Forum

Asystent AI
Czy można stawiać t...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czy można stawiać tarota samemu sobie? Wasze doświadczenia

Strona 1 / 2

Wpisy: 367
Rozpoczynający temat
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Temat pewnie nie raz się pojawia w głowach wielu z Was, więc otworzę go oficjalnie. Stawiacie tarota sami sobie? Ja to robię od lat i mam na ten temat dość wyrobiony pogląd, ale chętnie posłucham, jak to u Was wygląda. Bo wiem, że opinie są podzielone – jedni uważają, że to w ogóle nie ma sensu, bo emocje zaburzają odczyt, a drudzy twierdzą, że wręcz przeciwnie, nikt nie zna nas lepiej niż my sami.


Odpowiedz
98 odpowiedzi
Wpisy: 728
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Stawiam sobie regularnie i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Natomiast muszę przyznać, że przez lata wypracowałem sobie pewne zasady, których się trzymam. Przede wszystkim – nigdy nie stawiam, kiedy jestem emocjonalnie nakręcony. Jeśli coś mnie mocno ruszło, czekam minimum dobę. A najlepiej dwie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 467

@Sauwak To kluczowa sprawa. Ja kiedyś popełniałam ten błąd – rozstanie, łzy, a ja od razu po talię. I co? Wyciągałam karty, które kompletnie nie pasowały albo pasowały aż za bardzo do tego, co chciałam usłyszeć. Teraz przed każdym własnym rozkładem siadam z dzienniczkiem i spisuję, co czuję. Dopiero kiedy przeleje to na papier, biorę karty.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@kasiulka25)
Połączone: 1 rok temu

A ja mam z tym problem, bo ciągle mam wrażenie, że interpretuję karty pod siebie. Wyciągam Wieżę i zamiast przyjąć, że coś się posypie, zaczynam szukać „pozytywnego aspektu" na siłę. I potem sama nie wiem, czy odczyt był rzetelny, czy po prostu powiedziałam sobie to, co chciałam usłyszeć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 681

@Kasiulka25 To się nazywa „łowienie odpowiedzi" i robi to niemal każdy na jakimś etapie. Wyciągasz kartę wyjaśniającą, potem drugą, trzecią, aż w końcu ląduje coś przyjemnego i mówisz „a to jest właściwy przekaz". Tyle że wtedy masz na stole osiem kart zamiast trzech i bałagan informacyjny.


Odpowiedz
Wpisy: 533
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie tak. Ja mam żelazną zasadę – maksymalnie jedna karta wyjaśniająca i koniec. Jeśli po niej dalej nie rozumiem przekazu, odkładam rozkład i wracam do niego następnego dnia. Zdarza się, że rano patrzę na te same karty i nagle wszystko jest oczywiste.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

A czy Wy prowadzicie dziennik tarotowy? Bo ja zaczęłam parę miesięcy temu i widzę ogromną różnicę. Zapisuję pytanie, karty, moją interpretację, a po tygodniu albo dwóch wracam i sprawdzam, co się faktycznie wydarzyło. I muszę powiedzieć, że to brutalnie weryfikuje, na ile obiektywnie czytam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 367

@Zorka Dziennik to podstawa, jeśli ktoś chce stawać się lepszym czytelnikiem. Szczególnie w odczytach dla siebie, bo masz czarno na białym zapis swoich interpretacji i możesz zobaczyć, gdzie Ci się powtarzają pewne wzorce. Ja po dwóch latach prowadzenia dziennika zobaczyłam, że konsekwentnie bagatelizuję Miecze, kiedy dotyczą moich relacji. Taki ślepy punkt.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Mi się wydaje, że największy problem z samodzielnym stawianiem to nie tyle emocje, co powtarzanie rozkładu na ten sam temat. Znacie to? Stawiasz, dostajesz odpowiedź, która Ci się nie podoba, więc za godzinę stawiasz jeszcze raz. A potem jeszcze raz. I w efekcie masz trzy różne odpowiedzi i nie wiesz, która jest „ta prawdziwa".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Whisper Ja to nazywam „maltretowaniem talii". Karty odpowiedziały za pierwszym razem. Kropka. Jeśli powtarzasz pytanie, to de facto mówisz im: „nie wierzę w to, co mi pokazałyście". I potem się dziwisz, że kolejne rozkłady dają bzdury. Stare powiedzenie mówi, że wyrocznia, którą się nagabuje, zaczyna żartować.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 907

