Zastanawiam się, jak wyglądają wasze Marsy w domach i czy faktycznie czujecie to w codziennym działaniu. U mnie Mars jest w szóstym domu i rzeczywiście cała ta energia idzie w pracę, w szczegóły, w rutynę - ale potrafi też wyładować się w hipochondrię albo kłótnie z współpracownikami. Słyszałem różne opinie na temat tego, czy dom Marsa to jedyna zmienna, czy liczy się też aspekty do niego. Co myślicie - czy sam dom wystarczy, żeby zrozumieć, gdzie kieruje się ta wola działania, czy bez aspektów to niepełny obraz?
Sam dom to za mało, moim zdaniem. Mars bez aspektów to jakbyś patrzył tylko na adres, ale nie wiedział, co jest w środku mieszkania. Mam Marsa w pierwszym domu w trygonie z Jowiszem i to zupełnie inaczej działa niż Mars w pierwszym z kwadratem Saturna - w pierwszym przypadku jest energia napędowa, ekspansja, odwaga, w drugim - ciągłe hamowanie, frustracje, opór. Tylko dom to punkt wyjścia.
A skąd w ogóle wiadomo, który dom jest "właściwy"? Bo czytałam o systemie Placidusa i Whole Sign i podobno dają różne wyniki. U mnie w jednym systemie Mars wypada w piątym, w drugim w czwartym i totalnie nie wiem, który brać pod uwagę.
Ja mam podobny problem - wiem, że jestem Strzelcem, ale o Marsie to nie mam pojęcia jak sprawdzić. Trzeba mieć dokładną godzinę urodzenia?
Wracając do sedna tematu - mam Marsa w ósmym domu i to jest naprawdę specyficzne umiejscowienie. Energia działania idzie tam w transformację, w tajemnice, często w sprawy innych ludzi - ich zasoby, ich psychika. Czuję to mocno przy pracy z kartami - jest jakaś niemal obsesyjna potrzeba docierania do tego, co ukryte. Czy ktoś jeszcze ma Marsa w ósmym i jak to u was wygląda?
A co z Marsem w dwunastym domu? Bo mam i kompletnie nie czuję tej energii działania w zewnętrznym świecie. Jakby była schowana za szybą. Czytałam, że to Mars "w więzieniu", ale to brzmi bardzo pesymistycznie.
To jest właśnie moje pytanie od zawsze przy astrologii - skąd wiadomo, że to naprawdę układ planet, a nie po prostu to, że ludzie dopasowują opisy do siebie? Mars w dwunastym "działa w ukryciu" - to pasuje do prawie każdego introwertyka bez względu na horoskop.
To jest ciekawy wątek, ale wróćmy może na chwilę do samego Marsa w domach, bo myślę, że ta dyskusja nas trochę poniosła. Mnie interesuje praktyczny aspekt - czy ktoś z was zauważył zmianę w tym, jak ta energia działa, przy jakimś ważnym tranzycie przez dom z Marsem natywnym? Bo ja obserwuję siebie od lat i mam wrażenie, że tranzyt Jowisza przez mój piąty dom (gdzie siedzi Mars) naprawdę zmienił rytm działania.
A czy ktoś próbował pracować rytualnie z energią Marsa w konkretnym domu? Pytam, bo w kontekście ósmego zawsze się mówi, że ta energia może być destrukcyjna, jeśli nie ma kanału - i zastanawiam się, czy świadome kierowanie jej przez rytuał cokolwiek zmienia, czy to tylko symbolika.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne - skoro Mars retro powoduje takie wewnętrzne cofnięcie, to czy to zawsze jest negatywne? Bo z tego co piszecie brzmi to jak coś trudnego, ale Wrozbita wcześniej mówił, że Mars w dwunastym nie jest "uwięziony" - może retro też nie jest złe, tylko inne?
Ja mam Marsa w pierwszym i właściwie cały ten wątek czytam z mieszanym uczuciem, bo pierwsza to chyba najprostsza pozycja do zidentyfikowania - energia jest po prostu na powierzchni, widoczna od razu. Nie ma tej głębi co ósmy czy dwunasty. Ale za to mam pytanie do tych, co mają Marsa głębiej w mapie - czy wy sami długo nie rozpoznawaliście tej energii jako marsjańskiej? Czy ona po prostu była i tyle, bez etykiety?
Mars w pierwszym to tak, jakbyś miał silnik po wierzchu - wszyscy go widzą, ty też. Ale właśnie dlatego mam pytanie do tych z głębszymi domami: czy ta energia bywa dla was nierozpoznawalna na co dzień? Bo ja mam ją tak oczywistą, że czasem nie wiem, czy to siła czy po prostu brak hamulca.
Do pytania Elzuni chcę dodać jeszcze jedną warstwę - przy granicznych stopniach między domami naprawdę nie ma jednej odpowiedzi i to nie jest wada systemu. Różne szkoły astrologiczne celowo inaczej to rozstrzygają. Placidus, Cały Dom, Koch - każdy da ci inny wynik. I tu właśnie wychodzi, czemu sprawdzanie obu ma sens nie jako ćwiczenie, tylko jako faktyczna metoda pracy z wykresem.
