Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad tym, jak daleko może sięgać orb aspektu, żeby aspekt w ogóle zadziałał. Czytałam różne podejścia i jedni mówią, że 8 stopni to już za dużo, inni że przy koniunkcji nawet 10 jest okej. Sama ostatnio obserwowałam tranzyt Saturna do mojego Słońca i czułam go chyba ze 3 tygodnie przed egzaktem. Ale nie wiem, czy to był Saturn, czy może coś innego. Macie jakieś własne obserwacje? Bo teoria to jedno, a co naprawdę czuć - to drugie.
Dobre pytanie i bardzo niejednoznaczna odpowiedź. Orb zależy mocno od tego, które planety tworzą aspekt. Saturn i Jowisz jako planety wolne działają na większy orb i dłużej, bo po prostu dłużej siedzą w danym miejscu. Ale już Merkury czy Wenus - przy tych raczej trzymam się 3-4 stopni maksymalnie. Co do czucia 3 tygodnie przed - jak szybki był wtedy tranzyt? Saturn się czasem cofa, i to może komplikować odczyty.
To jest właśnie sedno - jeden tranzyt Saturna to często trzy przejazdy przez dany punkt. Pierwszy kontakt, potem retrograde i wróci, potem direct i finalne zamknięcie. I wtedy naprawdę czuć to nawet na 10-12 stopniach przed ostatecznym egzaktem, bo ciało pamięta wcześniejsze przejścia. Masz może zapisane daty tych trzech przejść? Bo to dużo zmienia w interpretacji.
Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale co to dokładnie znaczy orb? Słyszałam ten termin, ale nie do końca rozumiem - to jest ta odległość między planetami w aspekcie?
Dobra, ale moim zdaniem orb przy tranzytach to zupełnie inna sprawa niż orb w natalu. W natalu możesz dać 10 stopni dla koniunkcji Słońce-Księżyc i to jest uzasadnione, bo to stały układ. Przy tranzytach bym nie dawała więcej niż 5 stopni dla jakiegokolwiek aspektu, bo inaczej jesteś 'pod wpływem' wszystkiego przez cały rok i to nie ma sensu. Zresztą większość systemów astrologicznych tak właśnie to traktuje.
A ja mam pytanie z innej strony - bo serio zastanawia mnie ta kwestia Nów rosnącej. Czytałam, że osoby urodzone podczas rosnącej fazy Księżyca są bardziej nastawione na działanie i rozwój. Czy ktoś to sprawdzał na sobie albo na kimś bliskim? Bo brzmi to dla mnie jak trochę zbyt ładna teoria.
Właśnie miałam to poruszyć, bo to jest powiązane z moim pierwotnym pytaniem. Urodziłam się podczas rosnącego Księżyca i faktycznie mam takie ciągłe poczucie, że muszę coś robić, rozwijać, że nic nigdy nie jest skończone. Ale szczerze - nie wiem, czy to faza Księżyca, czy po prostu mój ascendent w Baranie.
Czy ta faza Nów rosnąca działa tylko na charakter, czy też na to, jak tranzyty kogoś dotykają? Bo jeśli ktoś urodzony w tej fazie jest bardziej otwarty na energię, to może też aspekty działają u niego na większy orb? Takie mam przeczucie, ale nie wiem skąd.
Wow, to jest naprawdę duże zagłębienie w temat, nie spodziewałem się takich szczegółów. Dzięki Wam wszystkim, uczę się tu więcej niż z jakiejkolwiek książki. A powiedzie mi ktoś - skąd w ogóle wziął się ten pomysł, że orb dla Słońca jest większy niż dla Marsa? Czytałem o tym, ale nie rozumiem dlaczego.
Czytam ten wątek od początku i mam podstawowe pytanie - bo dopiero zaczynam. Gdzie w ogóle sprawdzam, jaka była faza Księżyca w dniu mojego urodzenia? W jakimś programie astrologicznym, czy jest jakaś prosta strona?
No dobrze, ale wracając do tego co powiedziała Dominika - to że masz ciągłe poczucie działania i niekończenia, to chyba trochę za prędko przypisujesz fazie Księżyca. Mam znajomą urodzoną w pełni i ona jest dokładnie taka sama. Jak odróżnić, co wynika z fazy, a co z całej reszty karty?
Ja mysle, że z tym orbem to nie ma jedej odpowiedzi i każdy astrolog ma swoje zdanie. Sam stosuję coś w rodziaju 'zmniejszającego się orba' - im bliżej egzaktu, tym silniejszy efekt, ale coś czuć już wczensiej. Saturn do natałowego Słońca - zaczynałem obserwować przy 7 stopniach i to miało sens. Przy Merkurym tyle nie dawałem. To wynika z praktyki, nie z teorii.
A tak odnośnie tego co spytała Twilighta - tak, zauważyłem. Po wyjściu Saturna z orba zostaje jakiś cień, szczególnie jeśli tranzyt dotykał Słońca albo Księżyca natalnego. Może dwa, trzy tygodnie po egzakcie czuć jeszcze takie domykanie. Ale to już inna jakość niż gdy planeta zbliża się - wchodzenie jest cięższeie, wychodzenie to bardziej opadanie kurzu.
To co mówi Twilighta o Plutonie jest bardzo trafne. Przy Plutonie nie ma czegoś takiego jak 'wychodzenie z orba' w normalnym sensie, bo ten tranzyt zwykle coś trwale zmienia. Możesz technicznie policzyć, że aspekt minął - ale efekt jest już wbudowany w strukturę. Dlatego przy Plutonie to pytanie o orb ma zupełnie inny wymiar niż przy Merkurym.
Przepraszam, że wchodzę z boku - ale skoro Pluton działa tak inaczej, to czy ma sens stosowanie do niego tych samych tabel orbów co do innych planet? Czytałam gdzieś, że niektórzy astrolodzy w ogóle nie dają Plutonowi i Uranowi takich samych zasad jak planety wewnętrzne. Czy tak jest?
No właśnie, i tu moim zdaniem problem jest nie w szerokości orba, tylko w tym co liczysz. Przy Plutonie orb nie ma sensu mierzyć w stopniach bo to nie jest sprawa kąta - to sprawa tego, jak długo planeta faktycznie jest na danym stopniu albo w danym znaku. To inna skala.
To jest odpowiedź na coś, co mnie nurtuje od początku tego wątku. Pytałam o orb, ale może pytanie było źle postawione. Może nie chodzi o 'ile stopni', tylko o to kiedy zaczyna się jakaś jakość energetyczna. A to może być zupełnie inna odpowiedź dla Plutona, inna dla Saturna, inna dla Marsa. Czy ktoś w ogóle próbował to jakoś usystematyzować dla siebie?
Usystematyzować to jest duże słowo, ale pracuję od jakiegoś czasu z zasadą, że obserwuję tranzyt kiedy planeta wchodzi w ten sam znak co punkt natalny - to dla transpersonalnych. Dla Saturna i Jowisza śledzę od 5 stopni. Dla Marsa i Wenus max 3. To nie jest żaden system, to po prostu moje obserwacje przez lata. Ale ciekawi mnie - Dominika, a ty jak to czujesz u siebie? Masz tę Nów rosnącą i mówiłaś, że ciągłe poczucie działania - czy w momentach Saturna to się nasila czy odwrotnie?
Szczerze? Podczas tranzytów Saturna czuję raczej zatrzymanie, jakby ta energia działania nagle miała ścianę. I to jest dziwne, bo znam osoby z rosnącym Księżycem, które mówią odwrotnie - że Saturn im daje strukturę i wtedy się rozkręcają. Więc może ta faza Księżyca nie jest tak jednoznaczna jak to opisują.
A skąd wiesz, że to Saturn, a nie coś innego w twoim natalu powoduje to zatrzymanie? Bo mam podobne uczucia w pewnych momentach i nigdy nie skojarzyłam tego z żadną planetą, po prostu tak bywa. Skąd w ogóle wiadomo, że to konkretny tranzyt?
Mam to samo pytanie co Pelcia, bo zawsze mnie to zastanawia. Jak ktoś mówi 'czuję Saturna' albo 'czuję tranzyt Plutona', to czy to jest coś co można powiązać z datą na wykresie, czy to bardziej retrospektywne dopasowanie? Pytam serio, bo sam próbuję śledzić tranzyty ale nie jestem pewien, czy nie dopasowuję zdarzeń po fakcie.
O, dziennik astrologiczny - właśnie zacząłem coś takiego prowadzić! Nekromantka, a jak ty to robisz, co dokładnie zapisujesz? Bo wiem że mam zapisywać datę i co się dzieje, ale nie wiem czy zapisywać też samopoczucie, sny, czy tylko konkretne zdarzenia. Chętnie się dowiem jak to u was wygląda, naprawdę dużo się uczę z tego wątku.
Czytam i próbuję nadążyć, ale mam głupie pytanie - co to jest efemeryda? I czy można śledzić tranzyty bez znajomości astrologii, tylko przez obserwację jak Twilighta mówi?
No i tu właśnie jest ten problem z całą astrologią - potwierdzasz to, w co chcesz wierzyć. Każdy tranzyt można dopasować do czegoś, bo życie jest ciągłe. Dlatego orb to w ogóle tak kontrowersyjny temat - jeśli dasz 10 stopni, to tranzyt Saturna przez jeden punkt może trwać rok i przez ten rok coś na pewno się stanie.