Zgadzam się z @Szaman, ale dodam jeszcze jedną rzecz – nawet jeśli nie powtarzasz dosłownie tego samego pytania, to przeformułowanie go w stylu „no dobra, a może zapytam inaczej" to wciąż ta sama gra. Karty to wiedzą. Brzmi dziwnie powiedziane w ten sposób, ale praktyka pokazuje, że tak właśnie jest.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

U mnie wygląda to tak, że potrafię stawiać sobie na tematy, w które emocjonalnie nie jestem zaangażowana. Pytania w stylu „nad czym powinnam się skupić w tym tygodniu" albo „co blokuje mój rozwój zawodowy" – bez problemu. Ale jak chodzi o miłość albo bliską osobę, to od razu robię się stronnicza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 749

@Dobema I to jest zupełnie normalne. Ja uważam, że umiejętność rozpoznania, kiedy nie jesteś w stanie obiektywnie odczytać kart, jest równie ważna jak umiejętność samego stawiania. Nie ma nic złego w tym, żeby powiedzieć sobie: „ok, ten temat jest za gorący, poproszę kogoś".


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@faddi)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam znajomą tarocistkę i mamy taki układ, że stawiamy sobie nawzajem w sprawach, w które jesteśmy emocjonalnie wplątane. Działa świetnie. Na co dzień każda z nas stawia sama sobie bez problemu, ale jak coś poważnego – dzwonimy do siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 718
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

Dla mnie kluczowe jest rozróżnienie – stawiam sobie tarota nie po to, żeby „poznać przyszłość", ale żeby lepiej zrozumieć sytuację. Traktuję to bardziej jako lustro niż kryształową kulę. I w takim podejściu samodzielne stawianie ma ogromny sens, bo nikt nie zna mojego kontekstu lepiej ode mnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 300

@Barni Ciekawe podejście. Ja chyba właśnie dlatego mam problemy z samodzielnym stawianiem, bo podchodzę do tego jak do wróżby – „powiedz mi, co będzie". I potem się denerwuję, że karty nie dają mi jednoznacznej odpowiedzi.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 614

@Kolczasta Bo karty rzadko dają jednoznaczne odpowiedzi, nawet kiedy stawia ktoś inny. Tarot to nie automat, do którego wrzucasz monetę i wypada „tak" albo „nie". To raczej rozmowa, a w rozmowie trzeba słuchać, a nie tylko czekać na swoją kolej.


Odpowiedz
Wpisy: 730
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Ja stawiam sobie codziennie jedną kartę rano – taką „kartę dnia" – i to uważam za najlepszą formę samodzielnej pracy z tarotem. Zero presji, zero emocjonalnego zaangażowania w jakiś konkretny wynik. Po prostu pytam: „czego mogę się dziś spodziewać?" albo „na co zwrócić uwagę?". Wieczorem wracam i sprawdzam, czy mi się to gdzieś pojawiło w ciągu dnia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 724

@Simma Ja też tak robię i potwierdzam – to najlepsza metoda na budowanie relacji z talią. A przy okazji uczysz się kart w praktyce, nie z książki.


Odpowiedz
Wpisy: 480
(@czulu)
Połączone: 1 rok temu

A ja powiem coś kontrowersyjnego – uważam, że mit o tym, że „nie powinno się stawiać sobie tarota" wymyślili ludzie, którzy żyją z rozkładów. Im więcej osób wierzy, że samodzielne stawianie jest niemożliwe lub niebezpieczne, tym więcej klientów. Nie mówię, że wszyscy tarocistki tak robią, ale ten mit jakoś dziwnie im na rękę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 533

@Czulu No to mocno powiedziane, ale nie powiem, że bez sensu. Ja sama znam osoby, które prowadzą profesjonalne praktyki i jednocześnie stawią sobie codziennie. A klientom powtarzają, że samodzielne stawianie „zakłóca energię".


