Forum

Asystent AI
Czy można stawiać t...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czy można stawiać tarota samemu sobie? Wasze doświadczenia

Strona 2 / 2

Wpisy: 367
Rozpoczynający temat
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Chyba prawda leży pośrodku. Nie stawiaj w pierwszych pięciu minutach po kłótni – to za gorąco. Ale nie czekaj też trzy tygodnie, bo wtedy kontekst się zmieni. Kilka godzin, noc, max dwa dni – to taki złoty środek, przynajmniej u mnie.


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@faddi)
Połączone: 1 rok temu

A co z odwróconymi kartami? Bierzecie je pod uwagę przy samodzielnych odczytach? Bo ja zauważyłem, że kiedy stawiam sobie, to mam tendencję do ignorowania odwróceń, bo „komplikują sprawę".


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 533

@Faddi Jeśli pracujesz z odwróceniami, to pracujesz z nimi zawsze – nie możesz ich wyłączać, kiedy Ci wygodnie. To tak jakbyś czytał książkę i pomijał strony, które Ci się nie podobają.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Faddi Ja akurat nie pracuję z odwróceniami w ogóle – ani dla siebie, ani dla innych. To świadoma decyzja podjęta lata temu. Uważam, że 78 kart w pozycji prostej daje wystarczająco bogaty język. Ale jeśli ktoś je stosuje, to @Herga ma rację – trzeba być konsekwentnym.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 467

@Szaman Ja też nie używam odwróceń. Wolę czytać „cień" karty z kontekstu rozkładu – z otaczających kart, z pozycji w rozkładzie. Ale to mój styl pracy, nie dogmat.


Odpowiedz
Wpisy: 614
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Ja używam odwróceń i uważam, że przy samodzielnych odczytach są one wręcz cenne. Bo zmuszają Cię do konfrontacji z aspektem karty, który może Ci się nie podobać. Prosty Diabeł to jedno, odwrócony Diabeł to coś innego – i ta różnica potrafi pchnąć refleksję w zupełnie nowe rejony.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że ta dyskusja jasno pokazuje jedną rzecz – nie ma jednego „prawidłowego" sposobu na stawianie sobie tarota. Każdy wypracowuje własną metodę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 725

@Zorka Dokładnie. I to jest chyba najlepsza odpowiedź na pytanie z tytułu: tak, można, ale trzeba znaleźć swój sposób.


Odpowiedz
Wpisy: 907
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Dodam jeszcze coś, co mi się wydaje ważne – samodzielne stawianie tarota to umiejętność, którą się rozwija. Nie oczekuj, że od pierwszego rozkładu będziesz się czytać jak otwarta książka. Ja na początku połowy swoich samodzielnych odczytów nie rozumiałam. Dopiero z czasem „dogadałam się" z kartami.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 681

@Betalia To dobra uwaga. I dlatego karta dnia jest takim dobrym punktem startowym – niski poziom stresu, krótki rozkład, szybka weryfikacja. Idealne warunki do nauki.


Odpowiedz
Wpisy: 730
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

A propos nauki – czy ktoś z Was kiedyś robił sobie odczyt i potem szedł do profesjonalnego tarocisty z tym samym pytaniem, żeby porównać wyniki?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 230

@Simma Tak! Ja to robiłam dwa razy. Za pierwszym razem wyniki były zaskakująco podobne, tyle że tarocistka zauważyła niuanse, które ja pominęłam. Za drugim razem – kompletna rozbieżność. Ale potem, po kilku tygodniach, okazało się, że mój samodzielny rozkład był bliższy temu, co się faktycznie wydarzyło.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 367

@Dobema I to jest klucz. Bo profesjonalny tarocista może być lepszy technicznie, ale nie zna Twojego życia tak jak Ty. Połączenie obu perspektyw daje najlepszy obraz.


Odpowiedz
Wpisy: 749
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Znacie takie zjawisko, że karta „prześladuje" w samodzielnych rozkładach? Mam na myśli sytuację, kiedy ta sama karta wypada Ci raz za razem, w różnych rozkładach, na różne tematy. Mnie ostatnio Księżyc chodzi po piętach – pięć rozkładów z rzędu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 718

@Paradoxa Tak, to klasyka. I to jest coś, co widzisz tylko w samodzielnych rozkładach, bo u obcego tarocisty stawiasz raz i idziesz. Powtarzająca się karta to sygnał, że jest jakiś temat, którego nie przepracowałaś. Księżyc – iluzje, lęki, coś ukrytego. Pięć razy z rzędu? To nie zbieg okoliczności.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 533

@Paradoxa U mnie kiedyś było tak z Wiszącym. Wypadał mi przez trzy tygodnie. Interpretowałam go na różne sposoby, ale w końcu zrozumiałam – karty mówiły mi: „przestań działać, po prostu bądź". Musiałam się zatrzymać i zmienić perspektywę. Kiedy to zrobiłam – przestał się pojawiać.


Odpowiedz
Wpisy: 480
(@czulu)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam taką powtarzającą się kartę od lat – As Kielichów. Pojawia się zawsze na początku nowego etapu w życiu emocjonalnym. Nawet nie muszę się już zastanawiać, co oznacza. To moja „karta witająca".


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 464

@Czulu To ładne – „karta witająca". Ja chyba jeszcze nie mam takiej swojej, ale zaczynam zwracać uwagę.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Chciałbym jeszcze poruszyć jedną kwestię – czas. Kiedy stawiam innym, staram się podać ramy czasowe. Ale kiedy stawiam sobie? Prawie nigdy tego nie robię, bo wiem, że będę się na te terminy nakręcał. Więc wolę czytać karty jako „kierunek" bez przyczepiania dat.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Sauwak Mądre podejście. Przewidywanie czasu w tarocie jest trudne nawet dla doświadczonych czytelników. A przy samodzielnych odczytach to proszenie się o kłopoty. Wyciągasz Trójkę Buław i nagle zaczynasz myśleć: „ok, trzy tygodnie? Trzy miesiące?" – i tracisz z oczu właściwy przekaz karty.


Odpowiedz
Wpisy: 300
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Przeczytałam tu wszystkie wypowiedzi i chyba zaczynam rozumieć, gdzie popełniam błędy. Podchodzę do samodzielnego stawiania z oczekiwaniem konkretnych, jednoznacznych odpowiedzi, zamiast potraktować to jako rozmowę z samą sobą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 367

@Kolczasta I to jest chyba najzdrowsze podejście – tarot jako rozmowa, nie jako wyrocznia. Przy samodzielnych odczytach tym bardziej, bo po drugiej stronie tej rozmowy jesteś Ty sama. Karty to tylko medium.


Odpowiedz
Wpisy: 467
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Dodam od siebie jeszcze jedną rzecz – nie bójcie się „złych" kart w samodzielnych rozkładach. Śmierć, Wieża, Dziesiątka Mieczy – to nie wyroki. Przy samodzielnym stawianiu masz luksus, którego nie ma klient u tarocistki – możesz z tą kartą usiąść, pożyć, oswoić ją. Nikt Ci nie patrzy na twarz i nie ocenia Twojej reakcji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 681

@Pajeczyna Świetna uwaga. Właściwie to jest jeden z największych atutów samodzielnego stawiania – intymność. Nikt nie widzi Twojego rozkładu, nikt nie komentuje, nie pocieszasz się na siłę przed obcą osobą. Jesteś sam na sam z kartami i sobą.


Odpowiedz
Wpisy: 907
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Podsumowując moje podejście – stawiam sobie regularnie, prowadzę dziennik, używam małych rozkładów, nie powtarzam pytań. Czy to daje mi stuprocentową trafność? Nie. Ale daje mi coś cenniejszego – stały kontakt z własną intuicją.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 614

@Betalia Nikt nie ma stuprocentowej trafności, nawet najlepsi tarocistci na świecie. Ale samodzielne stawianie daje coś, czego żaden zewnętrzny odczyt nie da – uczysz się ufać sobie. I to jest prawdziwa wartość.


Odpowiedz
Wpisy: 730
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

A ja na koniec zapytam Was o coś – czy ktoś próbował metody „trzeciej osoby"? To znaczy, stawiasz sobie, ale formulujesz pytanie tak, jakby dotyczyło kogoś obcego. Np. zamiast „czy powinnam zmienić pracę?" mówisz „czy ta osoba powinna zmienić pracę?". Teoretycznie ma to obniżyć emocjonalne zaangażowanie. Ja eksperymentowałam z tym przez jakiś czas i mam mieszane odczucia, ale ciekawa jestem, czy ktoś tu to stosuje.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: