Ostatnio wróciłam do tematu Chiron w moim natalu i dotarło do mnie, jak bardzo aspekt Wenus do Chiron zmienia sposób w jaki przeżywamy zwiazki. Mam Wenus w koniunkcji z Chironem w Byku i przez dlugi czas myslalam, ze moje trudności w milosci to po prostu pech. Dopiero kiedy zaczelam pracować z tym aspektem swiadomie, zrozumialam, ze kazda relacja, ktora mnie bolała, coś mi pokazywala o mnie samej. Ciekawe, czy ktos z was ma podobny aspekt w natalu i zauwazyl taki wzorzec?
Wenus-Chiron to jeden z tych aspektów ktury absolutnie nie działa tak samo jak zwykłe aspekty Wenus. Chiron nie jest planeta, jest asteroidą i jego dzialanie jest bardzo specyficzne - on zawsze wskazuje na rane ale jednoczesnie na dar płynący z tej rany. pytanie do ciebie, Emilko: czy ta praca z aspektem byla dla ciebie bardziej swiadoma tzn. przez analizę horoskopu, czy poczulas to najpierw w zyciu, a potem dopasowalas do mapy??
Ja mam trochę inaczej - Wenus w kwadracie do Chiron. Czytałam, że kwadrat działa bardziej napięciowo niż koniunkcja, ale szczerze nie czuję wielkiej różnicy w opisach. Czy naprawdę to ma znaczenie, czy mamy koniunkcję, trygon, czy kwadrat w tym aspekcie? Bo dla mnie to i tak brzmi tak samo - ból przez miłość, uzdrowienie przez miłość.
Trafiłem tu i czytam i mam pytanie, może naiwne - skad wlasciwie wiecie, ze to ten aspekt wpływa na takie rzeczy, a nie po prostu własne doświadczenia, ktore kazdy z nas ma? bo bol w miłości to chyba dosc ludzka sprawa, bez względu na uklad planet.
A czy to nie jest tak, ze Chiron zawsze gdzies mamy i zawsze bedzie jakis aspekt do jakiejs planety?? Bo mam wrazenie, ze jak czlowiek szuka znaczenia, to zawsze je znajdzie w mapie. Nie mowie ze to nieprawda, ale zastanawiam sie czy nie jest tak, ze interpretacje Chiron pasuja do kazdego po trochu.
Chciałem zapytac o cos konkretnego - temat wątku mowi o Wenus i Chiron, ale w opisie pojawia sie Mars w Raku. jak to się wiaze? Bo Mars w Raku to dla mnie zupelnie inny temat - ochrona bliskich dzialanie przez emocje. Czy ktos widzi bezposredni zwiazek tych dwoch rzeczy w kontekście uzdrowienia przez milosc?
to ma sens. Czyli Mars w Raku moglby nasilać chironska tendencję do bycia tym, ktory uzdrawia innych zamiast skupić sie na własnej ranie? pytam, bo znam osobe, ktora dokladnie tak funkcjonuje w związkach - ciagle zajmuje sie partnerem, a swoje potrzeby zostawia z tylu.
Mars w Raku i Chiron-Wenus razem to jest bardzo charakterystyczny obraz. Taka osoba moze miec głęboką potrzebę bycia potrzebną w związku, bo to daje jej poczucie, że zasługuje na miłość. Jaromir wspomniał wczesniej o mechanizmie odtwarzania pierwotnej rany - tu wlasnie Mars w Raku może być tym, co napędza ten mechanizm. Chroni, ratuje, leczy partnera a samej nie pytają jej, czego potrzebuje. Czy ta osoba, o ktorej mowisz, ma też jakieś napięcia miedzy Wenus a innymi planetami?
Przepraszam, ze wchodze w środek ale mam pytanie praktyczne - czy jest jakiś sposób, zeby świadomie pracować z tym aspektem Wenus-Chiron? Rozumiem teorie, ale co to znaczy w praktyce? Czy to jest praca przez medytację, przez rytuały, przez zwykłą terapię?
Właśnie to mnie uderzyło w tej rozmowie - że Chiron-Wenus to nie jest tylko kwestia horoskopowa, to się wiąże z czakrą serca. Mam poczucie, że blokady w czakrze serca i ten aspekt w natalu to jakby dwa opisy tego samego zjawiska, tylko różnym językiem. Czy ktoś to łączył w praktyce?
Czytam caly wątek i mam jedno pytanie, ktore mnie gnębi - czy ktos z was faktycznie poczuł, ze ta ranna Chiron-Wenus sie zagoiła? Nie mówię o rozumieniu, tylko o realnym poczuciu że coś sie zmieniło w tym, jak funkcjonujecie w relacjach?
To, co napisalas Emilko, ze masz chwilę na rozpoznanie wzorca - wlasnie o to mi chodzilo. Nie spodziewałam sie, ze ktos to tak precyzyjnie opisze. Ale mam pytanie: czy ta chwila rozpoznania przyszla sama, przez jakąś pracę z mapą, czy raczej przez cos zupełnie innego?
Wlasnie to mnie zatrzymuje - ta "chwila rozpoznania", o której mówisz. Czy ona nie moglaby przyjść z samej terapii albo z uważności, bez astrologii wogole? pytam uczciwie bo zastanawiam sie co tu wlasciwie robi robote.
Wracając do aspektów, bo trochę odpłynęliśmy - zapytałam wcześniej o kwadrat Wenus-Chiron i dostałam odpowiedź, że napięcie kwadratu pcha do działania przez kryzys. Ale czy to znaczy że osoby z kwadratem potrzebują faktycznie jakiegoś przełomowego kryzysu, żeby coś w sobie ruszyć? Bo to brzmi niepokojąco.
A wracajac do pytania ktore zadalam o praktykę - Kupala wymieniła terapię, medytację i rytuały. Ale czy ktoś mógłby powiedzieć, od czego zacząć, jeśli człowiek nie robi żadnej z tych rzeczy regularnie? Bo mam wrazenie, ze wymienione ścieżki zakladaja już jakis fundament.
Nawiązuję do tego, co Opaline powiedziała o obserwowaniu reakcji - mam dokładnie tak samo od kiedy zaczęłam pracę z czakrą serca. Zaczęłam zauważać, że pewne reakcje w ciele poprzedzają moje emocje. Czy to nie jest właśnie ten poziom, gdzie astrologia i praca energetyczna się spotykają? Że Chiron-Wenus może mieć swój odpowiednik w ciele?
Mam pytanie do Kupali, bo napisala wczesniej o potrzebie bycia potrzebna jako mechanizmie w relacjach. Czy Mars w Raku zawsze tak dziala czy to raczej polaczenie z Chironem robi te specyfikę? Bo znam ludzi z Marsem w Raku, ktorzy sa po prostu bardzo opiekunczy bez tego mechanizmu lekowego.
Czytam watek od początku i mam pytanie moze podstawowe - jak sprawdzić, czy wogóle mam ten aspekt Wenus-Chiron? Znam swoja datę urodzenia, ale niewiem gdzie szukać tej informacji i jak interpretowac orby. Slyszalem, że orby mają znaczenie przy aspektach ale nie rozumiem jak duże musza byc, zeby aspekt liczyl. 😀
Mam Wenus i Chiron w odległości 8 stopni. To już nie jest aspekt, tak? Bo liczę i chyba wychodzi mi poza te 6 stopni, ale czytając opisy czuję, że wiele z tego do mnie trafia. Może to tylko dlatego, że opisy są ogólne?
Mam trygn Wenus-Chiron i pytałam kogos znajomego co to znaczy i powiedzial ze trygon to latwy aspekt wiec nie mam rany Chirona tak mocno. Ale czytam tu ze nawet trygon ma rane tylko ze latwiej dostepna? Kto tu ma racje bo jedno drugiemu przeczy troche.
To co Wolchw opisuje, bardzo blisko tego,od czego zaczelam ten wątek. Wlasnie to rozumiem przez miłość jako drogę do uzdrowienia - nie romantyczne haslo, tylko ten konkretny moment przebudzenia. Że relacja, zamiast być kolejnym miejscem, gdzie chowasz rane, staje się miejscem, gdzie ja widzisz. I pytanie, ktore mam do reszty: czy wy doswiadczyliscie kiedys czegos takiego bez zadnego zewnetrznego impulsu? Tzn. bez kryzysu, bez kogos kto ci to powiedzial - po prostu sami doszliscie?
Mnie to przebudzenie przyszło przez sen, dosłownie. Nie przez żaden kryzys w relacji. Śniłam kogoś bliskiego w sytuacji, gdzie byłam mu niewidzialna - stałam obok i on po prostu mnie nie widział. Obudziłam się z bardzo fizycznym uczuciem w klatce piersiowej. Dopiero potem, sprawdzając mapę, zobaczyłam, że Chiron tranzytuje moje Wenus. Czy to w ogóle ma sens jako wejście w ten temat, czy raczej to zbieżność?
