Siedzę od jakiegos czasu z myślą o rozkładzie stricte pod kątem pracy nad sobą i odkładam to tak samo, jak bohater tego tematu odkłada inne rzeczy. Więc zaczynam. Używam rozkładu czterokartowego: co mnie blokuje, co mam już w sobie, co muszę rozwinąć, jaki jest następny krok. Dziś wyciagnelam Pustelnika, Siłę, Księżyc i Asa Mieczy. Pustelnik jako blokada trochę mnie zaskoczyła - myślałam, że izolacja mi służy, a może właśnie przeszkadza. Ktoś stosuje podobny układ?
Pustelnik jako blokada to zaskakujące, ale ma sens. Pytanie tylko, czy wyciągnęłaś go w pionie czy w odwróceniu? bo to mocno zmienia odczyt w pozycji blokady.
No właśnie - pion w pozycji 'blokada' nie musi znaczyć, że karta jest negatywna. Może chodzić o to, że ta cecha jest przerośnięta, za mocna. Pustelnik w pionie jako blokada to wedlug mnie nadmiar zamykania się na innych, brak wyjścia z wewnętrznej jaskini. A Księżyc jako 'co rozwinąć' to ciekawe połączenie z tym odczytem.
Mam pytanie do całości tego ukldau, bo sam szukam czegos do regularnej pracy. Czy te cztery pozycje robisz jednorazowo i odkładasz czy to jest coś, do czego wracasz co tydzien z tymi samymi kartami?
Ja próbowałam podobnego układu, ale pięciokartowego - dodałam pozycję 'co sabotuje mój postęp'. I tam regularnie wypadał mi Diabeł albo Dwójka Mieczy. Ciekawe że Gruszanka pisze o odkładaniu, bo Dwójka Mieczy to dla mnie karta odkładania decyzji w ogóle.
A mnie zastanawia jedno - jak właściwie odroznic, czy karta 'co mam już w sobie' to coś, co mam rozwinąć dalej, czy coś, co już działa i mogę się na tym oprzeć? Bo Siła na tej pozycji u Gruszanki brzmi świetnie, ale nie wiem, czy to znaczy, że ma ja używać, czy że to jest jej fundament.
Wchodzę w to bo sama pracuję z kartami w kontekście rozwoju, choc łączę je z czakrami. Mam pytaine do całego układu bo widzę tu coś, o czym nikt nie wspomniał: czy ktos z was uwzględnia w takim rozkładzie aktualny etap, na którym jest? Bo Księżyc jako 'co rozwinąć' u kogoś, kto jest w srodku emocjonalnego chaosu, znaczy co innego niż u kogoś w stabilnym miejscu.
Ale czy to nie znaczy, że jak mam zbyt konkretną intencję, to podświadomie interpretuję karty pod tę intencję? Trochę jak efekt potwierdzenia? 🙂
Do tematu tego odkładania, bo to mnie uderzyło w opisie wątku - czy ktoś próbował rozkładu specjalnie pod prokrastynację? ja kiedyś ciągnęłam trzy karty: dlaczego odkładam, co się stanie jeśli zacznę, co zrobić żeby zaczac dzisiaj. I wyszedł mi Cesarz, As Różdżek i Pajęczyna. Taka kombinacja mówiła mi konkretnie: zacznij od czegokolwiek, nie czekaj na idealny plan.
Mam pytanie, bo wróciłam do swojego odczytu i myślę o tym Asie Mieczy jako 'następny krok'. To jest karta cięcia, nowego początku myślowego, jasności. Czy to nie jest właśnie odpowiedź na to, o czym piszesz na wstępie - zacząć dzisiaj, nie szukać perfekcyjnego momentu?
Dziękuję wam za tę rozmowę, naprawdę! Sama też odkładam różne rzeczy i nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zapytać o to karty. Spróbuję dziś wieczorem tego czterokartowego układu. Mam tylko pytanie - czy jest jakaś talia, która lepiej się sprawdza do takich osobistych odczytów? Bo mam Rider-Waite i zastanawiam się, czy nie jest zbyt 'klasyczna' do czegoś tak konkretnego.
Ale którą talię polecacie konkretnie na start? Bo Rider-Waite to rozumiem, ale widziałam też coś, co się nazywa Tarot of the Hidden Realm i wyglądało pięknie. Czy obrazy mają aż tak duże znaczenie przy pracy nad sobą, czy ważniejszy jest sam układ?
