o samym sformułowaniu pytania. Ja zawsze myślałem, że pytanie do kart powinno być jak najbardziej konkretne. Ale teraz zastanawiam się, czy czasem konkretne pytanie z góry nie ogranicza tego, co karta moze pokazać.
Właśnie to zderzenie między konkretnym a otwartym pytaniem jest według mnie sercem całego rozkladu do samoprzebaczenia. bo jeśli pytasz zbyt wąsko, to nawet Gwiazda może ci wypaść i nie zobaczysz, że mówi o uzdrowieniu, bo szukasz potwierdzenia dla czegos zupełnie innego. Seid, czy ty standardowo pracujesz z pytaniem otwartym przy rozkladach na tematy emocjonalne?
To, co Rezeda pisze o winie jako mechanizmie kontroli, jest czymś, z czym się bardzo identyfikuję. Jakby dopóki się winię, to mam wrażenie, że nadal coś 'robię' z tą sytuacją. A przebaczenie sobie wymagałoby przyznania że nie mam nad tym już władzy. Czy ktoś miał rozkład, w którym wyraźnie widać było tę różnicę między 'pracuję nad sobą' a 'trzymam się winy żeby mieć kontrolę'?
No coś ty, Dokładnie to samo poczułam przy pewnym rozkładzie, gdzie wyszedł mi Cesarz odwrócony. Na początku myślałam o utracie autorytetu, ale potem zobaczyłam że to jest wlasnie ta kontrola, o której piszesz. Wina jako coś, co trymam jak lejce, żeby nie wpaść w cos nieprzewidywalnego. Lunaria, czy Cesarz odwrocony może niesc taki ładunek w rozkladzie na samoprzebaczenie?
A czy Cesarz odwrócony na pozycji blokady nie mógłby też oznaczać, że ktoś z zewnątrz - jakaś figura ojcowska, autorytet - nałożył na nas poczucie winy i to nie jest nasze własne? Pytam, bo mam wrażenie, że przy samoprzebaczeniu trzeba najpierw rozróżnić, czy ta wina jest moja, czy mi ją ktoś podał.
