Czekajcie, bo mi się tutaj mieszają dwie rozmowy - jedna o tym czy karty są 'prawdziwe', a druga o tym jaka jest praktyczna różnica między narodzin a osobowości. Czy możemy na chwilę wrócić do tego drugiego? Bo Walcia właśnie o to pytała i wciąż nie mam jasności.
Dziękuję Karinka, właśnie o to chodzi. Bo słucham całej tej rozmowy i widzę że każdy ma inne wyjaśnienie. Moje pytanie było proste - te dwie karty, co jedna daje a czego nie daje druga? I czy ta różnica jest w ogóle wyczuwalna w życiu codziennym, nie tylko w teorii?
Dobrze, spróbuję inaczej niż do tej pory. Nie przez definicje, tylko przez przykład. Wyobraź sobie że masz dwie osoby z tą samą kartą osobowości, ale różnymi kartami narodzin. Będą inaczej wyrażać tę samą energię. I odwrotnie - dwie osoby z tą samą kartą narodzin mogą wyglądać zupełnie różnie na zewnątrz. Różnica jest właśnie w tym, co stałe a co zmienne w ekspresji.
Słucham tego i myślę, że może problem polega na tym, że próbujemy jedną rzecz opisać dwoma różnymi językami jednocześnie. Numerologia mówi o tym inaczej niż tarot, a tarot jako system wróżbiarski mówi inaczej niż tarot jako psychologia Jungowska. Który z tych języków tutaj stosujemy?
A ja mam głupie pytanie - czy to w ogóle ma znaczenie z jakiej strony się doszło? Ja nie wiem nic o numerologii i nie wiem nic o Jungu, ale to zestawienie Gwiazdy i Wieży które tu padło wcześniej... to coś mi powiedziało o sobie. Czy to nie wystarczy?
Mam Słońce i Czwórkę, tzn. Cesarza. Liczyłam kilka razy i za każdym razem wychodzi to samo. Ale nie rozumiem dlaczego czuję się bardziej jak Cesarz w życiu niż jak Słońce. Myślałam że to mnie to właśnie dezorientuje w tym temacie.
Walcia, a to jest bardzo ważne co właśnie powiedziałaś! Jeśli czujesz się bardziej jak karta osobowości niż jak karta narodzin, to może właśnie potwierdza to, o czym tu rozmawiamy. Karta narodzin nie musi być tym, co czujesz na co dzień. Może być tym, co wychodzi dopiero kiedy zdrapiesz wszystko inne.
No dobra, to powiem wprost - mam Słońce i Cesarza i czuję się bardziej jak Cesarz. Ale wszędzie czytam że karta narodzin jest 'głębsza', 'bardziej fundamentalna'. Więc jak to możliwe że ta głębsza jest mniej wyczuwalna na co dzień?
To jest właśnie sedno. Głębsza nie znaczy bardziej widoczna. Cesarz jako karta osobowości to jest to, jak funkcjonujesz w świecie - jak organizujesz, jak zarządzasz, jak się prezentujesz. Słońce jako karta narodzin to coś, co działa pod spodem. Pytanie do Ciebie - w jakich momentach życia czułaś się naprawdę sobą, nie tylko sprawna?
Hmm. Chyba wtedy kiedy coś kończyłam, nie zaczynałam. Jak projekt dobiegał końca i widziałam efekt. To jest Słońce czy Cesarz?
To brzmi bardziej jak Słońce - ta satysfakcja z pełni, z doprowadzenia do końca. Cesarz bardziej lubi sam proces kontrolowania niż efekt końcowy. Ale ciekawa jestem co Reginka o tym myśli, bo ja mogę się mylić w tej interpretacji.
Jak coś wymyka mi się spod kontroli to... staram się to naprawić. Bardzo intensywnie. Nie odpuszczam. Czy to Cesarz?
To brzmi jak Cesarz, tak. Ale to samo pytanie mam do siebie - u mnie Cesarzowa i Ermitka, o których mówiłam wcześniej, i też ta Cesarzowa 'wchodzi' właśnie wtedy gdy coś idzie nie tak. Więc może karta osobowości to jest ten tryb reagowania na kryzys, nie stały stan?
