Ostatnio zacząłem się zastanawiać, czy karty tarota można wykorzystać nie tylko do wróżenia, ale też jako punkt wyjścia do medytacji. Chodzi mi o to, żeby po prostu wziąć jedną kartę, położyć ją przed sobą i przez dłuższy czas się w nią wpatrywać, nie próbując jej 'czytać', tylko pozwolić, żeby obrazy zaczęły coś we mnie poruszać. Próbował ktoś czegoś takiego? Zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens, czy może powinienem raczej uczyć się znaczeń kart na pamięć, zamiast siedzieć i się gapić.
To ma jak najbardziej sens i szczerze polecam tę metodę, szczególnie na początku pracy z kartami. Kontemplacja pojedynczej karty to coś zupełnie innego niż zakuwanie znaczeń z książki. Kiedy siadasz z kartą i po prostu na nią patrzysz, zauważasz szczegóły, które normalnie umykają. Pytanie tylko jak długo zwykle siedzisz z jedną kartą? Bo to ma znaczenie.
Pięć minut to zupełnie normalne na początku. Umysł ucieka, bo nie jest przyzwyczajony do tego rodzaju skupienia. Ale chciałem zapytać o coś innego - jaką kartę wybrałeś do tej pierwszej próby? Bo to trochę zmienia sposób, w jaki ta kontemplacja przebiega.
Wybrałem Księżyc, trochę losowo, trochę bo ta karta zawsze mnie jakoś... nie wiem, nie odpycham. Jest w niej coś niepokojącego i jednocześnie przyciągającego. Losowo wyciągnąłem ją z talii i pomyślałem, że to dobry znak, żeby z nią posiedzieć.
Księżyc to bardzo konkretny wybór do pierwszej kontemplacji, choć nie powiedziałabym że łatwy. Ta karta ma warstwy, które przy spokojnym wpatrywaniu mogą zacząć się ujawniać w nieoczekiwany sposób. Powiedz mi, co widziałeś kiedy twoje myśli zaczynały odpływać? Bo czasem właśnie wtedy, na granicy skupienia i rozproszenia, przychodzą najciekawsze obrazy.
Czytam ten wątek i zastanawiam się czy do takiej medytacji z kartą trzeba mieć jakieś specjalne przygotowanie? Znaczy czy powinnam najpierw się jakoś wyciszyć, może zapalić świecę, czy można po prostu wziąć kartę i siedzieć z nią w zwykłych warunkach przy biurku?
Przy tej medytacji z kartami warto mieć pod ręką kamień wspierający intuicję, labradoryt albo ametyst sprawdzają się świetnie. Nie chodzi o magiczne działanie, tylko o to, że trzymanie czegoś w dłoni pomaga zakorzenić uwagę i nie dać się unosić myślom. Ktoś z was próbował łączyć pracę z kartą z trzymaniem kamienia?
Dokładnie - kotwica, nie drugi obiekt. Kamień jest w ręce, karta jest przed oczami. To podobnie jak z oddechem w tradycyjnej medytacji, nie medytujesz na oddech, tylko wracasz do niego kiedy się zgubisz. Kamień spełnia podobną funkcję, tyle że przez dotyk, a nie wzrok.
Przy runach robimy podobnie, tyle że runa jest w dłoni, a nie przed oczami. Odczuwanie jej kształtem, ciężarem, chropowatością. Ciekawe czy ktoś próbował podobnie z kartą - nie wpatrywanie się, ale dotykanie krawędzi, trzymanie jej bez patrzenia? Pytam serio, bo nie wiem czy to ma sens przy kartach tak jak przy runach.
Ale zaraz, bo to chyba zależy od talii, nie? W Rider-Waite obrazy są bardzo narracyjne, pełne postaci i scen. W talii marseillańskiej Małe Arkana to właściwie same kije i miecze bez fabuły. Kontemplacja karty z Marseille to zupełnie inne ćwiczenie niż z Rider-Waite i nie wiem czy wrzucanie ich do jednego worka ma sens.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się czy ktoś z was odczuwał podczas takich medytacji z kartą coś, co można by opisać jako energetyczne zmiany w ciele? Pytam, bo przy pracy z czakrami czasem konkretne symbole wywołują fizyczne odczucia i ciekawi mnie czy karty działają podobnie.
ja raz sedizałam z kartą Cesarzowej i po dłuższej chwili poczułam jakiś ciepło w klatce piersiowej, nie wiem czy to miało coś wspólnego z kartą czy to było przypadkowe ale było wyraźne. to mogło byc to co opisujesz?
To jest interesujące bo ja z kolei próbowałam siedzieć z Wieżą i miałam wyraźne napięcie w okolicy szczęki, jakby stres. Przerwałam dość szybko, bo nie wiedziałam co z tym zrobić. Teraz się zastanawiam czy powinnam była zostać z tym odczuciem zamiast uciekać.
