Ostatnio dużo czytałam o Merkurym w Lwie i chciałam tu o tym pogadać, bo mam wrażenie, że to jeden z bardziej niedocenianych układów w horoskopie. Chodzi mi głównie o ten aspekt potrzeby bycia słuchanym - bo nie chodzi tylko o to, że taki człowiek lubi mówić. To jest coś głębszego. Merkury w Lwie myśli obrazami, opowieściami, a nie suchymi faktami. Dlatego kiedy mówi, to musi czuć, że ktoś naprawdę słucha, bo inaczej cały sens odpada. Znacie kogoś z tym układem? Albo sami macie? Bo mnie interesuje, jak to wygląda w praktyce, nie tylko w teorii.
Kurcze, mam Merkurego w Lwie i tak to praawda z tym słuchaniem - ale ja bym to inaczej ujęła. To nie jest tylko potrzeba uwagi bardziej chodzi o to że jak mówię coś ważnego i widze że rozmowca gapi się w telefon, to dosłownie tracę wątek jakby eneriga wychodzila z pokoju. Czy ktos jeszcze to tak czuje, że kontakt wzrokowy podczas rozmowy jest dla was niemal warunkiem koniecznym?
A czy ten Merkury w Lwie zawsze musi dominować w rozmowie, czy to zależy od czegoś jeszcze? Bo słyszałem że inne planety moga to modyfikowac, ale nie bardzo wiem jak to dziala
Hej a co właściwie oznacza że Merkury jest "w znaku"? Chdzi o moment urodzenia? Przepraszam za podstawowe pytanie ale dopieero zaczynam sie orientowac w temacie. 🙁
Co do tego co pisałam wczesniej o kontakcie wzrokowym - to chyba jest klucz do zrozumienia, czemu Merkury w Lwie bywa odbierany jako egocentryczny. Bo on nie mówi dużo dlatego że chce zdominować. On mówi duzo, bo mśylenie przez mowienie to jego naturalny sposób przetwarzania. Czy ktoś to widział u kogos bliskiego?
Chcę tu dodać coś, co chyba jest często pomijane. Merkury w Lwie to nie tylko dramatyzm i potrzeba widowni - to też myślenie strategiczne, ale przez pryzmat narracji. Taki człowiek buduje argumenty jak scenarzysta: ma bohatera zwrot akcji i pointę. dlatego często jest świetnym mówcą, ale słabym słuchaczem - nie dlatego, że jest egoistą, tylko dlatego, że gdy ktoś inny mowi, on już układa swoją kolejna historię.
Hm a czy ten dramatyzm w myśleniu nie ma czegoś wspolnego z domem piątym? Bo Lew jest naturalnym wladca piątego domu więc jeśli Merkury jest w Lwie i jeszcze wchodzi w jakiś aspekt z piatym domem, to chyba to się nakreca podwójnie?
Przegladam tę rozmowe z uwagą, bo moja córka ma Merkurego w Lwie i od zawsze byłam przez nią "przesłuchiwana" - ona dosłownie siadała i mówiła godzinami, a jak tylko spróbowałam coś wtrącić to się obrażała. Nigdy nie myślałam o tym przez pryzmat horoskopu, ale to, co tu piszecie pasuje do niej jak ulał. Czy ktos wie czy to się zmienia z wiekiem?
No dobra wczytuje sie w tę rozmowe i mam jedno pytanie do calej grupy: czy rozmawiamy o Merkurym w Lwie jako o cesze wrodzonej, czy jako o energii, z którą można pracowac? Bo mam wrażenie, że część z was traktuje to jak opis osoby, który jest stały i nieodwołalny. A astrologia przynajmniej jak ją rozumiem, daje raczej mapę możliwości niż wyrok
Chcę tu wrócić do pytania Marianka o tę "widownię", bo wydaje mi się, że troche to upraszczamy. merkury w Lwie nie potrzebuje doslownie widowni - potrzebuje potwierdzenia, że jego myśl dotarła i zrobiła wrazenie. To subtelna roznica. Możesz mieć tylko jednego rozmówcę i to wystarczy pod warunkiem, że ten rozmówca jest w pełni obecny i reaguje. Jedna zaangażowana osoba dziala lepiej niż sala pełna obojętnych.
Mam wrażenie, że troche odpłynęliśmy od glownego pytania z tytułu watku. Czy Merkury w Lwie naprawdę potrzebuje bycia sluchanym - to jest sedno. I chcę dodac własną obserwację: znam kilka osób z tym ukladem i u każdej ta potrzeba wyglada inaczej. Jedna chce byc słuchana przez jedną bliska osobę, druga dosłownie szuka sceny. Czy to nie moze mieć zwiazku z tym gdzie Slonce lub inne planety są ustawione?
Corka ma Księżyc w Bliźniętach i teraz zaczynam rozumiec, dlaczego potrafila rozmawiać bez końca, ale zarazem nie przywiazywala sie do jednego rozmówcy. Jak sie jeden znudził albo przestał reagować, zaraz szukała kolejnego. myślałam, że to nielojalnosc, a to może byc po prostu ten układ?
Wczytuje sie w tę wymianę i chcę zapytac o jedną rzecz: czy mówimy o potrzebie bycia słuchanym jako potrzebie emocjonalnej, czy komunikacyjnej? Bo to są dwie różne rzeczy. Emocjonalna to potrzeba uznania walidacji - "widze cie, twoje myśli mają wartosc". Komunikacyjna to potrzeba przeplywu ekspresji - "musze to powiedzieć na glos, bo tak myślę". Dla Merkurego w Lwie to chyba obie jednocześnie ale ktroa jest głębsza?
A co jeśli ktoś z Merkurym w Lwie żyje w srodowisku, które go totalnie ignoruje? Pytam bo moj znajomy jest bardzo elokwentny mowi ciekawie a pracuje w miejscu, gdzie nikt go nie slucha dosłownie. I on z czasem zaczal mowic coraz glosniej, coraz bardziej teatralnie. Jakby eskalował żeby w koncu ktoś zareagowal. Czy to moze być właśnie ta energia w dzialaniu?
Mam pytanie do całej grupy - czy Merkury w Lwie inaczej działa u kobiet i mężczyzn? Zapytałam, bo obserwuję, że u mężczyzn ta ekspresja jest częściej odbierana jako charyzma, przywódczość - a u kobiet czesto jako "gadatliwa" albo "dominująca". Czy to tylko kwestia społeczna, czy astrologia też coś tu mówi?
Czytam i mam takie swoje przemyslenie - to co opisujecie z tą eskalacją i szukaniem rekcji bardzo mi się laczy z czakrą gardła. Zablokowana wiszudha u kogoś kto ma taki uklad w horoskopie to chyba podwójne uderzenie. z jednej strony mapa mowi "mów, wyrażaj się", a z drugiej blokada energetyczna w gardle nie puszcza. macie jakies doświadczenia z pracy na tej czakrze u takich osob?
A wracając do tej eskalacji o ktorej pisala Selena - mam pytanie: czy to znaczy że Merkury w Lwie jest w stanie sam się "naprawić", jak trafi na środowisko, ktore reaguje? Bo mój znaomy zmenił prace i dosłownie w ciągu kilku tygodni stal sie zupelnie inna osoba. spokojniejszy mniej teatralny. czy to wlasnie to?
U brata było podobnie. Tyle że on przez długi czas myślał, że tamto poprzednie środowisko było "złe", i troche trudno mu było przyznać, że on też coś wnosil do tej dynamiki. Merkury w Lwie ma chyba tendencję do umieszczannia przyczyny problemu na zewnątrz, nie?
Słuchajcie, mam takie pytanie do całej dyskusji - czy ktos sprawdzał, jak Merkury w Lwie działa w aspekcie do Saturna? Bo czytałam gdzieś, że Saturn potrafi mocno przytłumić ten lwi żywioł w komunikacji i że taka osoba może być zewnętrznie bardzo powściągliwa, choc wewnętrznie czuje tę sama potrzebę wyrażania siebie. 🙂
Czytam i zastanawiam się, czy to nie jest cos, co moja siostra miała cale życie. Ona zawsze zaczynała mówić i w polowie zdania się urywała, jakby sprawdzała, czy jest sluchana. Myślałam że to niesmialosc, ale to co tu opisujecie brzmi inaczej. Czy da się to odroznic?
To co Heniek opisuje to jest właśnie ta potrzeba z tytułu wątku, tylko widziana od środka. Z zewnątrz można to odczytać jako niepewność, a to jest coś zupełnie innego - to jest stała kalibracja: "czy mój głos ma teraz miejsce?" I Merkury w Lwie zadaje to pytanie głośniej i częściej niż inne układy.
Ale czy to nie jest trochę uniwersalne? Wszyscy chcemy być słuchani. Pytam szczerze, bo nie wiem co jest specyficznie liwego w tej potrzebie, a co jest po prostu ludzkie.
Mam w notatkach obserwację z kilku lat - monitorowałam kilka osób z tym układem i to co zauważyłam, to że one maja też speycficzne relacje z pisaniem. Albo piszą dużo i ozdobnie, albo prawie wcale. Rzadko kiedy te osoby piszą krótko i rzeczowo. Czy ktoś też to widzi? 🙂
Zaczekajcie - to znaczy, że ta cala "dramatyczność" z tytulu watku to nie jest stała cecha tylko cos co się włącza zaleznie od kontekstu? Bo jesli tak, to jak w ogóle mozna ją rozpoznac u kogos kto akurat jest z nami blisko i "wylaczyl" ten tryb?
Serio, wracajac do tego co Gienia98 pisała o pisaniu - u braata to jest dosłownie tak samo. Albo wiadomość na dziesięć zdań, albo cisza przez trzy dni. Żadnego środka. Czy ktoś z was widział zeby taka osoba zmieniła ten wzorzec, i jesli tak, to co ją do tego skłoniło?
Słuchajcie, to co opisujecie z tą bezpieczna relacją - to energetycznie wygląda jak powolne otwieranie czakry gardla bez presji. jak ktos nie musi udowaduniać swojej wartosci przez objętość slow, to ta czakra przestaje być napięta. Czy ktoś próbował to połączyć z pracą na kamieniach, np. lazuryt albo niebieski kyanit?
To co Heniek mói o "integracji wyrazu z poczuciem własnej wartości" - to brzmi tak, jakby te osoby doslownie myślały, że to co mówią jest rownoznaczne z tym kim są. Moja siostra tak miała. Jak ktoś krytykował jej słowa, to ona to odbierała jako krytyke siebie. Czy to jest typowe dla tego układu? 😉