Tu jest problem - my mamy trzy, cztery przykłady z tego wątku i na tej podstawie próbujemy powiedzieć coś ogólnego. Ktoś tu ma więcej osób które badał pod tym kątem? Bo Reginka mówiła o kilku osobach z tą samą kartą narodzin.
I na tym polega problem z całą tą rozmową - zbieramy anegdoty i nazywamy to obserwacjami. To nie jest to samo. Obserwacja wymaga powtarzalności i możliwości falsyfikacji. Czego tu nie ma.
Dobra, ale czy moglibyśmy może skupić się na tym co Walcia ma? Bo to zestawienie Słońce-Cesarz jest całkiem konkretne i chciałabym zobaczyć jak to wychodzi w praktyce, nie w teorii.
Też tu siedzę i czytam i mam pytanie - czy karta osobowości może być 'trudniejsza' niż karta narodzin? Bo mam wrażenie że w tym wątku zakłada się że karta narodzin jest jakby potencjałem a osobowości wyzwaniem. Ale może być odwrotnie?
Wieża jako karta narodzin? To brzmi intensywnie. Ja mam Gwiazdę i Wieżę jako zestawienie ale Wieża to moja osobowość, nie narodzin. I faktycznie czuję że muszę cały czas 'pracować' z tą energią. Justi85, jak Ty z tym żyjesz na co dzień?
To jest chyba to samo pytanie co na początku wątku tylko w innej formie - czy karta opisuje czy tworzy. Justi85 właśnie to pyta na swoim przykładzie. I nie ma łatwej odpowiedzi.
To pytanie Majki01 mnie zatrzymało - czy karta naprawdę opisuje czy tworzy. Bo jak siedzę i myślę o tej swojej Wieży... znaczy o Justi, ale to też moje pytanie od początku. Jak mam Słońce jako kartę narodzin, to czy to znaczy że 'jestem słoneczna' czy że mam dążyć do tego żeby być? Bo to dwie zupełnie różne sprawy.
Walcia, to jest właśnie serce tego tematu i dobrze że to wyartykułowałaś. Powiedz mi - kiedy obliczałaś te karty, to co poczułaś kiedy zobaczyłaś Słońce? Jakąś ulgę, rozpoznanie, czy raczej pytanie?
To jest bardzo ważna odpowiedź. Kiedy karta 'siedzi' - większość ludzi mówi właśnie o rozpoznaniu, nie o nadziei. Justi85 pisała o Wieży i brzmiało to jak rozpoznanie choć ciężkie. Walcia pisze o nadziei. To nie jest to samo.
I tu wróciłyśmy do pytania z tytułu wątku, tyle że od innej strony. Może karta narodzin nie jest tym 'czym jesteś' tylko tym 'ku czemu idziesz'? A osobowości to jest twoje aktualne sposób do tej drogi? To by tłumaczyło dlaczego Walcia nie czuje Słońca jako czegoś już obecnego.
Albo po prostu te dwie karty nie są na jednej osi 'teraz - cel'. Może to naprawdę są dwa różne poziomy opisu tej samej osoby i nie ma między nimi relacji hierarchicznej ani kierunkowej. Po prostu dwie prawdy naraz.
Chciałam wiedzieć... właściwie czy moje karty coś mówią o tym co mi przeszkadza w sobie. Mam tę tendencję do kontrolowania o której mówiłam i zastanawiałam się czy Cesarz to 'ja taka jestem' czy 'ja tak reaguję bo się boję'. I nadal nie wiem.
Walcia, to jest pytanie które tarot sam z siebie nie rozstrzyga. Ale Twoje zestawienie Słońce-Cesarz jest ciekawe właśnie pod tym kątem - Cesarz często kontroluje bo ma poczucie że bez tego wszystko się posypie. A Słońce nie kontroluje, bo ufa że jest wystarczająco. Czy to coś mówi?
Czytam to i muszę zapytać - skąd ta pewność że Cesarz kontroluje ze strachu? Ja Cesarza kojarzę z siłą, nie ze strachem. Może Walcia po prostu jest osobą która lubi mieć strukturę i to nie musi być lękowe?
