Nie znam gotowych układów stricte pod podtrzymanie ale pracuję z własnym. Trzy pozycje: co mnie trzyma w procesie, co mi w tym tygodniu przeszkadza, jedno małe działanie. Ta trzecia pozycja jest kluczowa - karta nie powinna odpowiadać na 'co robić w zyciu', tylko na 'jedno konkretne małe dzialanie do jutra'. To zmienia wszystko.
To jest dla mnie odkrywcze, że pytanie zmienia to co karta 'mówi'. Właśnie tego mi brakowało, myślałam, że karta ma jedno znaczenie i tyle. Bardzo dziękuję za to, bo teraz rozumiem dlaczego moje pierwsze próby z tarotem były takie bezowocne. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy można robić takie małe rozkłady codziennie, czy to za często?
Edytka00, nie ma jednej zasady. Ale jest pułapka przy codziennym ciąganiu: można zacząć szukać potwierdzenia dla każdej decyzji zamiast naprawdę się zatrzymywać. Jeśli codziennie traktujesz to jako moment refleksji, a nie wyroczni - czemu nie. Jeśli po tygodniu zauważysz, że ciągniesz kolejną kartę bo poprzednia ci nie odpowiadała, to sygnał, żeby zwolnić.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, które trochę do tyłu - skąd wiedziec czy dana pozycja w rozkładzie jest dobrze 'dobrana' do pytania? Chodzi mi o to, czy np. pozycja 'co mi przeszkadza' zawsze będzie bardziej szczera od pozycji 'co mam zrobić', czy to zależy od osoby?
Właściwie to czego tu brakuje w całej tej rozmowie to jest pytanie, czy tarot do pracy nad sobą to w ogóle tradycyjne użycie tych kart. Bo historycznie tarot był grą karcianą, potem sposobem do wrozbiarstwa, a ta idea że to ma wspierać samorozwój to dosyć nowa interpretacja, mocno zachodnia, głównie od lat osiemdziesiątych. Nie mówię, że zła - ale warto wiedzieć, w jakiej tradycji sie operuje.
Czy ten wątek historyczny nie odpłynął trochę od tematu? Bo pytanie z opisu wątku było praktyczne - czy mogę zacząć rytuał dzisiaj, nie 'skąd pochodzi tarot'. Chociaż rozumiem, że to interesująca dygresja.
Właśnie próbowałem tego, o czym mówi Seraphina - bardzo konkretne pytanie. Wziąłem jeden krok, który odkładam od tygodni, i zappytałem wprost: co stoi między mną a zrobieniem tego dzisiaj. Wyszła Dwójka Mieczy. I to było uderzajace, bo normalnie interpretuje ją jako impas, ale przy tym pytaniu zobaczyłem ją zupełnie inaczej - jako świadome trzymanie oczu zamkniętych. Nie brak decyzji, tylko jej unikanie. Czy ktoś jeszcze mial taki moment, że przy bardzo konkretnym pytaniu karta nagle 'zaskoczyla' inaczej niż zwykle?
Zostawiłem jedną kartę. Mialem pokusę wyciągnąć druga żeby 'potwierdzic', ale przypomnialem sobie coś z wczesniejszych postów - że to jest wlasnie ta pułapka szukania potwierdzenia. Więc zostałem z Dwójką Mieczy i zapisałem pierwsze skojarzenie zanim zacząłem myslec.
Oj, a ja mam pytanie do całej tej rozmowy o konkretne pytania - jak wy to konkretnie formułujecie? Bo jak próbuję napisać sobie pytanie przed rozkładem, to albo wychodzi zbyt ogólne, albo tak wąskie, że nie wiem po co w ogóle ciągać kartę. Gdzieś jest złoty środek, ale nie wiem jak go trafić. Feliks62, jak brzmiało twoje pytanie doslownie?
