Czytam tę rozmowę od poczatku i mam jedno spostrzeżenie - tu duzo się mówi o skupieniu, przygotowaniu, idealnych warunkach. Ale w runach pracuje się inaczej, bardziej doraźnie. Zastanawia mnie czy tarot naprawdę wymaga aż tyle przygotowania czy to jest kwestia stylu pracy danej osoby, a nie wymóg samej metody.
Czytam i zastanawia mnie - czy ktoś tu rozmawiał już o tym co zrobić jak po rozkładzie o granicach karty pokażą że granice są dobre, a i tak czujemy że coś jest nie tak? Pytam bo mam taki dysonans u siebie.
Tak, pamiętam podobną rozmowę. Dodam tylko że dysonans między kartą a odczuciem to nie jest błąd do naprawienia, to jest informacja. Karty nie kłamią ale my często pytamy o coś innego niż myślimy ze pytamy. W takim przypadku jak opisuje Fiolka warto cofnac się do samego pytania i sprawdzić czy było precyzyjne 🙂
A jak sprawdzić czy pytanie bylo precyzyjne? Mam na mysli - jak je ocenic przed rozkładem, żeby potem nie miec takiego dysonansu? 😀
To co powiedziała Telepatka.ka bardzo mi zostało w głowie. Że granica wobec siebie może być ważniejsza niż granica wobec sąsiadów. Zapisałam pytanie tak jak sugerowała Zdzislawa i okazało się, że miałam w głowie coś w stylu 'kiedy będę mogła spokojnie poćwiczyć z kartami' - a to nie jest pytanie o granice. To pytanie o pozwolenie. Kompletnie co innego 🙂
Vinta wlasnie to miałam na myśli. I co czujesz kiedy to widzisz na papierze? Bo to brzmi jak wazna obserwacja, nie chcę jej zagłuszyć komentarzem.
To jest konkretna sprawa i myślę że warto ją teraz przeprowadzić przez rozkład. Ale mam pytanie do Vinty - kiedy wyobrażasz sobie ten rozkład o granicach, to kogo widzisz w tej scenie? Siebie samą, czy też sąsiadów gdzieś w tle?
Dobre pytanie. Bo ja jak robię rozkład to zazwyczaj nie myślę o tym co na zewnątrz, skupiam się na kartach. Ale może to kwestia przyzwyczajenia 🙂
Hej ale wróćmy do czegoś konkretnego - ten rozkład o granicach, o którym Vinta pisze na początku wątku, ile pozycji ma mieć? Bo czytam całą tę rozmowę i nie do końca wiem czy ktoś tu zaproponował jais konkretny układ czy cały czas gadamy o warunkach.
Nie za proste ale trochę jednostronne. Brakuje mi tu pozycji ktora mówi co się stanie jak granica zostanie naruszona - to jest informacja o tym na ile granica jest w ogóle poważna dla ciebie, nie tylko deklaratywna.
Można to rozwiązać dwuetapowo. Jeden maly rozkład diagnostyczny - trzy, cztery karty. Potem jeśli coś cie zatrzyma, osobny rozklad na działanie. Nie musisz w jednej sesji wszystkiego wyczerpać. Zreszta przy temacie granic to ma nawet sens żeby nie brać wszystkiego naraz.
Oj, ja robiłam podobnie przy pytaniach o relacje. Najpierw patrzyłam co jest, potem po kilku dniach pytałam co z tym zrobić. I za każdym razem ta przerwa coś zmieniała w tym jak rozumialam pierwsza odpowiedź. Vinta, myślę że twój pomysl na trzy pozycje jest dobry na start, a Kasjan ma rację że warto dołożyć coś o konsekwencji.
Mam pytanie do całej dyskusji - czy ktoś z was robił rozkład o granicach i dostał Cesarzową? Zastanawiam się jak ją czytać w kontekście limitów, bo ona kojarzy mi się raczej z dawaniem niż z zatrzymywaniem.
O rany, a jak dostaniesz w takim rozkładzie Śmierć? To znaczy że granica w ogóle nie istnieje i trzeba ją zbudować od podstaw? Pytam serio, nie ironicznie.
Słuchajcie, wróćmy jeszcze do Vinty i jej rozkładu bo mam wrażenie że wazna sprawa umknęła. Vinta powiedziała że pytanie dotyczylo pozwolenia, nie granicy. Czy teraz po tej rozmowie wiesz już jak przeformułować pytanie? Bo to chyba jest punkt wyjścia przed decyzją o pozycjach.
To jest dobra zmiana. Ale mam jeszcze jedno - jak zadajesz pytanie kartom, to czy zadajesz je na głos, czy tylko w myślach? Bo przy temacie granic to może mieć znaczenie. Jeśli boisz się że ktoś usłyszy, to może pytanie zostanie 'przyciszone' zanim trafi do kart.
Zostańmy przy tym co Vinta powiedziała, bo to jest konkretny postęp. Masz już sformułowane pytanie. Masz pomysł na trzy pozycje. Co cię jeszcze zatrzymuje przed zrobieniem tego rozkładu?
Ojej, Szczerość? Chyba to że się boję co wyjdzie. Nie sąsiedzi, nie warunki. Strach przed odpowiedzią 😀
To jest chyba najuczciwsza rzecz powiedziana w tym watku. i to jest też powód dla ktorego rozkład diagnostyczny ma sens jako pierwszy krok - bo on nie wymaga od razu działania. Patrzy tylko. Vinta, czy możesz zrobić rozkład tylko po to żeby zobaczyć, bez zobowiązania że coś z tym zrobisz?
Mam w notatkach coś podobnego z runami - najpierw rzut diagnostyczny, potem po kilku dniach rzut na kierunek. Efekty były inne niż kiedy robiłam wszystko naraz. Przy granicach to miałoby sens, bo granice to nie sprint, to proces.
To dobry nawyk. ja robiłam podobnie przy kartach i rzeczywiście pierwsze wrażenie z danej karty czesto było trafniejsze niż to co wychodziło po godzinnie główkowania. Vinta, może warto zacząć wlasnie od tego - wyciągasz kartę i zapisujesz pierwsze słowo ktore przychodzi, bez analizowania.
A jak to pierwsze wrażenie jest negatywne? Tzn. wyciągasz kartę i od razu czujesz że coś jest nie tak - to ją odkładasz czy interpretujesz mimo wszystko?
Wracając do tego co Vinta powiedziała o strachu przed odpowiedzią - czy ktoś miał sytuację że nie zrobił rozkładu właśnie dlatego że się bał? I co z tym zrobił?
Hmm, ja tak miałam przy pytaniu o jedną relację. Przez długi czas odkładałam. A potem zrobiłam rozkład i okazało się że karty powiedziały coś co już gdzieś w środku wiedziałam. Nie było szoku, był spokój. Ale rozumiem że strach jest realny.
To co Vinta teraz powiedziała jest w zasadzie gotową pozycją rozkładu. 'Co przed czym uciekam' jako czwarta karta do tego trójpaku który miałaś. Rozwaz to.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno spostrzeżenie z boku - Vinta, ty już robisz ten rozklad. Pytania które zadajesz tutaj, sposób w jaki mówisz o granicach, o strachu, o pozwoleniu - to jest praca którą karta tylko by pokazała w innej formie. Czy widzisz to tak samo?
To co Wrzosianka76 napisała siedzi mi w glowie. Że już to robię. Może tak. Ale rozkład to jednak coś innego niż rozmowa - tam karta lezy i jest, nie można jej przekonać, nie można dopowiedzieć. I właśnie to jest chyba to czego sie boję. Że zostanę sama z czymś co nie dyskutuje.