Wracając do tego co mówiłam wcześniej o Marsie w dwunastym i pracy rytualnej - Magicwoman, masz doświadczenie z rytuałami ukierunkowanymi na planety? Pytam konkretnie: czy przy planecie w dwunastym można w ogóle pracować z jej energią "na wprost", czy zawsze trzeba iść jakoś okrężnie?
Ciekawa jest ta rozmowa o dwunastym, ale mam pytanie, które mnie chodzi po głowie od jakiegoś czasu - czy ktoś z was obserwował, jak Mars w konkretnym domu zachowuje się przy własnej granicy, czyli przy kuspidzie kolejnego domu? Mam na myśli sytuację, kiedy Mars jest blisko wejścia w następny dom - czy energia zaczyna przeciekać, czy jest wyraźna granica?
to jest pytanie, przy którym różni astrolodzy stoczyli niejeden bój. Szkoła orb mówi, że jeśli Mars jest w odległości kilku stopni od kuspidy, energię następnego domu już czuć. Szkoła całego domu w ogóle tego problemu nie ma, bo tam planeta należy do domu, w którym jest stopień - koniec. Ale z doświadczenia? Tak, czuć przeciek. Zwłaszcza przy energetycznej planecie jak Mars.
Słucham tej rozmowy o kuspidach i zastanawiam się - skoro sami astrolodzy się nie zgadzają, to skąd wiadomo, kiedy interpretacja jest trafna, a kiedy to po prostu dobra opowieść którą sobie dopasowujemy do życia? Pytam serio, bo Wrozbita wcześniej mówił, że sprawdzamy co "pasuje", a to brzmi trochę jak potwierdzanie tego, czego szukamy.
Czytam ten wątek już chyba z godzinę i mam jedno pytanie, które nie pojawia się tu w ogóle - czy dom Marsa może się "aktywować" w konkretnym wieku? Słyszałam gdzieś, że każdy dom ma swoje naturalne okresy życia i zastanawiam się, czy to dlatego niektórzy nie czują marsjańskiej energii przez lata, a potem nagle tak.
28 stopień to naprawdę trudny przypadek. Zrób mi jeden test - nie patrząc na opis domów, odpowiedz na jedno pytanie: gdzie silniej czujesz napęd do działania, w sytuacjach jeden na jeden z drugą osobą, czy w momentach, kiedy coś się kończy i zaczyna na nowo? To jest szybszy filtr niż czytanie opisów.
Muszę się zastanowić, bo odpowiem szczerze - w obu. Ale jeśli mam wybrać jedno, to te sytuacje na styku, kiedy coś się kończy. Nie wiem czy to ósmy czy po prostu Pluton w aspekcie.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, które może brzmi naiwnie - skoro daty tranzytu przez kuspidę dają konkretną informację, to czy można z góry ustalić przyszłe daty i się na nie przygotować? Czy to w ogóle ma sens dla Marsa, który działa dosyć gwałtownie?
Przy tej rozmowie o datach i kuspidach chcę wrócić do swojego wcześniejszego pytania, bo nie dostałam pełnej odpowiedzi - jeśli nie wiem dokładnie, w którym domu mam Marsa przez te rozbieżności między systemami, to analiza tranzytu przez kuspidę też będzie nieostra, prawda? Bo nie będę wiedziała, której kuspidy szukać?
Dorzucę się, bo ten wątek Elzuni jest dla mnie ważny metodologicznie. Mamy dwa mechanizmy i pytanie brzmi, który jest Marsem, a który jest czymś innym. Ale czy w ogóle muszą być różne planety? Mars może mieć aspekt do Merkurego i wtedy oba zachowania będą marcyjne, tylko jeden kanał to działanie, drugi to komunikacja/porządek jako forma komunikacji z sobą.
ale chwila - te zdarzenia nie są tego samego typu. Konflikt handlowy to siódmy dom - partnerstwa, umowy, relacje jeden na jeden. Wspólne finanse z partnerką po rozstaniu to klasyczny ósmy. Że oba dały reakcję, to akurat normalne, bo Mars przeszedł przez obie kuspidy - ale które zdarzenie było silniejsze, bardziej przełomowe?
Słucham tej rozmowy o Marcu w ósmym i zastanawiam się czy mój Mars w trzecim jest w ogóle tak samo dynamiczny. Bo jak słyszę o tych transformacjach i długich procesach, to moje "nakręcam się pisząc" wydaje się dosyć przyziemne.
to jest bardzo klasyczny przebieg Marsa w ósmym przez kustpidę. Pytanie do ciebie - czy ta zmiana była stopniowa, czy przyszła nagle w jakimś konkretnym momencie konfliktu? Bo to też może powiedzieć coś o tym jak twój Mars działa - impulsywnie czy przez akumulację.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie może trochę z boku, ale nawiązujące. Mój Mars jest w dziewiątym, i nigdy nie umiałam tego sensownie przełożyć na życie. Słyszę tu o walce przez słowo, przez finanse, przez relacje. A dziewiąty to jest... przekonania? Jak w ogóle wygląda wola walki przez przekonania?