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Czulu Częściowo się zgadzam, ale nie demonizowałbym aż tak. Część tarocistów uczciwie uważa, że emocjonalna bliskość tematu zaburza odczyt – i mają ku temu powody. To nie musi być kwestia zarobków.


Odpowiedz
Wpisy: 367
Rozpoczynający temat
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

To prawda, ale z mojego doświadczenia wynika, że problem leży gdzie indziej. Większość osób, które mówi „nie umiem stawiać sobie", tak naprawdę nie umie czegoś innego – nie umie być wobec siebie szczera. A to już nie jest kwestia tarota, tylko kwestia samoświadomości.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 467

@Gebda Trafione w punkt. Ja kiedyś wyciągnęłam sobie Trójkę Mieczy w pytaniu o związek i napisałam w dzienniczku „chodzi o dawne rany, które leczę". Po miesiącu okazało się, że chodziło o zdradę, o której podświadomie wiedziałam, ale nie chciałam tego zobaczyć. Karty pokazały prawdę od razu, to ja nie chciałam jej przyjąć.


Odpowiedz
(@kasiulka25)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 133

@Pajeczyna Właśnie tego się boję. Że karty mi pokażą coś, czego nie chcę widzieć, a ja to przeoczę albo przekręcę.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 681

@Kasiulka25 Ale to nie jest argument przeciw samodzielnemu stawianiu – to argument za dzienniczkiem i za uczciwością wobec siebie. Bo jak pójdziesz do tarocistki i ona Ci powie coś, czego nie chcesz słyszeć, to też możesz to zignorować. Mechanizm obronny jest ten sam.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam jeszcze takie pytanie – czy ma znaczenie, jakim rozkładem stawiacie sobie? Bo gdzieś czytałam, że do samodzielnych odczytów lepiej stosować małe rozkłady, trzy-pięć kart, bo Krzyż Celtycki czy inne rozbudowane rozkłady łatwiej „zagmatwać" własną interpretacją.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Zorka Jest w tym sporo racji. Im więcej kart, tym więcej miejsca na projekcje. Przy trzech kartach masz konkretny, zwarty komunikat. Przy dziesięciu – pole do nadinterpretacji. Ja sobie stawiam prawie zawsze na trzech lub pięciu kartach. Krzyż Celtycki rezerwuję dla odczytów dla innych osób.


Odpowiedz
Wpisy: 718
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

Ja się nie zgodzę. Stawiam sobie na Krzyżu Celtyckim i nie mam z tym problemu. Ale faktem jest, że robię to od ponad piętnastu lat i znam ten rozkład na wylot. Dla kogoś, kto dopiero się uczy, mniejsze rozkłady będą zdecydowanie lepsze.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 907

@Barni Kwestia doświadczenia, tak. Ale ja nawet po wielu latach wolę sobie stawiać na małych rozkładach, bo cenię sobie klarowność przekazu. Trzy karty – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość – i tyle mi wystarczy do refleksji.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

A co z sytuacją, kiedy karty mówią coś kompletnie niezwiązanego z pytaniem? Mi się to zdarza przy samodzielnych odczytach. Pytam o pracę, a dostaję same Kielichy i Kochankowie. I nie wiem, czy źle stawiam, czy karty mi mówią: „hej, tu nie chodzi o pracę, tu chodzi o coś innego".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 749

@Whisper To drugie. Karty bardzo często odpowiadają nie na pytanie, które zadałeś, ale na pytanie, które powinieneś był zadać. Szczególnie przy samodzielnych odczytach, bo Twoja podświadomość „wie", o co naprawdę chodzi, nawet jeśli Twój świadomy umysł się przed tym broni.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 730

@Whisper Potwierdzam to, co pisze @Paradoxa. Mnie się to przydarzyło nie raz. Pytałam o finanse, a karty ciągle wracały do relacji. Po tygodniu okazało się, że problemem nie były pieniądze, tylko to, że partner wydawał je za moje plecami. Karty widziały to wcześniej niż ja.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

To jest trochę przerażające, nie? Że karty mogą widzieć coś, czego my sami nie chcemy dostrzec?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 614

@Dobema Przerażające to złe słowo. To raczej pocieszające – masz w ręku coś, co potrafi Ci powiedzieć prawdę, kiedy wszyscy wokół (łącznie z Tobą samą) kłamią. Pytanie tylko, czy jesteś gotowa słuchać.


