Ostatnio wróciłam do tematu empatii przy tarocie i zaczęłam się zastanawiać - czy można ułożyć rozkład, który nie tyle odpowie na pytanie, ile pomoze mi lepiej usłyszeć drugą osobę. Nie chodzi mi o rozkład dla kogoś, ale dla siebie - żeby sprawdzic co mi przeszkadza w słuchaniu, co projektuję, gdzie sie zamykam na to co mówi druga strona. Próbowałam różnych układów ale żaden nie byl skrojony pod to konkretnie. Czy ktoś w ogóle myślał o tarocie w ten sposob?
Myślałam o czymś podobnym, ale podchodziłam do tego od innej strony. Robiłam rozkłady przed ważnymi rozmowami - żeby zobaczyć z jaką energią w nie wchodzę, czy jestem gotowa naprawdę słuchać, czy tylko czekam na swój moment żeby coś powiedzieć. Ciekawe, że często wychodziła mi Kapłanka albo Pustelnik i za każdym razem rozumiałam to jako sygnał żeby zwolnić, nie narzucać swojej interpretacji. Ale faktycznie - gotowego układu pod sam temat empatii nie miałam.
Temat ciekawy, bo rzadko kto myśli o tarocie jako pracy nad relacją z drugim człowiekiem, nie tylko nad sobą czy sytuacją. Zanim cokolwiek zaproponuję - chcę zapytać, bo to ważne. Czy piszesz o słuchaniu w sensie ogólnym, czy masz jakiś konkretny kontekst? Bo inaczej bym to układał kiedy chodzi o bliską relację, a inaczej gdy ktoś pracuje jako terapeuta albo trener i chce sprawdzić czy nie projektuje za dużo na klientów.
Pytanie o intencję jest kluczowe. W tarocie dużo zależy od tego jak sformułujesz pytanie przed rozkładem - nie dlatego że karty "słyszą", ale dlatego że ty sam inaczej patrzysz na to co widzisz. Co do układu - proponowałbym minimum cztery pozycje: co wnoszę do tej rozmowy ze swoich przekonań, co blokuje mój odbiór, co pomaga mi być obecnym, i co powinienem odpuścić. Ale to dopiero szkielet.
Zaraz, zaraz - a czy tarot w ogóle nadaje sie do pracy z takimi subtelnymi rzeczami jak empatia? Pytam serio, bo do tej pory myslalam o kartach raczej jako o czyms co odpowiada na konkretne pytania. Ze ide z pytaniem, dostaje odpowiedz. A tutaj jakby chodzi o cos mniej uchwytnego, nie wiem jak to powiedziec.
Ludwinia, tarot nie musi byc tylko wyrocznią. Ja go traktuję bardziej jak lustro - nie pyta mnie co sie stanie, tylko co we mnie jest. I właśnie przy takich miękkich tematach jak empatia czy słuchanie to lustro bywa naprawdę przydatne, bo to są rzeczy których na co dzień nie widzimy u siebie, a karty potrafią je wyciągnąć.
Zgadzam się z Zorką w stu procentach. Przy pracy z runami też często wychodzi ten aspekt - patrzysz na symbol i nagle coś się odzywa, coś o czym nie myślałaś świadomie. Ciekawe jest to, że przy temacie słuchania szczególnie mogą mówić Kielichy. One są o uczuciach, ale tez o przepływie - o tym co przyjmujesz i co dajesz.
Wracając do samego układu - zastanawiam sie, czy nie warto dodać osobnej pozycji na to, z jakiej przestrzeni wewnętrznej podchodzisz do rozmowy. Czy jesteś spokojny, pełen oczekiwań, może zmęczony i po prostu nie masz pojemności na drugą osobę. Takie sprawdzenie gotowości zanim w ogóle wejdziesz w słuchanie. Bo można mieć najlepsze intencje, ale jeśli jesteś wyczerpany, empatia po prostu nie zadziała.
Powiedziałbym że pierwsza karta, zanim wejdziesz w resztę rozkładu. Coś w stylu "z czym przychodze do tej rozmowy". Bo jeśli ta karta wyjdzie trudna - powiedzmy Miecze, dużo napięcia - to cały odczyt reszty układu będzie miał inny kontekst. Troche jak kalibracja przed właściwą robotą.
A czy to nie jest troche za bardzo skomplikowane na codzienny uzytek? Czytam ten watek i zastanawiam sie, czy zeby poprawnie słuchac bliskich, naprawde trzeba najpierw robić rozkład z kart. Nie mowie że to złe, tylko czy to nas nie oddala od samej rozmowy zamiast przyblizac.
Ja rozumiem całą filozofię ale mam takie praktyczne pytanie - ile kart powinien mieć taki rozkład? bo widze tu propozycje czterech, pieciu pozycji i zaczynam sie gubic, czy to jest jedna konkretna metoda czy kazdy robi po swojemu.
Podsumowując to co tu padło - mamy już dość spójny szkielet. Chciałabym zapytać o jedną rzecz jeszcze: czy ktoś próbował robić taki rozkład razem z drugą osobą? Nie dla niej, ale obie osoby robią osobno swój rozkład przed rozmową, a potem go porównują? Ciekawi mnie czy to nie byłoby zbyt dużo ego w jednym miejscu, czy jednak mogłoby otworzyć rozmowę.
To pytanie Wieszczki kompletnie mnie zaskoczylo, bo nigdy nie pomyslałem żeby robić coś takiego razem z kimś! ale mam od razu pytanie - czy ta druga osoba musiałaby znać tarot? Co jesli partner albo przyjaciel kompletnie nie ma z kartami nic wspolnego? Czy ma sens żeby ktoś bez doswiadczenia też wyciągał karty przed rozmową?
Ten pomysł z parą rozkładów jest ciekawy, ale jeden aspekt mnie niepokoi. Jeśli obie osoby pokażą sobie karty przed rozmową, czy to nie wprowadza jakiejś narracyjnej ramy która zaczyna rządzić całą rozmową? Że zamiast słuchać, zaczniesz interpretować to co mówi przez pryzmat jej karty. I wtedy juz nie słuchasz osoby, słuchasz karty.
Chwila chwila - powiedzieć partnerowi "wyszedł mi Jezdziec Mieczy" zanim w ogole zaczniemy rozmawiac, to brzmi jak wywoływanie konfliktu zanim on sie zaczął. Jakbys z gory stawiała tarczę. Przepraszam, ale to trochę odwrotność słuchania, nie? 🙂
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czytam tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam pytanie. Jeśli wyciągam kartę przed rozmową i widze coś trudnego, to czy to nie działa jak samospełniająca sie przepowiednia? Ze nastawie sie negatywnie i rozmowa faktycznie pójdzie gorzej? 😉
Wracając do pytania Wieszczki o rozkład dla dwóch osób - próbowałem kiedyś czegoś podobnego, ale nie przed rozmową, tylko po. Obie osoby robiły osobno mały rozkład refleksyjny po trudnej rozmowie i potem porównywały. Działało inaczej niż myślałem - mniej o interpretacji kart, bardziej o tym że oboje mieli przestrzeń powiedzieć "oto co czułem".
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie ze cały czas kręcimy sie wokół ryzyk i trudności a nikt nie powie po prostu - kiedy to faktycznie zadziałało. Jakiś konkretny przykład, nawet ogólny bez szczegółów osobistych. czy ktoś ma taki?
Dobra, to powiem bo pytacie. Miałam trudną rozmowę do przeprowadzenia z bliską osobą, wiedziałam że będzie napięcie. Przed nią wyciągnęłam jedną kartę z pytaniem "co powinienem nieść ze sobą do tej rozmowy" - wyszła Gwiazda. I jakoś mnie to przestawiło, naprawdę. Nie szłam z tarczą, szłam z czymś łagodnym. Rozmowa nie była idealna, ale byłam spokojniejsza niż zwykle w takich sytuacjach.
Ale czy to nie jest trochę naciagane - mowic ze ktoś bez wiedzy może "korzystać" z tarota bo ładny obrazek go nastraja? To mogłaby byc jakakolwiek kartka z kalendarza albo zdjęcie z telefonu. W czym tarot jest tu w ogóle wyjątkowy, ktoś mi powie?
To co napisał Zengui wcześniej o rozkładzie po rozmowie - to mi siedzi w głowie i nie odpuszcza. Cały czas rozmawiamy o tarocie jako o przygotowaniu, a może w tym post-refleksyjnym podejściu jest coś czego nie widziałam. Żeby zapytać inaczej: czy ktoś próbował zrobić rozkład po trudnej rozmowie która poszła źle, i co z tego wyniknęło? Czy karty nakręcały, czy pomagały zamknąć?
Próbowałam kiedyś czegoś podobnego, ale z runami, więc nie wiem czy bezpośrednio porównywalne. Po ciężkiej rozmowie wyciągnęłam jedną runę z pytaniem "co zostało niedopowiedziane". Wyszło mi Nauthiz, potrzeba i ograniczenie. I to mnie nie nakręciło - jakoś przesunęło ciężar. Zamiast myśleć "co poszło źle", zaczęłam myśleć "czego brakowało". Czy tarot mógłby działać podobnie, że pytanie które zadajesz karcie decyduje o tym czy cię nakręca?