Sama zaczynałam od Rider-Waite i nie żałuję. Ale szczerze - ważniejsze jest to, żeby talia coś ci mowila wizualnie. Jeśli patrząc na kartę nic nie czujesz, to interpretacja będzie sucha i mechaniczna. Wróćmy jednak do tego, o czym pisalam wyżej - As Mieczy jako 'następny krok'. Czy ktoś miał tę kartę w podobnej pozycji i co z tym zrobił? 😀
Mialem Asa Mieczy raz w rozkładzie tygodniowym na pozycji 'co wziąć ze sobą w ten tydzien'. Byłem wtedy w srodku jakiejs szarpaniny decyzyjnej i ta karta faktycznie mnie trochę obudziła. ale jak to rozumieć konkretnie w kontekscie odkładania? Bo cięcie i jasnosc to jedno ale co to znaczy operacyjnie - usąść i zacząć czy raczej przemyśleć co ciąć? 😀
Od razu. Naprawdę od razu. Nawet jeśli zapis jest chaotyczny, to po kilku tygodniach jest złoto. Ja zapisuję date, intencję, jakie karty wyszły i pierwsze skojarzenie - bez głębokiej interpretacji bo ta przychodzi później sama. Ale wróćmy do tego Asa Mieczy bo Feliks trafił w cos waznego - czy to karta działania, czy karta decyzji przed działaniem?
Moim zdaniem As Mieczy to ani jedno, ani drugie - to karta momentu przełomowego, który sam w sobie jest działaniem. Tzn. ta chwila, w której mówisz 'zaczynam' - to już jest As Mieczy. Nie to, co po nim. Może dlatego w rozkładach na odkładanie tak dobrze leży na pozycji 'co zrobić żeby zacząć dzisiaj' - bo odpowiedź brzmi: podjąć decyzję, że zaczynasz.
Dokładnie to. I to jest właśnie odpowiedź na pytanie z opisu wątku - czy rytual może być czymś, co się zaczyna dzisiaj. Może, bo rytuał nie musi być długi ani skomplikowany. Ciągnięcie jednej karty z pytaniem 'co mam teraz zobaczyć' to juz rytuał. Nie potrzeba do tego oltarza ani godziny skupienia.
To dla mnie ważne, bo właśnie miałam poczucie, że muszę sie 'przygotować' na poważną sesję, żeby się liczyła. A moze właśnie to odkładanie przygotowań jest tym, o czym mówi opis wątku? Że rytuał zaczyna się teraz, nie kiedy będę gotowa?
Edytka00, to jest bardzo dobre spostrzeżenie i myślę, ze trafilas w sedno. 'Kiedy będę gotowa' to klasyczna pulapka, którą wlasnie Dwójka Mieczy czy Księżyc opisują w rozkładach. Gotowość nie przychodzi przed działaniem, ona przychodzi w trakcie. Tarot może byc właśnie tym, co przebija ten schemat.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że duzo mówimy o gotowości i decyzji, ale mało o tym, co się dzieje, kiedy karta powie 'zacznij' a my zaczniemy i utkniemy po tygodniu. Czy ktoś robił rozkłady typowo pod podtrzymanie - nie start, tylko trwanie w procesie?
I co wtedy robisz? Zmieniasz pytanie, dajesz sobie czas, czy dociągasz dodatkową kartę jako wyjaśnienie?
Przy Hierofancie w takiej pozycji polecam dostawić kamień podczas rozkładu - lazuryt dobrze tu działa, bo odpowiada za intuicję i przebijanie się przez zewnętrzne autorytety. Sama tak robie i rozkłady wychodzą wyraźniejsze.
No dobra, Pajeczyna, moze i masz rację, że trudno to zweryfikować na poziomie ogólnym. Ale ja mówię o swoim doświadczeniu - kiedy mam lazuryt przy rozkładzie, jestem bardziej skupiona i mniej się rozpraszam. Może to efekt placebo, może coś innego, nie wiem. Czy to jednak tak bardzo przeszkadza, jeśli skutek jest ten sam?
Przepraszam że wchodzę między was, ale to co Pajeczyna napisała o intencji to dla mnie bardzo wazne. Czyli jeśli dobrze rozumiem - to, co sprawia że rozkład 'działa' w pracy nad sobą, to tak naprawdę to, z jakim pytaniem podchodzę do kart? Że sama jakość pytania robi robotę?
Edytka00, dokładnie tak to czuję po tym wszystkim, co notowałam. Rozklady z ogólnymi pytaniami typu 'co u mnie słychać' są mgliste. Te z konkretnym, osobistym pytaniem - zupełnie inne. Przy pracy nad sobą pytanie 'co odkładam i dlaczego' daje coś zupełnie innego niż 'co mam teraz robić'.
A jak formulujesz to pytanie, żeby nie wyjść na rozkladzie z odpowiedzią, której się spodziewasz? Bo mam wrażenie, że jeśli pytam 'dlaczego odkładam', to już trochę wiem, ze wyjdzie jakas karta o strachu albo lęku, i moze podswiadomie interpretuję w tym kierunku.
Zacząłem w końcu prowadzic te notatki po tej rozmowie. I mam pytanie praktyczne - czy wy zapsiujecie tez to, jak się czuliscie przed rozkładem? Bo czytam teraz swoje pierwsze wpisy i brakuje mi tego kontekstu. Karta to jedno, ale nie wiem już czy byłem zmęczony, poirytowany, czy spokojny.