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@faddi)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie praktyczne. Jak Wy się przygotowujecie do samodzielnego rozkładu? Mam na myśli takie fizyczne aspekty – czy zapalajcie świecę, kadzidło, medytujecie przed? Czy po prostu siadacie i tasujecie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 533

@Faddi Ja zapalałam kadzidło i świecę przez pierwszy rok, potem przestałam i nie widzę różnicy w jakości odczytów. Myślę, że rytuał przygotowawczy pomaga na początku, bo wprowadza Cię w odpowiedni stan umysłu. Ale z czasem umiesz się „przełączyć" bez tych zewnętrznych bodźców.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 367

@Faddi Ja za to stawiam na ciszę. Wyłączam telefon, zamykam laptopa. Pięć minut z zamkniętymi oczami, koncentruję się na oddechu. I dopiero wtedy biorę talię. Kadzidło, świece – to opcja, nie wymóg.


Odpowiedz
Wpisy: 480
(@czulu)
Połączone: 1 rok temu

Ja w ogóle nie rytualizuję swoich samodzielnych rozkładów i to celowo. Bo uważam, że tarot powinien być dostępny tu i teraz, bez budowania wokół niego atmosfery mistycznego seansu. Rano piję kawę, taguję kartę i idę dalej. Działa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Czulu Przy karcie dnia – jasne. Ale jak stawiam sobie poważniejszy rozkład, np. w związku z ważną decyzją, to jednak wolę się chwilę wyciszyć. To nie kwestia mistycyzmu, ale jakości skupienia.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 300

@Czulu Ja bym nie potrafiła tak na szybko. Muszę mieć swój rytuał, bo inaczej nie czuję, że to „działa". Ale rozumiem, że to może być moje ograniczenie, nie wymóg tarota.


Odpowiedz
Wpisy: 467
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do głównego pytania – czy można stawiać sobie tarota? – ja uważam, że nie tylko można, ale wręcz powinno się. Przynajmniej od czasu do czasu. Bo to buduje relację z talią, której nie zbudujesz robiąc odczyty wyłącznie dla innych. Twoje karty muszą „znać" Twoją energię.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 681

@Pajeczyna Kompletnie się zgadzam. Dodam, że czytanie kart wyłącznie dla innych i nigdy dla siebie to trochę jak bycie terapeutą, który nigdy nie był na terapii. Technicznie możliwe, ale czegoś brakuje.


Odpowiedz
Wpisy: 724
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

To mi przypomina temat, który kiedyś tu wyskoczył – że nie powinno się kupować sobie pierwszej talii, tylko trzeba ją dostać w prezencie. Też mit?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Leonora Absolutny mit. Nie ma żadnej tradycji, która by tego wymagała. To się gdzieś wzięło z plotki na plotce i urosło do rangi „zasady". Kupuj sobie talię, kiedy chcesz, jaką chcesz.


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 718

@Leonora Potwierdzam. Ja swoją pierwszą talię kupiłem sam w antykwariacie i jakoś przez te wszystkie lata karty się na mnie nie obraziły.


Odpowiedz
Wpisy: 730
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do tematu dziennika – chciałam się podzielić jedną obserwacją. Prowadzę dziennik od czterech lat i widzę wyraźne cykle w kartach, które mi wypadają. Np. co jakiś czas wraca mi Pustelnik – zawsze w okresach, kiedy potrzebuję się wycofać i przemyśleć sprawy. Bez dziennika bym tego wzorca nie zauważyła. I to jest coś, co widzisz tylko przy samodzielnym stawianiu, bo żaden tarocista nie będzie za Ciebie śledzić tych powtórzeń przez miesiące.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 533

@Simma O tak, te cykliczne karty to jest temat rzeka. U mnie to Ósemka Kielichów – pojawia się zawsze, kiedy kończę jakiś etap i podświadomie wiem, że czas iść dalej, ale jeszcze się za to nie zabieram. To taka moja „karta sygnałowa".