To co piszecie o fizycznych odczuciach mnie trochę zaskakuje, bo przy moim Księżycu nic takiego nie poczułem. Może za krótko siedziałem, może za bardzo analizowałem obrazek zamiast po prostu być z kartą. Ale to zdanie Ludwini o tym, że umysł nie chce konfrontować - to chyba właśnie moje pięć minut to była ucieczka, nie skupienie.
Przy tym wątku o odczuciach fizycznych chcę dopytać o jedno. Wszyscy mówicie o konkretnych kartach, które coś wywołują, Wieża, Cesarzowa, Księżyc. Ale czy ktoś próbował siedzieć z kartą, która jest dla was zupełnie obojętna? Bo moim zdaniem to jest ciekawsze ćwiczenie niż kontemplacja kart, które już coś w nas poruszają.
Ta rozmowa o fizycznych odczuciach jest ciekawa, ale mam wrażenie, że trochę odjechaliśmy od podstawowego pytania Remigiusza88, czyli czy w ogóle da się medytować z kartą. On cały czas piszę że nie wiedział co robić przy tym Księżycu. Może zamiast teorii o czakrach i szczękach, ktoś powinien mu powiedzieć od czego zacząć praktycznie?
Remigiusz, na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, ale opisz mi jedną sesję dokładniej. Co robiłeś przez te pięć minut krok po kroku? Nie co czułeś, tylko co robiłeś. Wtedy łatwiej powiedzieć, gdzie ta kontemplacja u ciebie utknęła.
Ja mam podstawowe pytanie bo trochę się tu zgubiłam. Czy podczas tej medytacji z kartą mam w ogóle myśleć o znaczeniu karty, czy odłożyć wszystko co wiem na bok i patrzeć na nią jak na rysunek, który nic nie znaczy? Bo nie wiem które podejście jest właściwe i wydaje mi się że jak siedzę z kartą to cały czas walczę ze swoją wiedzą o jej znaczeniu.
To co mówi Sauwak o wyrecytowaniu wiedzy przed sesją to ma sens, ale zastanawiam się czy to nie działa tylko dla osób, które już tę wiedzę mają. Bo jak ktoś dopiero zaczyna i zna dwa zdania o karcie, to co ma wyrecytować? Czy dla zupełnych nowicjuszy kontemplacja nie jest przypadkiem łatwiejsza, bo nie mają czego odkładać na bok?
Przepraszam, że wchodzę w środek, ale chciałam zapytać o podstawy bo nie do końca rozumiem. Jak ktoś mówi, że medytuje z kartą, to po prostu patrzy na nią i nic nie robi? Czy jest jakiś konkretny krok, który odróżnia to od zwykłego wpatrywania się?
Remigiusz, to jest bardzo uczciwy opis i powiem ci co widzę. Masz dwa tryby, patrzenie i analizowanie, i skakałeś między nimi bez kontroli. Pytanie do ciebie: w którym momencie poczułeś że coś się zmienia, że jest inaczej niż przy zwykłym czytaniu o karcie? Czy był taki moment?
I właśnie o to chodzi. Te dwadzieścia sekund to nie przypadek, to moment zanim interpretacja zdąży przykryć bezpośrednie doświadczenie. Pytanie czy masz jakiś sposób żeby ten stan wydłużyć, czy za każdym razem analiza wchodzi od razu?
To samo mi się przytrafia i dopiero teraz rozumiem co się dzieje. Myślałam, że to ja coś źle robię, że za mało skupienia mam. A to po prostu ta interpretacja wchodzi automatycznie.
Nie brzmi banalnie. Brzmi jak prawdziwe. Większość wglądów w kontemplacji jest początkowo bardzo niepozorna i przez to ludzie je odrzucają jako nieważne. Zimno, ciepło, lekkość w klatce. To są dane, nie ozdobniki.
Ten spór między Sauwak i Heniek59 jest dla mnie bardzo znajomy z pracy z runami. Też przez długo miałam ten dylemat, czy ufać odczuciom czy je weryfikować. Doszłam do wniosku, że oba podejścia muszą iść razem, ale w różnych momentach. W trakcie sesji ufam. Po sesji weryfikuję. Może to da się przenieść na tarot?
Chcę dodać coś z trochę innej strony. Pracuję dużo z kamieniami i jedną rzecz przeniosłam do kontemplacji kart: trzymam podczas sesji kamień, który ma mi pomóc utrzymać uwagę, nie analizować. Obsydian albo ametyst. To coś dla rąk żeby nie szukały zajęcia, i jakoś to spowalnia myślenie interpretacyjne. Czy ktoś próbował czegoś podobnego przy tarocie?
Wracając do Remigiusza i jego dwudziestu sekund, bo ten wątek jest według mnie najważniejszy w całej tej dyskusji. Mówił o chłodzie przy wodzie na Księżycu. Mam pytanie do niego i do wszystkich, którzy mają doświadczenie z kontemplacją kart wodnych, Księżyc, Gwiazda, As Kielichów. Czy te karty wywołują inne stany fizyczne niż karty ogniste? Bo jeśli tak, to nie jest przypadek.