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 800

@Simma @Herga To jest właśnie powód, dla którego zaczęłam prowadzić dziennik. Przeczytałam gdzieś, że karty tworzą osobisty „język" z każdym czytelnikiem i dopiero z czasem łapiesz te niuanse. Na razie jestem na etapie zbierania danych, ale już widzę pewne powtórzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 907
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Jest jeszcze jeden aspekt samodzielnego stawiania, o którym mało kto mówi – cierpliwość. Jak idziesz do tarocistki, to chcesz odpowiedzi tu i teraz. Ale jak stawiasz sobie sama, to możesz z rozkładem żyć. Nie musisz go od razu „rozwiązać". Możesz zostawić karty na stole i wracać do nich przez kilka dni. Ja tak robię z bardziej złożonymi rozkładami – pierwsza interpretacja, potem sen, potem rano patrzę świeżym okiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 725

@Betalia To ciekawe, bo ja odwrotnie – jak zostawiam rozkład na stole, to zaczynam go nad-analizować. Wracam co chwilę, wymyślam nowe interpretacje. Wolę jednorazowe spojrzenie – zapisuję i chowam.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 749

@Whisper To kwestia temperamentu. Jedni potrzebują marynowania, drudzy szybkiego strzału. Nie ma jednej właściwej metody. Ważne, żebyś wiedział, co Tobie pasuje, i się tego trzymał.


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@faddi)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam jeszcze jedno spostrzeżenie – jak stawiam sobie, to dużo częściej wypadają mi karty „trudne". Wieża, Dziesiątka Mieczy, Diabeł. U innych osób mam bardziej zrównoważony rozkład. Czy to jest jakaś prawidłowość, czy po prostu tak mi się kręci?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Faddi To może być tak zwany efekt potwierdzenia – łatwiej zapamiętać i zwrócić uwagę na karty, które wywołują emocje, a zignorować te „neutralne". Sprawdź w dzienniku, czy naprawdę tak jest, czy Ci się tylko wydaje.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 367

@Faddi Ale jest też inna opcja – jeśli podchodzisz do samodzielnego stawiania z napięciem i lękiem, to Twoja energia może przyciągać karty, które to napięcie odzwierciedlają. To nie jest tak, że karty „wiedzą", że się boisz – bardziej chodzi o to, że Twoja ręka inaczej tasuje, inaczej tnie talię, kiedy jesteś spięty.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 614

@Gebda Ja bym był ostrożny z takim mechanistycznym tłumaczeniem. Bo jeśli redukujemy tarot do „inaczej tasujesz, kiedy jesteś spięty", to w zasadzie mówimy, że to losowość plus projekcja. A ja uważam, że jest w tym coś więcej. Nie potrafię tego nazwać, ale po tylu latach pracy z kartami wiem, że to nie jest czysty przypadek.


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 480

@Krysztal Popieram. Ja nie próbuję tłumaczyć, jak to działa. Po prostu działa. I moje doświadczenie mówi mi, że działa nawet lepiej, kiedy nie próbuję tego analizować.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

A czy ktoś z Was próbował stawiać sobie online? Mam na myśli te generatory rozkładów w internecie. Bo ja czasem tak robię, kiedy nie mam talii przy sobie, i nie jestem pewna, czy to daje takie same efekty.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Dobema Dla mnie osobiście – nie. Brakuje fizycznego kontaktu z kartami, brakuje tasowania, brakuje tego momentu, kiedy Twoja ręka zatrzymuje się na konkretnym miejscu w talii. Ale znam osoby, które korzystają z aplikacji i twierdzą, że im to działa. Więc pewnie zależy od osoby.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 681

@Dobema Ja raz w życiu skorzystałam z tarotowego generatora online i wyciągnęłam Głupca, Koło Fortuny i Gwiazdę. Musiałam przyznać, że to był trafny zestaw na tamten moment. Ale nie czułam tej samej „rozmowy" co z fizyczną talią. Dla mnie to różnica jak między SMS-em a spotkaniem twarzą w twarz.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 467

@Dobema Ja używam aplikacji do karty dnia, kiedy jestem w podróży i nie zabieram talii. Traktuję to jako lekki wgląd, nie jako pełnoprawny odczyt. Ale nie przekreślam tego zupełnie – intencja czytelnika też ma znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@kasiulka25)
Połączone: 1 rok temu

Czytam tu Wasze wpisy i mam jeszcze jedno pytanie – czy macie jedną talię, którą używacie do odczytów dla siebie, czy osobną? Bo słyszałam, że powinno się mieć osobną talię do osobistych rozkładów.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 533

@Kasiulka25 Ja mam osobną i polecam. Nie dlatego, że to jakiś obowiązek, ale talia, której używasz tylko do własnych rozkładów, z czasem staje się Twoim osobistym lustrem. Inni czytelnicy nie mieszają w nią swoich energii.


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 718

@Kasiulka25 A ja mam jedną talię do wszystkiego i jakoś żyję. Oczyszczam ją po sesjach z innymi osobami i tyle mi wystarczy. Ale rozumiem podejście @Herga – to kwestia osobistych preferencji.


Odpowiedz
Wpisy: 730
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam dwie talie – Rider-Waite do odczytów dla innych i Tarot Marsylski do pracy ze sobą. I powiem, że z Marsylczykiem mam zupełnie inną relację niż z RW. Marsylczyk jest bardziej bezpośredni, mniej „owijający w bawełnę". Do pracy z samą sobą to mi pasuje.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 907

@Simma Ciekawy wybór. Ja do samodzielnych odczytów używam Thoth Tarota. Symbolika Crowleya jest gęsta, więc wymaga skupienia – i to paradoksalnie pomaga mi być bardziej obiektywną, bo muszę myśleć, zamiast reagować emocjonalnie.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 724

@Betalia Thoth mnie przeraża, szczerze mówiąc. Znaczy – przeraża to za mocno powiedziane, ale ta symbolika jest dla mnie zbyt hermetyczna. Chyba muszę do niego dojrzeć?


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 749

@Leonora Nie każda talia jest dla każdego. Jeśli Ci z nią niekomfortowo, to użyj czegoś innego. Tarot to nie egzamin, nie musisz pracować z czymś, co Cię blokuje. Najważniejsza jest talia, z którą potrafisz prowadzić dialog.


Odpowiedz
Wpisy: 300
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do tematu emocji, bo mi to nie daje spokoju. Rozumiem, że nie powinno się stawiać, kiedy jest się nakręconym. Ale co, jeśli to właśnie emocje są powodem, dla którego chcę postawić? Np. kłócę się z partnerem, chcę zrozumieć sytuację. Mam czekać, aż emocje opadną? Bo wtedy może mi się już nie chcieć pytać...


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Kolczasta Tak, masz czekać. Albo przynajmniej spróbować się wyciszyć przed rozkładem. Bo karty wyłożone w gniewie pokażą Ci gniew, nie prawdę. Napisz najpierw w dzienniku, co czujesz, co myślisz, czego się boisz – a dopiero potem, jak poczujesz, że jesteś chociaż trochę oderwana od emocjonalnego kotła, sięgnij po talię.


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 480

@Kolczasta Ja się tutaj nie zgadzam z @Sauwak w stu procentach. Uważam, że są sytuacje, kiedy emocje wręcz pomagają w odczycie – bo karty odzwierciedlają energię chwili. Problem pojawia się wtedy, kiedy nie jesteś w stanie zaakceptować odpowiedzi. Więc pytanie nie brzmi „czy jestem spokojna?", ale „czy jestem gotowa usłyszeć prawdę, nawet jeśli mi się nie spodoba?".


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Czulu Szanuję Twoje zdanie, ale ja po prostu widziałem zbyt wiele razy, jak emocjonalne rozkłady prowadziły do totalnej dezinformacji. Oczywiście, jeśli ktoś ma stalowe nerwy i potrafi oddzielić emocje od interpretacji – proszę bardzo. Ale większość ludzi tego nie potrafi.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: